Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    5 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • My Autumn obsession Autumn loyd loydtea plumandcinnamon
    1 dzień ago by tattoomybroccoli My Autumn obsession. #Autumn #loyd #loydtea #plumandcinnamon
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Good to have some jelly jello freiagele jelly yummy raspberries
    3 dni ago by tattoomybroccoli Good to have some jelly. #jello #freiagele #jelly #yummy #raspberries
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38840
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

zakochanie

Kazdy lubi odwazna Babcie

Wrocilam z Polski do Norwegii. Za tydzien jade znowu. W mieszkaniu w Polsce narazie udalo sie polozyc kafelki w kuchni i lazience, pomalowac sciany i zrobic gore innych, pasjonujacych rzeczy.

Tym razem w Polsce poznalam kogos na nowo. Kogos, kogo znalam od wielu lat, a jednak tym razem poprzebywalismy ze soba dluzej i nagle poczulam jakbysmy poznawali sie od nowa. Wspaniale to bylo uczucie.

 

Poza tym obcielam sobie chyba z pol metra wlosow i zrobilam w Gdansku milion zdjec. :)

Za trzy tygodnie przyjezdza do mnie, do Norwegii moja Babcia. Przez jakis czas mieszkala u swojej siostry, ale stesknila sie i teraz wybiera sie do mnie.

Napisalam na fejsie, ze kupilam mojej 86 letniej Babci bilet na samolot do mnie i wszyscy polubili. Kazdy lubi odwazna Babcie.

W Polsce bylam 3 tygodnie i bardzo tesknilam za L., az myslalam, ze oszalejemy. Straszna to byla mizeria. Ale za to jakie nieopisane szczescie byz znow razem…

rewolucje i akrobacje

Kochani,
Z okazji Wigilji popelnilam wielokrotne rewolucje i akrobacje kuchenne i nie chwalac sie, wszystkie wyszly pyszne.
Jak swietnie, ze sa swieta roznego rodzaju, ktore moga byc taka swietna wymowka, zeby ugotowac rozne cudowne potrawy! I ugotowac ich o wiele za duzo!
Tak wiec w tym roku zrobilam kurczaka pieczonego w miodzie i warzywach, osobno ziemniaki z brukselka z przyprawami (mniam).
Kurczaka zrobilam w moim slow cookerze, ktorego juz mam chyba z rok i bardzo polecam. Powiedziala mi o nim jako pierwsza moja amerykanska S. i zachecila mnie do kupienia tego niedrogiego wynalazku (zaplacilam okolo 30 euro na Amazonie). Polega to cudo na tym, ze wsadzasz mieso, moze byc nawet takie z dolnej polki, ktore jest twarde itd., wrzucasz tam tez ziemniaki i/albo warzywa takie jak marchew, seler itd., zalewasz kostka rosolowa, albo wlasnorecznie zrobionym bulionem, ale to tylko jak jestes fanatykiem jak ja i wlaczasz urzadzenie, a nastepnie idziesz spac, albo idziesz do pracy. Po 6, czy nawet 9 godzinach wylaczasz, podnosisz pokrywke i ogarniaja Cie cudowne zapachy. Generalnie mieso zrobione w slow cookerze jest przepyszne, mieciutkie i sprezyste i w ogole mniam!
Oprocz tego zatrudnilam trzech moich mezczyzn (mojego L. i dwojke gosci) do robienia pierogow. Niesamowite, jaki szybko pierogi sie robia na szesc rak! Farsz zrobilam z kapusty i grzybow, ale nie mialam grzybow suszonych, ktore dosc ciezko tu dostac przed swietami, wiec zrobilam ze smazonymi pieczarkami i zalalam troche bulionem grzybowym, kiedy farsz sie jeszcze smazyl i byly przepyszne pierogi, po prostu pycha. A w dodatku dzisiaj na lunch zapowiadaja sie znowu, wiec juz sie ciesze.
Byla takze salatka tzw. ‚polska’, na ktora nie mam pojecia skad mam przepis, ale jest to typowa salatka z gotowanymi warzywami, jajkiem, korniszonami i w dodatku jedno z ulubionych dan L., takze chocbym jej zrobila ze dwa kilo, to nie musze sie nigdy martwic, ze sie zepsuje, bo L. zawsze pochlonie chocby i mial tydzien jesc w pracy na kazdy lunch i w domu na kazdy obiad… Musze przyznac, ze z moja pasja kuchenna, to dobrze miec taki skuteczny odkurzacz u boku.
Na deser byl makowiec, ktory robie raz w roku, a nastepnie sobie obiecuje, ze bede robila czesciej, bo to takie pyszne… Tym razem zrobilam takze sama mase makowa, zamiast z tej puszki i udalo mi sie zmielic mak bez maszynki do miesa, ani maszynki do kawy, bo takich nie posiadam.
Takze obzeralismy sie miedzynarodowo, chociaz jedzeniem glownie polskim. L. nie chcialo sie robic nic norweskiego, nawet ukochanych gofrow w swojej gofrownicy, ktora jakis czas temu przywlokl z Norwegii.
Potem goscie poszli, a my siedzielismy we dwojke na kocyku i poduszkach pod choinka, pilismy wino, calowalismy sie (a jak wiadomo, calowanie sie z brodaczem jest najlepsze) i rozpakowywalismy prezenty, ktore nam sie bardzo podobaly.
Ja dostalam troche kucharskich rzeczy, ktore mialam na swojej liscie zyczen, ale byly tez prezenty pozakuchenne, a bardzo romantyczne. Nie bede sie wszystkim dzielic, ale z kuchennych dostalam miedzy innymi deske do krojenia, ktora bardzo chcialam, ktora sklada sie w taki sposob, ze pokrojone kawalki wpadaja prosto do garnka jednym sprawnym ruchem, a nie lataja po calej kuchence. Tu jest link: http://www.josephjoseph.com/plastic-chopping-boards/chop-2-pot-plus
Dzisiaj natomiast zabieram sie chyba za muffinki, bo chce wykorzystac te banany, ktore leza na mikrofalowce i groza zepsuciem sie, a mam swietny pomysl na ich wykorzystanie.
Mam nadzieje, ze Wy macie tak samo cudowne swieta z ukochanymi osobami, jak ja.

