Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

love

na gardlo, do ssania, do zucia

Zimy w Norwegii w tym roku prawie nie bylo. Poinstruowana przez troskliwych Norwegow kupilam sobie najdrozsza kurtke, jaka mialam w zyciu, a minusowych temperatur bylo moze cztery tygodnie.

A teraz jest trzecia rano i pieke chleb. Dobra pora na wypieki. Maszyna do chleba halasuje jak porabana i zastanawiam sie, czy nie obudzi L.

Za chwile jade do Polski. Za kilka godzin. Nie moge spac, wiec wstalam.

W Polsce koncze ukladac elementy ukladanki, ktore zostawila mi Mama. Teraz miedzy innymi na tapecie klotnie z majstrami, ktorzy wykanczaja mieszkanie.

W Norwegii dalej niewiele sie dzieje. Narazie dalej nie pracuje, wiec tez nie ma co opowiadac.

Nauczylam sie jest norweskie bulki z kardamonem. Juz nawet nie czuje tego kardamonu, przestal mi przeszkadzac.

Z kolei wizja gofrow z dzemem malinowym mnie wrecz cieszy, a kiedys gofry byly rzecza mi calkiem obojetna. Tutaj jednak gofry to najwazniejsze i najlepsze, co mozna zjesc, przynajmniej wedlug Norwegow.  Trzeba je jesc na spotkaniach rodzinnych, zimne zabierac na piesze wycieczki, trzeba je kupowac w schronisku gorskim po meczacej przeprawie, zeby sie tam dostac i na basenie tez je sprzedaja…

Tylko wstretnych parowek w szorstkim od maki nalesniku nie polubilam… I lukrecji. W Norwegii jest wszystko z lukrecja. Jesli nie wiecie, co to jest, to przypomnijcie sobie, jak za dziecinnych lat otwieraliscie paczke cukierkow Haribo i skrzetnie omijaliscie te czarne cukierki, bo pomimo staran nie dalo sie ich lubic. To wlasnie jest lukrecja. Tutaj z nia jest kazdy rodzaj cukierka, jaki sobie mozecie wyobrazic. Takie na gardlo, do ssania, do zucia, chyba z dziesiec rodzajow zelkow z lukrecja, a jak Wam jeszcze malo, to niektore sa z lukrecja i z sola. Jak dla mnie niejadalne.

Chcialabym, zeby ta maszyna do chleba przestala robic taki rwetes. Chyba dzisiaj nie pojde spac, tylko zaczekam do rana i pojde na samolot.

 

Zrobilismy sobie z L. sliczne zdjecia. Bez okazji, tak tylko na pamiatke, jak bylismy w Polsce.

Dalej uwielbiam L., nie umiem sobie wyobrazic zycia z kims innym i mam nadzieje, ze to bedzie trwalo jak najdluzej. Niedlugo bedzie 4 lata razem!

 

my razem

nowinki o wszystkim i o niczym

Prawde mowiac tak dlugo mnie tu juz nie bylo, ze zapomnialam, jak ten moj blog wyglada nawet.
W moim zyciu w sumie niewiele sie poukladalo, dalej wszystko jest w rozsypce, ale ostatnio zaczyna to wszystko wygladac, jakby sie mialo juz poukladac, moze w maju.

Mieszkam glownie w Norwegii, ale chwilami tez w Polsce, bo tyle tam spraw do zalatwienia, ze ciagle musze tam jezdzic.

Jakos to wszystko dalej ciagne, a najwazniejsze, ze jestem dalej zakochana w L. do nieprzytomnosci :D

