Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

przepis

wszystko mroze

Tak! Swieta sie skonczyly, udalo nam sie zjesc wszystkie swiateczne dania, a niektorych juz powoli mialam dosyc, wiec to dobrze. Zostal jeszcze tylko makowiec, ale jego jakos sie zje, predzej, czy pozniej. A jak nie, to zamroze. Ja wszystko mroze, chocby zeby sprawdzic, czy bedzie jadalne po rozmrozeniu. Lubie nie wydawac duzo kasy na jedzenie, a raczej wydawac ja madrze. Staram sie kupowac skladniki dobrej jakosci i jak najlepiej je wykorzystywac, a potem czesto mroze resztki. Nie ma nic tak wspanialego, jak zupa jarzynowa do podgrzania w mikrofalowce, albo cos podobnego, jesli sie jest zmeczonym i nie w humorze na nic. Cudowny posilek w kilka minut – mniam!
Wczoraj wracalismy z L. z pracy jego samochodem i on nagle sie zmartwil, ze nie zapomnial zrobic zakupow, wiec nie bedziemy mieli co jesc… Pocieszylam go, ze cos sie znajdzie. Nie mialam ochoty wcale na zadne wycieczki do sklepu, a wiedzialam, ze z moim zamrazalnikiem zawsze cos wyczaruje. Okazuje sie, ze z zamrazalnika nie wyjelam nic, a obiad i tak byl przecudowny. Reszte dojadamy dzisiaj na lunch, wiec jeszcze czuje ten cudowny smak. Musze zapisac tu przepis, zeby mi sie nie zgubil. Jest to cos, co wymyslilam wczoraj na predce, ale na pewno chce to powtorzyc.
Potrzebne sa:
1 por
1 puszka tunczyka
1 nieugotowana duza garsc makaronu penne (bo dzieki tym rurom sie lepiej zapieka)
1 pomidor
1 serek Mascarpone 250ml (ja zawsze mam w lodowce, ale na pewno mozna uzyc jakiegos zamiennika, moze serek Philadephia?)
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki wody z czajnika
ser zolty (kawalek do starcia na wierzch)
pieprz bialy, oregano, bazylia, sol
Metoda:
1. Wlaczam piekarnik, zeby nagrzewal sie do 180 stopni z wentylatorem, albo 200 bez.
2. Do naczynia zaroodpornego wrzucam tunczyka i rozwalam widelcem, mozna sie wyzyc na nim.
3. Wrzucam suchy makaron, drobno pokrojony por, drobno pokrojony, albo wrecz zmielony na papke pomidor (ja zmielilam na papke, bo wtedy nie trzeba obierac,) serek no i wszystko inne oprocz sera zoltego.
4. Dodaje przyprawy (ja dalam dosc chojnie, bo nie lubie mdlego, a szczegolnie tunczyk potrafi byc mdly, wiec bialym pieprzem tam zapodalam dosc mocno, mniam).
5. Mieszam wszystko, az bedzie rownomiernie wymieszane, chyba, ze chcecie jesc kazda rzecz z osobna, nie polecam… :)
6. Wlewam mleko i wode, tak, zeby przesiakly na dno, zeby makaron mogl tym nasiakac i gotowac sie.
7. Posypuje serem zoltym i wkladam do piekarnika na 50 minut.
8. Potem jem to, a blogosc rozlewa sie falami po moim calym ciele i umysle.
No, polecam.

Tak! Swieta sie skonczyly, udalo nam sie zjesc wszystkie swiateczne dania, a niektorych juz powoli mialam dosyc, wiec to dobrze. Zostal jeszcze tylko makowiec, ale jego jakos sie zje, predzej, czy pozniej. A jak nie, to zamroze.

Ja wszystko mroze, chocby zeby sprawdzic, czy bedzie jadalne po rozmrozeniu. Lubie nie wydawac duzo kasy na jedzenie, a raczej wydawac ja madrze. Staram sie kupowac skladniki dobrej jakosci i jak najlepiej je wykorzystywac, a potem czesto mroze resztki. Nie ma nic tak wspanialego, jak zupa jarzynowa do podgrzania w mikrofalowce, albo cos podobnego, jesli sie jest zmeczonym i nie w humorze na nic. Cudowny posilek w kilka minut – mniam!

Wczoraj wracalismy z L. z pracy jego samochodem i on nagle sie zmartwil, ze zapomnial zrobic zakupow, wiec nie bedziemy mieli co jesc… Pocieszylam go, ze cos sie znajdzie. Nie mialam ochoty wcale na zadne wycieczki do sklepu, a wiedzialam, ze z moim zamrazalnikiem zawsze cos wyczaruje. Okazuje sie, ze z zamrazalnika nie wyjelam nic, a obiad i tak byl przecudowny.

Reszte dojadamy dzisiaj na sniadanio – lunch, wiec jeszcze czuje ten cudowny smak. Musze zapisac tu przepis, zeby mi sie nie zgubil. Jest to cos, co wymyslilam wczoraj na predce, ale na pewno chce to powtorzyc.Potrzebne sa:

1 por

1 puszka tunczyka

1 nieugotowana duza garsc makaronu penne (bo dzieki tym rurom sie lepiej zapieka)

1 pomidor

1 serek Mascarpone 250ml (ja zawsze mam w lodowce, ale na pewno mozna uzyc jakiegos zamiennika, moze serek Philadephia?)

1/2 szklanki mleka

1/2 szklanki wody z czajnika

ser zolty (kawalek do starcia na wierzch)

pieprz bialy, oregano, bazylia, sol

Metoda:

1. Wlaczam piekarnik, zeby nagrzewal sie do 180 stopni z wentylatorem, albo 200 bez.

2. Do naczynia zaroodpornego wrzucam tunczyka i rozwalam widelcem, mozna sie wyzyc na nim.

3. Wrzucam suchy makaron, drobno pokrojony por, drobno pokrojony, albo wrecz zmielony na papke pomidor (ja zmielilam na papke, bo wtedy nie trzeba obierac,) serek no i wszystko inne oprocz sera zoltego.

4. Dodaje przyprawy (ja dalam dosc chojnie, bo nie lubie mdlego, a szczegolnie tunczyk potrafi byc mdly, wiec bialym pieprzem tam zapodalam dosc mocno, mniam).

