Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

irlandia

Mam prace!!!!

Pisze z kilkudniowym opoznieniem, ale dostalam prace. A w dodatku nagle rozwiazala ona wszystkie moje problemy pt.: co ja chce robic w zyciu.

Ten problem pojawil sie w 2012 roku, kiedy moja Mama zachorowala na raka. Ja wtedy mialam arcymeczaca, arcywymagajaca prace jako kat niewolnikow w Irlandii. A nie, przepraszam, to sie nie nazywalo kat, tylko ten, no… manager w call center. Studiowalam tez, jesli pamietacie, ten caly HR. W pracy wymagano ode mnie zmuszania ludzi do przychodzenia do pracy w dodatkowe dni, szantazowania ich, zeby zostali dodatkowe godziny, nekania ich spotkaniami dyscyplinarnymi i innymi ‚treningowymi’ dla polepszenia ich jakosci pracy. I to ciaglego, niekonczacego sie dokuczania tym ludziom. Oni zwalniali sie, uciekali z tamtad kiedy tylko mogli znalezc cos innego i generalnie chyba nikt w tej calej firmie nie lubil tej pracy. Jeszcze my, managerowie, lubilismy ja na poczatku, kiedy przez jakis czas nacisk byl glownie na efekty pracy, a nie na te ciagle procedury i pierdoly. Ale ci szeregowi pracownicy wszyscy byli tam generalnie dlatego, ze cos innego im sie nie udalo, a rachunki trzeba placic. W tym samym czasie studiowalam HR. Tam uczylam sie jak w bialych rekawiczkach ludzi szantazowac i zmuszac do coraz ciezszej pracy, jak ‚podnosic ich wydajnosc’ i jak sie potem bronic w sadzie. Oczywiscie przesadzam, nie tylko o tym byly te studia i nikt tego tak nam nie formuowal. Ale takie wlasnie informacje z tamtad wynosilam. Im wiecej czytalam precedensow z irlandzkich sadow o tym jak ludzie w pracy mieli wypadki, bo szef oszczedzal na drabinie i o tym jak ludzie byli w pracy ponizani, wyzywani, nekani telefonami od szefa w nocy itd., tym bardziej zdawalam sobie sprawe, ze jesli juz w ogole, to nie powinnam byc tym HRem, tylko wrecz odwrotnie, powinnam studiowac prawo pracy i bronic tych ludzi potem w sadzie.

No, ale wez tu teraz studiuj znowu nie wiadomo ile lat itd. W miedzyczasie trzeba cos robic, gdzies pracowac, rachunki placic. Ilez lat mozna sie zastanawiac nad sensem tego, co sie robi? Po tym, jak Mama zachorowala, ja coraz gorzej znosilam stresy w pracy, a L. zrobil ta interwencje, razem ze znajomymi, ze mam ta prace rzucic, rozgladalam sie za czyms nowym. I pamietam, ze nawet wypelnianie tych formularzy mnie brzydzilo, tak bardzo nie chcialam nastepnego katowania niewolnikow. W koncu przepracowalam kilka tygodni przy zupelnie bezmyslnej robocie. Troche odpoczelam psychicznie od moralnie niepokojacych mnie prac, a jednoczesnie martwilam sie o Mame. W koncu nadszedl czas naszej przeprowadzki z Irlandii do Norwegii. Jak tylko przewiezlismy nasze rzeczy i pojechalam do Mamy do Polski, to Mama nagle dostala sepsy i trzy dni pozniej zmarla…

No i zostalam z rozpacza, z sytuacja, kiedy naprawde dowiadujesz sie, kto jest Twoim przyjacielem, w mysl zasady, ze prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie. A jak pozalatwialam wszystko w Polsce, to przyjechalam tutaj, do Norwegii. I oprocz zaloby, braku znajomosci jezyka w dalszym ciagu mialam przeciez ten sam problem, czyli co bede do cholery robic.

A teraz okazuje sie, ze nie dosyc, ze mowie po norwesku, to jeszcze dostalam prace, ktora pokochalam od pierwszego dnia. Sama nie rozumiem, jak moglam nigdy nie aplikowac, nie starac sie o to. Chyba myslalam, ze trzeba miec do tego jakas tam szkole, ktorej nie mam itd. I nagle robie cos pozytecznego, cos, co kocham i wspaniale sie z tym czuje, chociaz praca jest ciezka. A co, to dopiero w nastepnej notce. :)

Norwegia vs Irlandia czesc 1.

