Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

studia

przejscie oryxow i zyraf

Kochani,
Byl taki wspanialy, dlugi weekend, ze az nie moge sie otrzasnac i znalezc sobie miejsca w pracy. Moze ze znalezieniem sobie miejsca w pracy mam problem takze dlatego, ze brygada monterow wlasnie instaluje nam nowe meble, tak wiec siedze na jakims zepsutym krzesle i lacznie mam miejsca mniej, niz w szkolnej lawce. A z laptopem i telefonem trudno jest na takiej malej przestrzeni sie zmiescic.
Weekend zaczal sie juz w piatek, kiedy spotkalam sie z moja ukochana S. i jej siostra i siostry przyjaciolka, ktore przyjechaly az z Wisconsin, zeby odwiedzic S.
Pojechalysmy do parku Fota, ktory bardzo lubie i znow kupilam sobie tam roczne czlonkowstwo, tak wiec moge tam wchodzic za darmo przez rok z osoba towarzyszaca. Juz kiedys mialam taki karnet i wykorzystalam go wtedy w pelni, wiec sie nie martwie, czy sie to oplaca. Lazilysmy po tej Focie kilka godzin i udalo nam sie zobaczyc karmienie gepardow. Strasznie to jest fajne widowisko i utrzymuje gepardy w swietnym zdrowiu psychicznym i fizycznym. Fota dostala za ten pomysl duzo nagrod i lacznie urodzilo im sie juz 200 gepardzich kociat od kiedy otworzyli park 29 lat temu. Dzieki temu parkowi i innym podobnym w ogole nie odlawia sie juz dzikich gepardow, zeby trzymac je w zoo.
Widowisko polega na tym, ze posilek w postaci martwego kurczaka w calosci z pioroami, albo martwego krolika w calosci z futrem, jest uwiazywany do sznurka, ktory jest przesuwany nad wybiegiem z predkoscia 65km/h i koty musza sobie po protu upolowac to jedzenie.
Uwielbiam tam chodzic, bo zwierzeta maja strasznie duzo miejsca, a niektore wrecz biegaja wolno po calym parku, na przyklad kangury. Ta ilosc miejsca oznacza jednak, ze czasami sie niektorych zwierzac w ogole nie zobaczy, ale to tez, moim zdaniem jest w porzadku, bo dzieki temu maja troche spokoju z dala od zwiedzajaych.
Po Focie poszylsmy do ogrodow, ktore tam sa, a potem na plaze z jaskiniami. Caly dzien byl niesamowicie relaksujacy i wrecz taki wakacyjny. Wieczorem w domu byl juz po pracy L., co tez jest niesamowita atrakcja, bo strasznie sie za nim stesknilam, kiedy byl w Norwegii.
Nastepnego dnia byla sobota i musialam isc do pracy, ale jakos to przezylam, szczegolnie, ze nastepna byla niedziela, w ktora znow poszlismy do Foty, ale z L.
Tym razem bylismy po poludniu i strasznie duzo zwierzat dostawalo wtedy jesc, co bylo tez swietne, bo ich sie pelno wszedzie krecilo. I nawet zobaczylismy karmienie fok i przejscie oryxow i zyraf z ogromnych padokow do domow (w wypadku oryxa to taka stajenka, a dla zyraf to nie wiem jak to nazwac – hangar? hala? strasznie wysokie to jest.)
Wieczorem byla romantyczna kolacja w restauracji u Sycylijczyka i w ogole byl to cudowny dzien.
