Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Czerwiec 2015
P W Ś C P S N
« maj   lip »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2015

Dwoch do lazienki: jeden pod prysznicem, a drugi na kiblu.

Ojejku. Poczytalam sobie troche tego mojego bloga i sie nawet poplakalam.
Teraz juz dosc dobrze sobie radze ze smiercia Mamy, minely w koncu dwa lata, a do tego wspomoglam sie dosc grubo antydepresantami przez jakis czas. W sumie bralam ich najwieksza dawke w zyciu, a na dokladke jeszcze mialam nasenne wieczorem. Ale w dalszym ciagu nawet myslenie o tych pierwszych miesiacach zapierdalania w Polsce po urzedach i prob pozamykania spraw po mojej Mamy firmie, to jest po prostu trauma. Jak ja dalam rade, nie wiem, ale gratuluje sobie.

Jednoczesnie widze, ze blog nie jest juz taki sam. Jakos o zarciu i o gotowaniu przestalam pisac, bo jest przeciez ten drugi blog. A to glupie, bo na tamtym przeciez sa przepisy, a tu moglabym dalej nawijac o tym, jak to probowalam popelnic samobojstwo przez pieczenie ciast i takie rozne.

Tak apropos, to niedlugo beda moje urodziny i z tego powodu urzadzam piknik. Nie wiem, kurcze, co jest z tymi Norwegami, czy sa tacy fajni, czy to moje antydepresanty uczynily ze mnie takiego super sluchacza, ze mnie polubili, ale tyle ludzi chcialo przyjsc na moje urodziny, ze musialam impreze przeniesc na zewnatrz. Bo przeciez hangaru lotniczego nie wynajme. Nie no, zartuje, nie bedzie ich tak duzo, ale ze 20 bedzie. W domu musialabym ich rozparcelowac nastepujaco: czterech do sypialni, w ktorej musieliby sie polozyc na lozku i lezec nieruchomo, bo poza lozkiem niewiele sie tam zmiesci. Szesciu do pokoju Babci, gdzie mogliby siedziec wokol stolu jadalnego i imprezowac, podczas, kiedy Babcia siedzialaby na lozku w koszuli nocnej i czula sie jak podczas inwazji niemieckiej, super pomysl. Nastepnych szesciu do salonu, do imprezowania z nami. Dwoch do lazienki, jeden pod prysznicem, a drugi na kiblu. I dwoch do miniaturowej kuchni, jeden na krzesle pod oknem, a drugi na stojaco przy lodowce, moglby przy okazji podawac wszystko z lodowki. W sumie, to niezly plan. Jeszcze ze dwoch by sie zmiescilo w przedpokoju na stojaco. Wiec moze jednak w domu?

 

jakiestam sluby ciszy

Wstapilam w szeregi oficjalnie ludzi w Norwegii. Dostalam rozne numery typu PESEL itp. oraz rozne prawa czlowieka, w stylu mozliwosc pojscia do lekarza. Oczywiscie pisze to z przekasem, do lekarza zawsze moglam pojsc, tylko musialam za niego zaplacic z wlasnej kieszeni. Raz mi sie zdarzylo i kosztowalo mnie to 1200kr, czyli 600zl…

Teraz tez zarejestrowalam sie w systemie bezrobotnych i moge aplikowac na wieksza ilosc roznych prac, do ktorych przed tem bylo mi troche ciezej sie doklikac. Czy to aplikowanie wiele da, to nie wiem, ale aplikuje dalej. W miedzyczasie zalozylam taka grupe konwersacyjna, ktora spotyka sie w naszym miescie. Zaczelo sie niewinnie, bo tylko od czterech osob z kursu, ale teraz jest juz taka bardziej regularna grupka, ktora nawet powolutku rosnie. Spotykamy sie i nawijamy po norwesku jak najeci. Czesto ze slownikami w dloniach, czy z jakimis elektornicznymi wersjami slownikow. Strasznie to jest fajne i mile, szczegolnie teraz, kiedy czesto siadamy w kawiarni na zewnatrz i rozmawiamy, a wiatr od strony rzeki rozwiewa nam wlosy. Cudo!

