Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
Lipiec 2012
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2012

rozplanowac czterdziestu

Jest Poniedzialek Wielkanocny, a ja przyszlam do pracy, zeby pisac moja prace dyplomowa. Latwiej mi sie tu skupic, niz w domu. Jest juz prawie druga po poludniu,a mi wreszcie udalo sie tu dotrzec po jedzeniu sniadania przez godzine i klikaniu na wszystko co sie da w internecie, zeby tylko przelozyc pisanie dyplomu na pozniej. Zmuszanie sie do nauki juz mi tak ciezko idzie po dwoch latach tego kursu, jakbym znowu byla w podstawowce.
W zeszlym tygodniu poszlam do lekarza z objawami mega stresu, zwiazanego z ostatnim egzaminem, ktory nie wiem, jak i czy zdam i z dyplomem, ktory musze miec gotowy juz za chwile prawie. Lekarz zrobila mi test ciazowy i stwierdzila, ze nie jestem w ciazy, wiec po prostu sie stresuje i ze mam przestac. No jasne, po prostu musze sobie dac na luz, nie ma sprawy. Czemu w ciazy mialabym byc, to nie wiem.
Uciekam cos napisac, mam nadzieje dzisiaj napisac rozdzial ‚Findings’, ale to bedzie pracochlonne i bolesne, auc. :(
Dzisiaj przyjechalam do pracy rowerem! Poraz pierwszy. Nie powiem, dupa mnie boli od siodelka, chociaz sobie niby kupilam rower z tzw. wygodnym siodelkiem. To chyba nie jest w ogole calkiem normalne, zeby czlowiek siedzial na czyms tak waskim jak rower, wygodne to to poki co nie jest. Jakos latwiej sie jezdzilo jak sie mialo 12 lat (wydaje mis ie, ze wlasnie wtedy ostatnio jezdzilam na rowerze.)
W dalszym ciagu posiadam samochod, aczkolwiek pojedzie on juz tylko i wylacznie na zlom niestety. Nic naglego sie nie stalo, po prostu jest stary, ma 170000 mil na liczniku, wiele rzeczy jest w nim zepsute i nie ma sensu juz go naprawiac, chociaz poki co jeszcze nawet jezdzi i to calkiem przyjemnie sie go prowadzi. Niestety ani przegladu, ani ubezpieczenia nie mam juz od dwoch dni i poniewaz wiedzialam, ze zbliza sie ta data, to juz ze dwa miesiace temu wymyslilam sobie taki plan, ze kupie sobie rower zamiast samochodu. No i faktycznie, tak zrobilam.
Wczoraj zakupilam rower, a w sumie juz trzy dni temu, ale na wczoraj byl gotowy. Specjalnie do sklepu poszlam w mojej najciasniejszej garsonce pracowej mierzyc, czy w ogole bede w stanie w niej jezdzic. Dalam rade,a  dzisiaj jest wlasnie ten pierwszy dzien, kiedy rower przywiozl mnie do pracy. Wiedzialam, ze bedzie troche ciezko i no i troche bylo, no ale moze bede zdrowsza dzieki temu.
A poza tym, to u mnie w pracy w ostatnich szesciu tygodniach zrobilo sie pieklo i tak jak po przednio mialam obowiazkow tyle, ze nie wiedzialam juz w co rece wlozyc, tak ostatnio juz sie zrobilo grube przegiecie. Nie mailam czasu obliczyc ile bym musiala w tygodniu pracowac, zeby to wszystko zrobic, ale na pewno ponad 70 godzin a za tyle mi nie placa, a nawet jakby placili, to bym tego nie chciala robic.
Tak wiec dzisiaj wreszcie napisalam emaila do szefa, ze musimy porozmawiac i ze nie dam rady tak dalej pracowac. Bo nie chodzi przeciez o taka sytuacje, ze mam wpizdu pracy, ale wszyscy wiedza, ze mam jej za duzo, wiec poblazliwie kiwaja glowami. Niestety tak nie jest. Zamiast tego mam nad glowa jadowite harpie ze strony naszego Kilenta, ktore zycza sobie sto raportow i ciaglego dostepu do nie wiem jakich informacji, dwudziestu szesciu agentow, ktorzy ciagle czegos ode mnie chca i mnie o cos pytaja i szefa, ktory na to wszystko przychodzi i sie pyta, czemu tak malo zarobilismy i czy moge rozplanowac czterdziestu osobom nastepny tydzien godzina po godzinie. Wszystko to, podczas kiedy moja praca, ktora musze wykonywac lezy odlogiem. A potem ja jestem odpowiedzialna za to, ze jest niewykonana. Juz kiedys obliczylam, ze mialam obowiazkow na 64 godziny tygodniowo, a teraz to juz na nie wiem ile. Oczywiscie prosilam, zeby mi zatrudnili asystenta, ale zawsze slysze ta sama wymowke (kasa). Napisalam mu oficjalnie, ze go informuje, ze nie daje razy z obowiazkami, ze mnie to stresuje i ze prosze o zmiany. On teraz musi sie ustosunkowac, bo takie tu jest prawo pracy, ze chroni takie zestresowane robaczki, jak ja. Zobaczymy co sie stanie. Jest w Irlandii kryzys, ale az taka bieda nie jest, zeby trzeba bylo to znosic.
A w ogole, to wczoraj L. zdjal dach w swoim kabriolecie i jezdzilismy w zachodzacym sloncu bez dachu. Szkoda tylko, ze tu upalow nie ma (tzn. upalow bym nie chciala, ale zachod slonca po upalnym dniu, to tak), tak wiec troche zmarzlismy, ale i tak bylo super. Samochod sie od razu zrobil przestronniejszy bez dachu, bo z dachem to jest naprawde malutki. Nie dziwie sie L., ze tak lubi ta swoja zabawke.