Nosze sie z zamiarem napisania takiej notki od dluzszego czasu, dlatego, ze wyobrazam sobie, ze pozniej bedzie bardzo fajnie czytac co zauwazylam najpierw, co mi w Norwegii na poczatku przeszkadzalo lub sie podobalo… To beda moje spostrzezenia i opinie, nic mnie nie obchodzi, czy zgadzaja sie one z jakas statystyka itd. Ta notka, tak jak i caly blog, jest calkowicie subiektywna.

 

1. W Norwegii latwiej jest nawiazac glebsza relacje z ludzmi, ale placi sie za to wiekszym dystansem w sklepach itd.

Juz tlumacze. Kiedys moja ukochana Mama odwiedzila mnie w Irlandii i kiedy poszlysmy razem do sklepu, to zapytala mnie skad ja znam tych wszystkich ludzi, ktorzy sa dla mnie tacy mili. Wytlumaczylam jej wtedy, ze to jest po prostu irlandzka natura, ze ludzie sie do siebie ciagle usmiechaja itd., a placac przy kasie nie ma mowy, zeby sobie nie uciac calej pogawedki o pogodzie, nie pomarudzic sobie jak ciezko trzeba pracowac itd. Tego w Norwegii nie ma. Pomijam fakt, ze ja w dalszym ciagu mowie bardzo lamanym norweskim, ale widze, ze miedzy Norwegami tez takie cos nie wystepuje. Jest raczej tak jak kojarzy mi sie z obsluga w Polsce, czyli minimum komunikacji przy kasie, tylko pytania w stylu ‚czy potrzebna torba’ i nastepny.

Ale druga strona monety jest taka, ze z Irlandczykami trudno zaczac prawdziwa przyjazn. Oni nie zapraszaja sie nawzajem do domu, do spotkan sluza glosne i zatloczone puby. Zaproszenie do domu to juz tylko bliscy bardzo znajomi, albo cel lozkowy :). Do tego nawet z dobrymi znajomymi w pracy nie rozmawia sie w szczegolach o swoich problemach. Jest to niegrzeczne i niemile widziane, ale zapewnia slodka prywatnosc, ktorej brakowalo mi w Polsce. W Norwegii widze, ze ludzie inwestuja wiecej emocji i staran w poczatek znajomosci. Chetnie zapraszaja do domu i sami takze odwiedzaja innych (przynajmniej ci, ktorych ja do tej pory poznalam) a takze zwierzaja sie niezbyt dlugo znanym sobie osobom, tak jak robia to ludzie w Polsce. Opowiadaja o swoich problemach w pracy, zdrowotnych itd., nie ma nic a nic tego irlandzkiego dystansu, ktory pozwalal mi jednak oddychac i za ktorym troszke tesknie. Nie mowie, ze jest zle, ale dopiero teraz sobie zdalam sprawe na czym polegal ten caly irlandzki styl bycia. Ostatnio jechalam w Polsce pociagiem po 10 godzin w jedna strone i podczas obu przejazdow ludzie mi opowiadali o swoich dzieciach, zyciu itd. Nie wiedzialam jak na to odpowiadac, bo sie od tego odzwyczailam. W Norwegii tez tak jest, pewna nowopoznana osoba zapodala mi takie historie ze swojego dziecinstwa, ze wrocilam do domu z depresja. Naprawde okropne. Mam nadzieje, ze jej od tego bylo lepiej, bo mi zdecydowanie nie.

 

2. Koniec terroru dwoch kranow!

Moze to sie wydaje bardzo prozaiczne, szczegolnie w porownaniu ze sprawami przyjazni, ale sprobujcie przez ilestam lat w Irlandii myc rece do wyboru we wrzatku lub w lodowatej wodzie! Za grosz higieny! Nie wiadomo jak to zrobic, zeby sie nie poparzyc, a jednoczesnie, zeby ci nie zgrabialy rece. Konczy sie na pospiesznych ruchach miedzy dwoma strumieniami, ktore przypominaja padaczke i na pewno ktos gdzies kiedys zrobil badania dowodzace, ze takie mycie jest niedokladne. A jesli nie zrobil, to powinien je zrobic. Zawsze mnie to wkurzalo i naprawde szukajac mieszkania do wynajecia te krany w lazience to bylo dla mnie jakies kryterium (bo rzadko, ale zdarzaja sie normalne krany, w sensie JEDEN kran, a nie jakies zarty.)

Jak sie domyslacie, w Norwegii krany sa normalne, czyli jedna umywalka = jeden kran.

