Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    5 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • Good to have some jelly jello freiagele jelly yummy raspberries
    3 dni ago by tattoomybroccoli Good to have some jelly. #jello #freiagele #jelly #yummy #raspberries
  • My Autumn obsession Autumn loyd loydtea plumandcinnamon
    1 dzień ago by tattoomybroccoli My Autumn obsession. #Autumn #loyd #loydtea #plumandcinnamon
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38840
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

„fuck, fuck, fuck” wyszeptane pod nosem

Jest późno, obiecałam sobie, że pójdę wcześniej spać i dzięki temu rano nie będę tak nienawidziła mojego życia. Heh. Not a morning person.
I zapierdalam w tej pracy na maksa, są takie dni, że już nie wiem jak się nazywam i kiedy ostatnio nie robiłam czegoś do jedzenia. Ale kocham to.

Rozlałam dzisiaj mleko, a w sumie nie mleko, tylko mieszankę mleka, śmietany i surowych jajek. Wylałam tego ze dwa litry. Od razu na pół kuchni, co się będę ograniczać w ogóle? Ależ oczywiście, że rozlałam tam, gdzie ciężko wyczyścić i gdzie trzeba klęczeć na podłodze, żeby w ogóle sięgnąć. Jakżeby inaczej? Ale o ile „fuck, fuck, fuck” wyszeptane pod nosem było moją pierwszą reakcją, o tyle jak już się zabrałam za sprzątanie, to poczułam się wdzięczna, głęboko wdzięczna w sumie, że to jest mój problem. Moim problemem jest to, że rozlałam mleko.

Normalnie nie myślę o tym, aż taką dobrą buddystką nie jestem. Ale ostatnio tak, bo jest pewna osoba, a czuję, że jeszcze się tu pojawi, więc nazwijmy ją X. I ta właśnie X stała się mi tak bliska i kochana w ostatnich miesiącach. Przeżyłam z nią coś, co miało być tylko przygodą, a zmieniło się w podróż odkrywania samej siebie. Ale ona jest też niestety bardzo chora na coś, co strasznie boli. I kiedy ją boli mówi mi o tym. A ja nie mogę jej w niczym pomóc. Nikt nie może pomóc w bólu. Trzeba tylko czekać i współczuć.

Dla niej to jest niestety zwykłe życie, czekanie na więcej bólu, który na pewno przyjdzie, jeśli nie teraz, to później. Nie wiem jak ona daje radę, naprawdę.

A ja narzekam na mleko.

w ogóle w szczegółach

Oj Kochani,

Nawet nie wiem od czego zacząć. Częściowo dlatego, że od czasu, kiedy zaczęłam tego bloga pisać jakby na nowo i mam na nim linka do mojego bloga kulinarnego, to nie mogę się zdecydować ile chcę na tym blogu o sobie mówić i po co. Moje życie prywatne się ostatnio strasznie skomplikowało. Nic złego się nie stało, ale też trudno jest myśleć o czymkolwiek innym.

W pracy dalej gotuję różne pyszne rzeczy, ale też takie trochę dziwne, bardzo norweskie wynalazki, jak puddingi i inne desery. Myślę o tym, żeby jeden z nich opisać w ogóle w szczegółach, bo jest o tyle dziwny i niezrozumiały, co ciekawy w robieniu i pieczeniu.

Tu w Norwegii jest już na maksa zima, wszystko pokryte pięknym śniegiem. Jest bajkowo!

ta sól oczarowująca kubeczki smakowe

Miało być parę słów o tym, co dobrego jedzą ci Norwegowie, więc spróbuję.

1. Do mięs obowiązkowo sos.

Większość Norwegów, których spotkałam nie znosi mięs bez sosu. Oczekują tego sosu, jako części posiłku, no bez tego się nie da. No i robią je przepyszne. Na maśle, na kwaśnej śmietanie, na winie. Czasami z dodatkiem zielonego pieprzu, czasami grzybowy sos z kurkami lub ze skórką cytrynową do ryb. Muszę przyznać, że jest to takie pyszne i tak można się do tego przyzwyczaić, że już sama też wyciągam jednak ten drugi, czy trzeci garnek i robię sos do obiadu.