5. Mieszam wszystko, az bedzie rownomiernie wymieszane, chyba, ze chcecie jesc kazda rzecz z osobna, nie polecam… :)

6. Wlewam mleko i wode, tak, zeby przesiakly na dno, zeby makaron mogl tym nasiakac i gotowac sie.

7. Posypuje serem zoltym i wkladam do piekarnika na 50 minut.

8. Potem jem to, a blogosc rozlewa sie falami po moim calym ciele i umysle.

No, polecam.

wstret do kanapy i do picia wody

I przyszedl wrzesien…
Nie wiem, kiedy to sie stalo, ze minelo lato. Na szczescie tu wlasnie przyszly cieple dni, chociaz te kilka, jednak zawsze milo posiedziec na balkonie w sloncu (byle nie za cieplym, bo nie jestem wielbicielka upalu.)
U mnie sie troszke zdarzylo, i nie pisalam troche ze stresu, troche z rak pelnych roboty, a w ostatnich dniach z powodu stanu zdrowia.
Mysle, ze mam bardzo duzo szczescia: mam niesamowite wsparcie w moim L., ktory jest najlepszy na swiecie i wspanialych przyjaciol. To wiecej, niz pieniadze itd.
W ostatnich dniach moge powiedziec z czystym sumieniem, ze odwiedzilam pieklo. W sobote zaczal mnie bolec zab, taki jakis nieokreslony, niekonkretny bol z lewej strony szczeki. Byla to sobota a bol nie byl jakis specjalnie silny, wiec uznalam, ze spokojnie odczekam do pazdziernika, kiedy to jade do Polski. Kiedys juz poszlam tu w Irlandii do pierwszego lepszego dentysty i dosc zle sie to wszystko skonczylo, bo facet  na widok ilosci napraw, plomb, koron i calego zlomu, jaki mam zrobiony w zebach po prostu sie zgarbil i nie wiedzial w ogole co z tym zrobic. Wyslal mnie wtedy do domu bez zadnego leczenia (ale kase wzial) i ja na ketonalu wtedy odczekalam do lotu do Polski, zeby pojsc do moich polskich dentystow. Wtedy (a bylo to jakies 4 lata temu) obiecalam sobie juz nie testowac wiecej dentystow irlandzkich i zawsze sie leczyc w Polsce. Tak wiec zawsze jak jestem na urlopie, to ide dwa, lub trzy razy, zeby leczyc co sie da.
Tym razem jednak bol zeba w sobote byl coraz gorszy i gorszy, az zwolnilam sie z pracy troszke wczesniej. Noc minela niezle i w niedziele juz bylo troche gorzej, ale do przezycia. Nawet przyjechala do nas znajoma, siedzielismy na balkonie w sloncu i jedlismy frytki ze slodkiego ziemniaka i wypchane papryki, ktore zrobilam. Potem zrobil sie wieczor i juz bolalo mnie pol glowy coraz mocniej i mocniej. Wreszcie L. zawiozl mnie na pogotowie. Trzeba Wam wiedziec, ze w Irlandii (wiem, bo juz to kiedys wlasnie cztery lata temu przerabialam) nie ma takiego luksusu jak stomatolog na pogotowiu, czy pogotowie stomatologiczne, jak w Polsce… Tak wiec na tym pogotowiu przepytano mnie z adresu, zawodu, lekarza rodzinnego i juz nie wiem czego podczas kiedy ja doslownie umieralam z bolu. Na pytanie o zawod po prostu powiedzialam ‚nie wiem’, bo z bolu nie bylam w stanie myslec. Jeszcze tylko wystawiono mi rachunek na 100 euro i juz moglam zobaczyc pielegniarke. Jeszcze dziesiec pytan (na co jestem uczulona, co dzisiaj wzielam, ile waze i jak bym ocenila bol w skali od 1 do 10, odpowiedzialam, ze 11). Dostalam trzy tabletki do polkniecia: kodeine, paracetamol i diklofenak, nastepne trzy do wziecia za szesc godzin i wyslali mnie do domu, caly czas wyjaca z bolu. Tabletki nie sadze, zeby mi w ogole pomogly, chyba, ze w trawieniu szybszym, ale bol jaki byl, taki zostal. Wyslalam L. do lozka, bo mial nastepnego dnia prace, a ja zajelam sie chodzeniem od lodowki do drzwi balkonowych i z powrotem. Mysle, ze przeszlam ten dystans jakies 120 razy, chodzilam tak do trzeciej rano. Nie umiem opisac, ani nawet sobie juz wyobrazic tego bolu, bo byl to bol rozsadzajacy mi czaszke, ktory powodowal, ze calkiem serio rozwazalam walenie glowa w sciane…
Nastepnego dnia o osmej rano zabralam sie z L. jak jechal do pracy i postanowilam koczowac pod drzwiami dentysty az otworza. Dentyste wypatrzylam w internecie, kiedy bol troche zelzal o tej trzeciej rano. Nie zelzal na tyle, zeby spac, wiec reszte nocy przesiedzialam na necie i wlasnie znalazlam tego dentyste, jako najbardziej polecanego w miescie.
Dentysta przyjal mnie od razu, oczywiscie zapytal, ktory zab mnie boli, a ja nie mialam pojecia. Na szczescie ten dentysta nie postanowil mnie z tego powodu wyslac do domu jak ten cztery lata temu, ale za to zrobil rentgena szczeki. Niewiele z tego niestety wyniklo, okazalo sie, ze mam ropien na koncu korzenia szostki, ktora zreszta jest martwa i ma wypelnione kanaly. Tak wiec ten ropien sobie tam rosnie calkowicie odciety od jakiejkolwiek drogi ujscia, przy okazji zzerajac tkanke kostna, ktora tam jest… Obok jest siodemka, ktora ma ogromne wypelnienie i tez wyglada zle, ale niestety nie udalo nam sie okreslic, ktory to zab probowal rozsadzic mi glowe… Dentysta pukal w te zeby i pukal, a one nie reagowaly…
Tak wiec dal mi antybiotyk i powiedzial, ze powinien mi on pomoc. Zmienil mi lek przeciwbolowy na kwas mefenamowy, Ponstan (w Polsce to Mefacit) i zyczyl szczescia i kazal przyjsc znowu, jakby nie pomoglo.
Poszlam do apteki zaraz kupic te leki i tam czekajac na realizacje recepty sie rozplakalam z bolu. No miodzio.
Ale wzielam leki i glupia ja poszlam do pracy. Zrobilam tak, bo nasz ukochany szef nikomu nie wierzy, ze jest chory, uwaza, ze kazdy sobie choroby wymysla. Zwolnienia lekarskiego nie mialam, tak wiec uwazalam, ze musze do pracy pojsc…