Kochani,

Z okazji Wigilii popelnilam wielokrotne rewolucje i akrobacje kuchenne i nie chwalac sie, wszystkie wyszly pyszne.
Jak swietnie, ze sa swieta roznego rodzaju, ktore moga byc taka swietna wymowka, zeby ugotowac rozne cudowne potrawy! I ugotowac ich o wiele za duzo!
Tak wiec w tym roku zrobilam kurczaka pieczonego w miodzie i warzywach, osobno ziemniaki z brukselka z przyprawami (mniam).
Kurczaka zrobilam w moim slow cookerze, ktorego juz mam chyba z rok i bardzo polecam. Powiedziala mi o nim jako pierwsza moja amerykanska S. i zachecila mnie do kupienia tego niedrogiego wynalazku (zaplacilam okolo 30 euro na Amazonie). Polega to cudo na tym, ze wsadzasz mieso, moze byc nawet takie z dolnej polki, ktore jest twarde itd., wrzucasz tam tez ziemniaki i/albo warzywa takie jak marchew, seler itd., zalewasz kostka rosolowa, albo wlasnorecznie zrobionym bulionem, ale to tylko jak jestes fanatykiem jak ja i wlaczasz urzadzenie, a nastepnie idziesz spac, albo idziesz do pracy. Po 6, czy nawet 9 godzinach wylaczasz, podnosisz pokrywke i ogarniaja Cie cudowne zapachy. Generalnie mieso zrobione w slow cookerze jest przepyszne, mieciutkie i sprezyste i w ogole mniam!

Oprocz tego zatrudnilam trzech moich mezczyzn (mojego L. i dwojke gosci) do robienia pierogow. Niesamowite, jaki szybko pierogi sie robia na szesc rak! Farsz zrobilam z kapusty i grzybow, ale nie mialam grzybow suszonych, ktore dosc ciezko tu dostac przed swietami, wiec zrobilam ze smazonymi pieczarkami i zalalam troche bulionem grzybowym, kiedy farsz sie jeszcze smazyl i byly przepyszne pierogi, po prostu pycha. A w dodatku dzisiaj na lunch zapowiadaja sie znowu, wiec juz sie ciesze.

