Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

smieszne

pokerowa twarz

Mamy takiego w pracy kolesia Stevena, ktory dosc powaznie siebie traktuje. Studiuje socjologie, wyglada troche na to, ze ma nadzieje za pomoca tej socjologii zmieniac swiat i wogole jest taki raczej na serio. Reszta tej mini-druzyny to same wesole dzieciaki, tez studenci. Czesto robia sobie z niego jaja, bo kazdy widzi, ze on sie tak troszke uwaza za cos lepszego niz reszta, chociaz jest pewien, ze nikt tego nie widzi. Glos zawsze powazny, ledwo sie usmiecha i wszystko jest dla niego bardzo kluczowa kwestia az do zrzygania.
Tak wiec ostatnio Steven zrobil sobie tatuaz na plecach i pochwalil sie komus w pracy. Jedna z dziewczyn zaczela mu usilnie tlumaczyc, ze musi sobie zdjac ta folie, ktora ma na tatuazu, bo ta folia jest tylko na kilka godzin, a nie na dluzej itd. I ona mu tak usilnie tlumaczyla i tlumaczyla, az w koncu Steven powiedzial, ze jak bedzie mial przerwe, to sobie ta folie zdejmie w toalecie. Na to jeden z chopakow (John) mowi: Wyobraz sobie, wchodzisz do meskiej toalety, a tam polnagi Steven.
I sluchajcie, nie wiem co mi w tym momencie odjebalo, ale powiedzialam; ‚Tylko nie upusc mydla.’ I wybuchl smiech calej druzyny…
A w miedzyczasie troche juz sie rozpakowalismy i zaczyna nam byc w nowym miejscu tak dobrze… To w koncu ten sam apartament, przy ogladaniu ktorego rozdziawilam buzie i powiedzialam ‚No, to jest warte tych pieniedzy,’ a potem L. mowil, ze mial nadzieje, ze chociaz troche zachowam pokerowa twarz. No, ale jemu latwo powiedziec, w koncu on pokerowa twarz ma praktycznie zawsze.
Tak wiec zaczelam znowu gotowac i piec, no bo to jest przeciez cos, co lubie najbardziej. Narobilam juz nie wiem ile muffinek, ale na szczescie L. zawsze je szybko zjada, wiec mozna zrobic nastepne. Poza tym znowu pieke chleb, z ziolami, z serem, z czym tylko dusza zapragnie i jemy wspaniale sniadania, a ja obkladam kanapki chrupiaca papryka, albo pomidorami, na ktore miele duzo czarnego pieprzu, mniam. A co do gotowania, to byl juz kurczak w miodzie, wieprzowina w jablkach i sos do makaronu z porami.
Mniam mniam.
A przy okazji znow mielismy tu powodz. W Cork powodz jest raz w roku, jak nie dwa, ale nikt jakos nie buduje walow przeciwpowodziowych, wrecz buduja domy i centra handlowe na samych brzegach rzek. W Irlandii zycie jest troche absurdalne, tak jak za komuny, tylko po kapitalistycznemu. Podobno manager jednego z pubow plakal na antenie lokalnego radia, bo powodz zrobila ogromne szkody, tak wiec nie mozna powiedziec, ze te wydarzenia nie wplywaja na zycie ludzi. To jednak nie zmienia fakty, ze w przyszlym roku znowu bedzie powodz, jak nie zaleje tego pubu, to cos innego zamiast i znowu bedzie placz. Kiedy pyta sie o to Irlandczykow, to mowia, ze nie da sie nic z tym zrobic, bo jest zbyt duzo wody wokol… I tak to zycie plynie. Tym razem zalalo takze Tesco, bank (w ktorym mam konto), Marks&Spencer, sklep zoologiczny, chinska restauracje i McDonalds…

Mamy takiego w pracy kolesia Stevena, ktory dosc powaznie siebie traktuje. Studiuje socjologie, wyglada troche na to, ze ma nadzieje za pomoca tej socjologii zmieniac swiat i wogole jest taki raczej na serio. Reszta tej mini-druzyny to same wesole dzieciaki, tez studenci. Czesto robia sobie z niego jaja, bo kazdy widzi, ze on sie tak troszke uwaza za cos lepszego niz reszta, chociaz jest pewien, ze nikt tego nie widzi. Glos zawsze powazny, ledwo sie usmiecha i wszystko jest dla niego bardzo kluczowa kwestia az do zrzygania.