Dzisiaj przyjechalam do pracy rowerem! Poraz pierwszy. Nie powiem, dupa mnie boli od siodelka, chociaz sobie niby kupilam rower z tzw. wygodnym siodelkiem. To chyba nie jest w ogole calkiem normalne, zeby czlowiek siedzial na czyms tak waskim jak rower, wygodne to to poki co nie jest. Jakos latwiej sie jezdzilo jak sie mialo 12 lat (wydaje mi sie, ze wlasnie wtedy ostatnio jezdzilam na rowerze.) W dalszym ciagu posiadam samochod, aczkolwiek pojedzie on juz tylko i wylacznie na zlom niestety. Nic naglego sie nie stalo, po prostu jest stary, ma 170000 mil na liczniku, wiele rzeczy jest w nim zepsute i nie ma sensu juz go naprawiac, chociaz poki co jeszcze nawet jezdzi i to calkiem przyjemnie sie go prowadzi. Niestety ani przegladu, ani ubezpieczenia nie mam juz od dwoch dni i poniewaz wiedzialam, ze zbliza sie ta data, to juz ze dwa miesiace temu wymyslilam sobie taki plan, ze kupie sobie rower zamiast samochodu. No i faktycznie, tak zrobilam.Wczoraj zakupilam rower, a w sumie juz trzy dni temu, ale na wczoraj byl gotowy.  Specjalnie do sklepu poszlam w mojej najciasniejszej garsonce pracowej mierzyc, czy w ogole bede w stanie w niej jezdzic. Dalam rade,a  dzisiaj jest wlasnie ten pierwszy dzien, kiedy rower przywiozl mnie do pracy. Wiedzialam, ze bedzie troche ciezko i no i troche bylo, no ale moze bede zdrowsza dzieki temu.
A poza tym, to u mnie w pracy w ostatnich szesciu tygodniach zrobilo sie pieklo i tak jak po przednio mialam obowiazkow tyle, ze nie wiedzialam juz w co rece wlozyc, tak ostatnio juz sie zrobilo grube przegiecie. Nie mailam czasu obliczyc ile bym musiala w tygodniu pracowac, zeby to wszystko zrobic, ale na pewno ponad 70 godzin a za tyle mi nie placa, a nawet jakby placili, to bym tego nie chciala robic.Tak wiec dzisiaj wreszcie napisalam emaila do szefa, ze musimy porozmawiac i ze nie dam rady tak dalej pracowac. Bo nie chodzi przeciez o taka sytuacje, ze mam wpizdu pracy, ale wszyscy wiedza, ze mam jej za duzo, wiec poblazliwie kiwaja glowami. Niestety tak nie jest. Zamiast tego mam nad glowa jadowite harpie ze strony naszego Kilenta, ktore zycza sobie sto raportow i ciaglego dostepu do nie wiem jakich informacji, dwudziestu szesciu agentow, ktorzy ciagle czegos ode mnie chca i mnie o cos pytaja i szefa, ktory na to wszystko przychodzi i sie pyta, czemu tak malo kasy zarobilismy i czy moge rozplanowac czterdziestu osobom nastepny tydzien godzina po godzinie.

Wszystko to, podczas kiedy moja praca, ktora musze wykonywac lezy odlogiem. A potem ja jestem odpowiedzialna za to, ze jest niewykonana. Juz kiedys obliczylam, ze mialam obowiazkow na 64 godziny tygodniowo, a teraz to juz na nie wiem ile. Oczywiscie prosilam, zeby mi zatrudnili asystenta, ale zawsze slysze ta sama wymowke (kasa). Napisalam mu oficjalnie, ze go informuje, ze nie daje razy z obowiazkami, ze mnie to stresuje i ze prosze o zmiany. On teraz musi sie ustosunkowac, bo takie tu jest prawo pracy, ze chroni takie zestresowane robaczki, jak ja. Zobaczymy co sie stanie. Jest w Irlandii kryzys, ale az taka bieda nie jest, zeby trzeba bylo to znosic.

