Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • My Autumn obsession Autumn loyd loydtea plumandcinnamon
    1 dzień ago by tattoomybroccoli My Autumn obsession. #Autumn #loyd #loydtea #plumandcinnamon
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • Good to have some jelly jello freiagele jelly yummy raspberries
    3 dni ago by tattoomybroccoli Good to have some jelly. #jello #freiagele #jelly #yummy #raspberries
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    5 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
Czerwiec 2012
P W Ś C P S N
« maj   lip »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38840
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2012

pokerowa twarz

Mamy takiego w pracy kolesia Stevena, ktory dosc powaznie siebie traktuje. Studiuje socjologie, wyglada troche na to, ze ma nadzieje za pomoca tej socjologii zmieniac swiat i wogole jest taki raczej na serio. Reszta tej mini-druzyny to same wesole dzieciaki, tez studenci. Czesto robia sobie z niego jaja, bo kazdy widzi, ze on sie tak troszke uwaza za cos lepszego niz reszta, chociaz jest pewien, ze nikt tego nie widzi. Glos zawsze powazny, ledwo sie usmiecha i wszystko jest dla niego bardzo kluczowa kwestia az do zrzygania.
Tak wiec ostatnio Steven zrobil sobie tatuaz na plecach i pochwalil sie komus w pracy. Jedna z dziewczyn zaczela mu usilnie tlumaczyc, ze musi sobie zdjac ta folie, ktora ma na tatuazu, bo ta folia jest tylko na kilka godzin, a nie na dluzej itd. I ona mu tak usilnie tlumaczyla i tlumaczyla, az w koncu Steven powiedzial, ze jak bedzie mial przerwe, to sobie ta folie zdejmie w toalecie. Na to jeden z chopakow (John) mowi: Wyobraz sobie, wchodzisz do meskiej toalety, a tam polnagi Steven.
I sluchajcie, nie wiem co mi w tym momencie odjebalo, ale powiedzialam; ‚Tylko nie upusc mydla.’ I wybuchl smiech calej druzyny…
A w miedzyczasie troche juz sie rozpakowalismy i zaczyna nam byc w nowym miejscu tak dobrze… To w koncu ten sam apartament, przy ogladaniu ktorego rozdziawilam buzie i powiedzialam ‚No, to jest warte tych pieniedzy,’ a potem L. mowil, ze mial nadzieje, ze chociaz troche zachowam pokerowa twarz. No, ale jemu latwo powiedziec, w koncu on pokerowa twarz ma praktycznie zawsze.
Tak wiec zaczelam znowu gotowac i piec, no bo to jest przeciez cos, co lubie najbardziej. Narobilam juz nie wiem ile muffinek, ale na szczescie L. zawsze je szybko zjada, wiec mozna zrobic nastepne. Poza tym znowu pieke chleb, z ziolami, z serem, z czym tylko dusza zapragnie i jemy wspaniale sniadania, a ja obkladam kanapki chrupiaca papryka, albo pomidorami, na ktore miele duzo czarnego pieprzu, mniam. A co do gotowania, to byl juz kurczak w miodzie, wieprzowina w jablkach i sos do makaronu z porami.
Mniam mniam.
A przy okazji znow mielismy tu powodz. W Cork powodz jest raz w roku, jak nie dwa, ale nikt jakos nie buduje walow przeciwpowodziowych, wrecz buduja domy i centra handlowe na samych brzegach rzek. W Irlandii zycie jest troche absurdalne, tak jak za komuny, tylko po kapitalistycznemu. Podobno manager jednego z pubow plakal na antenie lokalnego radia, bo powodz zrobila ogromne szkody, tak wiec nie mozna powiedziec, ze te wydarzenia nie wplywaja na zycie ludzi. To jednak nie zmienia fakty, ze w przyszlym roku znowu bedzie powodz, jak nie zaleje tego pubu, to cos innego zamiast i znowu bedzie placz. Kiedy pyta sie o to Irlandczykow, to mowia, ze nie da sie nic z tym zrobic, bo jest zbyt duzo wody wokol… I tak to zycie plynie. Tym razem zalalo takze Tesco, bank (w ktorym mam konto), Marks&Spencer, sklep zoologiczny, chinska restauracje i McDonalds…

Mamy takiego w pracy kolesia Stevena, ktory dosc powaznie siebie traktuje. Studiuje socjologie, wyglada troche na to, ze ma nadzieje za pomoca tej socjologii zmieniac swiat i wogole jest taki raczej na serio. Reszta tej mini-druzyny to same wesole dzieciaki, tez studenci. Czesto robia sobie z niego jaja, bo kazdy widzi, ze on sie tak troszke uwaza za cos lepszego niz reszta, chociaz jest pewien, ze nikt tego nie widzi. Glos zawsze powazny, ledwo sie usmiecha i wszystko jest dla niego bardzo kluczowa kwestia az do zrzygania.