Wytrzymalam w pracy moze dwie godziny, costam nawet o dziwo zrobilam. W tym czasie juz odkrylam, ze trzymanie zimnej wody w ustach troche pomaga, wiec ciagle lyczkami pilam wode. W koncu poszlam do szefa, pokazalam dokument z pogotowia i powiedzialam, ze mnie boli i ze musze isc do domu. Oczywiscie od razu bylo jasne, ze mi nie wierzy, bo patrzyl na mnie, jakbym sobie to wszystko wymyslila. Faktycznie ropien w zebie, to nie urwana noga, jest to cos, czego nie widac, a ja w dodatku od ropienia w zebach, ani nawet od rwania osemki nigdy nawet nie spuchlam. Nie chodzi przeciez jednak o to, zeby dramatycznie wygladac, tylko, zeby szef darzyl cie jakims zaufaniem, szczegolnie jesli przez caly rok ani razu nie wziales dnia wolnego na chorowanie i pracowales z przeziebieniem, sraczka i z czymkolwiek jeszcze, bo poczucie obowiazku Cie do tego zmuszalo… No nic, nastepny powod, dla ktorego szukam innej pracy. Wszyscy znajomi mi mowia, ze dostaje w tej pracy za malo pieniedzy i za ciezko w niej pracuje. Wiem, moze to brzmi przesadnie w czasach, kiedy trzeba sie cieszyc z jakiejkolwiek pracy, ale ja nie po to wlozylam moje cale oszczednosci w dwa lata studiow, zeby mi sie to nigdy nie zwrocilo…
No niewazne juz z praca. Poszlam w poniedzialek do domu bedac pewna, ze najgorsze juz za mna, wiec ta noc minie spokojnie, bo  zreszta gorzej byc nie moze. Czy na pewno?
Zaczela sie noc, L. wlaczyl mi ‚Przystanek Alaska’, ktory tak strasznie lubie i wyslalam go spac. To byla chyba najgorsza noc w moim zyciu, bol nie minal ani na chwile, ‚Przystanek..’ lecial w kolko, bo z bolu nie bylam w stanie go wylaczyc, wypilam dwa litry zimnej wody, zanim zaczelam ja wypluwac, bo juz nie moglam pic. Kilka razy prawie, prawie zasnelam majac w ustach lodowata wode, ale zaraz sie obudzilam nia krztuszac. Probowalam nie pic wody, ale bol byl nie do zniesienia. Myslalam o tym, zeby wziac wiecej tego Ponstanu przeciwbolowego, ale zobaczylam w necie, ze dawka smiertelna moze byc nawet tak niska jak dwa i pol grama, a ja biore tabletki polgramowe i odpuscilam sobie eksperymenty z dawkami. Myslalam o tym, zeby wezwac pogotowie, ale przypomnialo mi sie, ze oni mi w niczym nie pomoga, ale za to beda mnie znowu musieli skasowac sto euro. Myslalam tej nocy o wielu rzeczach i naprawde, naprawde bylam w piekle. Troche plakalam, troche krzyczalam, a troche siedzialam bez ruchu. Tej nocy juz nie chodzilam od lodowki do drzwi, bo nie mialam sily. Spedzilam druga z kolei noc na kanapie, bo nie bylo sensu isc do lozka. Teraz mam wstret i do kanapy, i do picia wody.
Nastal wreszcie poranek i podczas wcinania jakiegos jogurtu, na ktory wcale nie mialam ochoty plus blokowal mi ciagly dostep do lodowatej wody, ale musialam cos zjesc, bo lykanie Ponstanu plus antybiotykow na pusty zoladek juz zauwazylam, ze bylo slabym pomyslem, zauwazylam, ze napierdala mnie tym razem juz konkretny zab. I nie jest to szostka z ropieniem, ale ta feralna siodemka. Tak wiec zlapalam za telefon i oznajmilam, ze jade do nich. O pracy juz nawet nie myslalam. Znow przyjeli mnie ekspresowo i bardzo dobrze. Kiedy zasiadlam w fotelu, a dentysta dal mi dwie potezne ampuly znieczulenia przewodowo i nagle poraz pierwszy od 48 godzin nie czulam potwornego bolu, to po prostu zasnelam. On z zalem mnie jednak obudzil, otworzyl ten zab i bez skrupulow wyrwal z tego zeba caly nerw. O boze, co za niesamowita ulga, az sie zaczelam smiac. On powiedzial, ze jak na osobe w mojej sytuacji, to chyba jestem najweselsza pacjentka. Jak sie tu nie smiac, kiedy zrodlo najwiekszego bolu wlasnie opuscilo moj organizm?
Potem jeszcze tam pokleil i porobil co trzeba, oczywiscie skasowal potworne pieniadze i musze isc jeszcze dwa razy kleic dalej, ale mam ochote mu wyslac laurke, bo wydaje mi sie on aniolem. Przy okazji powiedzialam mu, ze szef mi nie wierzyl, tak wiec chyba z samej przekory dal mi zwolnienie nie tylko na ten dzien, ale i na nastepny i dzieki temu wlasnie dzisiaj jestemw domu i Wam to pisze.
Lacznie ten zab bedzie mnie kosztowal okolo 800 euro, wlaczajac leki, pogotowie i dentyste… Nie udalo mi sie doczekac z nim do przyjazdu do Polski w pazdzierniku.
Pol geby mam dalej obolalej troszke, doktor aniol powiedzial, ze cala kosc tam ma prawo byc obolala, ale to juz bez porownania z tym, co bylo wtedy. Dzisiaj w nocy nawet spalam, a dzisiaj rano postanowilam nie wziac juz tabletki przeciwbolowej.
O roznych rzeczach myslalam podczas tego wszystkiego i rozne wyciagnelam wnioski. Miedzy innymi taki, ze naprawde rownowaga miedzy praca a zyciem jest bardzo istotna, bo praca, to nie wszystko. Dzisiaj juz sie lepiej czuje, wiec wykorzystalam rady ostatnio mi udzielone i przerobilam cale moje CV i wyslalam juz w pare miejsc…
A w sobote, zanim bol przejal nade mna kontrole, zrobilam przepyszne ciasto czekoladowe. Mniam, mniam, teraz je jem, bo moge.
Nawet dam Wam przepis.
Cudowne Ciasto Bardzo Ciemno Czekoladowe
Potrzebujesz:
225g gorzkiej czekolady (conajmniej 60% kakao)
125g masla
5 jajek
150g *prawie jedna szklanka cukru
100g *prawie jedna szklanka polenty, albo semoliny (to taka bardzo drobno zmielona maka kukurydziana)
50ml rumu, albo amaretto
cukier puder do dekoracji
Piekarnik wlacz na 180 stopni.
Przygotuj okragla forme, popaprz tluszczem, obsyp maka, wyloz papierem do pieczenia, czy jakakolwiek jest Twoja ulubiona metoda.
Rozpusc czekolade i maslo, niech stygnie.
Jajka rozdziel i zoltka zmiksuj z polowa cukru, az beda geste i gladkie. Ta miksture polacz z czekolada.
W osobnej misce zmiksuj bialka z reszta cukru az masa bedzie sztywna (musisz umyc te lopatki od miksera, alboi zmienic na nowe, bo bialko nie lubi, zeby je zanieczyszczac).
Do czekoladowo – zoltkowej masy wlej rum, lub amaretto, dodaj sztywna mase bialkowa, delikatnie zmieszaj i wlej do formy.
Piecz 40 minut, a potem wyjmij z piekarnika i poczekaj az ciasto lekko opadnie. Kiedy juz to sie stanie, poprusz cukrem pudrem dla ozdoby.
Wcinaj, wcinaj i wcinaj.