A wczoraj byl poniedzialek – tutaj swieto i w dodatku swieto takie, w ktore ja nie musze pracowac. W naszym miescie odbywal sie coroczny maraton, z ktorego okazji cale centrum miasta zostalo zamkniete dla samochodow. Wybralam sie tam jako widz i cudownie bylo chodzic po takim calkiem pustym i cichym miescie. W maratonie biegl moj szef, wiec ustawilam sie na 26. mili, zeby go zagrzewac do biegu. Czekalam tam godzine, bo nie bylam pewna dokladnie kiedy bedzie biegl i naklaskalam sie i nazagrzewalam do walki biegaczy tak, ze az mnie bolaly i rece od klaskania i gardlo. Wreszcie biegl szef i nie wygladal wcale na zmeczonego, chociaz mi potem napisal smsa, ze juz wtedy padal na twarz.
Bylam pod takim wrazeniem tych dzielnych maratonczykow, ze postanowilam az pojsc piechota do domu. Nigdy nie szlam piechota z miasta do domu, bo po prostu uwazalam, ze nie jest to mozliwe. Po drodze jest non stop pod gore, moze ze trzy kilometry i w duzej czesci jest tak jakby pionowo pod gore. Dosc powiedziec, ze z mojego okna widze druga strone doliny, ale miasta, to juz nie, bo jest zbyt nisko w dolinie.
Chyba calkiem zwariowalam z tym pojsciem na piechote!
Zaden ze mnie piechur, ani inny wspinaka, prawde mowiac kondycje mam tragiczna, w duzej mierze dzieki studiowaniu w ostatnim roku. Jak zaczelam wlazic, to pierwszy zawal mialam juz chyba po pietnastu minutach, a potem bylo juz tylko gorzej. Pod koniec chcialam sie juz polozyc na chodniku i tak zostac na zawsze, ale nie moglam, bo bylo tak stromo, ze sie balam, ze zjade po prostu w dol. Moj chlopak nieraz wchodzi pod ta gore i sie az tak nie skarzy, a takze widzialam posrod tej meczarni babe z wozkiem, ktora ten wozek z dzieckiem wepchala na ta gore jakos i mnie wyprzedzila przy tym. Takze wiem, ze to jest rzeczywistosc subiektywna. Ale w moim wypadku zawsze tak bylo, niezaleznie od tego jaka mialam kondycje. Szkolna wycieczke w Tatry wspominam jako kare boska i nigdy w zyciu juz tam na pewno nie pojade, bo i po co, skoro nie mam najmniejszego zamiaru sie katowac po tych trasach. Pod gore nie umialam nigdy wchodzic, bo po prostu zawsze mi brakowalo powietrza i tak jest do tej pory. Najbardziej mi sie udalo to udowodnic, kiedy chodzilam na silownie jeszcze w Polsce i robilam 9 km na bierzni bez problemu, ale jak sobie podkrecilam bierznie, zeby byla pod gorke, to nawet kilometra nie umialam zrobic. Ciekawe o co w tym chodzi.
No tak czy siak jakos wlazlam i nie umarlam, ale wiecej sie nie bede na to porywac. Prawdopodobnie tez nie bede musiala, bo w czwartek idziemy ogladac mieszkania pod wynajem po drugiej stronie miasta, gdzie jest plasko i nawet sa drzewa, co w Irlandii wcale nie jest takie czeste. Wlascicielka  jednego z mieszkan ostrzegla, ze w dalszym ciagu mieszkaja w nim lokatorzy, ktorzy beda obecni podczas ogladania i ze oni sa z Finlandii, wiec ona ostzrega, ze prosza ludzi, zeby sciagali buty i ze ona przeprasza za to dziwactwo. Rozesmialam sie z tego i jej powiedzialam, ze moj chlopak jest z Norwegii, a ja z Polski, wiec tez tak robimy i gosciom tez kazemy buty sciagac.
A na koniec powiem Wam, ze skonczylam wreszcie te studia i nawet przyszly wyniki, zreszta niektore wyzsze niz sie spodziewalam i bardzo mnie to ucieszylo. Za prace dyplomowa dostalam najwyzsza ocene z prawie calych dwoch lat, wiec chodze dumna jak paw.