Tak wiec ostatnio Steven zrobil sobie tatuaz na plecach i pochwalil sie komus w pracy. Jedna z dziewczyn zaczela mu usilnie tlumaczyc, ze musi sobie zdjac ta folie, ktora ma na tatuazu, bo ta folia jest tylko na kilka godzin, a nie na dluzej itd. I ona mu tak usilnie tlumaczyla i tlumaczyla, az w koncu Steven powiedzial, ze jak bedzie mial przerwe, to sobie ta folie zdejmie w toalecie. Na to jeden z chopakow (John) mowi: Wyobraz sobie, wchodzisz do meskiej toalety, a tam polnagi Steven. I sluchajcie, nie wiem co mi w tym momencie odjebalo, ale powiedzialam: ”Tylko nie upusc mydla.’ I wybuchl smiech calej druzyny…
A w miedzyczasie troche juz sie rozpakowalismy i zaczyna nam byc w nowym miejscu tak dobrze… To w koncu ten sam apartament, przy ogladaniu ktorego rozdziawilam buzie i powiedzialam ‚No, to jest warte tych pieniedzy,’ a potem L. mowil, ze mial nadzieje, ze chociaz troche zachowam pokerowa twarz. No, ale jemu latwo powiedziec, w koncu on pokerowa twarz ma praktycznie zawsze. Tak wiec zaczelam znowu gotowac i piec, no bo to jest przeciez cos, co lubie najbardziej. Narobilam juz nie wiem ile muffinek, ale na szczescie L. zawsze je szybko zjada, wiec mozna zrobic nastepne. Poza tym znowu pieke chleb, z ziolami, z serem, z czym tylko dusza zapragnie i jemy wspaniale sniadania, a ja obkladam kanapki chrupiaca papryka, albo pomidorami, na ktore miele duzo czarnego pieprzu, mniam. A co do gotowania, to byl juz kurczak w miodzie, wieprzowina w jablkach i sos do makaronu z porami.  Mniam mniam.
A przy okazji znow mielismy tu powodz. W Cork powodz jest raz w roku, jak nie dwa, ale nikt jakos nie buduje walow przeciwpowodziowych, wrecz buduja domy i centra handlowe na samych brzegach rzek. W Irlandii zycie jest troche absurdalne, tak jak za komuny, tylko po kapitalistycznemu. Podobno manager jednego z pubow plakal na antenie lokalnego radia, bo powodz zrobila ogromne szkody, tak wiec nie mozna powiedziec, ze te wydarzenia nie wplywaja na zycie ludzi. To jednak nie zmienia fakty, ze w przyszlym roku znowu bedzie powodz, jak nie zaleje tego pubu, to cos innego zamiast i znowu bedzie placz. Kiedy pyta sie o to Irlandczykow, to mowia, ze nie da sie nic z tym zrobic, bo jest zbyt duzo wody wokol… I tak to zycie plynie. Tym razem zalalo takze Tesco, bank (w ktorym mam konto), Marks&Spencer, sklep zoologiczny, chinska restauracje i McDonalds…