wiezi piekne umysly

Juz za chwile urlop w Polsce!
Owszem, czasami chcialabym pojechac na jakis egzotyczny urlop, ale nie ma to jak urlop w Polsce. 
Nowa praca mi sie bardzo spodobala, przypomnialo mi sie pare rzeczy, ktore naprawde lubie robic i poza tym dosc zajebiscie mi idzie. Do tego zaklepali mi od razu ten urlop i obiecali, ze beda sie naginac dla mnie, jak wroce w pazdzierniku na uczelnie.
Nowy dom jest ok, widok mam calkiem w porzadku, dwa dachy i pola i wioski na horyzoncie, po drugiej stronie doliny.  Jestesmy na wzgorzu i czasami w nocy wydaje mi sie, ze wszystkie dzwieki z calego Cork, wszystkie alarmy i syreny karetek po prostu zbieraja sie i wznosza swoim dzwiekiem prosto do mojego okna. Przyzwyczailam sie do delikatnego szumu fal za oknem tak bardzo, ze nawet, kiedy obudzila mnie wczoraj kosiarka, to jeszcze przez sen wydawalo mi sie, ze musi duza lodz przeplywac, ze robi taki halas.
W ostatni piatek dostalam w pracy od jednego chlopaka bilety do jednego z klubow, na otwarcie jakiejs jego nowej odslony. Na bilecie byl tylko obiecany wstep dla dwoch osob. Postanowilismy pojsc z L., ja prosto z pracy, spotkalismy sie przed wejsciem. Juz od dawna znam ten klub, bo kiedys bardzo duzo tam chodzilam, ale teraz mialo byc tam cos nowego, w stylu retro.
Weszlismy, od razu sie okazalo, ze bilet nas upowaznia do darmowej butelki West Coast Cooler. Calkiem to bylo mile. Potem sie okazalo, ze po calym klubie chodza kelnerki z tacami darmowych drinkow. No dobra. Rozejrzelismy sie, a caly klub przerobili na taki starodawny salon gier, byly stoly do ping ponga, bilard, szachy, warcaby i shuffleboard (nie mam pojecia, jak to sie nazywa po polsku), no i oczywiscie rzutki. Udalo mi sie namowic mojego niesmialego L., zeby ze mna zagral w szachy. Byl to cudowny wieczor, kiedy gralismy w szachy, upijalismy sie powoli, ja nie mialam zadnych szans wygrac, potem przyszla darmowa pizza i ciagle grali rozne ukochane piosenki z mojego dziecinstwa wrecz, takie jak Jamiroquai ‚Too Young to Die’. Potem wracajac przechodzilismy kolo szpitala psychiatrycznego. Na jego murach wisial taki ogromny plakat, reklamujacy, ze ten szpital sluzy spoleczenstwu Cork, od 50 lat, czy cos w tym stylu, ktos to czesciowo skreslil i napisal ‚Ten szpital wiezi piekne umysly Cork od 50 lat.’
A w ogole, to slucham muzy mojego chlopaka na last.fm, a tam Beyonce… Ja nigdy nie wiem, co u niego znajde. Ostatnio sobie kupil jakies polki, bo stwierdzil, ze chce gdzies poukladac swoje mundury i karabiny i to wszystko, bo mial to w kartonach (L. jezdzi na airsoft, czy ASG). Poskladal sobie te polki, wczoraj mnie zawolal, zebym zobaczyla. No faktycznie, teraz ma tam normalnie sklep wojskowy, albo jakis sklad broni. Zapowiedzialam, ze nie bede u niego spac pod tymi lufami, w zwiazku z tym wczoraj przywlokl swojego laptopa do mnie do sypialni i cos porobil na nim, zebysmy mogli z mojego komputera wlaczac wszystkie filmy, ktore sa pietro nizej na jego kompie. Nie wiem, po co mu ten laptop byl do tego, ale chyba po to, zeby mi nie przeszkadzac, jak ja ogladalam cos glupiego z youtuba. Niedlugo pewnie mi tu podlaczy takie hologramy, ktorymi bede sterowala ruchami rak, tak jak w Minority Report, albo w Avatarze. Podczas kiedy ja jestem tylko normalna osoba, ktora chce sobie obejrzec film na kompie…

starej(nowej)