 

3. Koniec nadopiekunczosci landlordow.

W Irlandii kiedy wynajmujesz mieszkanie, to jest ono w pelni umeblowane, do tego stopnia, ze w kuchni masz nawet sztucce, czajnik elektryczny i toster. Potem musisz mieszkac z czajnikiem, ktory ci sie nie podoba. Jesli sie nie myle, jest to nawet jakostam uregulowane prawnie, jesli reklamujesz mieszkanie jako ‚furnished’. Mozliwe, ze sa mieszkania nieumeblowane, ale ja nigdy o nich w Irlandii nie slyszalam, moze sie tez specjalnie nie interesowalam. Fakt jest taki, ze istnieje ogromny rynek wynajmu mieszkan w pelni umeblowanych.

W Norwegii, kiedy wynajelismy nasze mieszkanie, byly w nim nastepujace przedmioty: kaloryfery, piec szafek kuchennych, sedes, prysznic, umywalka i zlew kuchenny. Nie bylo lamp na sufitach, kuchenki, lodowki, pralki, ani zadnych mebli. Wszystkie te rzeczy musielismy sobie sami zorganizowac, co nam akurat nie przeszkadzalo tak bardzo, bo po pierwsze L. mial jeszcze dosc duzo rzeczy sprzed swojego wyjazdu do Irlandii, a po drugie mamy zamiar tu zostac, wiec nie bylo dla mnie kompletna strata pieniedzy kupienie sobie na przyklad wlasnej kuchenki. Do zadnego innego kraju az do emerytury sie nie wybieram, a potem tez niekoniecznie, wiec kuchenka bedzie mi sluzyla.

L. i jego rodzina powiedzieli mi, ze taki wynajem mieszkan jest tutaj zupelnie normalny.

 

Tyle Wam dzisiaj powiem, nie bede teraz na sile sobie przypominac niczego. Jak przyjda mi do glowy nastepne trzy roznice to napisze nastepna czesc i juz.

Narazie moje wlasne norweskie poczynania troche pozostawiam w tle, jak sie wszystko troche ustatkuje, to napisze wiecej.

 

A ponizej link (j. angielski) z bardzo fajnym testem na to w jakim kraju powinniscie mieszkac, na podstawie 31 pytan. Mi wyszla Dania, a kiedy wkleilam linka na FB, to bardzo sie moglam ciekawych rzeczy dowiedziec o moich znajomych (a raczej ktorzy mysla podobnie do mnie, a ktorzy zupelnie inaczej).


http://sreda.org/igra/?lang=en

 

Pozdrawiam,

J.

