Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • My Autumn obsession Autumn loyd loydtea plumandcinnamon
    1 dzień ago by tattoomybroccoli My Autumn obsession. #Autumn #loyd #loydtea #plumandcinnamon
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    5 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • Good to have some jelly jello freiagele jelly yummy raspberries
    3 dni ago by tattoomybroccoli Good to have some jelly. #jello #freiagele #jelly #yummy #raspberries
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38840
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

smierc

Mam prace!!!!

Pisze z kilkudniowym opoznieniem, ale dostalam prace. A w dodatku nagle rozwiazala ona wszystkie moje problemy pt.: co ja chce robic w zyciu.

Ten problem pojawil sie w 2012 roku, kiedy moja Mama zachorowala na raka. Ja wtedy mialam arcymeczaca, arcywymagajaca prace jako kat niewolnikow w Irlandii. A nie, przepraszam, to sie nie nazywalo kat, tylko ten, no… manager w call center. Studiowalam tez, jesli pamietacie, ten caly HR. W pracy wymagano ode mnie zmuszania ludzi do przychodzenia do pracy w dodatkowe dni, szantazowania ich, zeby zostali dodatkowe godziny, nekania ich spotkaniami dyscyplinarnymi i innymi ‚treningowymi’ dla polepszenia ich jakosci pracy. I to ciaglego, niekonczacego sie dokuczania tym ludziom. Oni zwalniali sie, uciekali z tamtad kiedy tylko mogli znalezc cos innego i generalnie chyba nikt w tej calej firmie nie lubil tej pracy. Jeszcze my, managerowie, lubilismy ja na poczatku, kiedy przez jakis czas nacisk byl glownie na efekty pracy, a nie na te ciagle procedury i pierdoly. Ale ci szeregowi pracownicy wszyscy byli tam generalnie dlatego, ze cos innego im sie nie udalo, a rachunki trzeba placic. W tym samym czasie studiowalam HR. Tam uczylam sie jak w bialych rekawiczkach ludzi szantazowac i zmuszac do coraz ciezszej pracy, jak ‚podnosic ich wydajnosc’ i jak sie potem bronic w sadzie. Oczywiscie przesadzam, nie tylko o tym byly te studia i nikt tego tak nam nie formuowal. Ale takie wlasnie informacje z tamtad wynosilam. Im wiecej czytalam precedensow z irlandzkich sadow o tym jak ludzie w pracy mieli wypadki, bo szef oszczedzal na drabinie i o tym jak ludzie byli w pracy ponizani, wyzywani, nekani telefonami od szefa w nocy itd., tym bardziej zdawalam sobie sprawe, ze jesli juz w ogole, to nie powinnam byc tym HRem, tylko wrecz odwrotnie, powinnam studiowac prawo pracy i bronic tych ludzi potem w sadzie.

No, ale wez tu teraz studiuj znowu nie wiadomo ile lat itd. W miedzyczasie trzeba cos robic, gdzies pracowac, rachunki placic. Ilez lat mozna sie zastanawiac nad sensem tego, co sie robi? Po tym, jak Mama zachorowala, ja coraz gorzej znosilam stresy w pracy, a L. zrobil ta interwencje, razem ze znajomymi, ze mam ta prace rzucic, rozgladalam sie za czyms nowym. I pamietam, ze nawet wypelnianie tych formularzy mnie brzydzilo, tak bardzo nie chcialam nastepnego katowania niewolnikow. W koncu przepracowalam kilka tygodni przy zupelnie bezmyslnej robocie. Troche odpoczelam psychicznie od moralnie niepokojacych mnie prac, a jednoczesnie martwilam sie o Mame. W koncu nadszedl czas naszej przeprowadzki z Irlandii do Norwegii. Jak tylko przewiezlismy nasze rzeczy i pojechalam do Mamy do Polski, to Mama nagle dostala sepsy i trzy dni pozniej zmarla…

No i zostalam z rozpacza, z sytuacja, kiedy naprawde dowiadujesz sie, kto jest Twoim przyjacielem, w mysl zasady, ze prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie. A jak pozalatwialam wszystko w Polsce, to przyjechalam tutaj, do Norwegii. I oprocz zaloby, braku znajomosci jezyka w dalszym ciagu mialam przeciez ten sam problem, czyli co bede do cholery robic.