Nie wiem, co pisac, w myslach sie gubie,
Napisze po prostu, ze bardzo Was lubie!
Jak mozna sie spodziewac, w moim zyciu bylo bardzo wiele zmian i wlasnie dlatego nie moglam pisac, bo ja wtedy nigdy nie wiem, co pisac…
W pracy zrobilo sie nagle bardzo kiepsko i z wlasnej woli stalam sie bezrobotna. Decyzje bylo podjac latwo, ale nie ma to, jak ataki paniki, kiedy nagle zdajesz sobie sprawe z tego, ze nie masz pracy!
Z drugiej strony, przyjechala akurat wtedy do mnie moja najukochansza, najlepsza przyjaciolka Axelle, z ktora moglysmy dzieki temu spedzic razem duzo wspanialego czasu. W ktoryms momencie, pomiedzy nalogowym ogladaniem trzeciego i czwartego sezonu Dextera, zdalysmy sobie sprawe z tego, ze takiego wspanialego i dlugiego spedzania czasu razem nie spodziewalysmy sie przez nastepne dwadziescia lat…
W drugim dniu mojego bezrobocia dostalam propozycje, zeby wrocic do mojej przedostatniej pracy. Odlozylam odpowiedz na pozniej, bo mialam nadzieje na prace w ktorejs z wielkich korporacji, ktorych jest tu kilka. Z korporacjami sie nie udalo, akurat albo nie zatrudniaja, albo zatrudniaja na zajebiscie wysokich stanowiskach. Tak wiec wreszcie odpowiedzialam na zaproszenie i tak oto wrocilam do starej(nowej) pracy.
Zmienilo sie tam doslownie chyba wszystko, przynajmniej takie sa moje wrazenia po pierwszym tygodniu. I to na lepsze. Poza tym kilka osob mnie pamieta, wiec zupelnie inaczej jest wracac do takiej pracy, niz isc do nowej, w ktorej sie nie zna nikogo.
Przy okazji musialam sie przeprowadzic, bo do nowej pracy za daleko. Policzylam, ze mieszkam juz w osmym z kolei miejscu… Ku pamieci wklejam poczatki wszystkich moich irlandzkich adresow:
1. 128 Greenhills Court,
2. 54 Oliver Plunkett Street
3. 724 North Quay Place
4. Ballymartle
5. 53 Upper Clevedon
6. 23 Orchard Rise
7. 5 The Galley
8. 56 Monastery Avenue
W glowie mi sie nie miesci, ze juz tyle razy sie przeprowadzalam, nawet nie wiem, kiedy to sie wszystko stalo! Z tych przeprowadzek wkrotce bede mogla zrobic juz profesje! Z drugiej strony, w sumie lubie sie przeprowadzac. Uwielbiam to uczucie, ze nic mnie nigdzie nie trzyma. W koncu jak juz kupie dom, lub mieszkanie, to bede musiala tam siedziec, nie?
Czeka mnie jeszcze jedna przeprowadzka jak skoncze studia za rok i wtedy postanowilismy z L. juz troche posiedziec w nowym miejscu, na przyklad trzy lata? To by zdecydowanie byl moj rekord.
A w ogole, to z tego wszystkiego, zamieszkalismy razem z L. W sumie mieszkamy w duzym domu, w ktorym mamy jeszcze dwoch wspolokatorow, wiec nie mieszkamy razem tylko we dwoje, ale… nie widujemy sie juz tylko dwa razy w tygodniu. Kiedy zdalam sobie sprawe, ze teraz bede mojego L. codziennie widziec, to mi sie nagle przypomnialo, jak miewalam dosyc na maksa Tima i jego meczow w telewizji i marudzenia i poczulam bardzo silna chec ucieczki. Elementem lagodzacym jest fakt, ze mamy z L. osobne sypialnie, a z Timem mielismy jedna. Chec ucieczki mi przeszla, bo L. nie ma sobie rownych, jest takim niesamowitym facetem, ze moglabym o nim zalozyc w ogole osobnego bloga. Ale dzisiaj udalo mi sie go nie widziec przez chyba 10 minut az, jak go wygonilam z kuchni, po tym jak, zrobil nam pyszny omlet na sniadanie i pojechal ze mna do Youghal dokanczac przeprowadzke. Tam zachowywal sie, jak superman, poprzenosil cale gory moich maneli, popakowal moj telewizor i inne pierdoly, wladowal wszystko do samochodu, a nastepnie juz tu w domu to wszystko powynosil, pownosil na pietro, a potem ustawil mi komputer tak, ze mam podwojny pulpit, jeden na monitorze, a drugi na telewizorze, wiec jak rusze kursorem, to mam go nagle na telewizorze, jesli chce. Dla mnie, to jest pelne science-fiction, a jestem fanka tego gatunku, wiec w ogole wow! Wobec tego, kiedy po calym dniu, w ktorym on odwalil 75% pracy wykonanej przez nas obojga, poszlam do kuchni robic nam obiad, a on przyszedl za mna mi pomagac, to po prostu go zaprowadzilam do niego do pokoju i posadzilam przed jego kompem i kazalam odpoczywac. Potem zajrzalam i zobaczylam, ze klika, wiec sie ucieszylam. To jest jego dzien wolny, a charowal caly, jak wol. Teraz slodko spi u mnie w lozku. W ogole musze powiedziec, ze od kiedy mieszkam w tym domu, to jemu sie w ogole troszke zapomnialo, gdzie jest jego wlasne lozko. Ale nie narzekam, miejsca jest duzo, a przytulanie w nocy bezcenne.
Koncze te wywody, szczegolnie, ze czeka mnie troche ciezki tydzien, bo niestety jeszcze raz musze jechac do Youghal, zeby pozbierac troche swoich smieci, ktore zmieszcze juz kompletnie nie wiem gdzie.