rozplanowac czterdziestu

Jest Poniedzialek Wielkanocny, a ja przyszlam do pracy, zeby pisac moja prace dyplomowa. Latwiej mi sie tu skupic, niz w domu. Jest juz prawie druga po poludniu,a mi wreszcie udalo sie tu dotrzec po jedzeniu sniadania przez godzine i klikaniu na wszystko co sie da w internecie, zeby tylko przelozyc pisanie dyplomu na pozniej. Zmuszanie sie do nauki juz mi tak ciezko idzie po dwoch latach tego kursu, jakbym znowu byla w podstawowce.
W zeszlym tygodniu poszlam do lekarza z objawami mega stresu, zwiazanego z ostatnim egzaminem, ktory nie wiem, jak i czy zdam i z dyplomem, ktory musze miec gotowy juz za chwile prawie. Lekarz zrobila mi test ciazowy i stwierdzila, ze nie jestem w ciazy, wiec po prostu sie stresuje i ze mam przestac. No jasne, po prostu musze sobie dac na luz, nie ma sprawy. Czemu w ciazy mialabym byc, to nie wiem.
Uciekam cos napisac, mam nadzieje dzisiaj napisac rozdzial ‚Findings’, ale to bedzie pracochlonne i bolesne, auc. :(
Dzisiaj przyjechalam do pracy rowerem! Poraz pierwszy. Nie powiem, dupa mnie boli od siodelka, chociaz sobie niby kupilam rower z tzw. wygodnym siodelkiem. To chyba nie jest w ogole calkiem normalne, zeby czlowiek siedzial na czyms tak waskim jak rower, wygodne to to poki co nie jest. Jakos latwiej sie jezdzilo jak sie mialo 12 lat (wydaje mis ie, ze wlasnie wtedy ostatnio jezdzilam na rowerze.)
W dalszym ciagu posiadam samochod, aczkolwiek pojedzie on juz tylko i wylacznie na zlom niestety. Nic naglego sie nie stalo, po prostu jest stary, ma 170000 mil na liczniku, wiele rzeczy jest w nim zepsute i nie ma sensu juz go naprawiac, chociaz poki co jeszcze nawet jezdzi i to calkiem przyjemnie sie go prowadzi. Niestety ani przegladu, ani ubezpieczenia nie mam juz od dwoch dni i poniewaz wiedzialam, ze zbliza sie ta data, to juz ze dwa miesiace temu wymyslilam sobie taki plan, ze kupie sobie rower zamiast samochodu. No i faktycznie, tak zrobilam.
Wczoraj zakupilam rower, a w sumie juz trzy dni temu, ale na wczoraj byl gotowy. Specjalnie do sklepu poszlam w mojej najciasniejszej garsonce pracowej mierzyc, czy w ogole bede w stanie w niej jezdzic. Dalam rade,a  dzisiaj jest wlasnie ten pierwszy dzien, kiedy rower przywiozl mnie do pracy. Wiedzialam, ze bedzie troche ciezko i no i troche bylo, no ale moze bede zdrowsza dzieki temu.
A poza tym, to u mnie w pracy w ostatnich szesciu tygodniach zrobilo sie pieklo i tak jak po przednio mialam obowiazkow tyle, ze nie wiedzialam juz w co rece wlozyc, tak ostatnio juz sie zrobilo grube przegiecie. Nie mailam czasu obliczyc ile bym musiala w tygodniu pracowac, zeby to wszystko zrobic, ale na pewno ponad 70 godzin a za tyle mi nie placa, a nawet jakby placili, to bym tego nie chciala robic.
Tak wiec dzisiaj wreszcie napisalam emaila do szefa, ze musimy porozmawiac i ze nie dam rady tak dalej pracowac. Bo nie chodzi przeciez o taka sytuacje, ze mam wpizdu pracy, ale wszyscy wiedza, ze mam jej za duzo, wiec poblazliwie kiwaja glowami. Niestety tak nie jest. Zamiast tego mam nad glowa jadowite harpie ze strony naszego Kilenta, ktore zycza sobie sto raportow i ciaglego dostepu do nie wiem jakich informacji, dwudziestu szesciu agentow, ktorzy ciagle czegos ode mnie chca i mnie o cos pytaja i szefa, ktory na to wszystko przychodzi i sie pyta, czemu tak malo zarobilismy i czy moge rozplanowac czterdziestu osobom nastepny tydzien godzina po godzinie. Wszystko to, podczas kiedy moja praca, ktora musze wykonywac lezy odlogiem. A potem ja jestem odpowiedzialna za to, ze jest niewykonana. Juz kiedys obliczylam, ze mialam obowiazkow na 64 godziny tygodniowo, a teraz to juz na nie wiem ile. Oczywiscie prosilam, zeby mi zatrudnili asystenta, ale zawsze slysze ta sama wymowke (kasa). Napisalam mu oficjalnie, ze go informuje, ze nie daje razy z obowiazkami, ze mnie to stresuje i ze prosze o zmiany. On teraz musi sie ustosunkowac, bo takie tu jest prawo pracy, ze chroni takie zestresowane robaczki, jak ja. Zobaczymy co sie stanie. Jest w Irlandii kryzys, ale az taka bieda nie jest, zeby trzeba bylo to znosic.
A w ogole, to wczoraj L. zdjal dach w swoim kabriolecie i jezdzilismy w zachodzacym sloncu bez dachu. Szkoda tylko, ze tu upalow nie ma (tzn. upalow bym nie chciala, ale zachod slonca po upalnym dniu, to tak), tak wiec troche zmarzlismy, ale i tak bylo super. Samochod sie od razu zrobil przestronniejszy bez dachu, bo z dachem to jest naprawde malutki. Nie dziwie sie L., ze tak lubi ta swoja zabawke.