I przyszedl wrzesien…

Nie wiem, kiedy to sie stalo, ze minelo lato. Na szczescie tu wlasnie przyszly cieple dni, chociaz te kilka, jednak zawsze milo posiedziec na balkonie w sloncu (byle nie za cieplym, bo nie jestem wielbicielka upalu.) U mnie sie troszke zdarzylo, i nie pisalam troche ze stresu, troche z rak pelnych roboty, a w ostatnich dniach z powodu stanu zdrowia. Mysle, ze mam bardzo duzo szczescia: mam niesamowite wsparcie w moim L., ktory jest najlepszy na swiecie i wspanialych przyjaciol. To wiecej, niz pieniadze i wartosci materialne.

W ostatnich dniach moge powiedziec z czystym sumieniem, ze odwiedzilam pieklo.

W sobote zaczal mnie bolec zab, taki jakis nieokreslony, niekonkretny bol z lewej strony szczeki. Byla to sobota a bol nie byl jakis specjalnie silny, wiec uznalam, ze spokojnie odczekam do pazdziernika, kiedy to jade do Polski. Kiedys juz poszlam tu w Irlandii do pierwszego lepszego dentysty i dosc zle sie to wszystko skonczylo, bo facet  na widok ilosci napraw, plomb, koron i calego zlomu, jaki mam zrobiony w zebach po prostu sie zgarbil i nie wiedzial w ogole co z tym zrobic. Wyslal mnie wtedy do domu bez zadnego leczenia (ale kase wzial) i ja na ketonalu wtedy odczekalam do lotu do Polski, zeby pojsc do moich polskich dentystow.

Wtedy (a bylo to jakies 4 lata temu) obiecalam sobie juz nie testowac wiecej dentystow irlandzkich i zawsze sie leczyc w Polsce. Tak wiec zawsze jak jestem na urlopie, to ide dwa, lub trzy razy, zeby leczyc co sie da.
Tym razem jednak bol zeba w sobote byl coraz gorszy i gorszy, az zwolnilam sie z pracy troszke wczesniej. Noc minela niezle i w niedziele juz bylo troche gorzej, ale do przezycia. Nawet przyjechala do nas znajoma, siedzielismy na balkonie w sloncu i jedlismy frytki ze slodkiego ziemniaka i wypchane papryki, ktore zrobilam. Potem zrobil sie wieczor i juz bolalo mnie pol glowy coraz mocniej i mocniej. Wreszcie zrobilo sie tak zle, ze L. zawiozl mnie na pogotowie.

Trzeba Wam wiedziec, ze w Irlandii (wiem, bo juz to kiedys wlasnie cztery lata temu przerabialam) nie ma takiego luksusu jak stomatolog na pogotowiu, czy pogotowie stomatologiczne, jak w Polsce… Tak wiec na tym pogotowiu przepytano mnie z adresu, zawodu, lekarza rodzinnego i juz nie wiem czego podczas kiedy ja doslownie umieralam z bolu. Na pytanie o zawod po prostu powiedzialam ‚nie wiem’, bo z bolu nie bylam w stanie myslec. Jeszcze tylko wystawiono mi rachunek na 100 euro i juz moglam zobaczyc pielegniarke. Jeszcze dziesiec pytan (na co jestem uczulona, co dzisiaj wzielam, ile waze i jak bym ocenila bol w skali od 1 do 10, odpowiedzialam, ze 11). Dostalam trzy tabletki do polkniecia: kodeine, paracetamol i diklofenak, nastepne trzy do wziecia za szesc godzin i wyslali mnie do domu, caly czas wyjaca z bolu. Tabletki nie sadze, zeby mi w ogole pomogly, chyba, ze w trawieniu szybszym, ale bol jaki byl, taki zostal.

Wyslalam L. do lozka, bo mial nastepnego dnia prace, a ja zajelam sie chodzeniem od lodowki do drzwi balkonowych i z powrotem. Mysle, ze przeszlam ten dystans jakies 120 razy, chodzilam tak do trzeciej rano, bo jedynie to jakos pomagalo mi przezyc ten horror. Nie umiem opisac, ani nawet sobie juz wyobrazic tego bolu, bo byl to bol rozsadzajacy mi czaszke, ktory powodowal, ze calkiem serio rozwazalam walenie glowa w sciane…

Nastepnego dnia o osmej rano zabralam sie z L. jak jechal do pracy i postanowilam koczowac pod drzwiami dentysty az otworza. Dentyste wypatrzylam w internecie, kiedy bol troche zelzal o tej trzeciej rano. Nie zelzal na tyle, zeby spac, wiec reszte nocy przesiedzialam na necie i wlasnie znalazlam tego dentyste, jako najbardziej polecanego w miescie.Dentysta przyjal mnie od razu, oczywiscie zapytal, ktory zab mnie boli, a ja nie mialam pojecia. Na szczescie ten dentysta nie postanowil mnie z tego powodu wyslac do domu jak ten cztery lata temu, ale za to zrobil rentgena szczeki. Niewiele z tego niestety wyniklo, okazalo sie, ze mam ropien na koncu korzenia szostki, ktora zreszta jest martwa i ma wypelnione kanaly. Tak wiec ten ropien sobie tam rosnie calkowicie odciety od jakiejkolwiek drogi ujscia, przy okazji zzerajac tkanke kostna, ktora tam jest… Obok jest siodemka, ktora ma ogromne wypelnienie i tez wyglada zle, ale niestety nie udalo nam sie okreslic, ktory to zab probowal rozsadzic mi glowe… Dentysta pukal w te zeby i pukal, a one nie reagowaly…

Tak wiec dal mi antybiotyk i powiedzial, ze powinien mi on pomoc. Zmienil mi lek przeciwbolowy na kwas mefenamowy, Ponstan (w Polsce to Mefacit) i zyczyl szczescia i kazal przyjsc znowu, jakby nie pomoglo.