A teraz okazuje sie, ze nie dosyc, ze mowie po norwesku, to jeszcze dostalam prace, ktora pokochalam od pierwszego dnia. Sama nie rozumiem, jak moglam nigdy nie aplikowac, nie starac sie o to. Chyba myslalam, ze trzeba miec do tego jakas tam szkole, ktorej nie mam itd. I nagle robie cos pozytecznego, cos, co kocham i wspaniale sie z tym czuje, chociaz praca jest ciezka. A co, to dopiero w nastepnej notce. :)

niedlugo sie juz ten caly majdan skonczy

Przyszedl prima aprilis, a ja dalej w Polsce. Ogladam polskie programy w internecie, jezdze autobusami i w ogole czuje sie zawieszona jak w jakiejs dziurze w kalendarzu. Na szczescie niedlugo sie juz ten caly majdan skonczy i bede mogla zaczac jakies bardziej normalne zycie.

A poki co, moja Narusa musiala zostac uspiona, bo zlamala sobie w trzech miejscach noge. Miala 22 lata, jak dla konia, to wcale nie tak malo. Noge zlamala biegajac z innymi konmi na padoku. Przynajmniej do ostatniego dnia biegala sobie na lace, w pieknej scenerii i z wiatrem w grzywie, a tego przeciez konie chca najbardziej.

Naruse kupila mi moja Mama w 1995 roku, kiedy Narusa miala 3 lata. Mialam ja wiec naprawde dlugo, bo az 19 lat. Wiadomosc o jej uspieniu, to niestety nie jest prima aprilis.    :(

Kastanjer

A wiecie co ja dzisiaj robilam? Wyciagnelam L. do parku obok naszego domu i zbieralismy kasztany. L. pytal mnie po co mi one, ale nie umialam mu wytlumaczyc. Po prostu musialam ich nazbierac cala siatke, a w domu wlozyc do szklanej wazy, zeby sobie na nie patrzec.

Kiedys, jako male dziecko mieszkalam na poludniu Polski w Tarnowskich Gorach i moj ukochany dziadek zabieral mnie do parku wlasnie na zbieranie kasztanow. Nie mam pojecia po co, albo co sie z nimi pozniej dzialo, ale ich szukanie to jedno z moich najlepszych wspomnien.

A do tego ilestam lat w Irlandii. Widzialam tam chyba cztery drzewa, ale zadne z nich nie bylo kasztanowcem, to na pewno.

 

Nazbieralismy wiec tych kasztanow, podczas kiedy ja mialam kryzys energetyczny, poniewaz wczoraj w nocy nie moglam za chuja zasnac, az zrobila sie godzina 4:33am. Lezalam w lozku i robilam sobie pranie mozgu kosztem wlasnego zdrowia psychicznego. Wtedy to postanowilam obudzic L. glosnym placzem, lkaniem i plakac mu o tym, ze kiedy moja Mama byla w szpitalu, to lekarze po prostu pozwolili jej umrzec. Czasami tak mysle i nie umiem sie pozbyc tych mysli, chociaz to naprawde jej nie wskrzesi. W koncu L. udalo sie mnie uspokoic, napodawac mi kilogram chusteczek i o piatej trzydziesci czulam sie wreszcie spiaca. Pospalam sobie wiec az do dziesiatej, tak wiec przy zbieraniu kasztanow o szostej po poludniu nagle dopadl mnie kryzys. Ale jakos go przetrwalam i dalej tu siedze, mimo, ze jest jedenasta wieczorem.

 

A kasztany po norwesku to kastanjer, wymawia sie prawie tak samo, jak po polsku.

Nie jakies glupie chestnuts.

 

Nie zapomnialam L. podziekowac, ze dzieki niemu przeprowadzilam sie do miejsca, w ktorym sa prawdziwe pory roku. Nie widzialam takiej kolorowej i pieknej jesieni od osmiu lat!

Pozdr.

J.

?

Co zrobic ze swoim zyciem? No co?

 

Chce zrobic cos nowego, cos innego, poczuc, ze zyje, zanim umre. Chce jakos wyjsc z tego pasma smutku i beznadziei.

Zmarla moja Babcia, jutro pogrzeb…

Smutna Wiadomosc

Moja Ukochana Mama zmarła 7. Maja 2013.
Jest mi tak ciężko, nie wiem nawet co mam o tym napisać. Do końca dzielnie walczyła z choroba, miała 56 lat, zmarła dzień po swoich urodzinach. Nie mogę uwierzyć, ani zrozumieć, że naprawde jej już nie ma.
W tym roku będę miała 30. urodziny i już pochowałam oboje rodziców…
Do tego bardzo mi trudno jest patrzeć na cierpienie mojej 85. letniej Babci. Widok jej placzacej lamie mi serce. Jestem zła, ze nie ma dla niej żadnej taryfy ulgowej, ze los ją tak strasznie pokarał.

Nie wiem, jak mam dalej to wszystko zorganizowac, ale zyc dalej musze, bo nikt sie mnie o zdanie nie pyta, czy chce, czy nie chce.