Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

norweski

jak parafina do lamp, zszywki i inne cuda

Wydaje mi się, że trudno jest ocenić poziom władania językiem. Swój własny mam na myśli. Czasami mnie wkurza ten norweski i wydaje mi się, że nie mówię w nim, a potem nagle samo idzie.

Dzisiaj w ramach pracy byłam w takim dużym, dużym sklepie, z którego potrzebowałam najróżniejsze rzeczy, których brakowało nam w restauracji. Takich jak parafina do lamp, zszywki i inne cuda, których może się nawet nie bierze pod uwagę myśląc o restauracji. Znalazłam część potrzebnych rzeczy, a o resztę poszłam zapytać pracownika sklepu. I złapałam się na tym, że wypytuję go o to, czy mają zazwyczaj tą parafinę, ale teraz jest wysprzedana, czy w ogóle nie maja i czy te zszywki maja w tym większym rozmiarze. I nawet nie wiem, kiedy zadałam te wszystkie pytania nawet nie próbując przejść z norweskiego na angielski.

Niesamowicie się z tego cieszę. Nigdy bym nie pomyślała, że można tak szybko nauczyć się języka.

 

A na blogu kulinarnym dla głodnych ostatnio naleśniki bananowe i muffinki z czerwonym winem.

Ani po norwesku, ani po angielsku, ani po polsku!

W tym roku postanowilam naprawde obchodzic urodziny. To w koncu moje 32. Trzydzieste byly dwa miesiace po smierci mojej mamy i w ramach swietowania siedzialam z L. w restauracji smutna. Bylo to tutaj, w Drammen. Swiecilo slonce, upal jak szalony i nic mi nie smakowalo. Nie mozna sie cieszyc urodzinami dwa miesiace po smierci mamy. Nie mozna i tyle.

Potem w moje trzydzieste pierwsze urodziny byl slub brata L. Znow nieznosny upal, a tradycyjne, norweskie wesele, to ciagnacy sie godzinami obiad z wieloma przemowieniami. Sytuacji nie poprawialo to, ze zepsula sie klimatyzacja i siedzielismy w sto osob w dusznej sali, w ktorej temperatura dochodzila do miliona stopni, ani to, ze ja nie rozumialam ani slowa z tych przemowien. Naprawde dobrze, ze bralam wtedy antydepresanty, bo na trzezwo tych osmiu godzin powolnego gotowania sie zywcem wsrod niczym niezmaconej nudy chyba nie daloby sie przezyc.

Za to trzydzieste drugie urodziny zostaly zmuszone do nadrobienia za ostatnie dwa lata. Zaczelam od tego, ze zaproszenia rozsylalam (internetowo) juz od lutego (na lipiec). Zrobilam piknik w parku, wsrod pieknej zieleni oraz pogody, ktora tym razem byla wzorowa. W moim slowniku piekna pogoda, to na pewno nie upal. W tym roku bylo wrecz bosko, 22, moze 23 stopnie, slonecznie i lekki wietrzyk. Mozna bylo robic piknik jak z filmow kostiumowych. Zjawilo sie duzo takich bardzo fajnych osob, ktore tu w Norwegii sa dla mnie duzym wsparciem. Byli to w duzej wiekszosci Norwegowie. Dostalam cale siaty roznych kuchennych gadzetow, ktore oczywiscie sprawia mi kupe radosci. Juz niektore testuje. Wszyscy wcinalismy kielbaski z grilla,  a ja przynioslam 91 muffinek. Mialo byc sto, ale nie chcialo mi sie juz w ostatniej chwili robic tych ostatnich 9, wiec 91 tez starczylo, a wrecz bylo ich za duzo.

Nie udekorowalam wszystkich, ale kilkanascie takich cudeniek bylo.

Tak powinno byc w kazde urodziny. Zeby mozna bylo nakarmic przyjaciol swoimi wypiekami.

 

Jak tylko skonczyla sie urodzinowa niedziela, ja wzielam sie za nauke norweskiego.

Dwie dziewczyny i ja mamy teraz taki uklad z naszym nauczycielem, ktory teoretycznie ma wolne, ze ten kochany czlowiek spotyka sie z nami raz w tygodniu na godzine, pod warunkiem, ze same w domu przerobimy caly rozdzial. Tak wiec w poniedzialek i we wtorek przekonalam sie, ile to jest roboty. Siedzialam nad tym lacznie pietnascie godzin, aby dzisiaj (w srode) moc uczestniczyc w spotkaniu. Spotkanie tez mnie wymeczylo, bo to nastepna godzina pracy nad jezykiem, a potem jeszcze nasz ukochany nauczyciel sie rozgadal i opowiadal nam troche historie swojego ciekawego zycia. O tym, jak mieszkal na samej polnocy Norwegii i co tam robil. Bylo to naprawde pochlaniajace, ale oczywiscie po norwesku.

