Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

swieta

6 do 12 godzin pozniej

Jeszcze zostalo troche czasu do swiat, ale ja juz od dawna sie przygotowuje.

Zrobilam dosc duzo roznych slicznych, slodkich zapraw, dzemow i innych tego typu bajerow, ktorymi mam zamiar obdarowac moja norweska rodzine. Miedzy innymi zrobilam ‚fruit leather’. Jesli nigdy o tym nie slyszeliscie, polecam pogooglowac. Natrafilam na to przypadkiem.

Jest to stary amerykanski sposob konserwowania i przechowywania owocow. Polega na tym, ze mielisz owoce w malakserze, bez cukru ani innych dodatkow, chyba, ze bardzo kwasne, to dodajesz cukier do smaku. Ta papke przepuszczasz przez sitko, zeby byla gladka, a nastepnie rozlewasz cienka warstwa na papierze do pieczenia, wyrownujesz co nieco i do piekarnika.

Piekarnik trzeba nastawic na najmniej, jak sie da. U mnie to 50 stopni. I czekasz.

Czekasz.

Czekasz.

Jakies 6 do 12 godzin pozniej jest gotowe.

Sciagasz z papieru polprzezroczysta plachte gumowatej substancji. Jest niesamowita – gumowa i lekko elastyczna. Mozna pociac razem z papierem w paski i pozwijac w ruloniki. Przewiazane wstazka wygladaja jak sliczny prezent, a co najwazniejsze – nie mozna tego ustrojstwa przestac jesc. Cos podobnego do owocowej gumy do zucia, tylko, ze zdrowe i nie przeslodzone. Poszukajcie sobie na youtubie, naprawde fajna sprawa.

 

 

A na blogu kulinarnym ostatnio ciasto z dzemem z czarnej pozeczki i ziemniaki nadziewane.

blackcurrant cake twice baked potato

rewolucje i akrobacje

Kochani,
Z okazji Wigilji popelnilam wielokrotne rewolucje i akrobacje kuchenne i nie chwalac sie, wszystkie wyszly pyszne.
Jak swietnie, ze sa swieta roznego rodzaju, ktore moga byc taka swietna wymowka, zeby ugotowac rozne cudowne potrawy! I ugotowac ich o wiele za duzo!
Tak wiec w tym roku zrobilam kurczaka pieczonego w miodzie i warzywach, osobno ziemniaki z brukselka z przyprawami (mniam).
Kurczaka zrobilam w moim slow cookerze, ktorego juz mam chyba z rok i bardzo polecam. Powiedziala mi o nim jako pierwsza moja amerykanska S. i zachecila mnie do kupienia tego niedrogiego wynalazku (zaplacilam okolo 30 euro na Amazonie). Polega to cudo na tym, ze wsadzasz mieso, moze byc nawet takie z dolnej polki, ktore jest twarde itd., wrzucasz tam tez ziemniaki i/albo warzywa takie jak marchew, seler itd., zalewasz kostka rosolowa, albo wlasnorecznie zrobionym bulionem, ale to tylko jak jestes fanatykiem jak ja i wlaczasz urzadzenie, a nastepnie idziesz spac, albo idziesz do pracy. Po 6, czy nawet 9 godzinach wylaczasz, podnosisz pokrywke i ogarniaja Cie cudowne zapachy. Generalnie mieso zrobione w slow cookerze jest przepyszne, mieciutkie i sprezyste i w ogole mniam!
Oprocz tego zatrudnilam trzech moich mezczyzn (mojego L. i dwojke gosci) do robienia pierogow. Niesamowite, jaki szybko pierogi sie robia na szesc rak! Farsz zrobilam z kapusty i grzybow, ale nie mialam grzybow suszonych, ktore dosc ciezko tu dostac przed swietami, wiec zrobilam ze smazonymi pieczarkami i zalalam troche bulionem grzybowym, kiedy farsz sie jeszcze smazyl i byly przepyszne pierogi, po prostu pycha. A w dodatku dzisiaj na lunch zapowiadaja sie znowu, wiec juz sie ciesze.
Byla takze salatka tzw. ‚polska’, na ktora nie mam pojecia skad mam przepis, ale jest to typowa salatka z gotowanymi warzywami, jajkiem, korniszonami i w dodatku jedno z ulubionych dan L., takze chocbym jej zrobila ze dwa kilo, to nie musze sie nigdy martwic, ze sie zepsuje, bo L. zawsze pochlonie chocby i mial tydzien jesc w pracy na kazdy lunch i w domu na kazdy obiad… Musze przyznac, ze z moja pasja kuchenna, to dobrze miec taki skuteczny odkurzacz u boku.
Na deser byl makowiec, ktory robie raz w roku, a nastepnie sobie obiecuje, ze bede robila czesciej, bo to takie pyszne… Tym razem zrobilam takze sama mase makowa, zamiast z tej puszki i udalo mi sie zmielic mak bez maszynki do miesa, ani maszynki do kawy, bo takich nie posiadam.
Takze obzeralismy sie miedzynarodowo, chociaz jedzeniem glownie polskim. L. nie chcialo sie robic nic norweskiego, nawet ukochanych gofrow w swojej gofrownicy, ktora jakis czas temu przywlokl z Norwegii.
Potem goscie poszli, a my siedzielismy we dwojke na kocyku i poduszkach pod choinka, pilismy wino, calowalismy sie (a jak wiadomo, calowanie sie z brodaczem jest najlepsze) i rozpakowywalismy prezenty, ktore nam sie bardzo podobaly.
Ja dostalam troche kucharskich rzeczy, ktore mialam na swojej liscie zyczen, ale byly tez prezenty pozakuchenne, a bardzo romantyczne. Nie bede sie wszystkim dzielic, ale z kuchennych dostalam miedzy innymi deske do krojenia, ktora bardzo chcialam, ktora sklada sie w taki sposob, ze pokrojone kawalki wpadaja prosto do garnka jednym sprawnym ruchem, a nie lataja po calej kuchence. Tu jest link: http://www.josephjoseph.com/plastic-chopping-boards/chop-2-pot-plus
Dzisiaj natomiast zabieram sie chyba za muffinki, bo chce wykorzystac te banany, ktore leza na mikrofalowce i groza zepsuciem sie, a mam swietny pomysl na ich wykorzystanie.
Mam nadzieje, ze Wy macie tak samo cudowne swieta z ukochanymi osobami, jak ja.