Byla takze salatka tzw. ‚polska’, na ktora nie mam pojecia skad mam przepis, ale jest to typowa salatka z gotowanymi warzywami, jajkiem, korniszonami i w dodatku jedno z ulubionych dan L., takze chocbym jej zrobila ze dwa kilo, to nie musze sie nigdy martwic, ze sie zepsuje, bo L. zawsze pochlonie chocby i mial tydzien jesc w pracy na kazdy lunch i w domu na kazdy obiad… Musze przyznac, ze z moja pasja kuchenna, to dobrze miec taki skuteczny odkurzacz u boku.

Na deser byl makowiec, ktory robie raz w roku, a nastepnie sobie obiecuje, ze bede robila czesciej, bo to takie pyszne… Tym razem zrobilam takze sama mase makowa, zamiast z tej puszki i udalo mi sie zmielic mak bez maszynki do miesa, ani maszynki do kawy, bo takich nie posiadam.

Takze obzeralismy sie miedzynarodowo, chociaz jedzeniem glownie polskim. L. nie chcialo sie robic nic norweskiego, nawet ukochanych gofrow w swojej gofrownicy, ktora jakis czas temu przywlokl z Norwegii.
Potem goscie poszli, a my siedzielismy we dwojke na kocyku i poduszkach pod choinka, pilismy wino, calowalismy sie (a jak wiadomo, calowanie sie z brodaczem jest najlepsze) i rozpakowywalismy prezenty, ktore nam sie bardzo podobaly.

Ja dostalam troche kucharskich rzeczy, ktore mialam na swojej liscie zyczen, ale byly tez prezenty pozakuchenne, a bardzo romantyczne. Nie bede sie wszystkim dzielic, ale z kuchennych dostalam miedzy innymi deske do krojenia, ktora bardzo chcialam, ktora sklada sie w taki sposob, ze pokrojone kawalki wpadaja prosto do garnka jednym sprawnym ruchem, a nie lataja po calej kuchence. Tu jest link:


http://www.josephjoseph.com/plastic-chopping-boards/chop-2-pot-plus

Dzisiaj natomiast zabieram sie chyba za muffinki, bo chce wykorzystac te banany, ktore leza na mikrofalowce i groza zepsuciem sie, a mam swietny pomysl na ich wykorzystanie.
Mam nadzieje, ze Wy macie tak samo cudowne swieta z ukochanymi osobami, jak ja.

 

Pozdrawiam,

J.

postanowilam wstac

Prosze Panstwa, zycie jest ciezkie, ale nie za bardzo, bo juz za szesc dni jade na urlop.
Dzisiaj wolna niedziela, ktora oczywiscie spedzam z L., no bo jakze by inaczej.
Troche nam dzisiaj zajelo generalne wstanie z lozka, bo jesli nawet nie zajmowalismy sie tym, co zakochani lubia najbardziej, to spalismy. W tym wszystkim przysnilo mi sie, ze okazalo sie, ze moim chlopakiem jest Kurt Vonnegut i bardzo mnie to we snie ucieszylo. I odwrocilam sie w lozku powiedziec Kurtowi, ze to wspaniale, ze jestesmy razem, bo ja przeczytalam wszystkie jego ksiazki. No, ale wtedy, to sie juz obudzilam i sie okazalo, ze jednak to L., a nie Vonnegut. Jednak nie bylo to rozczarowanie, poniewaz o ile kocham intelekt Vonneguta, to gdyby zyl, mialby teraz prawie 90 lat, wiec nie wiem, czy dotrzymalby mi kroku w tych porannych przyjemnosciach…
Drugi sen byl o mojej ukochanej Moni z Francji, z ktora poszlysmy do niej na studia (?), na ktorych mialysmy sie uczyc pieciu jezykow w tym samym czasie i troche to nie wychodzilo, wiec mialysmy klopoty u wykladowcy…
O trzeciej po poludniu sie jednak zbuntowalam i postanowilam wstac. Zaczelam cos grzebac w kuchni, zadzwonila mama powiedziec mi, ze zmienilam kolory na blogu (dzieki, mamo za trzymanie reki na pulsie) i zaraz powyciagalam najrozniejsze skladniki i zrobilam pizze. Tym razem w lodowce dopisalo i pizza byla z mozarella, parmezanem, pieczarkami, szynka, swiezym rozmarynem i cebula. Oczywiscie musialam dodac cala diabelska piri-piri, wiec troche pozniej plakalismy nad pizza, ale ja to przeciez lubie. Teraz L. mnie upija winem, ktore przyniosl, bo tym razem wzial ze soba prawko, wiec jak go zapytali w sklepie ile ma lat, to mogl udowodnic. 
Teraz juz tylko musze troche wstawiona sie postarac zrobic muffinki, ktore obiecalam mojemu seksownemu L. i juz bedzie koniec niedzieli.
Pozdrawiam Was!