Tak wiec teraz jestem warzywem. Ani po norwesku, ani po angielsku, ani po polsku nie potrafie juz dobrze myslec. Ale nie narzekam oczywiscie. To wspaniale, ze moge sie uczyc, naprawde doceniam to.

 

A jako trzeci nius, to z Polski przywiezlismy Babci wozek inwalidzki, dzieki ktoremu wreszcie moge Babcie zabierac na wycieczki po pieknych spacerowych sciezkach naszego miasteczka. Babcia jest po prostu zachwycona. Dzisiaj nad rzeka tak sie cieszyla, ze sie rozplakala. A potem dolaczyl do nas wracajacy z wyprawy w tutejsze wzgorza L. i oczywiscie zaczely sie wyglupy w stylu udawania, ze wjedzie wozkiem do wody, w krzaki itd. Babci jakos te jego psoty nigdy sie nie nudza, wiec smiala sie na calego. Ona go wprost uwielbia.

 

jakiestam sluby ciszy

Wstapilam w szeregi oficjalnie ludzi w Norwegii. Dostalam rozne numery typu PESEL itp. oraz rozne prawa czlowieka, w stylu mozliwosc pojscia do lekarza. Oczywiscie pisze to z przekasem, do lekarza zawsze moglam pojsc, tylko musialam za niego zaplacic z wlasnej kieszeni. Raz mi sie zdarzylo i kosztowalo mnie to 1200kr, czyli 600zl…

Teraz tez zarejestrowalam sie w systemie bezrobotnych i moge aplikowac na wieksza ilosc roznych prac, do ktorych przed tem bylo mi troche ciezej sie doklikac. Czy to aplikowanie wiele da, to nie wiem, ale aplikuje dalej. W miedzyczasie zalozylam taka grupe konwersacyjna, ktora spotyka sie w naszym miescie. Zaczelo sie niewinnie, bo tylko od czterech osob z kursu, ale teraz jest juz taka bardziej regularna grupka, ktora nawet powolutku rosnie. Spotykamy sie i nawijamy po norwesku jak najeci. Czesto ze slownikami w dloniach, czy z jakimis elektornicznymi wersjami slownikow. Strasznie to jest fajne i mile, szczegolnie teraz, kiedy czesto siadamy w kawiarni na zewnatrz i rozmawiamy, a wiatr od strony rzeki rozwiewa nam wlosy. Cudo!

Zaliczylam tez moje pierwsze norweskie intervju. Cale pol godziny odpowiadalam na pytania i dalej jestem w szoku, ze je zrozumialam w ogole, a tym bardziej, ze umialam odpowiedziec. Czasami zartujemy sobie z kolezankami z kursu, ze my nie mowimy tego, co naprawde chcialybysmy powiedziec, tylko to, co akurat w danym temacie umiemy. Hehehe. Troche sie poprawia ten stan, ale nauka jezyka, to jednak duzo pracy i praktyki. Kto twierdzi inaczej, pewnie jest super zdolny. U nas na kursie sa przeciez bardzo rozni ludzie, o roznych sytuacjach, a wszyscy razem brniemy przez ten jezyk jakby po kolana w blocie. Owszem, na przyklad czesto osoby, ktorych pierwszym jezykiem jest angielski lub niemiecki slysza, ze na pewno sie naucza jezyka bardzo szybko, bo jest taki podobny… Mamy takich na kursie i tak samo sie mecza, jak reszta… A takze ludzie tacy, jak ja, ktorzy maja w domu partnera Norwega tez czesto slysza, ze ‚przeciez mozecie gadac w domu caly czas i nauczysz sie wszystkiego w miesiac’. Jassne. Po pierwsze, ciagle rozmawianie po norwesku jest czesto strasznie niepraktyczne w poczatkowej fazie nauki. Nie wiem ile godzin by mi na poczatku zajelo wytlumaczenie prostych rzeczy. To jak jakiestam sluby ciszy robione na jakichs obozach harcerskich. Pare dni sie mozna w to bawic, ale nie na stale. A teraz, mimo, ze rozmawiamy razem naprawde duzo po norwesku, to w dalszym ciagu jakos nie nauczylam sie norweskiego w weekend i im dalej w to brne, tym wiecej tego jest do nauki… Takze moze tacy ludzie, ktorzy tak bagatelizuja ten wysilek maja na mysli tylko takie podstawowe dogadanie sie w sklepie, prosze, dziekuje, sama nie wiem…

A poza tym moj instagram ocieka pysznosciami kulinarnymi, no i na blogu oczywiscie co piatek nowy przepis:

Leftover Muesli & Rye Breakfast Muffins

Blueberries in Bed With White Chocolate

Homemade Buttermints

 

 

 

wstyd mi za niego bylo

Jest piatek wieczor, a ja mam tyle zadane na wtorek, ze juz sie martwie, jak ja to wszystko zrobie. Musze sie przyznac, ze przez tych pare miesiecy na kursie bardzo duzo sie nauczylam, ale tez jestem juz zmeczona nauka norweskiego. Wiem, ze musze sie uczyc dalej i zreszta zamierzam. Na szczescie szkola, do ktorej chodze bedzie teraz miala wakacje letnie, wiec nastepne kursy zaczynaja sie dopiero za dwa miesiace. Tak wiec to juz tylko kilka spotkan, jakos trzeba dociagnac.