poczula taki niepokoj

Wiecie co nam sie w pracy zdarzylo?
Jakies 7 miesiecy temu zatrudnilam pewna pania, nazwijmy ja K., chociaz tak naprawde to chyba nikt nie wie, jak on a sie nazywa. Na rozmowie kwalifikacyjnej na samym poczatku zachowywala sie troszke jakby ktos ja walnal w glowe, albo jakby sie nacpala, ale po pierwszym pytaniu szybko sie rozkrecila, odpowiadala z sensem i pojeciem na pytania, a jej CV mowilo, ze miala doswiadczenie w tej samej branzy itd. Potem przyszla na trening i zaraz po kilku dniach treningu poproszono ja, zeby pomogla innej druzynie odbierac telefony w sobote. Miala juz pelny trening, od poczatku bylo wiadomo, ze praca jest rowniez w soboty, wiec nikt nie widzial probelmu. Oprocz jej samej. Przyszla rzeczywiscie w ta sobote, ale znow zachowanie takie troche jak za mgla i slaba kumacja. Posadzili ja przy kompie i telefonie i po trzech polaczeniach ona poszla do managera tej druzyny ‚porozmawiac’. Powiedziala, ze ona sie nie czuje przygotowana do odbierania telefonow i ze w ogole ona sobie to jakos inaczej wyobrazala i w ogole no ona tak nie moze po prostu usiasc i odbierac. Ten manager nie mial czasu na takie gadki, bo wlasnie dlatego potrzebowal zoltodziobow do odbierania, bo mial nawalnice przychodzacych polaczen i musial zajmowac sie gaszeniem polaczeniowych pozarow, a nie gadka szmatka. Wyslal wiec ta pania do domu. Ona poszla do samochodu i z tego samochodu zadzwonila do mnie. Ja bylam w domu i o dziwo w sobote mialam wolne. Pamietam, ze gotowalam zupe, a ona mi pieprzyla i pieprzyla do tego telefonu. Ze ona nie moze tak odbierac, ze ona sie nie czuje przygotowana, ze ona poczula taki niepokoj, kiedy ona miala odbierac, ze ona nie wiedziala, co miala robic i ze ona w ogole sie nie czula na silach i ze w ogole, w ogole, telefon byl taki straszny. Ja mieszalam zupe jedna reka, a druga sie staralam kroic warzywa, bo nie mialam przy sobie zestawu sluchawkowego. W koncu jakos ta kobieta sie chyba wyskarzyla za wszystkie czasy i rozmowa sie skonczyla. Nastepnego dnia mi wyslala smsa, ze rezygnuje z pracy. No i lepiej, bo co ja bym z nia zrobila, skoro sie telefonu boi? No i cala sprawa zapomniana, az do dzisiaj.
Zauwazylam znajoma twarz posrod zoltodziobow, ktorzy sa na treningu. Odciagnelam trenerke na bok i pytam sie jak ta babka ma na imie, bo wydaje mi sie, ze ja znam. Trenerka mowi, za babka ma na imie U. Zaraz do mnie ta cala historia wrocila i przysiegam Wam, ze to ta sama babka, tylko wtedy podawala sie za K. Ktos inny ja przesluchal i zatrudnil, widocznie znowu zaaplikowala. Nie wiem, w CV mozna sobie wszystko wypisac, ale jak przyjdzie do wyplaty, to trzeba bedzie podac numer podatkowy, a dwoch roznych to raczej nikt nie ma, no chyba, ze kupil drugi na czarnym rynku. Hehe, smiac mi sie chce, jak ja widze. Ona tez pare razy na mnie dziwnie spojrzala, ale chyba udaje, ze ona, to nie ona…

Wiecie co nam sie w pracy zdarzylo?

Jakies 7 miesiecy temu zatrudnilam pewna pania, nazwijmy ja K., chociaz tak naprawde to chyba nikt nie wie, jak on a sie nazywa. Na rozmowie kwalifikacyjnej na samym poczatku zachowywala sie troszke jakby ktos ja walnal w glowe, albo jakby sie nacpala, ale po pierwszym pytaniu szybko sie rozkrecila, odpowiadala z sensem i pojeciem na pytania, a jej CV mowilo, ze miala doswiadczenie w tej samej branzy itd. Potem przyszla na trening i zaraz po kilku dniach treningu poproszono ja, zeby pomogla innej druzynie odbierac telefony w sobote. Miala juz pelny trening, od poczatku bylo wiadomo, ze praca jest rowniez w soboty, wiec nikt nie widzial probelmu. Oprocz jej samej.