2. Renifer.

Przykro mi, jeśli kogoś zasmucę. Norwegowie jedzą renifery. Mnie to smuci w sumie tak samo, jak jedzenie świni, czy kury. Wolałabym, żebyśmy wszyscy byli wegetarianami, a wegetariańska dieta nie wymagała żadnych specjalnych wysiłków. Tak jednak nie jest. Więc w Norwegii je się renifera. Mięso to jest przepyszne, naprawdę.

3. Czekolada z solą.

Dla mnie to jest hit. Czekolada z kawałkami ciasteczek, czy wafelków i małymi kryształkami soli. Naprawdę cudowność. Czekolada sama w sobie jest tutaj, moim zdaniem, na wysokim poziomie, a do tego nagle ta sól oczarowująca kubeczki smakowe. Pycha.

4. Kaviar.

Chodzi o taką pastę kawiorową w tubce. Jest jej tu wiele rodzajów. Niektóre mają taki bardziej wędzony smak, a niektóre łagodniejszy. Są takie, które mają więcej majonezu, a są takie, które szczycą się wysoką zawartością kawioru. Smakują cudownie na chlebie, z sałatą i serem.

5. Chleb.

Oczywiście nie ma to, jak polski chleb, to po pierwsze. Taki z piekarni, jak z dawnych lat. Albo robiony w domu, nawet w maszynie do chleba. Ale po wielu latach w Irlandii, gdzie o chlebie praktycznie nie było w ogóle mowy, jestem niesamowicie wdzięczna Norwegii za chleb. Jest naprawdę niezły, nawet moja Babcia nauczyła się go jeść. Jest praktycznie zawsze z domieszką pełnych ziaren, czasami aż 100%, a przecież ten błonnik jest bardzo zdrowy. Istnieje tez tutaj biały chleb, taka bułka paryska, ale nazywa sie w ogóle nie chleb, czyli brød, ale loff. Także tego białactwa nikt nie traktuje jako chleb, tylko jako coś wyjątkowego. No i słusznie.

6. Dżem.

Wiem, wiem, co może być ciekawego w dżemie?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ale dżemy są tutaj takie pyszne, że mam kilku znajomych w Polsce, którym muszę wozić norweski dżem, bo tak go uwielbiają. Nie wiem, czy sekret jest w dobrej jakości owocach, czy w odpowiedniej ilości cukru. No, ale truskawkowy jest naprawdę najlepszym dżemem, jaki w życiu jadłam. I mogę iść i go kupić, od tak!

Więcej mi narazie nie przychodzi do głowy. Ale na pewno nieraz coś wspomnę, bo dobre jest to norweskie jedzenie. I ten łosoś wszędzie. Mniam.

jak parafina do lamp, zszywki i inne cuda

Wydaje mi się, że trudno jest ocenić poziom władania językiem. Swój własny mam na myśli. Czasami mnie wkurza ten norweski i wydaje mi się, że nie mówię w nim, a potem nagle samo idzie.

Dzisiaj w ramach pracy byłam w takim dużym, dużym sklepie, z którego potrzebowałam najróżniejsze rzeczy, których brakowało nam w restauracji. Takich jak parafina do lamp, zszywki i inne cuda, których może się nawet nie bierze pod uwagę myśląc o restauracji. Znalazłam część potrzebnych rzeczy, a o resztę poszłam zapytać pracownika sklepu. I złapałam się na tym, że wypytuję go o to, czy mają zazwyczaj tą parafinę, ale teraz jest wysprzedana, czy w ogóle nie maja i czy te zszywki maja w tym większym rozmiarze. I nawet nie wiem, kiedy zadałam te wszystkie pytania nawet nie próbując przejść z norweskiego na angielski.