Kochani,

Z okazji Wigilii popelnilam wielokrotne rewolucje i akrobacje kuchenne i nie chwalac sie, wszystkie wyszly pyszne.
Jak swietnie, ze sa swieta roznego rodzaju, ktore moga byc taka swietna wymowka, zeby ugotowac rozne cudowne potrawy! I ugotowac ich o wiele za duzo!
Tak wiec w tym roku zrobilam kurczaka pieczonego w miodzie i warzywach, osobno ziemniaki z brukselka z przyprawami (mniam).
Kurczaka zrobilam w moim slow cookerze, ktorego juz mam chyba z rok i bardzo polecam. Powiedziala mi o nim jako pierwsza moja amerykanska S. i zachecila mnie do kupienia tego niedrogiego wynalazku (zaplacilam okolo 30 euro na Amazonie). Polega to cudo na tym, ze wsadzasz mieso, moze byc nawet takie z dolnej polki, ktore jest twarde itd., wrzucasz tam tez ziemniaki i/albo warzywa takie jak marchew, seler itd., zalewasz kostka rosolowa, albo wlasnorecznie zrobionym bulionem, ale to tylko jak jestes fanatykiem jak ja i wlaczasz urzadzenie, a nastepnie idziesz spac, albo idziesz do pracy. Po 6, czy nawet 9 godzinach wylaczasz, podnosisz pokrywke i ogarniaja Cie cudowne zapachy. Generalnie mieso zrobione w slow cookerze jest przepyszne, mieciutkie i sprezyste i w ogole mniam!

Oprocz tego zatrudnilam trzech moich mezczyzn (mojego L. i dwojke gosci) do robienia pierogow. Niesamowite, jaki szybko pierogi sie robia na szesc rak! Farsz zrobilam z kapusty i grzybow, ale nie mialam grzybow suszonych, ktore dosc ciezko tu dostac przed swietami, wiec zrobilam ze smazonymi pieczarkami i zalalam troche bulionem grzybowym, kiedy farsz sie jeszcze smazyl i byly przepyszne pierogi, po prostu pycha. A w dodatku dzisiaj na lunch zapowiadaja sie znowu, wiec juz sie ciesze.