Przyszla rzeczywiscie w ta sobote, ale znow zachowanie takie troche jak za mgla i slaba kumacja. Posadzili ja przy kompie i telefonie i po trzech polaczeniach ona poszla do managera tej druzyny ‚porozmawiac’.

Powiedziala, ze ona sie nie czuje przygotowana do odbierania telefonow i ze w ogole ona sobie to jakos inaczej wyobrazala i w ogole no ona tak nie moze po prostu usiasc i odbierac. Ten manager nie mial czasu na takie gadki, bo wlasnie dlatego potrzebowal zoltodziobow do odbierania, bo mial nawalnice przychodzacych polaczen i musial zajmowac sie gaszeniem polaczeniowych pozarow, a nie gadka szmatka. Wyslal wiec ta pania do domu.

Ona poszla do samochodu i z tego samochodu zadzwonila do mnie. Ja bylam w domu i o dziwo w sobote mialam wolne. Pamietam, ze gotowalam zupe, a ona mi pieprzyla i pieprzyla do tego telefonu. Ze ona nie moze tak odbierac, ze ona sie nie czuje przygotowana, ze ona poczula taki niepokoj, kiedy ona miala odbierac, ze ona nie wiedziala, co miala robic i ze ona w ogole sie nie czula na silach i ze w ogole, w ogole, telefon byl taki straszny. Ja mieszalam zupe jedna reka, a druga sie staralam kroic warzywa, bo nie mialam przy sobie zestawu sluchawkowego. W koncu jakos ta kobieta sie chyba wyskarzyla za wszystkie czasy i rozmowa sie skonczyla. Nastepnego dnia mi wyslala smsa, ze rezygnuje z pracy. No i lepiej, bo co ja bym z nia zrobila, skoro sie telefonu boi? No i cala sprawa zapomniana, az do dzisiaj.

Zauwazylam znajoma twarz posrod zoltodziobow, ktorzy sa na treningu. Odciagnelam trenerke na bok i pytam sie jak ta babka ma na imie, bo wydaje mi sie, ze ja znam. Trenerka mowi, za babka ma na imie U. Zaraz do mnie ta cala historia wrocila i przysiegam Wam, ze to ta sama babka, tylko wtedy podawala sie za K. Ktos inny ja przesluchal i zatrudnil, widocznie znowu zaaplikowala. Nie wiem, w CV mozna sobie wszystko wypisac, ale jak przyjdzie do wyplaty, to trzeba bedzie podac numer podatkowy, a dwoch roznych to raczej nikt nie ma, no chyba, ze kupil drugi na czarnym rynku. Hehe, smiac mi sie chce, jak ja widze. Ona tez pare razy na mnie dziwnie spojrzala, ale chyba udaje, ze ona, to nie ona…

Trenerka sie ze mnie smieje, ze moze mi sie tylko wydaje, ze to ta sama osoba, ale jesli nie ta sama, to musi byc blizniaczka.

Ludzie sa dziwni, ale moze tym razem sie nie bedzie bala tego telefonu?

koszyk, ktory jest wylaczony

Napisze Wam dosc krotko, bo na prawdziwy update nie mam sily.
W pracy codziennie o trzeciej trzydziesci (to wazne, ze o tej wlasnie godzinie) mam conference call (jak to sie nazywa po polsku – telekonferencja?) z pewna osoba i czesto loguje sie do tej konferencji jeszcze moj szef, albo jej szef. Osoba (nazwijmy ja D.)., jest znana z tego, ze jest z nia ciezko wspolpracowac. Ja pracuje z dwoma takimi osobami i ten drugi, to w ogole chce ze mna rozmawiac raz w tygodniu, a nie codziennie i nie zawraca co chwile dupy.
Za to D. musi ze mna codziennie na tej konferencji pierdolic o niczym i kazdy, kto ma z nia do czynienia, to wie, ze takie konferowanie jest po prostu robione tylko dlatego, zeby zaspokoic jej chec konferowania, bo nic nie wnosi i jest strata czasu.
Poza tym D. jest znana z niesamowitych tekstow, tak jak kiedy mi powiedziala, ze ona zawsze myslala, ze pomiedzy szosta, a dwunasta, to nasi agenci pracuja przez szesc i pol godziny…
Albo kiedy moj szef, jej szef i ja tlumaczylismy jej podczas konferencji, ze jesli osoba pracuje miedzy polnoca a osma rano, a my rozmawiamy o godzinie pietnastej, to tegodniowa zmiana juz zostala przez ta osobe wypracowana, bo o polnocy zmienila sie data na dzisiejsza. D. caly czas sie bronila, ze przeciez to jest NOCNA zmiana, wiec czemu ona sie nie zaczyna dzisiaj w nocy? I tak w kolo Macieju…
Ona takie glupstwa czasami gada, ze trzeba sie postarac nie smiac, a i tak bywa ciezko.