Zaliczylam tez moje pierwsze norweskie intervju. Cale pol godziny odpowiadalam na pytania i dalej jestem w szoku, ze je zrozumialam w ogole, a tym bardziej, ze umialam odpowiedziec. Czasami zartujemy sobie z kolezankami z kursu, ze my nie mowimy tego, co naprawde chcialybysmy powiedziec, tylko to, co akurat w danym temacie umiemy. Hehehe. Troche sie poprawia ten stan, ale nauka jezyka, to jednak duzo pracy i praktyki. Kto twierdzi inaczej, pewnie jest super zdolny. U nas na kursie sa przeciez bardzo rozni ludzie, o roznych sytuacjach, a wszyscy razem brniemy przez ten jezyk jakby po kolana w blocie. Owszem, na przyklad czesto osoby, ktorych pierwszym jezykiem jest angielski lub niemiecki slysza, ze na pewno sie naucza jezyka bardzo szybko, bo jest taki podobny… Mamy takich na kursie i tak samo sie mecza, jak reszta… A takze ludzie tacy, jak ja, ktorzy maja w domu partnera Norwega tez czesto slysza, ze ‚przeciez mozecie gadac w domu caly czas i nauczysz sie wszystkiego w miesiac’. Jassne. Po pierwsze, ciagle rozmawianie po norwesku jest czesto strasznie niepraktyczne w poczatkowej fazie nauki. Nie wiem ile godzin by mi na poczatku zajelo wytlumaczenie prostych rzeczy. To jak jakiestam sluby ciszy robione na jakichs obozach harcerskich. Pare dni sie mozna w to bawic, ale nie na stale. A teraz, mimo, ze rozmawiamy razem naprawde duzo po norwesku, to w dalszym ciagu jakos nie nauczylam sie norweskiego w weekend i im dalej w to brne, tym wiecej tego jest do nauki… Takze moze tacy ludzie, ktorzy tak bagatelizuja ten wysilek maja na mysli tylko takie podstawowe dogadanie sie w sklepie, prosze, dziekuje, sama nie wiem…

A poza tym moj instagram ocieka pysznosciami kulinarnymi, no i na blogu oczywiscie co piatek nowy przepis:

Leftover Muesli & Rye Breakfast Muffins

Blueberries in Bed With White Chocolate

Homemade Buttermints

 

 

 

wstyd mi za niego bylo

Jest piatek wieczor, a ja mam tyle zadane na wtorek, ze juz sie martwie, jak ja to wszystko zrobie. Musze sie przyznac, ze przez tych pare miesiecy na kursie bardzo duzo sie nauczylam, ale tez jestem juz zmeczona nauka norweskiego. Wiem, ze musze sie uczyc dalej i zreszta zamierzam. Na szczescie szkola, do ktorej chodze bedzie teraz miala wakacje letnie, wiec nastepne kursy zaczynaja sie dopiero za dwa miesiace. Tak wiec to juz tylko kilka spotkan, jakos trzeba dociagnac.

Bylam ostatnio na rozmowie kwalifikacyjnej w jakims biurze zatrudnienia i fajnie bylo moc sobie udowodnic, ze chociaz niegramatycznie czasami, to potrafie jednak po norwesku odpowiedziec na pytania. Ale poza tym bylo chujowo, facet generalnie niczego mi nie zaproponowal, za to pytania zadawal takie, ze po prostu wstyd mi za niego bylo. Ani to legalne, ani mile… Czasami strasznie mi sie chce wrocic jednak na Wyspy, gdzie mnie jakos lepiej zawsze traktowali pod wzgledem pracy. Ale nie wracam, cisne dalej. Troche jakby nie mam wyboru. Wszystkie moje rzeczy sa tutaj, milosc zycia i najlepszy przyjaciel w jednym tutaj, nawet Babcia tu…