Byla takze salatka tzw. ‚polska’, na ktora nie mam pojecia skad mam przepis, ale jest to typowa salatka z gotowanymi warzywami, jajkiem, korniszonami i w dodatku jedno z ulubionych dan L., takze chocbym jej zrobila ze dwa kilo, to nie musze sie nigdy martwic, ze sie zepsuje, bo L. zawsze pochlonie chocby i mial tydzien jesc w pracy na kazdy lunch i w domu na kazdy obiad… Musze przyznac, ze z moja pasja kuchenna, to dobrze miec taki skuteczny odkurzacz u boku.

Na deser byl makowiec, ktory robie raz w roku, a nastepnie sobie obiecuje, ze bede robila czesciej, bo to takie pyszne… Tym razem zrobilam takze sama mase makowa, zamiast z tej puszki i udalo mi sie zmielic mak bez maszynki do miesa, ani maszynki do kawy, bo takich nie posiadam.

Takze obzeralismy sie miedzynarodowo, chociaz jedzeniem glownie polskim. L. nie chcialo sie robic nic norweskiego, nawet ukochanych gofrow w swojej gofrownicy, ktora jakis czas temu przywlokl z Norwegii.
Potem goscie poszli, a my siedzielismy we dwojke na kocyku i poduszkach pod choinka, pilismy wino, calowalismy sie (a jak wiadomo, calowanie sie z brodaczem jest najlepsze) i rozpakowywalismy prezenty, ktore nam sie bardzo podobaly.

Ja dostalam troche kucharskich rzeczy, ktore mialam na swojej liscie zyczen, ale byly tez prezenty pozakuchenne, a bardzo romantyczne. Nie bede sie wszystkim dzielic, ale z kuchennych dostalam miedzy innymi deske do krojenia, ktora bardzo chcialam, ktora sklada sie w taki sposob, ze pokrojone kawalki wpadaja prosto do garnka jednym sprawnym ruchem, a nie lataja po calej kuchence. Tu jest link:


http://www.josephjoseph.com/plastic-chopping-boards/chop-2-pot-plus

Dzisiaj natomiast zabieram sie chyba za muffinki, bo chce wykorzystac te banany, ktore leza na mikrofalowce i groza zepsuciem sie, a mam swietny pomysl na ich wykorzystanie.
Mam nadzieje, ze Wy macie tak samo cudowne swieta z ukochanymi osobami, jak ja.

 

Pozdrawiam,

J.

Ja oczywiscie zapomnialam kto mowi, podczas kiedy kto lamie.

