Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

jedzenie

zeżarcie kilograma chałwy ze sklepu z pamiątkami

Śniło mi się, że byłam na statku wycieczkowym i po obudzeniu się na nim drugiego dnia okazało się, że zostałam oskarżona o zeżarcie kilograma chałwy ze sklepu z pamiątkami. Chałwa ta była w formie dużego bloku i ku mojemu zaskoczeniu przypomniałam sobie nagle, jak wyjadałam ją rękami, całymi garściami. Muszę przyznać, że za chałwą nawet nie przepadam, więc tym bardziej wydawało mi się to dziwne. Nie miałam czasu się nad tym jednak zbyt długo zastanawiać, bo sprzedawczyni z tego sklepu z pamiątkami na statku krzyczała na mnie, że muszę teraz zapłacić za to obżarstwo i że to nie będzie tanio, bo to była chałwa z orzechami nerkowca!

Skąd się takie pierdoły biorą w głowie?

 

A w świecie rzeczywistym mam jutro rano egzamin z prawa sprzedaży i podawania alkoholu w Norwegii. Przepisy trochę bardziej skomplikowane, niż w Polsce, ze względu na różne ograniczenia czasowe, wiekowe (w zależności od ilości procentów może być to 18 lub 20 lat), i wiele innych. Wiec czas spać!

ta sól oczarowująca kubeczki smakowe

Miało być parę słów o tym, co dobrego jedzą ci Norwegowie, więc spróbuję.

1. Do mięs obowiązkowo sos.

Większość Norwegów, których spotkałam nie znosi mięs bez sosu. Oczekują tego sosu, jako części posiłku, no bez tego się nie da. No i robią je przepyszne. Na maśle, na kwaśnej śmietanie, na winie. Czasami z dodatkiem zielonego pieprzu, czasami grzybowy sos z kurkami lub ze skórką cytrynową do ryb. Muszę przyznać, że jest to takie pyszne i tak można się do tego przyzwyczaić, że już sama też wyciągam jednak ten drugi, czy trzeci garnek i robię sos do obiadu.

2. Renifer.

Przykro mi, jeśli kogoś zasmucę. Norwegowie jedzą renifery. Mnie to smuci w sumie tak samo, jak jedzenie świni, czy kury. Wolałabym, żebyśmy wszyscy byli wegetarianami, a wegetariańska dieta nie wymagała żadnych specjalnych wysiłków. Tak jednak nie jest. Więc w Norwegii je się renifera. Mięso to jest przepyszne, naprawdę.

3. Czekolada z solą.

Dla mnie to jest hit. Czekolada z kawałkami ciasteczek, czy wafelków i małymi kryształkami soli. Naprawdę cudowność. Czekolada sama w sobie jest tutaj, moim zdaniem, na wysokim poziomie, a do tego nagle ta sól oczarowująca kubeczki smakowe. Pycha.

4. Kaviar.

Chodzi o taką pastę kawiorową w tubce. Jest jej tu wiele rodzajów. Niektóre mają taki bardziej wędzony smak, a niektóre łagodniejszy. Są takie, które mają więcej majonezu, a są takie, które szczycą się wysoką zawartością kawioru. Smakują cudownie na chlebie, z sałatą i serem.

5. Chleb.

Oczywiście nie ma to, jak polski chleb, to po pierwsze. Taki z piekarni, jak z dawnych lat. Albo robiony w domu, nawet w maszynie do chleba. Ale po wielu latach w Irlandii, gdzie o chlebie praktycznie nie było w ogóle mowy, jestem niesamowicie wdzięczna Norwegii za chleb. Jest naprawdę niezły, nawet moja Babcia nauczyła się go jeść. Jest praktycznie zawsze z domieszką pełnych ziaren, czasami aż 100%, a przecież ten błonnik jest bardzo zdrowy. Istnieje tez tutaj biały chleb, taka bułka paryska, ale nazywa sie w ogóle nie chleb, czyli brød, ale loff. Także tego białactwa nikt nie traktuje jako chleb, tylko jako coś wyjątkowego. No i słusznie.

6. Dżem.

Wiem, wiem, co może być ciekawego w dżemie?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ale dżemy są tutaj takie pyszne, że mam kilku znajomych w Polsce, którym muszę wozić norweski dżem, bo tak go uwielbiają. Nie wiem, czy sekret jest w dobrej jakości owocach, czy w odpowiedniej ilości cukru. No, ale truskawkowy jest naprawdę najlepszym dżemem, jaki w życiu jadłam. I mogę iść i go kupić, od tak!

Więcej mi narazie nie przychodzi do głowy. Ale na pewno nieraz coś wspomnę, bo dobre jest to norweskie jedzenie. I ten łosoś wszędzie. Mniam.

mdle mdlego mdlym popycha

Norwedzy sa inni, niz Irlandczycy i Polacy. Nikogo to chyba nie dziwi. Strasznie lubie to odkrywanie nowego narodu, nowego stada, do ktorego moge nalezec. Bardzo to lubilam w Irlandii, i wspaniale jest to znowu przezywac, te szoki kulturowe. Niektore sa niefajne, oczywiscie, ale to cwiczenie w otwieraniu umyslu i probach zrozumienia zawsze mnie bardzo cieszy.