Niesamowicie się z tego cieszę. Nigdy bym nie pomyślała, że można tak szybko nauczyć się języka.

 

A na blogu kulinarnym dla głodnych ostatnio naleśniki bananowe i muffinki z czerwonym winem.

mdle mdlego mdlym popycha

Norwedzy sa inni, niz Irlandczycy i Polacy. Nikogo to chyba nie dziwi. Strasznie lubie to odkrywanie nowego narodu, nowego stada, do ktorego moge nalezec. Bardzo to lubilam w Irlandii, i wspaniale jest to znowu przezywac, te szoki kulturowe. Niektore sa niefajne, oczywiscie, ale to cwiczenie w otwieraniu umyslu i probach zrozumienia zawsze mnie bardzo cieszy.

Dzisiaj jednak o szokach kulturowych kulinarnych, czyli raczej nietraumatyzujaco.

Bedzie kolejnosc i waznosc w ogole calkiem przypadkowa.

1. Spirytus rektyfikowany jest w Norwegii calkiem zabroniony i nie do dostania w sklepach. Kiedy po przylocie z Polski wyciagnelam kiedys buteleczke tego specyfiku, ktory przywiozlam sobie na ekstrakt waniliowy, Tesciowa prawie padla trupem. Zapytala mnie, czy ja oszalalam przewozac cos takiego przez granice i czy chcialam pojsc do wiezienia…

2. Norwegowie jedza omlety. Jedza je rano, co jeszcze rozumiem. Z luboscia zamawiaja je na lunch o godzinie 12, 13, czy 14. Ale zawsze znajdzie sie ktos, kto zamowi omlet o siedemnastej. Niewazne, ze lunchowe menu wtedy wiecej kosztuje i ze naprawde juz sie tego omleta nie oplaca brac, zamawiaja go tak, czy siak. Kumacie to, o piatej po poludniu jesc te jajka?

3. Pieczony ziemniak, czyli mdle mdlego mdlym popycha. Jest to takie danie: ziemniaka takiego ogromnego sie piecze w piekarniku, w skorce. Potem sie go wzdluz przecina i pomiedzy te polowki sie laduje sera zoltego, kawalkow szynki i kukurydzy. To sie znowu zapieka, zeby ser sie rozpuscil. I na to lyzka masla i lyzka kwasnej smietany i mozna szamac. Tylko jaki to ma smak? Podajemy to w pracy, wiec raz zjadlam, zeby sprobowac. No ziemniak mdly jest przeciez, ser nie pomaga, a ta szynka i kukurydza to w ogole juz robia z tego jakis koszmar w stylu zupa mleczna w przedszkolu, czy cos. Ale Norwegowie to lubia i jedza. W wielu miejscach mozna to kupic.

4. W Norwegii je sie straszne ilosci kielbasek winerek, czyli takich dlugich parowek jakby. Nie moge zrozumiec dlaczego sa takei wazne i uwazane za smaczne. Smaku maja niewiele, a w dodatku zjada sie je owiniete w taki specjalny nalesnik. Sam nalesnik moze nie bylby taki obrazliwy, gdyby nie to, ze jest zimny a dodatku jest taki ohydnie szorstki w dotyku. Jesli kiedys to polubie, to dam znac.

5. Gofry. Sa tu troche inne, niz w Polsce. Miekkie, cienkie i zawsze w ksztalcie takiego kwiatka z serduszek. Pyszne, cudowne i podawane przy okazji kazdego festynu, imprezy, spotkania itd., a takze w schroniskach gorskich, roznych chatkach i turystycznych miejscach. Taki narodowy slodycz. Pyszny! Sama chetnie jem, bo jak tu nie jesc? Szczegolnie pyszny z dzemem i z kwasna smietana.

 

W ogole jest tu wiele pysznych rzeczy i wiele ciekawych, ale o tym nastepnym razem (moze).