Kochani,
Byl taki wspanialy, dlugi weekend, ze az nie moge sie otrzasnac i znalezc sobie miejsca w pracy. Moze ze znalezieniem sobie miejsca w pracy mam problem takze dlatego, ze brygada monterow wlasnie instaluje nam nowe meble, tak wiec siedze na jakims zepsutym krzesle i lacznie mam miejsca mniej, niz w szkolnej lawce. A z laptopem i telefonem trudno jest na takiej malej przestrzeni sie zmiescic.
Weekend zaczal sie juz w piatek, kiedy spotkalam sie z moja ukochana S. i jej siostra i siostry przyjaciolka, ktore przyjechaly az z Wisconsin, zeby odwiedzic S. Pojechalysmy do parku Fota, ktory bardzo lubie i znow kupilam sobie tam roczne czlonkowstwo, tak wiec moge tam wchodzic za darmo przez rok z osoba towarzyszaca. Juz kiedys mialam taki karnet i wykorzystalam go wtedy w pelni, wiec sie nie martwie, czy sie to oplaca. Lazilysmy po tej Focie kilka godzin i udalo nam sie zobaczyc karmienie gepardow. Strasznie to jest fajne widowisko i utrzymuje gepardy w swietnym zdrowiu psychicznym i fizycznym. Fota dostala za ten pomysl duzo nagrod i lacznie urodzilo im sie juz 200 gepardzich kociat od kiedy otworzyli park 29 lat temu. Dzieki temu parkowi i innym podobnym w ogole nie odlawia sie juz dzikich gepardow, zeby trzymac je w zoo.
Widowisko polega na tym, ze posilek w postaci martwego kurczaka w calosci z pioroami, albo martwego krolika w calosci z futrem, jest uwiazywany do sznurka, ktory jest przesuwany nad wybiegiem z predkoscia 65km/h i koty musza sobie po protu upolowac to jedzenie.
Uwielbiam tam chodzic, bo zwierzeta maja strasznie duzo miejsca, a niektore wrecz biegaja wolno po calym parku, na przyklad kangury. Ta ilosc miejsca oznacza jednak, ze czasami sie niektorych zwierzac w ogole nie zobaczy, ale to tez, moim zdaniem jest w porzadku, bo dzieki temu maja troche spokoju z dala od zwiedzajaych.
Po Focie poszylsmy do ogrodow, ktore tam sa, a potem na plaze z jaskiniami. Caly dzien byl niesamowicie relaksujacy i wrecz taki wakacyjny. Wieczorem w domu byl juz po pracy L., co tez jest niesamowita atrakcja, bo strasznie sie za nim stesknilam, kiedy byl w Norwegii.
Nastepnego dnia byla sobota i musialam isc do pracy, ale jakos to przezylam, szczegolnie, ze nastepna byla niedziela, w ktora znow poszlismy do Foty, ale z L.Tym razem bylismy po poludniu i strasznie duzo zwierzat dostawalo wtedy jesc, co bylo tez swietne, bo ich sie pelno wszedzie krecilo. I nawet zobaczylismy karmienie fok i przejscie oryxow i zyraf z ogromnych padokow do domow (w wypadku oryxa to taka stajenka, a dla zyraf to nie wiem jak to nazwac – hangar? hala? strasznie wysokie to jest.)
Wieczorem byla romantyczna kolacja w restauracji u Sycylijczyka i w ogole byl to cudowny dzien.
A wczoraj byl poniedzialek – tutaj swieto i w dodatku swieto takie, w ktore ja nie musze pracowac. W naszym miescie odbywal sie coroczny maraton, z ktorego okazji cale centrum miasta zostalo zamkniete dla samochodow. Wybralam sie tam jako widz i cudownie bylo chodzic po takim calkiem pustym i cichym miescie. W maratonie biegl moj szef, wiec ustawilam sie na 26. mili, zeby go zagrzewac do biegu. Czekalam tam godzine, bo nie bylam pewna dokladnie kiedy bedzie biegl i naklaskalam sie i nazagrzewalam do walki biegaczy tak, ze az mnie bolaly i rece od klaskania i gardlo. Wreszcie biegl szef i nie wygladal wcale na zmeczonego, chociaz mi potem napisal smsa, ze juz wtedy padal na twarz.Bylam pod takim wrazeniem tych dzielnych maratonczykow, ze postanowilam az pojsc piechota do domu. Nigdy nie szlam piechota z miasta do domu, bo po prostu uwazalam, ze nie jest to mozliwe. Po drodze jest non stop pod gore, moze ze trzy kilometry i w duzej czesci jest tak jakby pionowo pod gore. Dosc powiedziec, ze z mojego okna widze druga strone doliny, ale miasta, to juz nie, bo jest zbyt nisko w dolinie.Chyba calkiem zwariowalam z tym pojsciem na piechote!Zaden ze mnie piechur, ani inny wspinaka, prawde mowiac kondycje mam tragiczna, w duzej mierze dzieki studiowaniu w ostatnim roku. Jak zaczelam wlazic, to pierwszy zawal mialam juz chyba po pietnastu minutach, a potem bylo juz tylko gorzej. Pod koniec chcialam sie juz polozyc na chodniku i tak zostac na zawsze, ale nie moglam, bo bylo tak stromo, ze sie balam, ze zjade po prostu w dol. Moj chlopak nieraz wchodzi pod ta gore i sie az tak nie skarzy, a takze widzialam posrod tej meczarni babe z wozkiem, ktora ten wozek z dzieckiem wepchala na ta gore jakos i mnie wyprzedzila przy tym. Takze wiem, ze to jest rzeczywistosc subiektywna. Ale w moim wypadku zawsze tak bylo, niezaleznie od tego jaka mialam kondycje. Szkolna wycieczke w Tatry wspominam jako kare boska i nigdy w zyciu juz tam na pewno nie pojade, bo i po co, skoro nie mam najmniejszego zamiaru sie katowac po tych trasach. Pod gore nie umialam nigdy wchodzic, bo po prostu zawsze mi brakowalo powietrza i tak jest do tej pory. Najbardziej mi sie udalo to udowodnic, kiedy chodzilam na silownie jeszcze w Polsce i robilam 9 km na bierzni bez problemu, ale jak sobie podkrecilam bierznie, zeby byla pod gorke, to nawet kilometra nie umialam zrobic. Ciekawe o co w tym chodzi?

