Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • You know youre lucky when someone makes this for you!hellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli You know you’re lucky when someone makes this for you! #sushi #sushitooth #futomaki #homemade #yummy
  • I am quite limited in what I can eat sohellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli I am quite limited in what I can eat, so I experimented with a low fat, dairy free mushroom soup with chicken . it was delicious #homemade #soup #ilovesoup #instasoup #mushroomsoup
  • Food at Cappadocia was delicious as always! cappadociadrammen kylling chickenkebabhellip
    3 dni ago by tattoomybroccoli Food at Cappadocia was delicious as always! #cappadociadrammen #kylling #chickenkebab #yummy
  • Chicken soup oh yes! soup homemadefood polishfood ros
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Chicken soup, oh yes! #soup #homemadefood #polishfood #rosół
  • Yum yum bolognese pasta homemade
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Yum yum #bolognese #pasta #homemade
  • Haha! When your second half decides to make an omelettehellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Haha! When your second half decides to make ‘an omelette’ in the oven. How beautiful! #homemade #wienerpølse
Grudzień 2012
P W Ś C P S N
« wrz   sty »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 39287
  • Dzisiaj wizyt: 22
  • Wszystkich komentarzy: 1038

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2012

wszystko mroze

Tak! Swieta sie skonczyly, udalo nam sie zjesc wszystkie swiateczne dania, a niektorych juz powoli mialam dosyc, wiec to dobrze. Zostal jeszcze tylko makowiec, ale jego jakos sie zje, predzej, czy pozniej. A jak nie, to zamroze. Ja wszystko mroze, chocby zeby sprawdzic, czy bedzie jadalne po rozmrozeniu. Lubie nie wydawac duzo kasy na jedzenie, a raczej wydawac ja madrze. Staram sie kupowac skladniki dobrej jakosci i jak najlepiej je wykorzystywac, a potem czesto mroze resztki. Nie ma nic tak wspanialego, jak zupa jarzynowa do podgrzania w mikrofalowce, albo cos podobnego, jesli sie jest zmeczonym i nie w humorze na nic. Cudowny posilek w kilka minut – mniam!
Wczoraj wracalismy z L. z pracy jego samochodem i on nagle sie zmartwil, ze nie zapomnial zrobic zakupow, wiec nie bedziemy mieli co jesc… Pocieszylam go, ze cos sie znajdzie. Nie mialam ochoty wcale na zadne wycieczki do sklepu, a wiedzialam, ze z moim zamrazalnikiem zawsze cos wyczaruje. Okazuje sie, ze z zamrazalnika nie wyjelam nic, a obiad i tak byl przecudowny. Reszte dojadamy dzisiaj na lunch, wiec jeszcze czuje ten cudowny smak. Musze zapisac tu przepis, zeby mi sie nie zgubil. Jest to cos, co wymyslilam wczoraj na predce, ale na pewno chce to powtorzyc.
Potrzebne sa:
1 por
1 puszka tunczyka
1 nieugotowana duza garsc makaronu penne (bo dzieki tym rurom sie lepiej zapieka)
1 pomidor
1 serek Mascarpone 250ml (ja zawsze mam w lodowce, ale na pewno mozna uzyc jakiegos zamiennika, moze serek Philadephia?)
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki wody z czajnika
ser zolty (kawalek do starcia na wierzch)
pieprz bialy, oregano, bazylia, sol
Metoda:
1. Wlaczam piekarnik, zeby nagrzewal sie do 180 stopni z wentylatorem, albo 200 bez.
2. Do naczynia zaroodpornego wrzucam tunczyka i rozwalam widelcem, mozna sie wyzyc na nim.
3. Wrzucam suchy makaron, drobno pokrojony por, drobno pokrojony, albo wrecz zmielony na papke pomidor (ja zmielilam na papke, bo wtedy nie trzeba obierac,) serek no i wszystko inne oprocz sera zoltego.
4. Dodaje przyprawy (ja dalam dosc chojnie, bo nie lubie mdlego, a szczegolnie tunczyk potrafi byc mdly, wiec bialym pieprzem tam zapodalam dosc mocno, mniam).
5. Mieszam wszystko, az bedzie rownomiernie wymieszane, chyba, ze chcecie jesc kazda rzecz z osobna, nie polecam… :)
6. Wlewam mleko i wode, tak, zeby przesiakly na dno, zeby makaron mogl tym nasiakac i gotowac sie.
7. Posypuje serem zoltym i wkladam do piekarnika na 50 minut.
8. Potem jem to, a blogosc rozlewa sie falami po moim calym ciele i umysle.
No, polecam.