Dzisiaj przyjechalam do pracy rowerem! Poraz pierwszy. Nie powiem, dupa mnie boli od siodelka, chociaz sobie niby kupilam rower z tzw. wygodnym siodelkiem. To chyba nie jest w ogole calkiem normalne, zeby czlowiek siedzial na czyms tak waskim jak rower, wygodne to to poki co nie jest. Jakos latwiej sie jezdzilo jak sie mialo 12 lat (wydaje mi sie, ze wlasnie wtedy ostatnio jezdzilam na rowerze.) W dalszym ciagu posiadam samochod, aczkolwiek pojedzie on juz tylko i wylacznie na zlom niestety. Nic naglego sie nie stalo, po prostu jest stary, ma 170000 mil na liczniku, wiele rzeczy jest w nim zepsute i nie ma sensu juz go naprawiac, chociaz poki co jeszcze nawet jezdzi i to calkiem przyjemnie sie go prowadzi. Niestety ani przegladu, ani ubezpieczenia nie mam juz od dwoch dni i poniewaz wiedzialam, ze zbliza sie ta data, to juz ze dwa miesiace temu wymyslilam sobie taki plan, ze kupie sobie rower zamiast samochodu. No i faktycznie, tak zrobilam.Wczoraj zakupilam rower, a w sumie juz trzy dni temu, ale na wczoraj byl gotowy.  Specjalnie do sklepu poszlam w mojej najciasniejszej garsonce pracowej mierzyc, czy w ogole bede w stanie w niej jezdzic. Dalam rade,a  dzisiaj jest wlasnie ten pierwszy dzien, kiedy rower przywiozl mnie do pracy. Wiedzialam, ze bedzie troche ciezko i no i troche bylo, no ale moze bede zdrowsza dzieki temu.
A poza tym, to u mnie w pracy w ostatnich szesciu tygodniach zrobilo sie pieklo i tak jak po przednio mialam obowiazkow tyle, ze nie wiedzialam juz w co rece wlozyc, tak ostatnio juz sie zrobilo grube przegiecie. Nie mailam czasu obliczyc ile bym musiala w tygodniu pracowac, zeby to wszystko zrobic, ale na pewno ponad 70 godzin a za tyle mi nie placa, a nawet jakby placili, to bym tego nie chciala robic.Tak wiec dzisiaj wreszcie napisalam emaila do szefa, ze musimy porozmawiac i ze nie dam rady tak dalej pracowac. Bo nie chodzi przeciez o taka sytuacje, ze mam wpizdu pracy, ale wszyscy wiedza, ze mam jej za duzo, wiec poblazliwie kiwaja glowami. Niestety tak nie jest. Zamiast tego mam nad glowa jadowite harpie ze strony naszego Kilenta, ktore zycza sobie sto raportow i ciaglego dostepu do nie wiem jakich informacji, dwudziestu szesciu agentow, ktorzy ciagle czegos ode mnie chca i mnie o cos pytaja i szefa, ktory na to wszystko przychodzi i sie pyta, czemu tak malo kasy zarobilismy i czy moge rozplanowac czterdziestu osobom nastepny tydzien godzina po godzinie.

Wszystko to, podczas kiedy moja praca, ktora musze wykonywac lezy odlogiem. A potem ja jestem odpowiedzialna za to, ze jest niewykonana. Juz kiedys obliczylam, ze mialam obowiazkow na 64 godziny tygodniowo, a teraz to juz na nie wiem ile. Oczywiscie prosilam, zeby mi zatrudnili asystenta, ale zawsze slysze ta sama wymowke (kasa). Napisalam mu oficjalnie, ze go informuje, ze nie daje razy z obowiazkami, ze mnie to stresuje i ze prosze o zmiany. On teraz musi sie ustosunkowac, bo takie tu jest prawo pracy, ze chroni takie zestresowane robaczki, jak ja. Zobaczymy co sie stanie. Jest w Irlandii kryzys, ale az taka bieda nie jest, zeby trzeba bylo to znosic.

 

A w ogole, to wczoraj L. zdjal dach w swoim kabriolecie i jezdzilismy w zachodzacym sloncu bez dachu. Szkoda tylko, ze tu upalow nie ma (tzn. upalow bym nie chciala, ale zachod slonca po upalnym dniu, to tak), tak wiec troche zmarzlismy, ale i tak bylo super. Samochod sie od razu zrobil przestronniejszy bez dachu, bo z dachem to jest naprawde malutki. Nie dziwie sie L., ze tak lubi ta swoja zabawke.