Juz po swietach. Nagotowalam prosze panstwa w ilosciach odpowiednich. Zrobilam pierogi z kapusta i grzybami. Grzybow nie udalo mi sie dostac suszonych, takich z rodzaju borowik i kozlak, a jedyne jakie trafilam byly w polskim sklepie chinskie grzyby Mun. No coz, namoczylam, poszatkowalam, wrzucilam do kapusty i tez bylo pyszne.
Farszu oczywiscie zrobilam wiecej, niz pierogow, ale w tym dylemacie pomogl mi niezastapiony L., ktory razem ze mna w pierwszy dzien swiat dorobil 24 pierogi, ktore ja podgotowalam po minucie i wrzucilismy do zamrazalnika (ale mialam problem z napisaniem slowa ‚zamrazalnik’, wow) w workach po 12 pierogow. Bedziemy mieli takie super dwa obiady w styczniu, ze bedziecie wszyscy mi zazdroscic i zgrzytac zebami.
Oprocz pierogow zrobilam takze dwa makowce. Posluzylam sie przepisem z kotlet.tv. Wsypalam wszystko w takich ilosciach, jak ta dziewczyna na filmiku, ale podczas kiedy ona z tej miski po wymieszaniu tego ciasta miala taka jakby kule, to ja mialam praktycznie zupe… I taka to sprawiedliwosc jest. Z ciastem drozdzowym sie paprac po prostu nienawidze, wiec musicie sobie wyobrazic jak bardzo chcialam tego makowca, ze sie jednak papralam. Wyroslo pieknie, a przede wszystkim wreszcie poraz pierwszy udalo mi sie je tak zawinac posrod paprzacego sie ciasta, ze masa makowa w nim zostala, a nie wyplynela, ani nie wybulgotala makowymi bablami jak wulkan. Taka wiec dumna upieklam makowce i po przekrojeniu ukazal mi sie wzor prawie slimaka, pelen maku. Trzeba Wam wiedziec, ze w zeszlym roku, a takze przy kazdej poprzedniej probie robienia makowca, wiekszosc masy makowej mi zawsze gdzies uciekala, bo bylam niezreczna strasznie i tego maku bylo w ciescie niewiele. Tym razem jednak zwyciestwo! Ale niespodzianka: L. stwierdzil, ze to ciasto ma o wiele za duzo maku i ze on znacznie bardziej wolal, kiedy maku bylo ledwo co… Ale powiedzial, ze on rozumie, bo juz podczas pierwszych swiat spedzonych ze mna zauwazyl, ze jedzenie maku jest kwintesencja polskosci… Przynajmniej on tak to odbiera, bo Norwegom do glowy by nie przyszlo, zeby tak zrec mak jak my…
Nastepna potrawa, ktora zrobilam byl kurczak pieczony z ziemniakami slodkimi, normalnymi i z marchwia, wypchany jablkami i zawiniety w boczek. Jedlismy to w Wigilie miedzy innymi, bo ani w Norwegii, ani w Irlandii, w ktorej przeciez mieszkamy, nie ma tradycji niejedzenia miesa w Wigilie, wiec dwa do jednego: polska tradycja musiala sie ugiac.
Oprocz tego zrobilam salatke, na ktora przepis mam nie wiem skad, ale jest to taka zwykla salatka z jajkiem na twardo, gotowana marchewka, korzeniem pietruszki, piklami, groszkiem, porem i kupa majonezu. L. moglby tej salatce skladac poklony, tak kocha to ustrojstwo, ze ja juz dla niego nie istnieje, tylko ta salatka i salatka. Zarlby ja po prostu bez zadnego umiaru.Zrobilam jej wiec prawie, ze wiadro, zeby byl szczesliwy. Juz mnie zapytal, czy na nowy rok tez moglabym zrobic nastepne wiadro, ale kazalm najpierw zjesc to wiadro, ktore jest.
I na deser zrobilam jeszcze takie male ciasteczka z ciasta francuskiego, zawiniete w osobliwy ksztalt zwany ‚sloniowymi uszami.’ Zrobilam je z dzemem malinowym, poniewaz na wiekszosc klasycznych dodatkow do ciasta francuskiego L. jest uczulony.

Tak wiec zrobilismy barszcz z proszku w kubkach, ja wyciagnelam przyslany przez Babcie oplatek, rozlozylismy jedzenie na stole przykrytym obrusem przedstawiajacym snieg, Mikolaja, renifery i tego typu historie, zapalilismy swiece i polamalismy sie oplatkiem. Ja oczywiscie zapomnialam kto mowi, podczas kiedy kto lamie czyj oplatek. To jednak nie szkodzi, bo po zyczeniach i tak ja dostalam wiekszosc obu oplatkow do zjedzenia, bo L. sie to przykleja do podniebienia, a poza tym nie ma on doswiadczen z dziecistwa, kiedy to oplatek, to bylo cos super i w ogole sie zjadalo wszystkim doroslym.
Zjedlismy Wigilie i udalismy sie do sypialni rozpakowywac prezenty, ktore porozkladalismy na lozku.
Wszystko to bylo bardzo emocjonujace, dalismy sobie swietne prezenty, ktore sie nam bardzo podobaly. Ja miedzy innymi, dostalam Kindle, ktorego juz od dawna chcialam miec, wiec zaraz sie wzielam za czytanie kompletnie zaniedbujac moja papierowa ksiazke.
W drugie swieto bylam w pracy na szesc godzin, ale po pracy zrobilam dla L. ciasto czekoladowe, zeby nie musial biedaczek wpieprzac ciagle slodyczy, podczas kiedy ja jem makowca.