z blachy do wystygniecia

Wczoraj bym u mnie L. i tak mnie rozsmieszal, ze smialam sie jak nienormalna. Mam niesamowite szczescie, ze spotkalam kogos, przy kim moge sie tak zachowywac i kto przy mnie ciagle sie wyglupia. Ostatnio go nazywam Mr. Airforce, bo on strasznie lubi wspominac jak byl w silach powietrznych i jak tam bylo fajnie. A jak mowi ‚airforce’, to na ostatniej glosce slysze powietrze syczace w tej jego wielkiej szparze miedzy jedynkami i od razu mam ochote go calowac i w ogole uwielbiac. 
A z ostatniej chwili:
Otoz ja po prostu dzisiaj po przyjsciu z pracy wykonalam muffinki marchewkowe, slodzone sokiem z pomaranczy, pokryte kremem z serka mascarpone… 
Ja po prostu juz nie chce sie w ogole wyrazac na temat tego, jakie sa zajebiscie dobre, bo jutro przyjezdza moj przyjaciel Rafael do mnie w odwiedziny i chce, zeby chociaz z jedna muffinka zostala na ten jego przyjazd, wiec musze przestac chwilowo opisywac ten niebianski smak :)
Ale.. Nie jestem swinia i daje przepis:
skladniki:
8 Lyzek oleju slonecznikowego
1/2 szklanki brazowego cukru (normalny tez da rade)
3 Lyzki mleka
2 jajka
1 starta marchewka (duza, ok.175g)
1 1/2 szklanki maki tortowej
1 pomarancza wycisnieta na sok
szczypta galki muszkatolowej
szczypta cynamonu
kilka kropel esencji waniliowej
1 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
na krem:
1 serek mascarpone (250g)
4 Lyzki cukru pudru
kilka kropel esencji cytrynowej
Co zrobic?
Do michy wrzucamy olej, cukier i mleko i mikserem tak zrobic, zeby bylo spienione i napowietrzone. Nastepnie kolejno jaja, caly czas miksujac. Potem chwila przerwy w miksowaniu, nareszcie cisza i w tej ciszy starta marchew idzie do mikstury, wymieszac lyzka, a nastepnie wyciskamy sok z pomaranczy do michy. Ja dzisiaj normalnie lapami wycisnelam wszystko, co w tej pomaranczy bylo, troche brudna robota, ale nie mam takiego wyciskacza, wiec lapami musialam. Ok, mieszajac lyzka, wrzucasz make z proszkiem do pieczenia, przyprawy i esencje waniliowa. Jeszcze troche pomieszac, ale bez przesady, bo moznaby cala noc mieszac i nie bedzie gladkie. 
Dwunasto-dziurowa blache muffinkowa wykladamy papierkami, albo smarujemy, jak ktos sie lubi bez papierkow bawic.
Do pieca na 180 stopni, na 25- 30 minut – az stara sztuczka z drewniana wykalaczka sie uda.
Te muffinki nie wyrosna bardzo duze, ale to dobrze, bo jeszcze trzeba ten boski krem.
Po wyjeciu z pieca wysypujemy muffinki z blachy do wystygniecia i staramy sie ich nie zrec, bo potem nic nam nie zostanie do okremowania. Kiedy sa juz letnie, bo do zimnych, to na pewno nie doczekacie, to robimy krem. 
To jest latwe, bo po prostu miksujemy przez dwie minuty wszystkie skladniki kremu i gotowe.
Krem polozyc na gorze muffinek, jakos tam mozna sobie udekorowac, jak ktos sie lubi pierdzielic i w dodatku jest takim masochista, ze jest w stanie dekorowac, a nie pochlaniac natychmiast.
I tada:
A poza tym juz naprawde niedlugo na ten urlop jade, wiec juz rozpoczelam pakowanie sie itd.Zapakowalam juz prezety, ktore ze soba zabieram i chyba tym razem zapomnialam, ze sie do Polski lata samolotem i kupilam prezenty w ilosci takiej, jak zwykle, ale rozmiarach dosc znacznych. W zwiazku z tym wyglada na to, ze rzeczy osobiste, ciuchy i tak dalej, to bede w tym roku wiozla raczej w bagazu podrecznym…