pokerowa twarz

Mamy takiego w pracy kolesia Stevena, ktory dosc powaznie siebie traktuje. Studiuje socjologie, wyglada troche na to, ze ma nadzieje za pomoca tej socjologii zmieniac swiat i wogole jest taki raczej na serio. Reszta tej mini-druzyny to same wesole dzieciaki, tez studenci. Czesto robia sobie z niego jaja, bo kazdy widzi, ze on sie tak troszke uwaza za cos lepszego niz reszta, chociaz jest pewien, ze nikt tego nie widzi. Glos zawsze powazny, ledwo sie usmiecha i wszystko jest dla niego bardzo kluczowa kwestia az do zrzygania.
Tak wiec ostatnio Steven zrobil sobie tatuaz na plecach i pochwalil sie komus w pracy. Jedna z dziewczyn zaczela mu usilnie tlumaczyc, ze musi sobie zdjac ta folie, ktora ma na tatuazu, bo ta folia jest tylko na kilka godzin, a nie na dluzej itd. I ona mu tak usilnie tlumaczyla i tlumaczyla, az w koncu Steven powiedzial, ze jak bedzie mial przerwe, to sobie ta folie zdejmie w toalecie. Na to jeden z chopakow (John) mowi: Wyobraz sobie, wchodzisz do meskiej toalety, a tam polnagi Steven.
I sluchajcie, nie wiem co mi w tym momencie odjebalo, ale powiedzialam; ‚Tylko nie upusc mydla.’ I wybuchl smiech calej druzyny…
A w miedzyczasie troche juz sie rozpakowalismy i zaczyna nam byc w nowym miejscu tak dobrze… To w koncu ten sam apartament, przy ogladaniu ktorego rozdziawilam buzie i powiedzialam ‚No, to jest warte tych pieniedzy,’ a potem L. mowil, ze mial nadzieje, ze chociaz troche zachowam pokerowa twarz. No, ale jemu latwo powiedziec, w koncu on pokerowa twarz ma praktycznie zawsze.
Tak wiec zaczelam znowu gotowac i piec, no bo to jest przeciez cos, co lubie najbardziej. Narobilam juz nie wiem ile muffinek, ale na szczescie L. zawsze je szybko zjada, wiec mozna zrobic nastepne. Poza tym znowu pieke chleb, z ziolami, z serem, z czym tylko dusza zapragnie i jemy wspaniale sniadania, a ja obkladam kanapki chrupiaca papryka, albo pomidorami, na ktore miele duzo czarnego pieprzu, mniam. A co do gotowania, to byl juz kurczak w miodzie, wieprzowina w jablkach i sos do makaronu z porami.
Mniam mniam.
A przy okazji znow mielismy tu powodz. W Cork powodz jest raz w roku, jak nie dwa, ale nikt jakos nie buduje walow przeciwpowodziowych, wrecz buduja domy i centra handlowe na samych brzegach rzek. W Irlandii zycie jest troche absurdalne, tak jak za komuny, tylko po kapitalistycznemu. Podobno manager jednego z pubow plakal na antenie lokalnego radia, bo powodz zrobila ogromne szkody, tak wiec nie mozna powiedziec, ze te wydarzenia nie wplywaja na zycie ludzi. To jednak nie zmienia fakty, ze w przyszlym roku znowu bedzie powodz, jak nie zaleje tego pubu, to cos innego zamiast i znowu bedzie placz. Kiedy pyta sie o to Irlandczykow, to mowia, ze nie da sie nic z tym zrobic, bo jest zbyt duzo wody wokol… I tak to zycie plynie. Tym razem zalalo takze Tesco, bank (w ktorym mam konto), Marks&Spencer, sklep zoologiczny, chinska restauracje i McDonalds…

Mamy takiego w pracy kolesia Stevena, ktory dosc powaznie siebie traktuje. Studiuje socjologie, wyglada troche na to, ze ma nadzieje za pomoca tej socjologii zmieniac swiat i wogole jest taki raczej na serio. Reszta tej mini-druzyny to same wesole dzieciaki, tez studenci. Czesto robia sobie z niego jaja, bo kazdy widzi, ze on sie tak troszke uwaza za cos lepszego niz reszta, chociaz jest pewien, ze nikt tego nie widzi. Glos zawsze powazny, ledwo sie usmiecha i wszystko jest dla niego bardzo kluczowa kwestia az do zrzygania.