No tak czy siak jakos wlazlam i nie umarlam, ale wiecej sie nie bede na to porywac. Prawdopodobnie tez nie bede musiala, bo w czwartek idziemy ogladac mieszkania pod wynajem po drugiej stronie miasta, gdzie jest plasko i nawet sa drzewa, co w Irlandii wcale nie jest takie czeste. Wlascicielka  jednego z mieszkan ostrzegla, ze w dalszym ciagu mieszkaja w nim lokatorzy, ktorzy beda obecni podczas ogladania i ze oni sa z Finlandii, wiec ona ostzrega, ze prosza ludzi, zeby sciagali buty i ze ona przeprasza za to dziwactwo. Rozesmialam sie z tego i jej powiedzialam, ze moj chlopak jest z Norwegii, a ja z Polski, wiec tez tak robimy i gosciom tez kazemy buty sciagac.
A na koniec powiem Wam, ze skonczylam wreszcie te studia i nawet przyszly wyniki, zreszta niektore wyzsze niz sie spodziewalam i bardzo mnie to ucieszylo. Za prace dyplomowa dostalam najwyzsza ocene z prawie calych dwoch lat, wiec chodze dumna jak paw.

kilka takich rzeczy

Udalo sie! Zdalam wszystkie egzaminy i oddalam prace dyplomowa w terminie. Nie mamy obrony, wiec na tym koniec moich wysilkow!
Zaraz potem polecialam na urlop do Polski, na prawie dwa tygodnie. Czulam sie tam naprawde fajnie, chociaz jak dla mnie bylo tam za goraco! A kiedy juz sie zrobilo troche zimniej to razem z piorunami i grzmotami, ktorych sie balam! Rodzina sie ze mnie smiala, kiedy siedzielismy pod zadaszeniem w ogrodzie, wokol burza a ja sie zapytalam, czy nie powinnismy przypadkiem isc do domu.

Tutaj w Irlandii nie ma burz. Przez te ponad szesc lat byly moze dwie burze. Kiedys je uwielbialam i rozumialam, ze statystycznie bardzo trudno sie dostac w objecia takiego pioruna i chetnie ogladalam je z okna. Kiedy jednak przyjechalam do Polski w sierpniu dwa lata temu, akurat byly ‚sierpniowe burze’, ktore rozswietlaly w nocy niebo tak, ze w ogole nie bylo mowy o spaniu. I wtedy zobaczylam burze jakimis nowymi oczami i od tamtej pory sie ich boje.

Burza, czy nie, trzy dni temu wrocilam z urlopu, zaczelam znowu chodzic do pracy i robic kilka takich rzeczy, ktore sobie obiecywalam, ze zrobie jak skoncze studia i tak sie na nie cieszylam. Nic wielkiego, tylko takie rzeczy jak granie w jakas gre komputerowa itd.

I ogarnela mnie taka szarosc. Czuje sie jak jakis zolnierz po strasznej bitwie, z jednej strony nie chcialabym sie tam znowu znalezc, ale z drugiej nie umiem sie znalezc w spokojnej, wrecz nudnej codziennosci. Jest mi jakos tak smutno i szaro i nie moge znalezc motywacji, zeby cokolwiek zrobic, ani w domu, ani w pracy.