Bylam ostatnio na rozmowie kwalifikacyjnej w jakims biurze zatrudnienia i fajnie bylo moc sobie udowodnic, ze chociaz niegramatycznie czasami, to potrafie jednak po norwesku odpowiedziec na pytania. Ale poza tym bylo chujowo, facet generalnie niczego mi nie zaproponowal, za to pytania zadawal takie, ze po prostu wstyd mi za niego bylo. Ani to legalne, ani mile… Czasami strasznie mi sie chce wrocic jednak na Wyspy, gdzie mnie jakos lepiej zawsze traktowali pod wzgledem pracy. Ale nie wracam, cisne dalej. Troche jakby nie mam wyboru. Wszystkie moje rzeczy sa tutaj, milosc zycia i najlepszy przyjaciel w jednym tutaj, nawet Babcia tu…

Apropos Babci wlasnie, to ostatnio znalazlam jej na youtubie wszystkie odcinki Niewolnicy Isaury i oglada sobie codziennie dwa lub trzy. Normalnie wkrecila sie w binge-watching, jak Netflixomani. W kazdym razie oglada i chociaz nigdy nie usiadlam tego obejrzec, to czasami dojdzie do moich uszu pare zdan. Jest to moim zdaniem takie BDSM dla babc. Niewolnictwo, kary cielesne, glodzenie, zemsta itd. No cud. Za to jak puszcze jakis dokumentalny o np. ofiarach gwaltu w Maroko, o tym, ze maja generalnie przesrane i jak juz babe tam zgwalca, to chyba tylko zostaje uciekac z kraju albo sie zabic.. Wtedy Babcia macha reka i mowi, ze to za okropne i nie oglada i idzie sobie. Ale jak w Isaurze tam znowu bija i na lancuchu trzymaja tych niewolnikow, to jest wszystko ok. Wez tu zrozum te mechanizmy, nie jest latwo.

 

kiedy mowia ‚chce,’ a kiedy ‚mam zamiar’

Poczulam sie troche w obowiazku, wiec pisze.

Ucze sie dalej tego diabelskiego jezyka. Niektore rzeczy w nim sa tak mylace i wkurzajace, ze rece opadaja. Wydaje sie momentami, ze Norwegowie sami nie wiedza, kiedy mowia ‚chce,’ a kiedy ‚mam zamiar’ i ze w ogole nie wiedza, kiedy cos jest swoje, kiedy jego, kiedy wasze a kiedy ich. Poza tym jestem ostatnio na takim etapie, ze kazde slowo, jakie mi sie po norwesku przypomni, to juz kwestionuje, czy na pewno tak powinno byc, czy moze mi sie cos myli. Taki etap, ze wiem, ze nic nie wiem.

Niezbyt przyjemne to jest.

Oczywiscie bardzo pomaga, ze mozemy rozmawiac z L. po norwesku i czesto to robimy i jestem za to wdzieczna, ale ostatnio mi ten norweski juz dziala na nerwy. :)

W ogole rozne rzeczy mi dzialaja na nerwy, bo przestalam brac antydepresanty, wedlug instrukcji lekarza, odstawilam je stopniowo. I teraz mam nerwy. To znaczy w ogole mam emocje. Wiec nieraz mnie cos wkurza. Tak jak na przyklad to, ze od tygodnia probujemy z L. przetransferowac moj norweski numer telefonu z jednego operatora, do drugiego. I nic. Telefonu nie mam, wiec nawet jakby mi nagle chcial ktos dac prace marzen, to sie do mnie nie dodzwoni. Tak wiec po tygodniu powolnych kontaktow z ich dzialem obslugi klienta mailem, zapewnien, ze tak, ze juz niedlugo i juz za momencik, wreszcie zaczelam spamowac im strone facebookowa. Troche pomoglo, nagle zaczelam od nich dostawac maile z czestotliwoscia 4 x na dzien, a nie 1 x na dzien, wiec jest jakis postep. Tak czy siak, telefonu dalej nie mam…

 

A tak z innych wiadomosci norweskich, to jak byl 17. Maja, czyli norweskie swieto narodowe, to zrobilam ciasto dla rodziny i chyba dostalam plusy w mojej norweskiej rodzinie.

norweskie ciasto

norweskie ciasto