Tak wiec ostatnio Steven zrobil sobie tatuaz na plecach i pochwalil sie komus w pracy. Jedna z dziewczyn zaczela mu usilnie tlumaczyc, ze musi sobie zdjac ta folie, ktora ma na tatuazu, bo ta folia jest tylko na kilka godzin, a nie na dluzej itd. I ona mu tak usilnie tlumaczyla i tlumaczyla, az w koncu Steven powiedzial, ze jak bedzie mial przerwe, to sobie ta folie zdejmie w toalecie. Na to jeden z chopakow (John) mowi: Wyobraz sobie, wchodzisz do meskiej toalety, a tam polnagi Steven. I sluchajcie, nie wiem co mi w tym momencie odjebalo, ale powiedzialam: ”Tylko nie upusc mydla.’ I wybuchl smiech calej druzyny…
A w miedzyczasie troche juz sie rozpakowalismy i zaczyna nam byc w nowym miejscu tak dobrze… To w koncu ten sam apartament, przy ogladaniu ktorego rozdziawilam buzie i powiedzialam ‚No, to jest warte tych pieniedzy,’ a potem L. mowil, ze mial nadzieje, ze chociaz troche zachowam pokerowa twarz. No, ale jemu latwo powiedziec, w koncu on pokerowa twarz ma praktycznie zawsze. Tak wiec zaczelam znowu gotowac i piec, no bo to jest przeciez cos, co lubie najbardziej. Narobilam juz nie wiem ile muffinek, ale na szczescie L. zawsze je szybko zjada, wiec mozna zrobic nastepne. Poza tym znowu pieke chleb, z ziolami, z serem, z czym tylko dusza zapragnie i jemy wspaniale sniadania, a ja obkladam kanapki chrupiaca papryka, albo pomidorami, na ktore miele duzo czarnego pieprzu, mniam. A co do gotowania, to byl juz kurczak w miodzie, wieprzowina w jablkach i sos do makaronu z porami.  Mniam mniam.
A przy okazji znow mielismy tu powodz. W Cork powodz jest raz w roku, jak nie dwa, ale nikt jakos nie buduje walow przeciwpowodziowych, wrecz buduja domy i centra handlowe na samych brzegach rzek. W Irlandii zycie jest troche absurdalne, tak jak za komuny, tylko po kapitalistycznemu. Podobno manager jednego z pubow plakal na antenie lokalnego radia, bo powodz zrobila ogromne szkody, tak wiec nie mozna powiedziec, ze te wydarzenia nie wplywaja na zycie ludzi. To jednak nie zmienia fakty, ze w przyszlym roku znowu bedzie powodz, jak nie zaleje tego pubu, to cos innego zamiast i znowu bedzie placz. Kiedy pyta sie o to Irlandczykow, to mowia, ze nie da sie nic z tym zrobic, bo jest zbyt duzo wody wokol… I tak to zycie plynie. Tym razem zalalo takze Tesco, bank (w ktorym mam konto), Marks&Spencer, sklep zoologiczny, chinska restauracje i McDonalds…

poczula taki niepokoj

Wiecie co nam sie w pracy zdarzylo?
Jakies 7 miesiecy temu zatrudnilam pewna pania, nazwijmy ja K., chociaz tak naprawde to chyba nikt nie wie, jak on a sie nazywa. Na rozmowie kwalifikacyjnej na samym poczatku zachowywala sie troszke jakby ktos ja walnal w glowe, albo jakby sie nacpala, ale po pierwszym pytaniu szybko sie rozkrecila, odpowiadala z sensem i pojeciem na pytania, a jej CV mowilo, ze miala doswiadczenie w tej samej branzy itd. Potem przyszla na trening i zaraz po kilku dniach treningu poproszono ja, zeby pomogla innej druzynie odbierac telefony w sobote. Miala juz pelny trening, od poczatku bylo wiadomo, ze praca jest rowniez w soboty, wiec nikt nie widzial probelmu. Oprocz jej samej. Przyszla rzeczywiscie w ta sobote, ale znow zachowanie takie troche jak za mgla i slaba kumacja. Posadzili ja przy kompie i telefonie i po trzech polaczeniach ona poszla do managera tej druzyny ‚porozmawiac’. Powiedziala, ze ona sie nie czuje przygotowana do odbierania telefonow i ze w ogole ona sobie to jakos inaczej wyobrazala i w ogole no ona tak nie moze po prostu usiasc i odbierac. Ten manager nie mial czasu na takie gadki, bo wlasnie dlatego potrzebowal zoltodziobow do odbierania, bo mial nawalnice przychodzacych polaczen i musial zajmowac sie gaszeniem polaczeniowych pozarow, a nie gadka szmatka. Wyslal wiec ta pania do domu. Ona poszla do samochodu i z tego samochodu zadzwonila do mnie. Ja bylam w domu i o dziwo w sobote mialam wolne. Pamietam, ze gotowalam zupe, a ona mi pieprzyla i pieprzyla do tego telefonu. Ze ona nie moze tak odbierac, ze ona sie nie czuje przygotowana, ze ona poczula taki niepokoj, kiedy ona miala odbierac, ze ona nie wiedziala, co miala robic i ze ona w ogole sie nie czula na silach i ze w ogole, w ogole, telefon byl taki straszny. Ja mieszalam zupe jedna reka, a druga sie staralam kroic warzywa, bo nie mialam przy sobie zestawu sluchawkowego. W koncu jakos ta kobieta sie chyba wyskarzyla za wszystkie czasy i rozmowa sie skonczyla. Nastepnego dnia mi wyslala smsa, ze rezygnuje z pracy. No i lepiej, bo co ja bym z nia zrobila, skoro sie telefonu boi? No i cala sprawa zapomniana, az do dzisiaj.
Zauwazylam znajoma twarz posrod zoltodziobow, ktorzy sa na treningu. Odciagnelam trenerke na bok i pytam sie jak ta babka ma na imie, bo wydaje mi sie, ze ja znam. Trenerka mowi, za babka ma na imie U. Zaraz do mnie ta cala historia wrocila i przysiegam Wam, ze to ta sama babka, tylko wtedy podawala sie za K. Ktos inny ja przesluchal i zatrudnil, widocznie znowu zaaplikowala. Nie wiem, w CV mozna sobie wszystko wypisac, ale jak przyjdzie do wyplaty, to trzeba bedzie podac numer podatkowy, a dwoch roznych to raczej nikt nie ma, no chyba, ze kupil drugi na czarnym rynku. Hehe, smiac mi sie chce, jak ja widze. Ona tez pare razy na mnie dziwnie spojrzala, ale chyba udaje, ze ona, to nie ona…