Tak wiec moj szef i ja zalogowalismy sie dzisiaj do konferencji (o 15.30) D. jak zwykle sie spoznila, ale wreszcie jest. Ja mowie, ze strona internetowa nam sprawia problem, bo ludzie czegos tam nie moga zamowic. W miedzyczasie ja sie zalogowalam na MSNa, na ktorym jest tez szef, bo siedzielismy w innych pomieszczeniach, wiec sie nie widzielismy nawzajem. D. jak uslyszala o tej stronie, to sie rozagadala na maksa (nastepna jej cecha) i opowiada, ze oni wszystko zmieniaja na tej stronie, i ze bedzie inaczej. I mowi: ‚najlepsza cecha jest koszyk, ktory jest wylaczony’. No faktycznie smietna cecha, jesli jest wylaczona.
I tak opowiada i opowiada.
W koncu szef pisze na MSNie ‚to juz strasznie dlugo trwa ten monolog, czy mi sie wydaje?’
Ok, wreszcie skonczyla mowic, a ja costam odpowiedzialam, wiec D. znowu mowi: ‚klienci beda mogli to zamowic i to, i to.. itd.’
Ja napisalam na MSNie: ‚Teraz ona wymieni wszystkie produkty, jakie mozna zamowic’.
A szef: ‚Ja musze isc do domu o siodmej, to myslisz, ze zdaze?’
Zabil mnie tym, o malo nie parsknelam do sluchawki.

przeciez cos sie zmienia co godzine

Kochani!

Przeczytalam ksiazke pt. ‚Przebiegum Zyciae’ Piotra Czerwinskiego i musze Wam o niej powiedziec.
Jest to ksiazka o polskich emigrantach, mieszkajacych w Irlandii, napisana takim bardzo wymyslnym polsko-angielskim. Jezyk dosc ciekawy, chociaz nie do konca mnie przekonal. Ja sama mieszkam poza granicami Polski juz niedlugo bedzie siedem lat i owszem mam problemy z przypomnieniem sobie polskich slow i czesto czuje, ze polskie slowa nie pasuja do tutejszej rzeczywistosci, poniewaz nie sa doskonalymi odpowiednikami, wiec ja takze uzywam angielskich. W tej ksiazce jednak jest ich czasami troche za duzo i przez to trudno sobie wyobrazic, ze ktos naprawde uzywalby tego jezyka.

Jesli chodzi o tresc ksiazki, to jest w niej bardzo duzo szczegolow, ktore i ja bardzo dobrze znam z irlandzkiej rzeczywistosci i potwierdzam, ze sa prawdziwe. Jest tam mowa o tym, ze wielu Irlandczykow mowi po angielsku bardzo niepoprawnie, oraz na swoj wlasny sposob, ktory jest trudno zrozumiec. Z wlasnego doswiadczenia moge dodac, ze Irlandczycy czesto nie sa rozumiani przez inne angielskojezyczne narodowosci, co czesto obserwuje jesli zatrudnimy kogos z Anglii, lub Australii i ta osoba czesto ma duze problemy ze zrozumieniem tutejszych klientow przez telefon.