Tak! Swieta sie skonczyly, udalo nam sie zjesc wszystkie swiateczne dania, a niektorych juz powoli mialam dosyc, wiec to dobrze. Zostal jeszcze tylko makowiec, ale jego jakos sie zje, predzej, czy pozniej. A jak nie, to zamroze.

Ja wszystko mroze, chocby zeby sprawdzic, czy bedzie jadalne po rozmrozeniu. Lubie nie wydawac duzo kasy na jedzenie, a raczej wydawac ja madrze. Staram sie kupowac skladniki dobrej jakosci i jak najlepiej je wykorzystywac, a potem czesto mroze resztki. Nie ma nic tak wspanialego, jak zupa jarzynowa do podgrzania w mikrofalowce, albo cos podobnego, jesli sie jest zmeczonym i nie w humorze na nic. Cudowny posilek w kilka minut – mniam!

Wczoraj wracalismy z L. z pracy jego samochodem i on nagle sie zmartwil, ze zapomnial zrobic zakupow, wiec nie bedziemy mieli co jesc… Pocieszylam go, ze cos sie znajdzie. Nie mialam ochoty wcale na zadne wycieczki do sklepu, a wiedzialam, ze z moim zamrazalnikiem zawsze cos wyczaruje. Okazuje sie, ze z zamrazalnika nie wyjelam nic, a obiad i tak byl przecudowny.

Reszte dojadamy dzisiaj na sniadanio – lunch, wiec jeszcze czuje ten cudowny smak. Musze zapisac tu przepis, zeby mi sie nie zgubil. Jest to cos, co wymyslilam wczoraj na predce, ale na pewno chce to powtorzyc.Potrzebne sa:

1 por

1 puszka tunczyka

1 nieugotowana duza garsc makaronu penne (bo dzieki tym rurom sie lepiej zapieka)

1 pomidor

1 serek Mascarpone 250ml (ja zawsze mam w lodowce, ale na pewno mozna uzyc jakiegos zamiennika, moze serek Philadephia?)

1/2 szklanki mleka

1/2 szklanki wody z czajnika

ser zolty (kawalek do starcia na wierzch)

pieprz bialy, oregano, bazylia, sol

Metoda:

1. Wlaczam piekarnik, zeby nagrzewal sie do 180 stopni z wentylatorem, albo 200 bez.

2. Do naczynia zaroodpornego wrzucam tunczyka i rozwalam widelcem, mozna sie wyzyc na nim.

3. Wrzucam suchy makaron, drobno pokrojony por, drobno pokrojony, albo wrecz zmielony na papke pomidor (ja zmielilam na papke, bo wtedy nie trzeba obierac,) serek no i wszystko inne oprocz sera zoltego.

4. Dodaje przyprawy (ja dalam dosc chojnie, bo nie lubie mdlego, a szczegolnie tunczyk potrafi byc mdly, wiec bialym pieprzem tam zapodalam dosc mocno, mniam).

5. Mieszam wszystko, az bedzie rownomiernie wymieszane, chyba, ze chcecie jesc kazda rzecz z osobna, nie polecam… :)

6. Wlewam mleko i wode, tak, zeby przesiakly na dno, zeby makaron mogl tym nasiakac i gotowac sie.

7. Posypuje serem zoltym i wkladam do piekarnika na 50 minut.

8. Potem jem to, a blogosc rozlewa sie falami po moim calym ciele i umysle.

No, polecam.