Dzisiaj jednak o szokach kulturowych kulinarnych, czyli raczej nietraumatyzujaco.

Bedzie kolejnosc i waznosc w ogole calkiem przypadkowa.

1. Spirytus rektyfikowany jest w Norwegii calkiem zabroniony i nie do dostania w sklepach. Kiedy po przylocie z Polski wyciagnelam kiedys buteleczke tego specyfiku, ktory przywiozlam sobie na ekstrakt waniliowy, Tesciowa prawie padla trupem. Zapytala mnie, czy ja oszalalam przewozac cos takiego przez granice i czy chcialam pojsc do wiezienia…

2. Norwegowie jedza omlety. Jedza je rano, co jeszcze rozumiem. Z luboscia zamawiaja je na lunch o godzinie 12, 13, czy 14. Ale zawsze znajdzie sie ktos, kto zamowi omlet o siedemnastej. Niewazne, ze lunchowe menu wtedy wiecej kosztuje i ze naprawde juz sie tego omleta nie oplaca brac, zamawiaja go tak, czy siak. Kumacie to, o piatej po poludniu jesc te jajka?

3. Pieczony ziemniak, czyli mdle mdlego mdlym popycha. Jest to takie danie: ziemniaka takiego ogromnego sie piecze w piekarniku, w skorce. Potem sie go wzdluz przecina i pomiedzy te polowki sie laduje sera zoltego, kawalkow szynki i kukurydzy. To sie znowu zapieka, zeby ser sie rozpuscil. I na to lyzka masla i lyzka kwasnej smietany i mozna szamac. Tylko jaki to ma smak? Podajemy to w pracy, wiec raz zjadlam, zeby sprobowac. No ziemniak mdly jest przeciez, ser nie pomaga, a ta szynka i kukurydza to w ogole juz robia z tego jakis koszmar w stylu zupa mleczna w przedszkolu, czy cos. Ale Norwegowie to lubia i jedza. W wielu miejscach mozna to kupic.

4. W Norwegii je sie straszne ilosci kielbasek winerek, czyli takich dlugich parowek jakby. Nie moge zrozumiec dlaczego sa takei wazne i uwazane za smaczne. Smaku maja niewiele, a w dodatku zjada sie je owiniete w taki specjalny nalesnik. Sam nalesnik moze nie bylby taki obrazliwy, gdyby nie to, ze jest zimny a dodatku jest taki ohydnie szorstki w dotyku. Jesli kiedys to polubie, to dam znac.

5. Gofry. Sa tu troche inne, niz w Polsce. Miekkie, cienkie i zawsze w ksztalcie takiego kwiatka z serduszek. Pyszne, cudowne i podawane przy okazji kazdego festynu, imprezy, spotkania itd., a takze w schroniskach gorskich, roznych chatkach i turystycznych miejscach. Taki narodowy slodycz. Pyszny! Sama chetnie jem, bo jak tu nie jesc? Szczegolnie pyszny z dzemem i z kwasna smietana.

 

W ogole jest tu wiele pysznych rzeczy i wiele ciekawych, ale o tym nastepnym razem (moze).

Wszyscy udawalismy, ze to sa owoce morza

Czlowiek ma chyba narzekanie w naturze, ale ja z tym walcze.

Od smierci Mamy mam dosc nieciekawe problemy ze snem. Potrafie dwie noce jechac bez snu, w nocy buzuje, a w dzien jak snieta ryba. Powodzenia w funkcjonowaniu.

Tak wiec moja ukochana pani doktor przepisala mi tabletki na ten klopot. Sa cudowne, dzialaja jak narkoza i chociaz mam powalone sny, ktore w szczegolach pamietam, to wreszcie po wielu miesiacach moglam sie wyspac, kiedy zaczelam je brac. Oczywiscie miesiac miodowy w koncu minal i zauwazylam, ze te tabletki zmuszaja mnie do spania conajmniej 12 godzin, na co po prostu nie zawsze jest czas. A jak wstane po 10ciu, to jest naprawde walka, zeby nie pojsc z powrotem do lozka.

Ale w tym potoku narzekania na to, zajrzalam sobie wczoraj do internetu i zobaczylam, jakie ludzie opisuja dzialania niepozadane tego leku, a takze tego, ktory takze teraz biore na depresje. Jak to wszystko przeczytalam, to poczulam sie taka wdzieczna swojemu cialu, ze nie mam tych wszystkich skutkow ubocznych, ze dobrze sie czuje i ze moge po prostu sobie spokojnie zyc dalej i cieszyc sie dzialaniami POZADANYMI tych lekow.