Nie chce mi sie nawet rozpakowac torby i wyprac ciuchow…

Albo mi to samo niedlugo przejdzie, albo bede musiala cos z tym zrobic.

z okazji egzaminacyjnej

Hej Moi Mili,

Jest Sroda osiemnastego Kwietnia, co oznacza, ze dzisiaj mam egzamin…
W pracy wolne, ktore sobie zarezerwowalam juz jakies pol roku temu, zebym mogla sie uczyc z tej wspanialej okazji egzaminacyjnej.
No i nie umiem sie zmusic…
To znacz, ja sie zmusze, bo zawsze sie jakos zmuszam, ale naprawde dzieki temu kursowi jestem w piekle…
W miedzyczasie poszlam wczoraj do pracy i zdalam sobie sprawe z zaleglosci jakie w niej mam. No, to mnie troszke jeszcze dobilo…

Egzamin jest z prawa pracy i mysle, ze bede go jeszcze raz zdawac w czerwcu, bo cos mi sie nie widzi, ze go dzisiaj wieczorem zdam. Prawo pracy generalnie znam i umiem je zaaplikowac w wiekszosci sytuacji w pracy, ale zdac egzamin, to troche co innego, szczegolnie kiedy trzeba sprobowac zapamietac wszystkie adekwatne precedensy…

Rano za to zjadlam przepyszne sniadanie, poniewaz L. wczoraj zrobil supercienkie nalesniki. Tak wiec zeszlam rano na dol, zrobilam sobie zielona herbate, polozylam na rozgrzanej patelni naleznika, a na nim troche sera, szynki i ziol i poczekalam, az sie troche roztopi ser, a potem zlozylam nalesnika na cztery i jeszcze troche podsmazylam. I bylo takie dobre, mniam!

Te przyjemnosc jednak zawdzieczam L., ktory nie bedac zakochany w gotowaniu, jak ja, po prostu ostatnio gotuje, sprzata, robi zakupy, pilnuje mnie, zebym sie uczyla, robi mi herbate, zupki chinskie (jakies mi sie ostatnio zachcianki na zupki chinskie wlaczyly), odwozi mnie w rozne miejsca (chociaz mam przeciez wlasny samochod) i w ogole jest po prostu idealem.
Tak wiec poraz kolejny przepraszam wszystkie kobiety za to, ze zabralam ten ideal z puli dostepnych mezczyzn.

pisanie pracy czesc nastepna

Jest Poniedzialek Wielkanocny, a ja przyszlam do pracy, zeby pisac moja prace dyplomowa. Latwiej mi sie tu skupic, niz w domu. Jest juz prawie druga po poludniu,a mi wreszcie udalo sie tu dotrzec po jedzeniu sniadania przez godzine i klikaniu na wszystko co sie da w internecie, zeby tylko przelozyc pisanie dyplomu na pozniej. Zmuszanie sie do nauki juz mi tak ciezko idzie po dwoch latach tego kursu, jakbym znowu byla w podstawowce.
W zeszlym tygodniu poszlam do lekarza z objawami mega stresu, zwiazanego z ostatnim egzaminem, ktory nie wiem, jak i czy zdam i z dyplomem, ktory musze miec gotowy juz za chwile prawie. Lekarz zrobila mi test ciazowy i stwierdzila, ze nie jestem w ciazy, wiec po prostu sie stresuje i ze mam przestac. No jasne, po prostu musze sobie dac na luz, nie ma sprawy. Czemu w ciazy mialabym byc, to nie wiem.
Uciekam cos napisac, mam nadzieje dzisiaj napisac rozdzial ‚Findings’, ale to bedzie pracochlonne i bolesne, auc. :(
Pozdrawiam!