W ksiazce jest tez poruszony temat pogody, ktora tutaj faktycznie jest troche schizofreniczna, autor dosc trafnie pisze, ze tutaj cztery pory roku wystepuja kilka razy w ciagu jednego dnia, chociaz przy okazji w ciagu roku w sumie zadnych por roku nie ma, bo ciagle jest tak samo. Tak wlasnie jest, musze sie z tym zgodzic w stu procentach. Jak dla mnie to jest wlasnie dosc fascynujace, tak jakbysmy byli malutka wysepka w srodku oceanu i ocean czasami laczyl sie z niebem i po prostu pogoda jest kaprysna – jak to na statku. W sumie Irlandia wcale nie jest taka mala, ale ze wzgledu na ulozenie pradow oceanicznych jest tu wlasnie tak dziko. Ja sie staram patrzec na dobre strony, praktycznie nigdy nie ma mrozu, nie musze sie opatulac i ubierac w 10 warstw. Biorac pod uwage fakt, ze mam zamiar sie w przyszlosci przeprowadzic do Skandynawii, to ciesze sie tym, dopoki moge. Poza tym praktycznie nigdy nie ma upalow, czego jestem wielka fanka, bo nie przepadam za goraca pogoda. Moj wymarzony czas, zeby zwiedzac cieple kraje, to podczas ich zimy.

W ksiazce jest tez kilka innych elementow, ktore sa prawdziwe, ale jest tez bardzo duzo takich bardzo subiektywnych obserwacji.

Piotra Czerwinskiego znam z jego felietonow na wp, ktorych przeczytalam kilka, a potem przestalam, bo prawie z niczym, co on pisze sie nie zgadzam, a nawet jesli sie zgadzam, to nie uwazam, ze bycie tak strasznie wkurwionym na rzeczywistosc jest dobrym sposobem na zycie.

Oczywiscie mieszkajac tu tak dlugo, zauwazylam rzeczy, ktore mnie nieraz denerwuja i do ktorych sie nie umiem przyzwyczaic, ale o wiele, wiele wiecej rzeczy denerwowalo mnie w Polsce.

Podoba mi sie to, ze ludzie nie sa wscibscy, przez szesc lat mieszkania w tym kraju, tylko raz mnie zapytano jakiego jestem wyznania, podczas kiedy w Polsce byl to drazony non-stop temat, szczegolnie, ze jestem ateistka, wiec na samym zadaniu tego pytania sie nie konczylo, tylko zawsze byly pytania o sens mojego zycia, dlaczego nie wierze itd. Zawsze mnie to wkurwialo, bo nie jestem ateistka na pokaz, ani sie z tym nawet w ogole nie obnosze, wiec nie zycze sobie pytan. Jest to moja prywatna sprawa. Od kiedy mieszkam w Irlandii, czuje, ze szanuje sie moja prywatnosc w tym temacie, a takze w wielu innych.
Nie pyta sie mnie tu o to, ile waze i czy jestem zadowolona z tego jak wygladam itd. Tutaj to po prostu nie jest temat, podczas gdy w Polsce prawie codziennie sie ktos do mnie o to przypieprzal. Chuda nigdy nie bylam, wiec sie nasluchalam na maksa tego terroru chudosci.

Oczywiscie ten brak wscibstwa ma swoja druga twarz (jak wszystko). Rozmowy z nieznajomymi sa tu bardzo powierzchowne, rozmawia sie o pogodzie (sluszny tutaj temat, bo przeciez cos sie zmienia co godzine), albo o planach na weekend lub na urlop/swieta. Zaczepianie ludzi o takie bardziej prywatne sprawy jest uwazane za niegrzeczne i gwarantuje otrzymanie dziwnego spojrzenia. Mi to pasuje. Nie przypominam sobie, zebym w Polsce sie kiedys rzeczywiscie zaprzyjaznila z kims tylko dlatego, ze wypadalo omawiac jakies prywatne sprawy, podczas kiedy tu nie wypada. Moim zdaniem przyjaciele sa w zyciu jak zloto, i jesli maja nimi zostac, to takie ograniczenie kulturowe podczas pierwszej rozmowy tego nie zmieni.