rewolucje i akrobacje

Kochani,
Z okazji Wigilji popelnilam wielokrotne rewolucje i akrobacje kuchenne i nie chwalac sie, wszystkie wyszly pyszne.
Jak swietnie, ze sa swieta roznego rodzaju, ktore moga byc taka swietna wymowka, zeby ugotowac rozne cudowne potrawy! I ugotowac ich o wiele za duzo!
Tak wiec w tym roku zrobilam kurczaka pieczonego w miodzie i warzywach, osobno ziemniaki z brukselka z przyprawami (mniam).
Kurczaka zrobilam w moim slow cookerze, ktorego juz mam chyba z rok i bardzo polecam. Powiedziala mi o nim jako pierwsza moja amerykanska S. i zachecila mnie do kupienia tego niedrogiego wynalazku (zaplacilam okolo 30 euro na Amazonie). Polega to cudo na tym, ze wsadzasz mieso, moze byc nawet takie z dolnej polki, ktore jest twarde itd., wrzucasz tam tez ziemniaki i/albo warzywa takie jak marchew, seler itd., zalewasz kostka rosolowa, albo wlasnorecznie zrobionym bulionem, ale to tylko jak jestes fanatykiem jak ja i wlaczasz urzadzenie, a nastepnie idziesz spac, albo idziesz do pracy. Po 6, czy nawet 9 godzinach wylaczasz, podnosisz pokrywke i ogarniaja Cie cudowne zapachy. Generalnie mieso zrobione w slow cookerze jest przepyszne, mieciutkie i sprezyste i w ogole mniam!
Oprocz tego zatrudnilam trzech moich mezczyzn (mojego L. i dwojke gosci) do robienia pierogow. Niesamowite, jaki szybko pierogi sie robia na szesc rak! Farsz zrobilam z kapusty i grzybow, ale nie mialam grzybow suszonych, ktore dosc ciezko tu dostac przed swietami, wiec zrobilam ze smazonymi pieczarkami i zalalam troche bulionem grzybowym, kiedy farsz sie jeszcze smazyl i byly przepyszne pierogi, po prostu pycha. A w dodatku dzisiaj na lunch zapowiadaja sie znowu, wiec juz sie ciesze.
Byla takze salatka tzw. ‚polska’, na ktora nie mam pojecia skad mam przepis, ale jest to typowa salatka z gotowanymi warzywami, jajkiem, korniszonami i w dodatku jedno z ulubionych dan L., takze chocbym jej zrobila ze dwa kilo, to nie musze sie nigdy martwic, ze sie zepsuje, bo L. zawsze pochlonie chocby i mial tydzien jesc w pracy na kazdy lunch i w domu na kazdy obiad… Musze przyznac, ze z moja pasja kuchenna, to dobrze miec taki skuteczny odkurzacz u boku.
Na deser byl makowiec, ktory robie raz w roku, a nastepnie sobie obiecuje, ze bede robila czesciej, bo to takie pyszne… Tym razem zrobilam takze sama mase makowa, zamiast z tej puszki i udalo mi sie zmielic mak bez maszynki do miesa, ani maszynki do kawy, bo takich nie posiadam.
Takze obzeralismy sie miedzynarodowo, chociaz jedzeniem glownie polskim. L. nie chcialo sie robic nic norweskiego, nawet ukochanych gofrow w swojej gofrownicy, ktora jakis czas temu przywlokl z Norwegii.
Potem goscie poszli, a my siedzielismy we dwojke na kocyku i poduszkach pod choinka, pilismy wino, calowalismy sie (a jak wiadomo, calowanie sie z brodaczem jest najlepsze) i rozpakowywalismy prezenty, ktore nam sie bardzo podobaly.
Ja dostalam troche kucharskich rzeczy, ktore mialam na swojej liscie zyczen, ale byly tez prezenty pozakuchenne, a bardzo romantyczne. Nie bede sie wszystkim dzielic, ale z kuchennych dostalam miedzy innymi deske do krojenia, ktora bardzo chcialam, ktora sklada sie w taki sposob, ze pokrojone kawalki wpadaja prosto do garnka jednym sprawnym ruchem, a nie lataja po calej kuchence. Tu jest link: http://www.josephjoseph.com/plastic-chopping-boards/chop-2-pot-plus
Dzisiaj natomiast zabieram sie chyba za muffinki, bo chce wykorzystac te banany, ktore leza na mikrofalowce i groza zepsuciem sie, a mam swietny pomysl na ich wykorzystanie.
Mam nadzieje, ze Wy macie tak samo cudowne swieta z ukochanymi osobami, jak ja.

Kochani,

Z okazji Wigilii popelnilam wielokrotne rewolucje i akrobacje kuchenne i nie chwalac sie, wszystkie wyszly pyszne.
Jak swietnie, ze sa swieta roznego rodzaju, ktore moga byc taka swietna wymowka, zeby ugotowac rozne cudowne potrawy! I ugotowac ich o wiele za duzo!
Tak wiec w tym roku zrobilam kurczaka pieczonego w miodzie i warzywach, osobno ziemniaki z brukselka z przyprawami (mniam).
Kurczaka zrobilam w moim slow cookerze, ktorego juz mam chyba z rok i bardzo polecam. Powiedziala mi o nim jako pierwsza moja amerykanska S. i zachecila mnie do kupienia tego niedrogiego wynalazku (zaplacilam okolo 30 euro na Amazonie). Polega to cudo na tym, ze wsadzasz mieso, moze byc nawet takie z dolnej polki, ktore jest twarde itd., wrzucasz tam tez ziemniaki i/albo warzywa takie jak marchew, seler itd., zalewasz kostka rosolowa, albo wlasnorecznie zrobionym bulionem, ale to tylko jak jestes fanatykiem jak ja i wlaczasz urzadzenie, a nastepnie idziesz spac, albo idziesz do pracy. Po 6, czy nawet 9 godzinach wylaczasz, podnosisz pokrywke i ogarniaja Cie cudowne zapachy. Generalnie mieso zrobione w slow cookerze jest przepyszne, mieciutkie i sprezyste i w ogole mniam!