sklepowe przymierzalnie

Najchetniej napisalabym zaraz jeszcze sto notek, a wszystkie o L. Dalej ‚chodzimy ze soba’, czy nie wiem, jak to sie w naszym wieku w ogole nazywa, ale dalej nie mowimy sobie tego slowa na "k." Jak siedze w domu, to non-stop mysle o nim, usmiecham sie do smsow od niego, caluje telefon, kiedy widze slodkie slowa, ktore mi przesyla i w ogole szal sie dzieje jak za czasow, kiedy mialam lat kilkanascie. Kiedy go widze, to az oddychac czasami nie moge, ale jednak oddycham. Uwazam, ze ma najlepsze na swiecie wszystko, kazda czesc ciala, a do tego najseksowniejsze nogi. Hehe, wiem – oszalalam z tymi nogami. Kiedy do mnie mowi, to mi sie wydaje, ze jest najdowcipniejszy na swiecie i w ogole och, jaki madry… W ‚te klocki’, jestesmy do siebie dopasowani, jak dwa kawalki tych samych puzzli, albo moze z milosci mi odebralo rozum i mi sie tylko tak wydaje. Heh, ale sadzac po usmiechu, jaki mam na twarzy to piszac, to raczej mi sie nie wydaje.
Ale.. Chyba jak sie ma lat 27,a nie 17, to sie troche jednak ma wiecej dystansu. Pomimo wszystkich powyzszych objawow, kiedy mam szczerze powiedziec, czy go kocham, tak serio, na zaboj i w ogole slub, dzieci, kredyt na dom i te sprawy, to musze powiedziec, ze nie. 8 miesiecy juz jestesmy razem, moze musi minac jeszcze z osiem, zanim tak powiem.
A troche w innym temacie, to bylam ostatnio na zakupach ciuchowych, troche dlatego, ze jade do Polski i kupowalam prezenty moim ukochanym osobom. Oczywiscie, kiedy juz sie rozgoscilam miedzy wieszakami, nagle znalazlo sie tysiac ubran ‚ w sam raz dla mnie’. Z calym nareczem powedrowalam do przymierzalni.
Pamietam, kiedy bylam mlodsza, na pewno szczuplejsza niz teraz, to sklepowe przymierzalnie byly po prostu dla mnie salonami tortur. Patrzylam w lustro i widzialam okropny, tlusty ksztalt. Strasznie sie wtedy meczylam. Do innych koszmarow, ktore wtedy przezywalam nalezalo ciagle wciaganie brzucha, nieoddychanie, specjalne takie, a nie inne siadanie itd. 
Jak niesamowicie warto bylo po pierwsze wydac kase na terapie i wlozyc w nia wysilek, a po drugie troche sie zestarzec i inaczej patrzec na takie sprawy.
Tak wiec w tej wlasnie przymierzalni, naciagnelam na siebie koronkowa bluzke, ktora okazala sie byc w ogole nie w tym, co trzeba rozmiarze i opinala mnie, jak nie przymierzajac, sznurek opina baleron. Spojrzalam w lustro i… tak mnie rozsmieszyl ten widok, ze zaczelam tanczyc.
A wczoraj siedzialam na podlodze nago po turecku razem z L., jedlismy kolacje i rozmawialismy o jednym filmie dokumentalnym. Kiedys siedzenie po turecku nie wchodzilo w gre, bo wydawalo mi sie, ze taki widok byl nie do przyjecia… Hehe, jak cudownie miec to za soba i po prostu cieszyc sie, ze sie jest zdrowym i calym i ze mozna to szczescie z kims dzielic. A brzuch? L. go uwielbia. :D