Poszlam do apteki zaraz kupic te leki i tam czekajac na realizacje recepty sie rozplakalam z bolu. No miodzio. Ale wzielam leki i glupia ja poszlam do pracy. Zrobilam tak, bo nasz ukochany szef nikomu nie wierzy, ze jest chory, uwaza, ze kazdy sobie choroby wymysla. Zwolnienia lekarskiego nie mialam, tak wiec uwazalam, ze musze do pracy pojsc…Wytrzymalam w pracy moze dwie godziny, costam nawet o dziwo zrobilam. W tym czasie juz odkrylam, ze trzymanie zimnej wody w ustach troche pomaga, wiec ciagle lyczkami pilam wode. W koncu poszlam do szefa, pokazalam dokument z pogotowia i powiedzialam, ze mnie boli i ze musze isc do domu. Oczywiscie od razu bylo jasne, ze mi nie wierzy, bo patrzyl na mnie, jakbym sobie to wszystko wymyslila.

Faktycznie ropien w zebie, to nie urwana noga, jest to cos, czego nie widac, a ja w dodatku od ropienia w zebach, ani nawet od rwania osemki nigdy nawet nie spuchlam. Nie chodzi przeciez jednak o to, zeby dramatycznie wygladac, tylko, zeby szef darzyl cie jakims zaufaniem, szczegolnie jesli przez caly rok ani razu nie wziales dnia wolnego na chorowanie i pracowales z przeziebieniem, sraczka i z czymkolwiek jeszcze, bo poczucie obowiazku Cie do tego zmuszalo… No nic, nastepny powod, dla ktorego szukam innej pracy. Wszyscy znajomi mi mowia, ze dostaje w tej pracy za malo pieniedzy i za ciezko w niej pracuje. Wiem, moze to brzmi przesadnie w czasach, kiedy trzeba sie cieszyc z jakiejkolwiek pracy, ale ja nie po to wlozylam moje cale oszczednosci w dwa lata studiow, zeby mi sie to nigdy nie zwrocilo…No niewazne juz z praca.

Poszlam w poniedzialek do domu bedac pewna, ze najgorsze juz za mna, wiec ta noc minie spokojnie, bo  zreszta gorzej byc nie moze. Czy na pewno?

Zaczela sie noc, L. wlaczyl mi ‚Przystanek Alaska’, ktory tak strasznie lubie i wyslalam go spac. To byla chyba najgorsza noc w moim zyciu, bol nie minal ani na chwile, ‚Przystanek..’ lecial w kolko, bo z bolu nie bylam w stanie go wylaczyc, wypilam dwa litry zimnej wody, zanim zaczelam ja wypluwac, bo juz nie moglam pic. Kilka razy prawie, prawie zasnelam majac w ustach lodowata wode, ale zaraz sie obudzilam nia krztuszac. Probowalam nie pic wody, ale bol byl nie do zniesienia. Myslalam o tym, zeby wziac wiecej tego Ponstanu przeciwbolowego niz lekarz kazal, ale zobaczylam w necie, ze dawka smiertelna moze byc nawet tak niska jak dwa i pol grama, a ja biore tabletki polgramowe i odpuscilam sobie eksperymenty z dawkami. Myslalam o tym, zeby wezwac pogotowie, ale przypomnialo mi sie, ze oni mi w niczym nie pomoga, ale za to beda mnie znowu musieli skasowac sto euro.

Myslalam tej nocy o wielu rzeczach i naprawde, naprawde bylam w piekle. Troche plakalam, troche krzyczalam, a troche siedzialam bez ruchu. Tej nocy juz nie chodzilam od lodowki do drzwi, bo nie mialam sily. Spedzilam druga z kolei noc na kanapie, bo nie bylo sensu isc do lozka. Teraz mam wstret i do kanapy, i do picia wody.

Nastal wreszcie poranek i podczas wcinania jakiegos jogurtu, na ktory wcale nie mialam ochoty plus blokowal mi ciagly dostep do lodowatej wody, ale musialam cos zjesc, bo lykanie Ponstanu plus antybiotykow na pusty zoladek juz zauwazylam, ze bylo slabym pomyslem, zauwazylam, ze napierdala mnie tym razem juz konkretny zab. I nie jest to szostka z ropieniem, ale ta feralna siodemka. Tak wiec zlapalam za telefon i oznajmilam, ze jade do nich. O pracy juz nawet nie myslalam. Znow przyjeli mnie ekspresowo i bardzo dobrze. Kiedy zasiadlam w fotelu, a dentysta dal mi dwie potezne ampuly znieczulenia przewodowo i nagle poraz pierwszy od 48 godzin nie czulam potwornego bolu, to po prostu zasnelam. On z zalem mnie jednak obudzil, otworzyl ten zab i bez skrupulow wyrwal z tego zeba caly nerw. O boze, co za niesamowita ulga, az sie zaczelam smiac przez lzy. On powiedzial, ze jak na osobe w mojej sytuacji, to chyba jestem najweselsza pacjentka. Jak sie tu nie smiac, kiedy zrodlo najwiekszego bolu wlasnie opuscilo moj organizm?

Potem jeszcze tam pokleil i porobil co trzeba, oczywiscie skasowal potworne pieniadze i musze isc jeszcze dwa razy kleic dalej, ale mam ochote mu wyslac laurke, bo wydaje mi sie on aniolem. Przy okazji powiedzialam mu, ze szef mi nie wierzyl, tak wiec chyba z samej przekory dal mi zwolnienie nie tylko na ten dzien, ale i na nastepny i dzieki temu wlasnie dzisiaj jestemw domu i Wam to pisze. Lacznie ten zab bedzie mnie kosztowal okolo 800 euro, wlaczajac leki, pogotowie i dentyste… Nie udalo mi sie doczekac z nim do przyjazdu do Polski w pazdzierniku.Pol geby mam dalej obolalej troszke, doktor aniol powiedzial, ze cala kosc tam ma prawo byc obolala, ale to juz bez porownania z tym, co bylo wtedy.

