Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

youghal

piatek

Ok, wiec bedzie czesc druga, skoro sie domagacie.
Nastepnego dnia, czyli w piatek, poszlam rano do pracy, liczyc pieniadze, bo to wlasnie robie w piatki rano, przed otwarciem.
Alarm oczywiscie wyl przez cala noc, wiec rano takze. Troche pocieszajacy byl fakt, ze skurczybyk troche ochrypl przez cala noc, ale poza satysfakcja, ze nawet alarm ma dosc, to nie pomagalo wiele, szczegolnie, ze pieniedzy nie moglam liczyc na zapleczu, tylko musialam z przodu, gdzie halas byl ogluszajacy.
Po jakiejs godzinie wyszlam wiec do gliniarzy, zapytac sie, czy sa jakies wiadomosci, co do planowanego wylaczenia tego cuda. Wesoly policjant, stojacy na warcie powiedzial, ze okazalo sie, ze alarm jeszcze bedzie okolo tygodnia wyl. Wkurwiona wrocilam do sklepu i po chwili zastanowienia wykrecilam numer do managera regionu. Powiedzialam mu o sytuacji i poinformowalam go, ze jesli ten alarm nie bedzie uciszony tego samego dnia, to ja po weekendzie pojde do takiego tutejszego sadu pracy i zaskarze moje miejsce pracy. Powiedzialam, ze albo ktos przyjedzie i cos z tym zrobi, albo w poniedzialek ide do sadu. Koles odniosl sie do sprawy ze zrozumieniem i powiedzial, zebym wezwala tych naszych ‚inzynierow’ na miejsce i jesli beda mi sprawiali jakies trudnosci, to mam mu dac znac. Tak tez zrobilam, trudnosci oczywiscie byly, bo ‚ee, alarmem to my sie nie zajmujemy, eee, nie to nic nie ma wspolnego z nami, ee, no ja przyjade, ale i tak moze nic nie bede mogl zrobic.’ Powiedzialam, ze nic mnie to nie obchodzi czym oni sie zajmuja i ze zaraz bedzie moj szef dzwonil do ich szefa sie zapytac, w czym klopot. W miedzyczasie policjanci powiedzieli, ze moge wejsc na miejsce zbrodni na chwile i moze mi pozwola wylaczyc alarm. Wprowadzili mnie za lokiec i kazali niczego nie dotykac. Niestety, kiedy pokazalam ktora to skrzynka pokiwali zamaskowanymi na bialo glowami i powiedzieli, ze niestety ta skrzynka musi zostac, tak jak jest. Po jakims czasie przyjechal wreszcie ten niewydarzony inzynier, co to nie mogl przez telefon. Jeszcze raz go zapewnilam od samego wejscia, ze nic mnie to nie obchodzi, ze alarm nie ma z nimi nic wspolnego i ze musi go jakos uciszyc. Koles wzruszyl ramionami, wzial srubokret i rozkrecil cala zabawke, zdjal metalowa obudowe, a potem wyciagnal ze wszystkiego kabel i wreszcie byla cisza…
Lacznie, w ciagu dwoch dni, mialam przyjemnosc sluchac alarmu przez 9 godzin. Jeszcze dzisiaj sie nie czuje soba, a jednym z ciekawszych efektow jeszcze w piatek, bylo to, ze do konca dnia w sumie nie bylam w stanie niczego przeczytac ze zrozumieniem. Alarm sprawil mi wiecej przykrosci i wieksza chyba traume niz to cale morderstwo.
Poniewaz tu we wiosce wszyscy mnie znaja, to juz chyba kazdy opowiedzial mi, co wiedzial o tym kolesiu, ktorego zabito. Slyszalam juz, ze podobno byl narkomanem, chociaz nie wierze w to, bo wynajmowanie mieszkania samemu na glownej ulicy jest malo narkomanskim zachowaniem. Najczesciej powtarzana plotka jest to, ze koles byl gwalcicielem i ze kilka dziewczyn spotkalo to z jego strony i ktos sie wreszcie zemscil. W sumie latwiej jest myslec, ze zginal ktos zly, niz ze to niewinnego kolesia spotkalo. Tyle o plotkach.
Fakty sa takie, ze ktos zadzgal go nozem, kilkakrotnie dzgajac w szyje, a potem podpalil mieszkanie, zeby zatrzec slady.
Dzisiaj juz sobota, czyli od morderstwa minelo 2 dni. Biznes wrocil do normy, malo kto w ogole wspomina cala sprawe, jedynie kwiaty sie walaja przed drzwiami budynku. Policja nawet oddala nam kosze na smieci po przeszukaniu ich, wiec nagle juz jest tak, jakby sie nic nie stalo.

