Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

stres

Smutna Wiadomosc

Moja Ukochana Mama zmarła 7. Maja 2013.
Jest mi tak ciężko, nie wiem nawet co mam o tym napisać. Do końca dzielnie walczyła z choroba, miała 56 lat, zmarła dzień po swoich urodzinach. Nie mogę uwierzyć, ani zrozumieć, że naprawde jej już nie ma.
W tym roku będę miała 30. urodziny i już pochowałam oboje rodziców…
Do tego bardzo mi trudno jest patrzeć na cierpienie mojej 85. letniej Babci. Widok jej placzacej lamie mi serce. Jestem zła, ze nie ma dla niej żadnej taryfy ulgowej, ze los ją tak strasznie pokarał.

Nie wiem, jak mam dalej to wszystko zorganizowac, ale zyc dalej musze, bo nikt sie mnie o zdanie nie pyta, czy chce, czy nie chce.

rozplanowac czterdziestu

Jest Poniedzialek Wielkanocny, a ja przyszlam do pracy, zeby pisac moja prace dyplomowa. Latwiej mi sie tu skupic, niz w domu. Jest juz prawie druga po poludniu,a mi wreszcie udalo sie tu dotrzec po jedzeniu sniadania przez godzine i klikaniu na wszystko co sie da w internecie, zeby tylko przelozyc pisanie dyplomu na pozniej. Zmuszanie sie do nauki juz mi tak ciezko idzie po dwoch latach tego kursu, jakbym znowu byla w podstawowce.
W zeszlym tygodniu poszlam do lekarza z objawami mega stresu, zwiazanego z ostatnim egzaminem, ktory nie wiem, jak i czy zdam i z dyplomem, ktory musze miec gotowy juz za chwile prawie. Lekarz zrobila mi test ciazowy i stwierdzila, ze nie jestem w ciazy, wiec po prostu sie stresuje i ze mam przestac. No jasne, po prostu musze sobie dac na luz, nie ma sprawy. Czemu w ciazy mialabym byc, to nie wiem.
Uciekam cos napisac, mam nadzieje dzisiaj napisac rozdzial ‚Findings’, ale to bedzie pracochlonne i bolesne, auc. :(
Dzisiaj przyjechalam do pracy rowerem! Poraz pierwszy. Nie powiem, dupa mnie boli od siodelka, chociaz sobie niby kupilam rower z tzw. wygodnym siodelkiem. To chyba nie jest w ogole calkiem normalne, zeby czlowiek siedzial na czyms tak waskim jak rower, wygodne to to poki co nie jest. Jakos latwiej sie jezdzilo jak sie mialo 12 lat (wydaje mis ie, ze wlasnie wtedy ostatnio jezdzilam na rowerze.)
W dalszym ciagu posiadam samochod, aczkolwiek pojedzie on juz tylko i wylacznie na zlom niestety. Nic naglego sie nie stalo, po prostu jest stary, ma 170000 mil na liczniku, wiele rzeczy jest w nim zepsute i nie ma sensu juz go naprawiac, chociaz poki co jeszcze nawet jezdzi i to calkiem przyjemnie sie go prowadzi. Niestety ani przegladu, ani ubezpieczenia nie mam juz od dwoch dni i poniewaz wiedzialam, ze zbliza sie ta data, to juz ze dwa miesiace temu wymyslilam sobie taki plan, ze kupie sobie rower zamiast samochodu. No i faktycznie, tak zrobilam.
Wczoraj zakupilam rower, a w sumie juz trzy dni temu, ale na wczoraj byl gotowy. Specjalnie do sklepu poszlam w mojej najciasniejszej garsonce pracowej mierzyc, czy w ogole bede w stanie w niej jezdzic. Dalam rade,a  dzisiaj jest wlasnie ten pierwszy dzien, kiedy rower przywiozl mnie do pracy. Wiedzialam, ze bedzie troche ciezko i no i troche bylo, no ale moze bede zdrowsza dzieki temu.
A poza tym, to u mnie w pracy w ostatnich szesciu tygodniach zrobilo sie pieklo i tak jak po przednio mialam obowiazkow tyle, ze nie wiedzialam juz w co rece wlozyc, tak ostatnio juz sie zrobilo grube przegiecie. Nie mailam czasu obliczyc ile bym musiala w tygodniu pracowac, zeby to wszystko zrobic, ale na pewno ponad 70 godzin a za tyle mi nie placa, a nawet jakby placili, to bym tego nie chciala robic.
Tak wiec dzisiaj wreszcie napisalam emaila do szefa, ze musimy porozmawiac i ze nie dam rady tak dalej pracowac. Bo nie chodzi przeciez o taka sytuacje, ze mam wpizdu pracy, ale wszyscy wiedza, ze mam jej za duzo, wiec poblazliwie kiwaja glowami. Niestety tak nie jest. Zamiast tego mam nad glowa jadowite harpie ze strony naszego Kilenta, ktore zycza sobie sto raportow i ciaglego dostepu do nie wiem jakich informacji, dwudziestu szesciu agentow, ktorzy ciagle czegos ode mnie chca i mnie o cos pytaja i szefa, ktory na to wszystko przychodzi i sie pyta, czemu tak malo zarobilismy i czy moge rozplanowac czterdziestu osobom nastepny tydzien godzina po godzinie. Wszystko to, podczas kiedy moja praca, ktora musze wykonywac lezy odlogiem. A potem ja jestem odpowiedzialna za to, ze jest niewykonana. Juz kiedys obliczylam, ze mialam obowiazkow na 64 godziny tygodniowo, a teraz to juz na nie wiem ile. Oczywiscie prosilam, zeby mi zatrudnili asystenta, ale zawsze slysze ta sama wymowke (kasa). Napisalam mu oficjalnie, ze go informuje, ze nie daje razy z obowiazkami, ze mnie to stresuje i ze prosze o zmiany. On teraz musi sie ustosunkowac, bo takie tu jest prawo pracy, ze chroni takie zestresowane robaczki, jak ja. Zobaczymy co sie stanie. Jest w Irlandii kryzys, ale az taka bieda nie jest, zeby trzeba bylo to znosic.
A w ogole, to wczoraj L. zdjal dach w swoim kabriolecie i jezdzilismy w zachodzacym sloncu bez dachu. Szkoda tylko, ze tu upalow nie ma (tzn. upalow bym nie chciala, ale zachod slonca po upalnym dniu, to tak), tak wiec troche zmarzlismy, ale i tak bylo super. Samochod sie od razu zrobil przestronniejszy bez dachu, bo z dachem to jest naprawde malutki. Nie dziwie sie L., ze tak lubi ta swoja zabawke.