Dzisiaj w nocy nawet w miare normalnie spalam, a dzisiaj rano postanowilam nie wziac juz tabletki przeciwbolowej.

O roznych rzeczach myslalam podczas tego wszystkiego i rozne wyciagnelam wnioski. Miedzy innymi taki, ze naprawde rownowaga miedzy praca a zyciem jest bardzo istotna, bo praca, to nie wszystko. Dzisiaj juz sie lepiej czuje, wiec wykorzystalam rady ostatnio mi udzielone przez specjalistke od rekrutacji i przerobilam cale moje CV i wyslalam juz w pare miejsc…

A w sobote, zanim bol przejal nade mna kontrole, zrobilam przepyszne ciasto czekoladowe. Mniam, mniam, teraz je jem, bo moge. Nawet dam Wam przepis.

 

Cudowne Ciasto Bardzo Ciemno Czekoladowe
Potrzebujesz:

225g gorzkiej czekolady (conajmniej 60% kakao)

125g masla

5 jajek

150g *prawie jedna szklanka cukru

100g *prawie jedna szklanka polenty, albo semoliny (to taka bardzo drobno zmielona maka kukurydziana)

50ml rumu, albo amaretto

cukier puder do dekoracji

Piekarnik wlacz na 180 stopni.Przygotuj okragla forme, popaprz tluszczem, obsyp maka, wyloz papierem do pieczenia, czy jakakolwiek jest Twoja ulubiona metoda.

Rozpusc czekolade i maslo, niech stygnie.

Jajka rozdziel i zoltka zmiksuj z polowa cukru, az beda geste i gladkie. Ta miksture polacz z czekolada. W osobnej misce zmiksuj bialka z reszta cukru az masa bedzie sztywna (musisz umyc te lopatki od miksera, albo i zmienic na nowe, bo bialko nie lubi, zeby je zanieczyszczac).

Do czekoladowo – zoltkowej masy wlej rum, lub amaretto, dodaj sztywna mase bialkowa, delikatnie zmieszaj i wlej do formy.

Piecz 40 minut, a potem wyjmij z piekarnika i poczekaj az ciasto lekko opadnie.

Kiedy juz to sie stanie, poprusz cukrem pudrem dla ozdoby.
Wcinaj, wcinaj i wcinaj.

 

Poza tym z nowin, to w projekcie denko oliwki, ani mak jeszcze nie wystapily, ale juz sa trzy worki maki!

A takze rosna mi cukinie na balkonie, tak wiec niedlugo bede robila wszystko z cukinia.

 