calym sercem

No wiem. Przeginam pale juz z tym niepisaniem. A przeciez mam duzo do powiedzenia. Na przyklad o przemysle farmaceutycznym, albo o stalowym. Tematy tak porywajace, ze nawet moja wlasna matka wykrecala sie od sluchania…
L. pojechal na urlop do Norwegii na dwa i pol tygodnia. Oczywiscie, kiedy ja jade na tyle samo do Polski, to jest w porzadku, ale jego wyjazdy na tak dlugo do Norwegii, to jest absolutne przestepstwo. Tak wiec ja zajmuje sie aktywnym tesknieniem. Za to on zajmuje sie wyszukiwaniem swoich zdjec z dziecinstwa, tak jak mu kazalam i nawet juz dostalam wczoraj kilka, co mnie bardzo ucieszylo.
Do tego dzisiaj wyslal mi smsa po norwesku z komentarzem, zebym sie dobrze bawila wieczorem rozszywrowujac go.
Troche przestalam gotowac, bo staram sie uczyc i mam duzo pracy na studia, do tego duzo pracy w pracy. Czesto, jak ide po pracy do domu, w taki moj prawie wolny dzien, bo przeciez nie musze isc tego dnia w ogole do szkoly, to jestem tak zmeczona, ze autentycznie wydaje mi sie, ze nie dojde w ogole do mojego budynku, a potem po schodach, to juz nie wiem jak. Oczywiscie to wszystko wina czwartego kwartalu, podczas ktorego moj pracodawca zarabia wiecej pieniedzy, niz przez pozostale trzy kwartaly razem wziete. Ja w tym czasie oczywiscie zarabiam tyle samo, ale za to haruje, jak wol.
Dzisiaj juz myslalam, ze oszaleje. 
Moja praca generalnie mnie czasami denerwuje i krytykuje ja, bo chcialabym miec jakas prace wazniejsza i w ogole powazniejsza. Ale ja tu sobie tak mowie, podczas kiedy niektorzy ludzie u nas w firmie pracuja na rownoleglych stanowiskach juz na przyklad 9 lat i mowia o tym z duma. Matko, jesli za siedem lat dalej bede siedziec w XV, to znaczy, ze cos nie wyszlo i to na maksa.
Ale pomimo calej krytyki i tego, jak czesto mi sie wydaje, ze moglabym robic cos wiecej, to bardzo wiele sie nauczylam. Czesto robisz 5 rzeczy naraz, a to i tak jeszcze jest za malo. A na koniec jeszcze masz odpowiedzialnosc za sklep, ktora ciazy na Twoim imieniu, na Twoich dyscyplinarkach i na tym, czy jutro jeszcze bedziesz miec prace, czy nie.
Ciagle organizowanie i upewnianie sie, ze na przyklad wszyscy moi pracownicy maja duzo pracy caly czas, jest wykanczajace. A musze tego pilnowac, bo jesli oni przez 5 minut beda stali z zalozonymi rekami, to jest po prostu przestepstwo.
No i to, co pamietam, ze mnie calkiem zszokowalo na samym poczatku. Najpierw idziesz na trening i tam mowia Ci, ze tu jest taka procedura, a tu taka i ze w poniedzialki zawsze robisz nastepujace 15 procedur, a we wtorki ilestam innych itd.
A nastepnie zaczynasz ten swoj poniedzialek i okazuje sie, ze masz do zrobienia swoje 15 procedur, do tego manager regionu zostawil wiadomosc z czterema dodatkowymi zadaniami, ktore maja byc wykonane ‚natychmiast rano’, w tym momencie wchodzi kient, ktoremu sie calkiem cos wlasnie rozwalilo i on musi natychmiast dostac od Ciebie pomoc, a najlepiej wymiane produktu na nowy (kazdy producent elektroniki ma inna procedure zwrotow) i przychodzi sms, w ktorym masz potwierdzic, ze masz juz zrobione trzy calkowicie przypadkowe zadania z wyzej wymienionych. To wszystko dzieje sie w ciagu pierwszych 15 minut od wejscia do pracy…
Ja generalnie to lubie, ale wiem, ze sa u nas managerowie, ktorzy tego nienawidza. Nie wiem, jak oni to znosza.
Dzisiaj wlasnie byl taki dzien, tylko jeszcze o wiele gorszy, bo w polowie tego calego rozgardiaszu, znalazlam notatke od jedengo z pracujacych dla mnie studentow, ze tak w ogole, to on musi koniecznie miec tydzien wolny zaczynajac pojutrze…
Pomijam juz fakt, ze moge po prostu powiedziec nie i chuj, ale tak naprawde nie moge, najwyzej moge go zwolnic (co tak naprawde tylko przysparza mi wiecej pracy). Najwazniejsze jest jednak to, ze teraz musze zrobic tak, zeby ktos inny pracowal te jego 20 godzin… Pisanie grafikow, to w ogole kiedys bylo przeze mnie znienawidzone zadanie, ale trening czyni mistrza. Teraz robie to bez mrugniecia okiem, ale nie, kiedy i tak juz mam do wypelnienia zbyt wiele godzin i za malo ludzi do pracy, a w dodatku ten koles robi cos takiego.
I bylam taka wsciekla, ze o malo nie oszalalam.
Nie wiedzialam juz w co rece wlozyc i calym sercem nienawidzilam tej pracy.
I wtedy nagle przyszedl alarm powodziowy i trzeba bylo jechac po worki z piaskiem i w ogole parkowac samochod nie przed swoim domem, ale daleko na wzgorzach i ten grafik nagle stal sie takim malym problemem w OCEANIE, ktory sie niepostrzezenie skrada wszedzie naokolo i odplyw wyglada, jak przyplyw… Nie wiem, co bedzie w nocy, bo kiedy szlam do domu, to lodzie unosily sie juz na wysokosci chodnika, a idzie przyplyw i pada, a woda nie splywa kratkami odpywowymi na ulicach. Manager sklepu obok powiedziala mi, ze mam sie nie martwic, bo tam, gdzie nasze sklepy, to rzadko zalewa, ale Meat Shambles Lane zalewa kazdego roku. Obejrzalam sie w strone, gdzie pokazywala: tamta ulica chodze do domu i juz nizej niz ta ulica jest tylko moj budynek…
No, ale samochod zaparkowalam, na takiej wysokiej i stromej gorze, ze ledwo jestem w stanie sie na nia wdrapac, a mieszkanie mam na drugim pietrze, wiec trzymajcie kciuki. :D