Apropos Babci wlasnie, to ostatnio znalazlam jej na youtubie wszystkie odcinki Niewolnicy Isaury i oglada sobie codziennie dwa lub trzy. Normalnie wkrecila sie w binge-watching, jak Netflixomani. W kazdym razie oglada i chociaz nigdy nie usiadlam tego obejrzec, to czasami dojdzie do moich uszu pare zdan. Jest to moim zdaniem takie BDSM dla babc. Niewolnictwo, kary cielesne, glodzenie, zemsta itd. No cud. Za to jak puszcze jakis dokumentalny o np. ofiarach gwaltu w Maroko, o tym, ze maja generalnie przesrane i jak juz babe tam zgwalca, to chyba tylko zostaje uciekac z kraju albo sie zabic.. Wtedy Babcia macha reka i mowi, ze to za okropne i nie oglada i idzie sobie. Ale jak w Isaurze tam znowu bija i na lancuchu trzymaja tych niewolnikow, to jest wszystko ok. Wez tu zrozum te mechanizmy, nie jest latwo.

 

takie opisywanie ze zdjeciami

Kiedy mieszkalam w Irlandii nie mialam zbyt duzej stycznosci z wieloma Polakami. Nie dlatego, ze nie chcialam, albo, ze specjalni sie od nich oddzielalam. Ale faktycznie nie szukalam ich za wszelka cene. Przyjaznilam sie z tymi, ktorych poznawalam w pracy, czy w innych miejscach, w ktorych bywalam. Jakos to wychodzilo naturalnie. Zawsze mialam taka znajoma pare Polakow, ktorzy do Irlandii przyjechali z dziecmi, nie znajac angielskiego. Bardzo fajni ludzie, poszli na darmowe kursy angola i powolutku poukladali sobie wszystko, a teraz, po tylu latach sa tam juz ‚swoi’. Oni wlasnie czesto opowiadali mi o machlojkach, jakie Polacy robia innym Polakom. Troche przymykalam na to oko, bo nie chcialam do konca w to wierzyc.

Tu, w Norwegii Polacy ostatnio na Facebooku utworzyli wrecz grupe pietnujaca polskich oszustow. Nie wiem, na ile to jest legalne, takie opisywanie ze zdjeciami itd. Ale to nie moj problem w tej chwili, bo ja nikogo nie opisuje. Ale czytam z mieszanka fascynacji i zazenowania. Oto jakas babka sprzatajaca domy Norwegom odsprzedaje ta robote za 20 tysiecy koron (to okolo 10 tys zl) innej Polce, mowiac, ze ona sama juz wraca do kraju. Tamta placi i zaczyna chodzic do tych domow i sprzatac. A w miedzyczasie okazuje sie, ze tamta wcale nie pojechala do Polski i po dwoch miesiacach odpoczynku, za ktory dostala kase, wraca sobie ‚na swoje domki’ i znow tam sprzata. A pani oszukana, zaplacila 20 tysiakow, posprzatala przez 2 miesiace domy i zostala z niczym.

Druga historia, facet zatrudnia goscia do kolportazu jakichs gazetek, ale przestaje mu placic. Gosciu wkleja na facebookowa grupe smsy od szefa, ktory mowi, zeby pracownik mniej wydawal, albo zaczal oszczedzac… W komentarzach ktos pisze, ze facet nadawalby sie na prezydenta z takimi radami.

A z moich wlasnych doswiadczen, to wlasnie Polak sprzedal mi w Irlandii samochod, na ktorego naprawe musialam wydac dwukrotnosc jego ceny i potem trzy lata splacalam te kredyty, podczas kiedy on sie cieszyl, ze sie pozbyl grata… Drugi Polak kiedys kazal sobie zaplacic 20 euro za uzycie jego kabli, zeby zastartowal mi samochod z padnieta bateria. Wtedy akumulator padal mi czesto i z reguly nikt nie chcial za taka przysluge kasy… Oczywiscie skoro mi pomogl, to mogl stawiac jakies warunki, wiec zaplacilam mu te 20, ale niesmak pozostal.