 

A na marginesie: kiedy skusilam sie na kupienie ‚Przekroju’ ostatnio, w polskim sklepie wreczono mi plik darmowej prasy polonijnej. Zostawilam te gazetki do kiblowego czytania. Jedna z nich jest taka o plotkach na temat polskich celebrytow, temat jak dla mnie w ogole nieznany i chyba pisany tylko i wylacznie dla tych osob, ktore przywiozly tu ze soba talerz Cyfry albo Polsatu, bo juz od dawna nie znam zadnych polskich celebrytow. Tak, czy siak, w tej gazetce na stronie number chyba 3 przeczytalam, ze zamknieto w wiezieniu jakas kobiete, ktorej dzieci byly strasznie zaniedbane, poniewaz (cytuje gazetke): ‚nie wykonywala swietych obowiazkow matczynych’. Tam jeszcze cos bylo to tym, ze mieszkal z nimi maz/ojciec, ktory gwalcil corki, ale o tym bylo tylko pol zdania. Na stronie moze osmej, gdzie juz bylo bardziej o celebrytach, byla krotka notatka o jakims tam slawnym panu, ktory jest dobrym ojcem, co wymaga artykulu w gazetce, poniewaz po rozwodzie mieszka z jedym ze swoich dzieci, podczas, kiedy drugie mieszka z matka. Brawo ten pan!

Niesamowita jest ta polska mentalnosc sprzed piecdziesieciu lat, ze kobieta ma ‚swiete obowiazki matczyne’, podczas kiedy mezczyzna dostaje artykul pochwalny w gazecie, kiedy udaje mu sie calkowicie nie spierdolic stosunkow z dziecmi po rozwodzie, bo przeciez calkowicie naturlane by bylo, gdyby sobie poszedl w swiat i juz nigdy dzieci na oczy nie widzial. Wtedy gazetka by napisala o jego nowej towarzyszce zycia, nowym samochodzie i nowej fryzurze i nie byloby problemu…

warunki pracy

Hehe, otrzymalam nagle nawal komentarzy pod notka o studiach, pewnie onet gdzies ta notke wetknal ludziom przed oczy. Niektore komentarze na temat, a niektore w ogole nie, sami mozecie sobie zobaczyc, bo wszystkie zatwierdzilam do publikacji. Zarzutow, ze mam slaba ‚glowke’ w ogole nie bede nawet adresowac, bo mi sie nie chce, ale co do ‚podrzednej uczelni’, to powiem Wam tyle, ze uczelnia, na ktorej studiuje jest w gornych 2% na swiecie. :) Kogos tam chyba zawisc niezle gryzie, ze az mi napisal caly esej.

Chcialam Wam sie pochwalic tym, jak mi idzie pisanie pracy dyplomowej.Stresuje sie tym pisaniem wiecej, niz to warte, tak mi sie wydaje, ale po wczorajszych nadludzkich wysilkach niedzielnych, popelnilam nastepne iles stron.
Tak wiec teraz mam juz Introduction, Literature Review (pisanie tego to byl strasznie bolesny proces), Methodology i juz wszystkie badania mam zrobione. Badania, czyli wywiady przeprowadzone z ludzmi, ktorzy kiedys pracowali w pewnej firmie (w mojej poprzedniej pracy) i odeszli z niej w roku 2011. Po skompilowaniu wszystkich wywiadow musze Wam powiedziec, ze smutno sie to czyta w ogole. Najbardziej mnie zaskoczyly odpowiedzi na dwa pytania:
1. (tu postaram sie przetlumaczyc najlepiej jak umiem) Czy zostales poinformowany co w twojej roli sklada sie na swietnie wykonan prace, czyli do czego dazyc, jak wyglada doskonalosc. Jesli tak, prosze powiedz kto przekazal ci ta informacje i jak ona brzmiala.
Na to pytanie dokladnie wszyscy respondenci po protu powiedzieli, ze nie, nigdy nikt z nimi o tym nie rozmawial i ze nigdy o tym nie slyszeli. I tu pojawia sie pytanie: jak mozna oczekiwac, ze ludzie wykonaja cos doskonale, jesli sie im nie powie, czego sie wymaga?

Drugim zaskoczeniem (ale moze nie takim wielkim) jest to, ze zadna z osob, z ktora rozmawialam nie wrocilaby do pracy w tej firmie. Niektorzy nawet mowia, ze musiliby glodowac, zeby sie znow skusic na taka przygode.
A ja tam przetrwalam 3 lata i sama nie wiem jak. :)

Czesto ciekawi mnie, jakie sa warunki pracy w Polsce. W sumie nigdy tam nie pracowalam zbyt dlugo, a juz na pewno nie w duzej firmie.
Czy ludziom sie mowi, co maja osiagnac i jaki jest ich cel i do czego dazyc?