wiejska Irlandia

Strasznie chce dzisiaj cos napisac, ale nie moge sie w ogole zabrac. Skoro juz jednak pisze, to chyba znaczy, ze sie zabralam. 
Obejrzalam dzisiaj ‚The Greatest’, wycisnelo to ze mnie dzbanek lez, az sobie zaplakalam dekolt. Polecam film, jesli macie ochote na taki hardkorowo-smutny klimacik. Ja po tym filmie tak sie cieszylam, ze zyje, ze z tej wdziecznosci nawet mi sie chcialo wyszorowac kibel, co zawsze oczywiscie odkladam, chociaz nie tak dlugo, jak odkurzanie, ktorego po prostu nienawidze, bo halasuje. 
A w ogole, to dlaczego ja znowu siedze na podlodze, skoro w mieszkaniu mam dwie sofy, trzy lozka, cztery krzesla, dwa taborety i kibel, na ktorym tez w sumie mozna przeciez siedziec? Do tego usmazylam sobie dzisiaj ziemniaki w plasterkach. Takie smazenie pyr, to w mojej rodzinie tradycja, ktorej nigdy nie kontynuuowalam, bo z reguly nie jem ziemniakow, ale jakoze wczoraj ziemniaki graly role drugoplanowa w filmie o kurczaku w szparagach, to na dzis mi ich troche zostalo do usmazenia. Obierac pyr, to ja nie lubie, kochani, pomimo, ze kuchnia jest dla mnie prawie tak samo przyjemnym miejscem, jak lozko, to jednak siedzenie nad garnkiem i obieranie kartofli jakos mi nie pasi.
L. wyjechal na urlop, na szczescie tylko na tydzien, chociaz ze stresu niecwierkania z nim ciagle przez telefon dostalam pryszcza na facjacie, wiec tesknota jest powazna. Dzisiaj jednak zadzwonil do mnie, mimo zapowiedzianego na cztery az dni milczenia, bo jest gdziestam, gdzie nie ma zasiegu. Tak mi dobrze zrobil ten telefon, ze juz czuje, ze pryszcz sie goi. 
Poza tym mam jeszcze dwa tematy na dzisiaj. Numer jeden bedzie o tym, ze preprowadzilam sie na wioske i pociagnie do drugiego tematu, jakim jest dyskryminacja kobiet. Tak, dzisiaj bedzie calkiem serio i bardzo, bardzo powaznie. 
Ci, co mnie pamietaja z Polski, to wiedza, ze zawsze mnie denerwowalo w naszym kraju wieczne dyskryminowanie kobiet wszechobecne w zyciu publicznym (media itd.,) a takze w prywatnym, codziennym obcowaniu z meskimi szowinistami, ktorymi Polska jest wypelniona po same brzegi, az sie przelewaja i niektorzy przyjezdzaja nawet tutaj, gdzie na szczescie nie chce im sie uczyc jezyka, wiec dyskryminuja juz tylko swoje zony, corki i matki. Po tym, jak przeprowadzilam sie do Cork, odetchnelam z ulga i oddychalam tak przez prawie cztery lata mieszkania tam. Cork, chociaz jak na polskie liczby dziura, to w Irlandii Poludniowej jednak drugie co do wielkosci miasto, a wiec dosc cywilizowane. Generalnie w mediach tutaj ksieza nie przemawiaja, polityka nie zajmuje sie zarcikami na temat kobiecego ciala i tego, kto jest de facto jego wlascicielem, w pracy dyskryminacja wedlug plci lub koloru skory jest surowo karana i od razu przez wszystkich zauwazana i pietnowana, tak wiec cala ta kwestia jest o wiele mniej denerwujaca, niz w Polsce. Oczywiscie w dalszym ciagu jest to kraj katolicki, tak jak Polska, wiec problem rowniez istnieje.