Dzisiaj przyjechalam do pracy rowerem! Poraz pierwszy. Nie powiem, dupa mnie boli od siodelka, chociaz sobie niby kupilam rower z tzw. wygodnym siodelkiem. To chyba nie jest w ogole calkiem normalne, zeby czlowiek siedzial na czyms tak waskim jak rower, wygodne to to poki co nie jest. Jakos latwiej sie jezdzilo jak sie mialo 12 lat (wydaje mi sie, ze wlasnie wtedy ostatnio jezdzilam na rowerze.) W dalszym ciagu posiadam samochod, aczkolwiek pojedzie on juz tylko i wylacznie na zlom niestety. Nic naglego sie nie stalo, po prostu jest stary, ma 170000 mil na liczniku, wiele rzeczy jest w nim zepsute i nie ma sensu juz go naprawiac, chociaz poki co jeszcze nawet jezdzi i to calkiem przyjemnie sie go prowadzi. Niestety ani przegladu, ani ubezpieczenia nie mam juz od dwoch dni i poniewaz wiedzialam, ze zbliza sie ta data, to juz ze dwa miesiace temu wymyslilam sobie taki plan, ze kupie sobie rower zamiast samochodu. No i faktycznie, tak zrobilam.Wczoraj zakupilam rower, a w sumie juz trzy dni temu, ale na wczoraj byl gotowy.  Specjalnie do sklepu poszlam w mojej najciasniejszej garsonce pracowej mierzyc, czy w ogole bede w stanie w niej jezdzic. Dalam rade,a  dzisiaj jest wlasnie ten pierwszy dzien, kiedy rower przywiozl mnie do pracy. Wiedzialam, ze bedzie troche ciezko i no i troche bylo, no ale moze bede zdrowsza dzieki temu.
A poza tym, to u mnie w pracy w ostatnich szesciu tygodniach zrobilo sie pieklo i tak jak po przednio mialam obowiazkow tyle, ze nie wiedzialam juz w co rece wlozyc, tak ostatnio juz sie zrobilo grube przegiecie. Nie mailam czasu obliczyc ile bym musiala w tygodniu pracowac, zeby to wszystko zrobic, ale na pewno ponad 70 godzin a za tyle mi nie placa, a nawet jakby placili, to bym tego nie chciala robic.Tak wiec dzisiaj wreszcie napisalam emaila do szefa, ze musimy porozmawiac i ze nie dam rady tak dalej pracowac. Bo nie chodzi przeciez o taka sytuacje, ze mam wpizdu pracy, ale wszyscy wiedza, ze mam jej za duzo, wiec poblazliwie kiwaja glowami. Niestety tak nie jest. Zamiast tego mam nad glowa jadowite harpie ze strony naszego Kilenta, ktore zycza sobie sto raportow i ciaglego dostepu do nie wiem jakich informacji, dwudziestu szesciu agentow, ktorzy ciagle czegos ode mnie chca i mnie o cos pytaja i szefa, ktory na to wszystko przychodzi i sie pyta, czemu tak malo kasy zarobilismy i czy moge rozplanowac czterdziestu osobom nastepny tydzien godzina po godzinie.