Oprocz tych wszystkich wspanialosci, odkrylam calkiem nowa ceche mojego organizmu (na bezsennosci sie nie skonczylo, a zreszta jakos z ta bezsennoscia zaczelam sobie o wiele lepiej radzic). Otoz po jakichs dwoch miesiacach, jak nie dluzej, wystepujacego nagle uczucia, ze zaraz sie zrzygam wystepujacego razem z odjazdowym bolem glowy, trwajacego po kilka godzin, wreszcie doszlam do tego, co jest powodem. Udalo mi sie juz nawet sprawdzic ta hipoteze poprzez usuniecie szkodliwego czynnika, ale sama jeszcze nie wierze, ze oto koniec moich problemow. Okazuje sie, ze nagle nie toleruje mleka… 28 lat je pilam i nic mi nie bylo, az nagle nie i koniec.
Tak wiec skonczyly sie moje latte i capuccino. Skonczyl sie jogurcik. Na cale szczescie od sera mnie nie wykreca, tylko od mleka. Tesknie za latte, ale chetnie pije zielona herbate, cieszac sie tym, ze jest przeciez o wiele zdrowsza. A poza tym bylam kilka razy tak od tego mleka chora, czulam sie po prostu tak strasznie, ze to niepicie latte jest niewielka cena. Przyznaje jednak, ze za poranna kawa z mlekiem w domu mi sie teskni bardzo. :(
W pracy podpowiedzieli mi, ze powinnam poszukac w sklepie mleka ryzowego, ktore podobno jest znosne z kawa, a takze jakiegos specjalnego mleka z usunieta laktoza. Pewnie bedzie ono kosztowalo po €5 za litr, ale raz na jakis czas przynajmniej wypilabym kawe.

zmeczenie

Kochani, przepraszam, ze nie pisze. Jestem strasznie zmeczona, ciagle studia i praca, ktora mnie po prostu wykancza… Jeszcze w najblizsza srode egzamin i musze napisac dwa rozdzialy mojej pracy dyplomowej. Jak nie oszaleje, to sie znowu odezwe jakos w swieta.