 

Wczoraj poszlismy z L. na impreze u naszych przemilych znajomych. Bylo to spotkanie w temacie pirackim, a mi sie nawet chcialo zrobic sobie z kartonu taka piracka szable i sie przebrac w jakiestam ciuchy w paski itd. Naprawde bylo to fajne, szczegolnie, ze przez wiele lat takie rzeczy wydawaly mi sie niewarte mojej uwagi. A tu sie okazuje, ze im jestem starsza, tym bardziej proste przyjemnosci do mnie przemawiaja. Na ta impreze zrobilam cudowna, karaibska zupe, ktora wszystkim weszla, az milo. Zrobilam tez karaibska salatke, ktora byla wstretna i generalnie nikt jej nie zjadl. Link do zupy jest tutaj, nazywa sie to kokosowa zupa z fasola. Naprawde pycha, polecam! Mialam watpliwosci, bo to wszystko takie egzotyczne, jakis kokos, fasola, no nie wiadomo jak to wyjdzie. A wyszlo aksamitne, rozgrzewajace, pikantne i wspaniale. Polecam, fajny przepis.

Do tego kolega mial kilogram takich kielbasek, w sumie parowek. Parowki, a w sumie ‚wienerki’, to chyba jedna z ulubionych rzeczy dla kazdego Norwega. Jedza to zawiniete w taki nalesnik i po prostu te wienerki, to jak religia. Sa w kazdej lodowce, w kazdej zamrazarce, w kazdym sklepie, kiosku, na dworcu, stacji benzynowej, schronisku gorskim i na basenie. Tak wiec na tej imprezie tez byly niesmiertelne wienerki przyniesione przez kolege. Chcialam je jakos dopasowac do tego morskiego/karaibskiego tematu spotkania, wiec zrobilam z nich takie osmiorniczki. Zaraz przykleje link.

Octodogs!   Tu jest pinka z pinterestu na temat tych osmiorniczek.

Wszyscy udawalismy, ze to sa owoce morza i ze bardzo duzo kosztowaly. Fajnie sie z tego smialismy.

sadystyczny ser

Opowiem Wam o dwoch norweskich gadzetach.

1. Szlismy na impreze, na ktora kazdy przynosil jakies pysznosci. W pobliskim sklepie zobaczylam ser, ktorego nigdy jeszcze nie jadlam, na ktory akurat byla promocja. Byla ze mna kolezanka Norwezka, ktora od razu zaczela mnie bardzo przestrzegac i prosic, zebym nie kupowala tego sera, bo jest straszny. Wygladalo to, jak na obrazku ponizej i nie wydawalo mi sie, ze jakikolwiek ser moze mnie przestraszyc. Od razu pomyslalam o roznych wspanialych francuskich serach, z ktorych co jeden, to pyszniejszy.

 Tak wiec kupilam to cudo i zanioslysmy do domu. Na impreze przygotowalam jajka na twardo, takie nadziewane, a ten ser postanowilam otworzyc i sprawdzic.

Mial on konsystencje slomy zalanej woskiem i smierdzial jak mokry pies. To mnie jeszcze nie zrazilo, wiec nieopatrznie wlozylam maly kawalek do ust. Od razu zmiazdzyl mnie silny zapach jakby owczej welny i zjelczalego masla. Smaku nawet jakos specjalnie nie zdazylam poczuc, bo juz musialam to cudo wypluc.

Zrobilam wiec koreczki z ogorkiem i tym wspanialym serkiem i zanioslam na impreze razem z pysznymi jajkami, ktore okazaly sie bardzo popularne. Nie zrobilam tego z wredoty, po prostu stwierdzilam, ze beda tam sami Norwegowie, wiec beda wiedzieli ‚z czym to sie je’.

Wszyscy omijali szerokim lukiem, a ktos sie zapytal, kto byl takim sadysta i przyniosl ogorka ze ‚starym serem’…

Tazke nawet Norweg tego nie moze… Jesli chcecie zobaczyc wiecej zdjec, polecam wygooglowac ‚gamalost’ lub ‚Gamalost frå Vik’

 

2. Drugi gadzet o wiele bardziej pozytywny, z kategorii ‚gdzie to bylo przez cale moje zycie?’

Kupil mi to moj L., kiedy chodzilismy po sklepach troszke przed swietami. Sa to takie kolce na gumowej podeszwie naciaganej na but. I jazda na lod i snieg. Gdzie to bylo cale moje zycie, kiedy ja truchlalam ze strachu przy najmniejszym poslizgnieciu sie, co tylko powodowalo dalsze slizganie sie i upadek na dupe gotowy? Niestety musze Wam powiedziec, ze slizgam sie jak nienormalna i w ogole nie umiem w zime chodzic. Tak wiec nagle na scene wchodza te kolce i ja zapieprzam, jakby bylo lato. Niesamowite!

Wygladaja tak i sa po prostu moim najlepszym zimowym przyjacielem.

kolce

 

 

A na moim blogu w kazdy piatek nowy przepis:

Ostatnio muffinki czekoladowe

i sos jablkowy.