Tak, czy siak, przeprowadzilam sie do szesciotysiecznego Youghal…
Od razu chce powiedziec, ze jestem tu szczesliwa i czuje sie niesamowita szczesciara, ze moge tu mieszkac. Mam mieszkanie doslownie ‚wiszace’ nad woda, codziennie po pracy wlocze sie po plazy, jesli jest odplyw i zbieram muszelki. Kiedy uzbieram pozostale kilka milionow muszelek, ktore tam leza i przywloke do domu, to bede musiala wynajac drugi apartament, zeby w nim mieszkac… 
Ale…
To wlasnie tutaj zrozumialam, co oznacza ta ‚wiejska Irlandia’, ktora jest lepem na turystow, poniewaz przyciaga swoim prymitywizmem… Tutaj, jako ze jestem managerem sklepu na glownej ulicy, wszyscy mnie znaja i wszyscy sie ze mna witaja. Nie ma opcji, zebym poszla w trakcie pracy kupic sobie mleko do kawy i nie musiala sie przywitac z conajmniej szescioma osobami. To nie problem, z natury jestem towarzyska, wiec mnie to nie denerwuje. 
Za to jesli chodzi o bycie osoba rodzaju zenskiego w tym pieknym miejscu to zauwazylam juz kilka ciekawych zjawisk. Najpierw bylo ogloszenie w lokalnej gazecie o wieczorku tylko dla pan, z meskim, rozbieranym tancem, tak zwani Chippendales. Co ciekawe, w reklamie bylo zaznaczone, ze wstep jest tylko dla kobiet, ale z wyraznym dopiskiem, ze mezczyzni moga ‚NADZOROWAC’ siedzac przy barze. Czyli okazuje sie, ze w tej czesci swiata kobiety sa nadzorowane. Tak, jak w krajach arabskich. Ok, przelknelam to jakos, szczegolnie, ze bedac z od dziecka uswiadomionym Norwegiem, przynajmniej, ze tak powiem ‚nie mam tego w domu.’
Druga sprawa, tuz obok mojego domu jest katolicki klub tylko dla mezczyzn! I nie musze chyba dodawac, ze kobiety tam nie tylko ich nie nadzoruja, ale nawet nie sa wpuszczane. Gra sie tam w bilarda i w jakies gry karciane, ktore sa na pewno za trudne dla nas, durnych kobiet. Tu puszczam oko do mojej Mamy, ktora jest wybitna brydzystka i pewnie ogralaby kazdego katolickiego debila w tym klubie, ale oni ze strachu przed nia i innymi brydzystkami/bilardzistkami wola kisic sie we wlasnym sosie. Zauwazylam za to, ze miejscowe centrum spolecznosciowe odegralo sie organizowaniem spotkan tylko dla kobiet. 
A po trzecie, moi drodzy, calkiem obcy mezczyzni nie zwracaja sie tu do mnie inaczej, jak ‚lov’ (kochanie,) lub ‚pet’ (doslownie: zwierzatko.) I na pewno znalezliby sie tacy, ktorzy by argumentowali, ze to jest ‚mile,’ ale znow nie musze chyba dodawac, ze tego typu umniejszajace okreslenia nie sa stosowane wobec mezczyzn, ani nawet malych chlopcow. Bo mezczyzni w tym kraju (i w wielu, wielu innych), w odroznieniu od kobiet maja prawo do godnosci osobistej i to od malenkosci…
Kochani… zobaczycie, ze ja jeszcze wyladuje w jakims ucywilizowanym kraju…
A poki co, paciorek i spac. :D 
‚I raczki na kolderke,’ jak to mawial pewien fajny czlowiek.