postanowilam wstac

Prosze Panstwa, zycie jest ciezkie, ale nie za bardzo, bo juz za szesc dni jade na urlop.
Dzisiaj wolna niedziela, ktora oczywiscie spedzam z L., no bo jakze by inaczej.
Troche nam dzisiaj zajelo generalne wstanie z lozka, bo jesli nawet nie zajmowalismy sie tym, co zakochani lubia najbardziej, to spalismy. W tym wszystkim przysnilo mi sie, ze okazalo sie, ze moim chlopakiem jest Kurt Vonnegut i bardzo mnie to we snie ucieszylo. I odwrocilam sie w lozku powiedziec Kurtowi, ze to wspaniale, ze jestesmy razem, bo ja przeczytalam wszystkie jego ksiazki. No, ale wtedy, to sie juz obudzilam i sie okazalo, ze jednak to L., a nie Vonnegut. Jednak nie bylo to rozczarowanie, poniewaz o ile kocham intelekt Vonneguta, to gdyby zyl, mialby teraz prawie 90 lat, wiec nie wiem, czy dotrzymalby mi kroku w tych porannych przyjemnosciach…
Drugi sen byl o mojej ukochanej Moni z Francji, z ktora poszlysmy do niej na studia (?), na ktorych mialysmy sie uczyc pieciu jezykow w tym samym czasie i troche to nie wychodzilo, wiec mialysmy klopoty u wykladowcy…
O trzeciej po poludniu sie jednak zbuntowalam i postanowilam wstac. Zaczelam cos grzebac w kuchni, zadzwonila mama powiedziec mi, ze zmienilam kolory na blogu (dzieki, mamo za trzymanie reki na pulsie) i zaraz powyciagalam najrozniejsze skladniki i zrobilam pizze. Tym razem w lodowce dopisalo i pizza byla z mozarella, parmezanem, pieczarkami, szynka, swiezym rozmarynem i cebula. Oczywiscie musialam dodac cala diabelska piri-piri, wiec troche pozniej plakalismy nad pizza, ale ja to przeciez lubie. Teraz L. mnie upija winem, ktore przyniosl, bo tym razem wzial ze soba prawko, wiec jak go zapytali w sklepie ile ma lat, to mogl udowodnic. 
Teraz juz tylko musze troche wstawiona sie postarac zrobic muffinki, ktore obiecalam mojemu seksownemu L. i juz bedzie koniec niedzieli.
Pozdrawiam Was!