Poza tym podoba mi sie to, ze ludzie sie tak desperacko do siebie nie porownuja i nie przechwalaja. Kazdy kazdego podziwia i docenia w pewnym sensie. Jesli przyjdziesz do pracy mowiac, ze np. kupiles nowy samochod, to ludzie wyjrza przez okno, zeby go zobaczyc, moze wyjda nawet na parking i na pewno palacze wracajac ze swojej przerwy na papierosa beda ci mowic, ze masz fajny samochod. Tak jakby kazdy sie cieszy z sukcesow innych. Oczywiscie nie przesadzajmy, nie jest to jakas Idylla i zdarzaja sie zazdrosnicy, czy jakies politykowanie. Jednak z reguly jest bardzo pozytywnie i jesli nawet ktos sie zachowuje w taki negatywny sposob, nie gratuluje ci sukcesu itd., to inni pytaja go, czy sie dobrze czuje.

W pewnym sensie panuje tu taka spoleczna naiwnosc, ludzie po prostu wierza, ze kazdy kazdemu dobrze zyczy i sa zdziwieni, kiedy tak nie jest. W firmach, w ktorych do tej pory pracowalam bardzo malo bylo jakichs ukladow itd., podczas gdy w kazdej firmie, w ktorej pracowalam w Polsce bylo takich klik i ukladow bardzo duzo. To sa tylko moje spostrzezenia i na pewno dla kazdego ta Irlandia wyglada inaczej.

Nie pasuje mi w ksiazce Czerwinskiego i w felietonach to, ze bardzo duzo jest wzmianek o tym, jak to imigranci sa calkowicie ignorowani przy awansach, nie sa przyjmowani do dobrych prac itd. I ze szczytem marzen Polaka w Irlandii jest praca na zmywaku, bo Irlandczycy nie potrzebuja Polakow do ambitnych zajec, tylko do czyszczenia kibli…

Zupelnie nie zgadza sie to z moim doswiadczeniem, faktycznie mialam tu raz nieambitna, glupia prace na samym poczatku, kiedy bylam przez cztery tygodnie kelnerka, ale na tym sie skonczylo. Wzielam tamta prace tylko dlatego, ze konczyla mi sie kasa i potrzebowalam sie gdzies na krotko zaczepic. Poza tamta, dosc niewdzieczna praca zawdzieczam Irlandii podroz przez rozne branze i dziedziny i znalezienie tego, co mnie naprawde interesuje i czym sie teraz zajmuje.

Jest taki komik Chris Rock, ktory mnie bardzo smieszy i on kiedys powiedzial, ze jesli sie ma prace, to sie ciagle patrzy na zegarek i za kazdym razem, jak sie na niego patrzy, to tam dopiero jedna minut a minela, a do konca jeszcze 5 godzin na przyklad. Podczas kiedy sie ma kariere, to sie przychodzi rano i nastepnym razem jak sie patrzy na zegarek, to juz nagle siedemnasta, a tu jeszcze tyle zajebistych rzeczy do zrobienia. I to wlasnie jego zdaniem jest roznica miedzy kariera, a praca. Ja Irlandii zawdzieczam kariere.

Witam w Nowym Roku,

Dzisiaj jest, proszę państwa piątek, czyli pracuję teoretycznie tylko do piątej. Sama nie wierzę, że tak będzie, ale zobaczymy. Nie, żebym miała sobotę wolną, jasne, że pracuję, a jak?
Za to dzisiaj będę walczyła o wolny poniedziałek wszystkimi dostępnymi argumentami. Szanse są – jakieś 20%…
Ktoś kiedyś słyszał o niewolnictwie?
A śniło mi się wczoraj, że jeździłam na słoniu, który miał na imię Stanisław i własną trąbą podsadzał mnie na swój grzbiet. Strasznie się w nim zakochałam przez to wszystko.
A dzisiaj w nocy byłam nad jeziorem Dobrym, a potem nad Wygodą. Te sny to zawsze miałam jakieś ciekawsze niż rzeczywistość.