Wszystko to, podczas kiedy moja praca, ktora musze wykonywac lezy odlogiem. A potem ja jestem odpowiedzialna za to, ze jest niewykonana. Juz kiedys obliczylam, ze mialam obowiazkow na 64 godziny tygodniowo, a teraz to juz na nie wiem ile. Oczywiscie prosilam, zeby mi zatrudnili asystenta, ale zawsze slysze ta sama wymowke (kasa). Napisalam mu oficjalnie, ze go informuje, ze nie daje razy z obowiazkami, ze mnie to stresuje i ze prosze o zmiany. On teraz musi sie ustosunkowac, bo takie tu jest prawo pracy, ze chroni takie zestresowane robaczki, jak ja. Zobaczymy co sie stanie. Jest w Irlandii kryzys, ale az taka bieda nie jest, zeby trzeba bylo to znosic.

 

A w ogole, to wczoraj L. zdjal dach w swoim kabriolecie i jezdzilismy w zachodzacym sloncu bez dachu. Szkoda tylko, ze tu upalow nie ma (tzn. upalow bym nie chciala, ale zachod slonca po upalnym dniu, to tak), tak wiec troche zmarzlismy, ale i tak bylo super. Samochod sie od razu zrobil przestronniejszy bez dachu, bo z dachem to jest naprawde malutki. Nie dziwie sie L., ze tak lubi ta swoja zabawke.

dopoki sobie nie wymysle

Jest pierwsza w nocy a ja siedze przed komputerem i walcze z moja, calkiem nowa w moim zyciu, bezsennoscia. Zaczelo sie calkiem niewinnie, kiedy podekscytowana nowa praca, awansem i nowymi obowiazkami po prostu nie moglam sie jakos uspokoic wieczorem. A teraz, trzy miesiace pozniej, rozwinelo sie w cos, co powoduje, ze boje sie wieczoru…

Zazwyczaj jest tak, ze leze w lozku, podczas kiedy L. sobie w najlepsze spi i patrze w ciemnosc. Mysle wtedy o wszystkim, a szczegolnie o rzeczach nieistotnych. Ja, ktora potrafilam zasnac zawsze i wszedzie. Mam nawet gdzies na to dowod: zdjecie mnie spiacej siedzac na takim murku – czyims wjezdzie do garazu w bialy dzien – bo znudzila mnie rozmowa…

Teraz moge sobie o czyms takim pomarzyc. Szczytem wszystkiego bylo, kiedy odwiozlam L. na lotnisko o czwartej rano, wrocilam do domu majac jeszcze 5 godzin do pojscia do pracy, polozylam sie w lozku i chuj. Tak lezalam, meczac sie az do dziewiatej rano. A spiaca bylam tak, ze caly dzien w pracy ledwo widzialam ze zmeczenia…

Tak wiec, kiedy L. tak lezy, gleboko oddycha i spi w najlepsze, tak jak i ja kiedys umialam, to ja w myslach odtwarzam wszystkie moje rozmowy ze wszystkimi, ktore odbylam tego dnia, a nastepnie wszystkie, ktore zamierzam odbyc dnia nastepnego. Nie wiem po co, ale nie moge przestac.

Mysle, ze ma to wszystko zwiazek glownie ze stresem pracy i studiow jednoczesnie. To wlasnie dzisiaj napisalam ostatni w tym roku kalendarzowym egzamin, chyba nawet calkiem niezle mi poszlo i oczywiscie zaraz po przyjezdzie do domu zaczely mnie bolec zatoki – bede chora na sto procent… Nie ma to jak sie samemu sabotazowac. Kiedy wreszcie bede miala czas zajac sie praca i pisaniem pracy dyplomowej, postanawiam odebrac sobie polowe energii przeziebieniem. Ja jestem z tych, co wierza, ze przeziebienia fundujemy sobie w duzej mierze sami. Przynajmniej tak mniej wiecej to u mnie dziala, od kiedy przestalam palic. Nie choruje dopoki sobie nie wymysle, ze powinnam sie czyms na maksa zestresowac…

Lubie moja prace bardzo, ale jest to praca trudna, wymagajaca ode mnie naprawde duzo strategicznego myslenia i planowania. W sumie praca, jaka zawsze chcialam, w ktorej mam duza odpowiedzialnosc i duze cisnienie. Ale razem ze studiami jest to ciezko udzwignac… I do tego praca dyplomowa, na ktora patrze po prostu z obrzydzeniem. Tymczasem terminy oddawania kolejnych rozdzialow gonia, juz jestem dwa rozdzialy do tylu. Niby mam teraz swieta do nadrobienia, ale swoje godziny bede musiala wypracowac, a poza tym komu sie kiedykolwiek tak naprawde udalo zrobic duzo na uczelnie podczas swiat?