Kiedys na pewnym obiadku, na ktory moja Swietej Pamieci Babcia zaprosila wiele swoich znajomych, a srednia wieku byla chyba 75 i takie pojedyncze osoby jak ja nie byly w stanie jej zanizyc, pewna pani zaatakowala mnie na temat mojej emigracji z kraju. Ze co ja tam robie w ogole w tej Norwegii i po co, i ze chociaz ona ma nadzieje, ze ja naleze do organizacji polonijnych i ze dzialam w nich i ze w ogole chodze do kosciola polskiego  itd. itp.

Na co ja odpowiedzialam zgodnie z sumieniem i stanem wiedzy, ze jesli Polak Polakowi nie zaszkodzil, to znaczy, ze mu juz pomogl. Haha, to jest faktycznie takie powiedzenie ludzi na emigracji. Nawet jak sie trzymaja razem, to sie obawiaja siebie nawzajem, bo maja przykre doswiadczenia.

Oczywiscie mialam przesrane juz pozniej na tej imprezie, bo starsze panie mi nie chcialy odpuscic, az sobie poszlam. Nie winie ich, one naprawde nie maja pojecia o tym, jak to tutaj jest.

kiedy mowia ‚chce,’ a kiedy ‚mam zamiar’

Poczulam sie troche w obowiazku, wiec pisze.

Ucze sie dalej tego diabelskiego jezyka. Niektore rzeczy w nim sa tak mylace i wkurzajace, ze rece opadaja. Wydaje sie momentami, ze Norwegowie sami nie wiedza, kiedy mowia ‚chce,’ a kiedy ‚mam zamiar’ i ze w ogole nie wiedza, kiedy cos jest swoje, kiedy jego, kiedy wasze a kiedy ich. Poza tym jestem ostatnio na takim etapie, ze kazde slowo, jakie mi sie po norwesku przypomni, to juz kwestionuje, czy na pewno tak powinno byc, czy moze mi sie cos myli. Taki etap, ze wiem, ze nic nie wiem.

Niezbyt przyjemne to jest.

Oczywiscie bardzo pomaga, ze mozemy rozmawiac z L. po norwesku i czesto to robimy i jestem za to wdzieczna, ale ostatnio mi ten norweski juz dziala na nerwy. :)

W ogole rozne rzeczy mi dzialaja na nerwy, bo przestalam brac antydepresanty, wedlug instrukcji lekarza, odstawilam je stopniowo. I teraz mam nerwy. To znaczy w ogole mam emocje. Wiec nieraz mnie cos wkurza. Tak jak na przyklad to, ze od tygodnia probujemy z L. przetransferowac moj norweski numer telefonu z jednego operatora, do drugiego. I nic. Telefonu nie mam, wiec nawet jakby mi nagle chcial ktos dac prace marzen, to sie do mnie nie dodzwoni. Tak wiec po tygodniu powolnych kontaktow z ich dzialem obslugi klienta mailem, zapewnien, ze tak, ze juz niedlugo i juz za momencik, wreszcie zaczelam spamowac im strone facebookowa. Troche pomoglo, nagle zaczelam od nich dostawac maile z czestotliwoscia 4 x na dzien, a nie 1 x na dzien, wiec jest jakis postep. Tak czy siak, telefonu dalej nie mam…

 

A tak z innych wiadomosci norweskich, to jak byl 17. Maja, czyli norweskie swieto narodowe, to zrobilam ciasto dla rodziny i chyba dostalam plusy w mojej norweskiej rodzinie.

norweskie ciasto

norweskie ciasto