Oprocz tego zatrudnilam trzech moich mezczyzn (mojego L. i dwojke gosci) do robienia pierogow. Niesamowite, jaki szybko pierogi sie robia na szesc rak! Farsz zrobilam z kapusty i grzybow, ale nie mialam grzybow suszonych, ktore dosc ciezko tu dostac przed swietami, wiec zrobilam ze smazonymi pieczarkami i zalalam troche bulionem grzybowym, kiedy farsz sie jeszcze smazyl i byly przepyszne pierogi, po prostu pycha. A w dodatku dzisiaj na lunch zapowiadaja sie znowu, wiec juz sie ciesze.

Byla takze salatka tzw. ‚polska’, na ktora nie mam pojecia skad mam przepis, ale jest to typowa salatka z gotowanymi warzywami, jajkiem, korniszonami i w dodatku jedno z ulubionych dan L., takze chocbym jej zrobila ze dwa kilo, to nie musze sie nigdy martwic, ze sie zepsuje, bo L. zawsze pochlonie chocby i mial tydzien jesc w pracy na kazdy lunch i w domu na kazdy obiad… Musze przyznac, ze z moja pasja kuchenna, to dobrze miec taki skuteczny odkurzacz u boku.

Na deser byl makowiec, ktory robie raz w roku, a nastepnie sobie obiecuje, ze bede robila czesciej, bo to takie pyszne… Tym razem zrobilam takze sama mase makowa, zamiast z tej puszki i udalo mi sie zmielic mak bez maszynki do miesa, ani maszynki do kawy, bo takich nie posiadam.

Takze obzeralismy sie miedzynarodowo, chociaz jedzeniem glownie polskim. L. nie chcialo sie robic nic norweskiego, nawet ukochanych gofrow w swojej gofrownicy, ktora jakis czas temu przywlokl z Norwegii.
Potem goscie poszli, a my siedzielismy we dwojke na kocyku i poduszkach pod choinka, pilismy wino, calowalismy sie (a jak wiadomo, calowanie sie z brodaczem jest najlepsze) i rozpakowywalismy prezenty, ktore nam sie bardzo podobaly.

Ja dostalam troche kucharskich rzeczy, ktore mialam na swojej liscie zyczen, ale byly tez prezenty pozakuchenne, a bardzo romantyczne. Nie bede sie wszystkim dzielic, ale z kuchennych dostalam miedzy innymi deske do krojenia, ktora bardzo chcialam, ktora sklada sie w taki sposob, ze pokrojone kawalki wpadaja prosto do garnka jednym sprawnym ruchem, a nie lataja po calej kuchence. Tu jest link:


http://www.josephjoseph.com/plastic-chopping-boards/chop-2-pot-plus

Dzisiaj natomiast zabieram sie chyba za muffinki, bo chce wykorzystac te banany, ktore leza na mikrofalowce i groza zepsuciem sie, a mam swietny pomysl na ich wykorzystanie.
Mam nadzieje, ze Wy macie tak samo cudowne swieta z ukochanymi osobami, jak ja.

 

Pozdrawiam,

J.

Wesolych Swiat

Widze, ze delikatnie mowiac, zrobilam sobie mala przerwe od bloga…

W miedzyczasie niezbyt dobrze sie dzialo w mojej rodzinie pod wzgledem zdrowotnym i tylko i wylacznie to mialam na mysli (wciaz glownie to) a nie mialam zamiaru o tym pisac publicznie.

Mam nowa prace, ale jest to praca tymczasowa i taka zupelnie niezwiazana z niczym, co robilam wczesniej. W ogole jest tez niestresujaca, z czego sie ciesze.

Teraz ida swieta, ubralismy z L. choinke, polozylismy pod nia prezenty. Troche bedziemy spedzac swieta po polsku, troche po norwesku, a troche po irlandzku. Z kazdej tradycji bierzemy to, co nam sie najbardziej podoba.

Zaraz zabieramy sie za pierogi i makowiec.

 

Zycze Wszystkim Wesolych i Spokojnych Swiat, jesli ktos jeszcze czasami tu zaglada. :)

Pozdrawiam!

J.