Kiedys Wam napisze wiecej o pracy, bo jest naprawde fascynujaca, ale dzisiaj mam ochote isc do lozka i w sumie czuje sie taka zmeczona, ze moze dla odmiany zasne?

zmeczenie

Kochani, przepraszam, ze nie pisze. Jestem strasznie zmeczona, ciagle studia i praca, ktora mnie po prostu wykancza… Jeszcze w najblizsza srode egzamin i musze napisac dwa rozdzialy mojej pracy dyplomowej. Jak nie oszaleje, to sie znowu odezwe jakos w swieta.

na polkach jak w wojsku

Grafo, czyli pisze.
Postanowilam cos napisac juz na tego bloga, ktorego tak niewdziecznie ostatnio olalam.
Otoz okazalo sie, ze moj kurs na uniwerku okazal sie byc pelnometrazowymi, a na pewno pelnowysilkowymi studiami, podczas ktorych ksiazke o zarzadzaniu jakoscia wpierdalam na sniadanie, ksiazke o strategii korporacyjnej w poludnie podczas lunchu, a na kiblu czytam o kontrakcie psychologicznym pracownikow. Gdzies tam w miedzyczasie sa egzaminy i milion prac do napisania, a w dalszym ciagu przeciez pracuje na pelen etat i musze swoje minimum 39 godzin tygodniowo wyrobic jak na kopalni, a takze wypelnic tone papierkow i magicznie sprawic, zeby raczkami pracownikow sklep sie wysprzatal to blysku i towar wyukladal na polkach jak w wojsku. Do tego oczywiscie ten chce wakacje, a tamten chce miec wolne w czwartek, a tamtej sie cos stalo, a w ogole, to jest nowy sposob robienia niektorych raportow i nowa promocja, wiec trzeba pozmieniac naklejki. W zwiazku z powyzszym padam na ryj i to do tego stopnia, ze az sama nie wierze. Nie gotowalam juz dluzszy czas, jem co popadnie, albo gotuje mi L. Za siedem dni musze oddac prace, ktorej tematyka jest mi tak zajebiscie obca, ze czuje, ze powinnam jeszcze z dziesiec ksiazek przeczytac, zeby ja napisac, ale na takie luksusy, jak czytanie nastepnych 10ciu juz nie mam czasu.
Powinnam byla sie domyslic, ze bedzie grubo, jak zobaczylam ten budynek uniweru, zreszta gdzies tu na tym blogu wklejony.
Przyjezdzam do Polski jakos bardzo niedlugo, ale w ogole tego jeszcze nie odczuwam, bo zanim wsiade w samolot, to musze jednak zdac jeszcze jeden egzamin i napisac dwie pracy, w tym ta wyzej wspomniana.
Do tego w pracy musialam zatrudnic nowa osobe, wiec juz widze oczami duszy, jak bede przychodzic rano i ogladac watpliwe efekty pracy nowej osoby z poprzedniego wieczora. Powod na to jest taki, ze w mojej kochanej firmie ci pracownicy, ktorzy zamykaja, musza sie nauczyc robic wszystko bardzo szybko i najlepiej trzy rzeczy naraz, a przy okazji sie usmiechac do klienta, zaproponowac mu nowa oferte, dac mu ulotke i na pozegnanie wypowiedziec jeszcze jakas magiczna formulke. Z moich obserwacji wynika, ze nikt nie jest w stanie wykonac wszystkich zadan zwiazanych z zamknieciem sklepu na czas i w pelni przez jakies pierwsze trzy miesiace. Potem jakos nagle dochodza do tej wprawy i juz nigdy nie ma wiecej z tym problemu. Tylko jak juz to umieja, to potem przychodza mi skarzyc na nowych, ze nowi nie umieja i ze na przyklad nie poukladali czegos na rano. Jakos nie pamietaja, ze z nimi bylo tak samo.
Sluchajcie, nie wiem nawet, co mam o sobie pisac, poniewaz ja chwilowo nie istnieje. Mam tak zwany leb, jak sklep, a w nim same ksiazki.
Dobrej nocy zycze.