zzera mnie

Wyjasniam balagan w poprzednich notkach.
Dostalam awans, o ktorym sie dowiedzialam juz chyba z miesiac temu, i ktory przyjelam cala podekscytowana. Ja z reguly jestem ta naiwna, ze sie ekscytuje jak mnie wysylaja na arene z lwami lub do gniazda krokodyli. Podano mi kilka sklepow do wyboru, z ktorych zaden w sumie nie byl blisko, ale popatrzylam na ceny wynajmu w innych miejscowosciach i przypomialo mi sie, ze ja zawsze chcialam mieszkac w jakims uroczym, malym miasteczku i tam tez pracowac. Wybralam wiec Youghal, mala nadmorska miejscowosc, bo ten kto mnie zna, ten wie, ze Budapeszt jest jedynym na swiecie miejscem, dla ktorego zrezygnowalabym z morza. W poniedzialek zaczelam prace w nowym sklepie. Okazuje sie, ze nie dosyc, ze cala zaloga, to faceci (nie wiem, czy to dobrze,) to w dodatku tylko jeden z nich nie mial jeszcze klopotow z HRem. Reszta jest na ostatecznym ostrzezeniu. Niech tylko ktoregos dnia postanowia wszyscy naraz wywinac jakis glupi numer, a zostane calkiem bez zadnych pracownikow. Inni ludzie z firmy jak sie dowiedzieli, ze dostalam ten awans, to mi wszyscy pierdzieli, jak to sobie dawno zasluzylam na to, swietnie sobie dam rade i tak dalej. A ja poszlam do tego sklepu, zobaczylam burdel w papierach, burdel w magazynie, zaloga w rozkladzie, klienci przyzwyczajeni, ze nikt od nich nie sciaga dlugow i sie zestresowalam. Przyznaje, ze daje sie temu stresowi teraz troche zzerac. Jeszcze nie jest tak zle, zebym sie zastanawiala po co mi to bylo, ale moj zwyczajowy dobry humor i ciete zarty gdzies zniknely zupelnie. Ide tam i jestem czarownica dla tych kolesi, zeby im do lba przypadkiem nie przyszlo nie potraktowac mnie powaznie, bo sie boje. Wiem, ze nie ma takiej opcji, zebym wszystko, co jest do zrobienia zrobila sama, wiec musze ich zaprzac skutecznie do roboty, a latwe to nie jest. W dodatku narazie zajebiscie daleko dojezdzam, wiec to mi tez nie pomaga, chociaz lubie jezdzic. No i tyle, wyskarzylam sie, ciezkie czasy sa. Chociaz niby wszystko ok, ale sie denerwuje.