 

A w ogole, to wczoraj L. zdjal dach w swoim kabriolecie i jezdzilismy w zachodzacym sloncu bez dachu. Szkoda tylko, ze tu upalow nie ma (tzn. upalow bym nie chciala, ale zachod slonca po upalnym dniu, to tak), tak wiec troche zmarzlismy, ale i tak bylo super. Samochod sie od razu zrobil przestronniejszy bez dachu, bo z dachem to jest naprawde malutki. Nie dziwie sie L., ze tak lubi ta swoja zabawke.

uroslo nam

Ksiazki juz maja polke!

 

Obiecalam powiedziec co bylo na urodziny, wiec od razu mowie. Byla zbieranina roznych moich i L. ulubionych dan. Niekoniecznie wszystko do siebie pasowalo, ale bylo takie pyszne, ze cos niesamowitego!

Zrobilismy z L. cudowna wlasnej roboty pizze. Zagadalismy sie z pierwszymi goscmi i w miedzyczasie uroslo nam pyszne, grube ciasto. Na pizzy byly brokuly, parmezan, ser wedzony z Polski, mozarella, brie, szynka, papryka i oczywiscie pod tymi wszystkimi skladnikami byl sos pomidorowy, ktory tym razem zrobilam niezbyt ostry. Uznalam, ze chociaz ja lubie plakac przy jedzeniu, nie kazdy to lubi, wiec bede mila i nie sypne chilli. I rzeczywiscie, wszystkim smakowalo.

Do tego zrobilam koreczki. Strasznie mi sie jakos zachcialo zrobic ten przysmak z lat osiemdziesiatych. Mialam na nich rozne sery, szynke, oliwki i miedzy innymi mlode ziemniaczki ugotowane i ‚wytarzane’ w masle i koperku. Upieklam chleb.

Byla tez polska salatka, mojego L. ulubione jedzenie chyba, kielbaski z grilla (ktorego robilismy na balkonie na piatym pietrze) i muffinki z malinami.

 

No i tyle. Jakos nie mam specjalnych przemyslen zwiazanych z faktem, ze robie sie coraz starsza. Jest mi dobrze i niech tak pozostanie.

zjesc obiad

Nowiny:

Na dobre zadomowilismy sie w nowym mieszkaniu, nawet rozpakowalismy juz naprawde z 90% tobolow i pudel. Zostaly tylko te, w ktorych sa niewymiarowe ksiazki, ktore potrzebuja wiekszej polki, ktora czeka na zbudowanie. Miedzy innymi sa tam oczywiscie moje ksiazki kucharskie, na szczescie nie wszystkie, bo te najulubiensze trzymam na stoliku w salonie po prostu.

Za chwile moje urodziny, tak wiec z tej okazji postanowilismy zrobic male przyjecie w naszym mieszkaniu. Przyjdzie 13 osob, a ja postanowilam tych wszystkich ludzi nakarmic (w tym wegetarian). Nie ma to jak sie tak napracowac z okazji urodzin, ze pod koniec dnia juz sie czlowiek w ogole nie bedzie przejmowal tym, ze sie robi sedziwy. W planach mam rozne potrawy, ale wszystkiego jeszcze nie wymyslilam, takze napisze Wam to i owo pozniej.

Druga nowina, to taka, ze ucze sie w domu norweskiego. Ucze sie sama z ksiazek i plyt, poniewaz okazuje sie, ze trudno znalezc kurs norweskiego w okolicy, najwyzej mozna sobie wynajac prawdziwego Norwega, zeby przyszedl do domu we wlasnej osobie i mowil po norwesku za ciezkie pieniadze. Ja jednak mam Norwega w domu codziennie i to za darmo… Nauka idzie mi roznie, w zaleznosci na ile jestem zmeczona po pracy, a czasami po prostu padam na twarz. No, ale tak to juz jest, ze trzeba pracowac, nie? W dobre dni nawet mi sie wydaje, ze zaczynam cos lapac z tego norweskiego, szczegolnie, ze to taki angielski, tylko troche inaczej wymawiany. Ucze sie raczej, kiedy L. nie ma, zeby mnie nie rozpraszal, a potem jak jest w domu, to przepytuje go z roznych slow.

W ostatni czwartek pojechalismy az do Youghal zjesc obiad u Luigiego, ktory sie strasznie ucieszyl na nasz widok i zaraz nas wypytal, czy przyjechalismy az do Youghal specjalnie, zeby u niego zjesc. Potwierdzilam, bo tak wlasnie bylo. Zjedlismy tam rozne pysznosci, miedzy innymi nadziewana kalamarnice. Mniam mniam.