z ta stara maszyna

Nie moglam pisac na blogu, poniewaz byla wspaniala pogoda, oraz zapieprz w pracy. Teraz juz zaczelo lac, wiec pogoda wrocila do normy, turysci, ktorzy juz zdazyli do nas przyjechac sie pochowali gdzies, a ja pisze.
Odwiedzila mnie dobra wrozka, ktora podarowala mi swoja nieuzywana maszyne do pieczenia chleba, bo moja sie zepsula. Poczestowalam za to wspomniana Wrozke kurczakiem w rozowym sosie, chociaz moja wdziecznosc bedzie dozgonna (lub dwuletnia, jesli maszyna wytrzyma tyle samo mojego uzywania jej do wszystkiego, co poprzednia.)
Juz pierwszego dnia (wczoraj) zrobilam w niej dwa chleby, ktorymi obdarowalam L. oraz Evelyn, z ktora pracuje. Oboje sie cieszyli, ale jeszcze nie mam wiadomosci, czy byl jadalny, tak wiec teraz robie chleb numer 3. 
Musicie wiedziec, ze w mojej starej maszynie robilam po prostu wszystko, co sie tylko dalo: makowiec, pizze, dzemy, focaccie, bulki, chalke… I teraz jakos nie moge sie z ta stara maszyna rozstac, patrze na nia, jak stoi na podlodze i nie potrafie jej wyrzucic narazie, na wypadek, gdyby nagle ozyla i zaczela sama z siebie dzialac, poszla do szafki, naladowala sie na maksa mlekiem w proszku, ziarnami slonecznika, maka i drozdzami zaczela piec chleb. Sami rozumiecie… Jak sie ma pierdolca, to zycie nie jest latwe.
A dla koloru zdjecie pobliskiego pubu, w ktorym w 1954 roku stacjonowali aktorzy filmu ‚Moby Dick’ i teraz oczywiscie pub tez sie tak nazywa.
Skonczyly sie zadania i prace do pisania na uniwer, wiec teraz zamienilam ciagle gonienie terminow na granie w gry na kompie i poczucie winy, bo przeciez powinnam sie czegos uczyc. Ja niestety dobrze wiem, ze zeby zdac nastepny rok, to musze conajmniej dwukrotnie zmadrzec do pazdziernika, ale jeszcze sie za nic nie zabralam…
Poza tym przyjazny Wloch Luigi przyszedl do mnie do pracy, wreczyl mi swoja karte dan w wersji zalaminowanej kartki i oznajmil, ze moge do niego przychodzic na lunch z pracy za polowe ceny. Mowie Wam, tyle ile ja sie teraz najem wloskiego zarcia, to po prostu juz sama nie wiem. I nie chodzi o objetosc, bo od kiedy przeczytalam ksiazke tego magika Paula McKenna, to hamulec mi sie wlacza zanim sie nawpierdalam tak, ze trzeba mnie toczyc (a przeciez kiedys tak jadlam codziennie.) Postanowilam jednak zjesc cale menu. Nawet dania, ktorych nie lubie, lub wydaje mi sie, ze nie lubie, ale nie jadlam od 10 lat, bo przeciez nie lubie. A moze juz teraz lubie? Juz zaliczylam ravioli z szynka parmenska i serem kozim, penne z sosem arrabbiata, cannelloni z ricota i szpinakiem, pizze z pikantnym salami i spaghetti z kulkami z miesa. Jestem taka zadowolona z tego calego jedzenia, ze po prostu czekam, az ktos mnie uszczypnie i sie obudze. 
W pracy jak zwykle, czyli jedna z pracujacych osob sie zepsula. Ma jakies fochy, nagle zapomina i zachowuje sie, jak w przedszkolu. Trzeba bedzie zapoznac ta osobe z formularzem ostrzezenia ustnego (tak wiem, ze ustne, ale i tak jest na specjalnym formularzu.) Nie jest to fajne i meczy mnie to, kiedy trzeba po sto razy przypominac i ze tacy szeregowi pracownicy niestety bardzo rzadko sa stali pod wzgledem swojej jakosci pracy. Wiem, ze to slabo platna praca, szczegolnie na ich stanowiskach, nieambitna i dosc nudna. Do tego klienci wkurzaja, ja ciagle wymagam i ciagle wszystko sprawdzam, nie da rady usiasc na dupie i gnic, tylko trzeba robic… Niestety niektorzy ludzie sa bardzo niewidomi na rzeczywistosc. Wydaje im sie, ze sa swietni i ze zasluguja na wiecej. Powodow lub dowodow na ten stan brak, ale oni i tak w to wierza. Do szkoly im sie nie chcialo chodzic, w swojej pracy tez nie staraja sie, zeby im wszystko szlo celujaco, nie zglaszaja sie na jakies inne stanowiska, po prostu robia swoje minimum – czasem dobrze, a czasem slabiej. Oczekuja jednak, ze awans do nich przyjdzie sam i przeprosi za spoznienie, albo ze w ogole sam CEO jakiejs wielkiej korporacji po nich przyjedzie limuzyna, zeby z kieliszkiem szampana w reku mogli objac nowe stanowisko. Na pewno komus sie kiedys tak zdarzy, ale ja na to nie czekam, tylko zawijam na swoj kurs, majac nadzieje, ze nie bede wtedy musiala spedzic zycia jako naburmuszony manager sklepu, ktoremu sie wydaje, ze moglby robic wielkie rzeczy. :D
A w ogole to zlituje sie nad Wami i dam Wam przepis na kurczaka w rozowym sosie. Ostrzegam, ze jest dobry.
Potrzebujesz (na 4 osoby spokojnie):
- 3 piersi z kurczaka (pojedyncze)
- szklanka bialego wina (ja uzylam ostatnio rozowego i tez bylo dobre)
- 2 szklanki mleka
- 400ml passaty, lub puszka pomidorow zmielona na papke (chociaz raz uzylam bez mielenia i tez bylo dobre)
- sol i pieprz
-maslo (ale maslo, nie zadna Kasia, zadna Rama, ani inna pomylka)
- ryz
- chlopaka, ktory ugotuje ryz, podczas kiedy Ty wypoczywasz (ja zawsze tak robie przy tym przepisie i wychodzi pyszne)
Co trzeba zrobic?
Podziel kurczaka na porcje o takiej wielkosci, jakie chcesz jesc (w sensie jeden kawalek na osobe). Do garnka wrzuc szczodry kawal masla, tak z 50g, rozgrzej i wrzuc na to kurczaki. Zapach jest wtedy taki dobry, ze przygotuj sole trzezwiace, bo mozna omdlec ze szczescia. Jak kurczaki nie sa juz rozowe, a bialo-zoltawe z kazdej strony, to zmniejszasz ogien do srednio-slabego i wlewasz najpierw wino, potem mleko i passate i dobrze doprawiasz sola i pieprzem i mieszasz. Ostrzegam, ze nie bedzie to zbyt twarzowo wygladalo, szczegolnie z tym mlekiem, ktore sie rozpaprze na maksa. Z tego miedzy innymi powodu, kladziesz pokrywke na garnku i oddalasz sie do przyjemniejszych zajec na poltorej godziny. Jak Cie bardzo cisnie, to idz sobie przemieszaj (ja tak robie z niecierpliwosci.) Kiedy do uplyniecia poltorej godziny zostanie Ci juz ze 30 minut, to mowisz chlopakowi, zeby wstawil ryz. Wydaje mi sie, ze mozliwe jest zrobienie tego dania bez chlopaka, ale jak, to juz musicie wykombinowac sami. 
I tyle, nie napracujesz sie, zostalo Ci dosc duzo wina do popicia obiadu, a jedzenie jest mniamo mniamo.
Smacznego!