zrolowac w ciescie

Ostatnie dni byly dla mnie (jakzeby inaczej) festiwalem gotowania. Zaczelo sie od tego, ze chyba 17tego L. wrocil wreszcie z Norwegii. Tak sie cieszylam, ze go zobacze, a byl to dzien, kiedy pracowalam tylko do czwartej po poludniu, ze myslalam, ze oszaleje juz w tym domu czekajac, az on wsiadzie rano w samochod na swoim norweskim przedmiesciu, potem w samolot, potem w pociag w Dublinie, a potem jeszcze raz w autobus, zeby przyjechac do mnie. Z tej calej energii oczywiscie bylo tanczenie po calym mieszkaniu i zawzielam sie na taki jeden rog przy wannie, miedzy kafelkami i szorowalam tam, jak nienormalna. Pomyslalam, ze skoro mnie tak roznosi, to chociaz sobie posprzatam. Z tego wszystkiego wyczyscilam wszystkie fugi w calej lazience, ale poniewaz lazienka mala, to potem znow zabraklo mi zajecia. Pognalam wiec do kuchni i ugotowalam, ale juz w sumie nie pamietam, co, ale za to na deser upieklam placek bananowy, ktory potem serwowalam z lodami czekoladowymi, mniam.
I wreszcie przyjechal i moglam mu sie rzucic na szyje i w ogole, chociaz jak zwykle przesladuje mnie w takich sytuacjach poczucie dystansu i nie umiem sie po prostu przerzucic z powrotem na bycie z kims po prostu tak na luzie i blisko, jak zwykle. Na szczescie L. ma ten sam problem, wiec oboje sie raz sciskalismy i obejmowalismy, a raz patrzelismy na siebie troche jak na obcych ludzi i rozmawialismy o pogodzie. Ja tak mam chyba od zawsze, nawet po paru godzinach niewidzenia potrafie sie tak czuc, a L. jest pierwszym moim facetem, ktory ma zupelnie tak samo.
Nakarmilam go wiec, a sama bylam tym wszystkim tak podekscytowana, ze nie moglam w ogole jesc, nawet tego placka z lodami, chociaz byl pyszny.
W nastepnych dniach byl przeciezki zapieprz w pracy, co zreszta dostarczalo nam wybuchow smiechu wsrod zalogi, bo kazdy ze zmeczenia robil cos glupiego. Hitem byl jeden z pracownikow, ktory zadzwonil do sklepu 23. grudnia, w statystycznie najwiecej zarabiajacy i obslugujacy najwiecej klientow dzien w calym roku i oznajmil slabym glosikiem, ze nie przyjdzie do pracy.
ja – Dlaczego?
on – Bo nie moge oddychac, nie moge w ogole oddychac. Mysle, ze to przez to, ze jest tak zimno. (Mamy tu zime stulecia, wiec rozne rzeczy ludzie opowiadaja, ale najzimniej, to bylo chyba z minus 10, wiec ja nie jestem zbyt oszolomiona)
ja – Acha, to czyli przyniesiesz mi zwolnienie lekarskie?
on – Chyba nie bede szedl do lekarza, jest za zimno, chyba nie dam rady.
ja (z calkowitym spokojem i glupim usmieszkiem na twarzy) – No wiesz, jak nie mozesz oddychac, to powinines zadzwonic po pogotowie. Ja wezwe karetke na Twoj adres, jak chcesz.
on (pokaslujac) – Nie, nie, ja sobie jakos dam rade, ale musze miec to zwolnienie?
ja – Tak, tak musisz. Wiesz, o tej porze roku, to sa takie nagle swiateczne choroby, niektorzy tak troche sciemniaja, wiec chyba sam rozumiesz, ze ja nie moge na to pozwolic. To co, zastanow sie nad ta choroba, dobra? Zadzwon do mnie za dziesiec minut.
Tak, jak przewidywalam za dziesiec minut uslyszalam w sluchawce  juz prawie calkiem ‚wyleczony’ glos, ze jednak przyjdzie do pracy. Potem, kiedy przyszedl, to troche costam pokaslywal i chrumkal, ale chyba bardziej na pokaz, bo podobno, kiedy ja juz poszlam do domu, to glos calkiem wrocil do normy i dalszych trudnosci z oddychaniem nie stwierdzono! :D Jednak czasami dla tych ludzi trzeba byc nie tylko szefem, ale tez matka i ojcem i dac kopa na rozped, bo inaczej nie da rady.
Potem wreszcie byl 24. grudnia, czyli zrobilam sobie masochistyczna 10 godzinna sesje gotowania na cale swieta.
Wyprodukowalam pierogi z kapusta i grzybami. Dodalam troche za duzo oleju do ciasta, wiec zrobilo sie ultra sprezyste i jak rozwalkowywalam, to mnie szlag trafial, bo wracalo z powrotem do poprzedniej grubosci w ciagu kilku sekund. Ale przezwyciezylam to. 
Zrobilam tez salatke swiateczna z wszystkimi gotowanymi warzywami, jajkiem na twardo itd., makowiec, ktorego mi wyszlo troche duzo, wiec powstaly az trzy rolady. Robienie go tak mi sie spodobalo, ze juz bym chciala zrobic znowu, ale musze czekac, az otworza polski sklep, zeby kupic mak. Poza tym przystosowalam przepis na maszyne do chleba, wiec jedyne, co musialam zrobic rzeczywiscie to przygotowac mase makowa, zrolowac w ciescie i wstawic do piekarnika. Mowie Wam, maszyna do chleba, to jest najlepsza zabawka, jaka kiedykolwiek mialam, nawet Lego nie bylo takie fajne. Zrobilam tez potrawke z kurczaka w slodkich ziemniakach i brokulach, papryke nadziewana i pierniki imbirowe. Mielismy z L. jeszcze znajoma do pomocy przy jedzeniu tego w pierwsze swieto, ale mimo to jest tego wszystkiego dalej troche. Szczegolnie, ze L. przywiozl mi z Norwegii moja ulubiona paste kawiorowa, wiec podjadam ja w miedzyczasie. Na szczescie w Cork znowu, tak jak w zeszlym roku, podczas mrozu pekly jakies wazne rury i nie maja tam wody, wiec L. przyjezdza do mnie 60km sie wykapac i pomoc mi jesc swiateczne jedzenie.
Swieta byly wspaniale, Martini lalo sie strumieniami, dostalam miedzy innymi napowietrzacz do mleka i mam teraz w domu Starbucks za ulamek ceny, czyli pije z rana kubek z kawa na dnie, przykryta metrem szesciennym mlecznej piany, mniam mniam. :D
No i w ogole zaraz bedzie rok 2011, co jest troche oszalamiajace, bo nawet nie wiem, kiedy to sie stalo i przysieglabym, ze dopiero co byl sylwester. Czas szybko plynie, jak sie jest szczesliwym, czego i Wam zycze.
PS. A w ogole zrobie w linkach sekcje ze stronami, do ktorych chodze po przepisy, zeby nie bylo, ze cos ukrywam.