Wiecie co nam sie w pracy zdarzylo?

Jakies 7 miesiecy temu zatrudnilam pewna pania, nazwijmy ja K., chociaz tak naprawde to chyba nikt nie wie, jak on a sie nazywa. Na rozmowie kwalifikacyjnej na samym poczatku zachowywala sie troszke jakby ktos ja walnal w glowe, albo jakby sie nacpala, ale po pierwszym pytaniu szybko sie rozkrecila, odpowiadala z sensem i pojeciem na pytania, a jej CV mowilo, ze miala doswiadczenie w tej samej branzy itd. Potem przyszla na trening i zaraz po kilku dniach treningu poproszono ja, zeby pomogla innej druzynie odbierac telefony w sobote. Miala juz pelny trening, od poczatku bylo wiadomo, ze praca jest rowniez w soboty, wiec nikt nie widzial probelmu. Oprocz jej samej.

Przyszla rzeczywiscie w ta sobote, ale znow zachowanie takie troche jak za mgla i slaba kumacja. Posadzili ja przy kompie i telefonie i po trzech polaczeniach ona poszla do managera tej druzyny ‚porozmawiac’.

Powiedziala, ze ona sie nie czuje przygotowana do odbierania telefonow i ze w ogole ona sobie to jakos inaczej wyobrazala i w ogole no ona tak nie moze po prostu usiasc i odbierac. Ten manager nie mial czasu na takie gadki, bo wlasnie dlatego potrzebowal zoltodziobow do odbierania, bo mial nawalnice przychodzacych polaczen i musial zajmowac sie gaszeniem polaczeniowych pozarow, a nie gadka szmatka. Wyslal wiec ta pania do domu.

Ona poszla do samochodu i z tego samochodu zadzwonila do mnie. Ja bylam w domu i o dziwo w sobote mialam wolne. Pamietam, ze gotowalam zupe, a ona mi pieprzyla i pieprzyla do tego telefonu. Ze ona nie moze tak odbierac, ze ona sie nie czuje przygotowana, ze ona poczula taki niepokoj, kiedy ona miala odbierac, ze ona nie wiedziala, co miala robic i ze ona w ogole sie nie czula na silach i ze w ogole, w ogole, telefon byl taki straszny. Ja mieszalam zupe jedna reka, a druga sie staralam kroic warzywa, bo nie mialam przy sobie zestawu sluchawkowego. W koncu jakos ta kobieta sie chyba wyskarzyla za wszystkie czasy i rozmowa sie skonczyla. Nastepnego dnia mi wyslala smsa, ze rezygnuje z pracy. No i lepiej, bo co ja bym z nia zrobila, skoro sie telefonu boi? No i cala sprawa zapomniana, az do dzisiaj.

Zauwazylam znajoma twarz posrod zoltodziobow, ktorzy sa na treningu. Odciagnelam trenerke na bok i pytam sie jak ta babka ma na imie, bo wydaje mi sie, ze ja znam. Trenerka mowi, za babka ma na imie U. Zaraz do mnie ta cala historia wrocila i przysiegam Wam, ze to ta sama babka, tylko wtedy podawala sie za K. Ktos inny ja przesluchal i zatrudnil, widocznie znowu zaaplikowala. Nie wiem, w CV mozna sobie wszystko wypisac, ale jak przyjdzie do wyplaty, to trzeba bedzie podac numer podatkowy, a dwoch roznych to raczej nikt nie ma, no chyba, ze kupil drugi na czarnym rynku. Hehe, smiac mi sie chce, jak ja widze. Ona tez pare razy na mnie dziwnie spojrzala, ale chyba udaje, ze ona, to nie ona…

Trenerka sie ze mnie smieje, ze moze mi sie tylko wydaje, ze to ta sama osoba, ale jesli nie ta sama, to musi byc blizniaczka.

Ludzie sa dziwni, ale moze tym razem sie nie bedzie bala tego telefonu?