dogodzic wyspiarskim klientom

Za cztery dni jade na urlop i tylko to sie w tej chwili liczy!
Ostatni egzamin, mysle, ze poszedl mi dobrze, ale dokladnie dowiem sie dopiero po otrzymaniu wynikow poczta. Od dawna zamierzam sie z napisaniem notki o tym, jak tu sie studiuje, przynajmniej w porownaniu z polskimi studiami, ale na to chyba nie mam dzisiaj ochoty.
W piatek dostalam wlasnie z uniwersytetu list z wynikami z jednego z poprzednich egzaminow i tak sie balam otworzyc, ze rozbolal mnie brzuch. Potem mi sie przypomnialo, ze to pewnie sa wyniki tego, ktory byl najpierw, ktory mi dosc dobrze poszedl, wiec jakos otworzylam. Spojrzalam na naglowek z nazwa przedmiotu i balam sie spojrzec nizej, bo okazalo sie, ze to jednak byl ten najgorszy przedmiot, po ktorym mialam wrazenie, ze mi poszedl strasznie zle. W koncu jednak spojrzalam na te wyniki i okazalo sie, ze sa bardzo dobre, najlepsze, jakie dostalam do tej pory! Tyle na temat mojej precyzji w ocenie tego, jak mi poszlo.
Dzisiaj z okazji dnia wolnego wybralismy sie z L. do Lugiego. Luigi, to jeden z wielu mieszkajacych w Youghal Wlochow, ktory jest wlascicielem malutkiej restauracyjki w samym srodku miasteczka. Juz pare razy tam bylam i zreszta znamy sie, bo on jest takze moim klientem. Luigi pracuje tak, jak mu pasuje i dla nikogo sie nie nagina. Zaraz obok niego sa jeszcze dwie wloskie restauracje i jedna z nich wrecz specjalnie robi potrawy nieprawidlowo, zeby tylko dogodzic wyspiarskim klientom, czyli carbonara ze smietana i popularna tu ‚wegetarianska lasagne’, ktora jest smaczna, ale pokryta gruba warstwa cheddaru i bez ricotty, ani zadnego innego wloskiego skladnika. Tak wiec u Lugiego jest albo po wlosku, albo wcale. Do tego otwarte jest wtedy, kiedy mu pasuje, na drzwiach nie ma zadnych wywieszonych godzin, wiec trzeba po prostu miec szczescie. Tak wiec o czwartej po poludniu poszlismy, liczac na to szczescie. Przychodzimy, ludzie siedza w srodku, ale na drzwiach wywieszona tabliczka, ze zamkniete. Ja jednak postanowilam byc bezczelna, podczas kiedy L. juz byl gotowy isc gdzies indziej. Jak mi pozniej wytlumaczyl, to dobrze, ze ja jestem bezczelna, bo on predzej by sie zapadl pod ziemie. Ja twardo i tak weszlam do srodka, wyszukalam wzrokiem Luigiego i pomachalam mu. Kiedy podrzedl, to go po porstu wyblagalam, zeby nam dal stolik. Powiedzial, ze chce juz isc do domu, bo jest niedziela, ale ze zrobi dla nas wyjatek. Tak wiec zasiedlismy, poczytalismy menu, ale ja juz wiem, ze trzeba po prostu sie zapytac, co jest, a menu jest tylko dla celow cieknacej slinki. Przyszedl sam Luigi i powiedzial od razu: tego nie mam, tego juz dzisiaj nie chce robic, bo jest pozno, ale jak chcecie to moge wam zrobic dobrego kurczaka w grzybach, albo wieprzowine zamiast kurczaka. No to, czy mielismy wybor? Zdecydowalismy sie na kurczaka w grzybach. Kiedy go dostalismy, no nie wiem, jak Wam powiedziec, jaki byl pyszny! Wspaniale, dzikie grzyby, nie jakies tam pieczarki, pyszny sos i do tego pieczone warzywa, surowka z rukoli i ziemniaki. Mniam. Potem zebralam sie na odwage, zeby zapytac Luigiego, gdzie mozna kupic pancette, do czesto robionej przez L. carbonary. Uslyszalam co nastepuje:
-Ach, ja juz nie kupuje pancetty, bo sie nauczylem, jak to latwo samemu zrobic. Zaraz Wam przyniose kawalek, za darmo.
Przyniosl spory kawalek i dal nam przepis jak zrobic, a do tego wymusilam na nim obietnice, ze pozwoli mi zawsze od niego kupic kawalek, jakby nam sie nie chcialo robic pancetty od zera.
Dla zainteresowanych przepis na pancette Jak sie domyslacie, Luigi nie podawal przepisu w gramach, tylko tak, jak mu pasowalo, wiec trzeba sobie samemu dopowiedziec:
1. Na dno garnka wsypac dosc duzo soli.
2. Na to polozyc duzy kawal wieprzowiny (nie wiem jaks sie ta czesc na brzuchu swini nazywa po polsku, boczek?)
3. Na to znowu dosc duzo soli i polozyc na tym ciezar, zeby to mieso dobrze scisnac.
4. Trzymac tak 3 dni w chlodnym miejscu, codziennie wylewajac zbierajace sie soki.
5. Po trzech dniach wyjac mieso i dokladnie umyc je w bialym winie.
6. Mieso posypac pieprzem i wlozyc do lodowki.
I wtedy tylko juz mozna robic carbonare i sie zajadac.

Zmarl Cwetan.

Miala byc notka o Francji, ktorej zreszta slusznie domagala sie Monika, u ktorej bylam, ale nie idzie mi pisanie jej. 
W czwartek, po dwumiesiecznej walce z rakiem zmarl Cwetan…
Dlaczego dobrzy ludzie odchodza? 
Chodze do pracy i gdy codziennie widze naburmuszone bez powodu twarze klientow, to mysle sobie znowu o tym raku, a potem automatycznie o tym jak zmarl moj Tata i zastanawiam sie dlaczego nie umiemy sie po prostu cieszyc tym, co jest?
Czy naprawde tak ciezko jest zobaczyc dobre strony? Za dwa miesiace mozesz nie zyc.
Straszne, ale prawdziwe.
Mysle ciagle o Cwetanie, ale krece sie po kuchni, zeby nie zwariowac.
Z tego wszystkiego zaczelam robic swoje wlasne batoniki sniadaniowe, ktore jem rano. 
Po czesc skladnikow trzeba sie wybrac do tajemniczego miejsca zwanego sklepem ze zdrowa zywnoscia – polecam.
Skladniki:
4 lyzki miodu (najpyszniejszy gryczany, ale kazdy sie nadaje)
2 lyzki masla, margaryny lub oleju slonecznikowego
2 lyzeczki fruktozy (sklep ze zdrowa zywnoscia)  lub w ostatecznosci cukru
szklanka preparowanego ziarna quinoa lub amarantusa, w ostatecznosci ryzu (sklep ze zdrowa zywnoscia)
szklanka owsianki (chodzi o platki z owsa, ale nie te sniadaniowe z cukrem itd, tylko te naturalne, ktore trzeba gotowac przed jedzeniem)
1 jajko
3 lyzki niesolonego masla orzechowego (do kupienia w sklepie ze zdrowa zywnoscia)
3 lyzki nasion slonecznika 
2 lyzki nasion dyni
1 lyzka orzechow wloskich
3 lyzki mieszanki orzechowej drobno posiekanej (do kupienia w dziale z bakaliami i skladnikami do pieczenia ciast)
3 lyzki rodzynek
6 suszonych moreli
inne bakalie, ktore smakowalyby ci na sniadanie
Wlacz piekarnik na 200 stopni.
W garnuszku na wolnym ogniu rozpusc tluszcz, fruktoze, maslo orzechowe i miod. Jesli miod sie scukrzyl mozna sloik na chwile wstawic do goracej wody, albo scukrzony miod wlozyc do garnka najpierw – rozpusci sie od ciepla.
Kiedy juz jest gladka masa, zdejmij z ognia i odstaw na chwile. W misce wymieszaj wszystkie pozostale skladniki oprocz jajka. Mozna tam wrzucic jeszcze wiele innych rzeczy: platki kokosowe, suszone figi, borowki goji i co tylko ci przyjdzie do glowy. 
Wymieszaj jeszcze raz mase w garnuszku, bo pewnie sie rozwarstwila i wlej ja do miski z suchymi skladnikami. Wszystko wymieszaj, potem ostroznie dodaj jajko, kiedy masz pewnosc, ze masa nie jest goraca i wymieszaj wszystko jeszcze raz.
Wyloz na wysmarowana tluszczem lub wylozona papierem do pieczenia blache i piecz 15 minut lub az sie zrobi brazowe. Uwaga, szybko zaczynaja sie palic i czerniec, wiec obserwuj uwaznie.
Potnij na batoniki i zostaw do ostygniecia (pobozne zyczenia, prawdopodobnie bedziesz je zrywac z blachy jeszcze gorace i jesc.)
Przepycha!
Smacznego.
Ciesz sie nimi, kochaj kazdy moment swojego zycia.