Tak wiec ostatnio Steven zrobil sobie tatuaz na plecach i pochwalil sie komus w pracy. Jedna z dziewczyn zaczela mu usilnie tlumaczyc, ze musi sobie zdjac ta folie, ktora ma na tatuazu, bo ta folia jest tylko na kilka godzin, a nie na dluzej itd. I ona mu tak usilnie tlumaczyla i tlumaczyla, az w koncu Steven powiedzial, ze jak bedzie mial przerwe, to sobie ta folie zdejmie w toalecie. Na to jeden z chopakow (John) mowi: Wyobraz sobie, wchodzisz do meskiej toalety, a tam polnagi Steven. I sluchajcie, nie wiem co mi w tym momencie odjebalo, ale powiedzialam: ”Tylko nie upusc mydla.’ I wybuchl smiech calej druzyny…
A w miedzyczasie troche juz sie rozpakowalismy i zaczyna nam byc w nowym miejscu tak dobrze… To w koncu ten sam apartament, przy ogladaniu ktorego rozdziawilam buzie i powiedzialam ‚No, to jest warte tych pieniedzy,’ a potem L. mowil, ze mial nadzieje, ze chociaz troche zachowam pokerowa twarz. No, ale jemu latwo powiedziec, w koncu on pokerowa twarz ma praktycznie zawsze. Tak wiec zaczelam znowu gotowac i piec, no bo to jest przeciez cos, co lubie najbardziej. Narobilam juz nie wiem ile muffinek, ale na szczescie L. zawsze je szybko zjada, wiec mozna zrobic nastepne. Poza tym znowu pieke chleb, z ziolami, z serem, z czym tylko dusza zapragnie i jemy wspaniale sniadania, a ja obkladam kanapki chrupiaca papryka, albo pomidorami, na ktore miele duzo czarnego pieprzu, mniam. A co do gotowania, to byl juz kurczak w miodzie, wieprzowina w jablkach i sos do makaronu z porami.  Mniam mniam.
A przy okazji znow mielismy tu powodz. W Cork powodz jest raz w roku, jak nie dwa, ale nikt jakos nie buduje walow przeciwpowodziowych, wrecz buduja domy i centra handlowe na samych brzegach rzek. W Irlandii zycie jest troche absurdalne, tak jak za komuny, tylko po kapitalistycznemu. Podobno manager jednego z pubow plakal na antenie lokalnego radia, bo powodz zrobila ogromne szkody, tak wiec nie mozna powiedziec, ze te wydarzenia nie wplywaja na zycie ludzi. To jednak nie zmienia fakty, ze w przyszlym roku znowu bedzie powodz, jak nie zaleje tego pubu, to cos innego zamiast i znowu bedzie placz. Kiedy pyta sie o to Irlandczykow, to mowia, ze nie da sie nic z tym zrobic, bo jest zbyt duzo wody wokol… I tak to zycie plynie. Tym razem zalalo takze Tesco, bank (w ktorym mam konto), Marks&Spencer, sklep zoologiczny, chinska restauracje i McDonalds…

poczula taki niepokoj

Wiecie co nam sie w pracy zdarzylo?
Jakies 7 miesiecy temu zatrudnilam pewna pania, nazwijmy ja K., chociaz tak naprawde to chyba nikt nie wie, jak on a sie nazywa. Na rozmowie kwalifikacyjnej na samym poczatku zachowywala sie troszke jakby ktos ja walnal w glowe, albo jakby sie nacpala, ale po pierwszym pytaniu szybko sie rozkrecila, odpowiadala z sensem i pojeciem na pytania, a jej CV mowilo, ze miala doswiadczenie w tej samej branzy itd. Potem przyszla na trening i zaraz po kilku dniach treningu poproszono ja, zeby pomogla innej druzynie odbierac telefony w sobote. Miala juz pelny trening, od poczatku bylo wiadomo, ze praca jest rowniez w soboty, wiec nikt nie widzial probelmu. Oprocz jej samej. Przyszla rzeczywiscie w ta sobote, ale znow zachowanie takie troche jak za mgla i slaba kumacja. Posadzili ja przy kompie i telefonie i po trzech polaczeniach ona poszla do managera tej druzyny ‚porozmawiac’. Powiedziala, ze ona sie nie czuje przygotowana do odbierania telefonow i ze w ogole ona sobie to jakos inaczej wyobrazala i w ogole no ona tak nie moze po prostu usiasc i odbierac. Ten manager nie mial czasu na takie gadki, bo wlasnie dlatego potrzebowal zoltodziobow do odbierania, bo mial nawalnice przychodzacych polaczen i musial zajmowac sie gaszeniem polaczeniowych pozarow, a nie gadka szmatka. Wyslal wiec ta pania do domu. Ona poszla do samochodu i z tego samochodu zadzwonila do mnie. Ja bylam w domu i o dziwo w sobote mialam wolne. Pamietam, ze gotowalam zupe, a ona mi pieprzyla i pieprzyla do tego telefonu. Ze ona nie moze tak odbierac, ze ona sie nie czuje przygotowana, ze ona poczula taki niepokoj, kiedy ona miala odbierac, ze ona nie wiedziala, co miala robic i ze ona w ogole sie nie czula na silach i ze w ogole, w ogole, telefon byl taki straszny. Ja mieszalam zupe jedna reka, a druga sie staralam kroic warzywa, bo nie mialam przy sobie zestawu sluchawkowego. W koncu jakos ta kobieta sie chyba wyskarzyla za wszystkie czasy i rozmowa sie skonczyla. Nastepnego dnia mi wyslala smsa, ze rezygnuje z pracy. No i lepiej, bo co ja bym z nia zrobila, skoro sie telefonu boi? No i cala sprawa zapomniana, az do dzisiaj.
Zauwazylam znajoma twarz posrod zoltodziobow, ktorzy sa na treningu. Odciagnelam trenerke na bok i pytam sie jak ta babka ma na imie, bo wydaje mi sie, ze ja znam. Trenerka mowi, za babka ma na imie U. Zaraz do mnie ta cala historia wrocila i przysiegam Wam, ze to ta sama babka, tylko wtedy podawala sie za K. Ktos inny ja przesluchal i zatrudnil, widocznie znowu zaaplikowala. Nie wiem, w CV mozna sobie wszystko wypisac, ale jak przyjdzie do wyplaty, to trzeba bedzie podac numer podatkowy, a dwoch roznych to raczej nikt nie ma, no chyba, ze kupil drugi na czarnym rynku. Hehe, smiac mi sie chce, jak ja widze. Ona tez pare razy na mnie dziwnie spojrzala, ale chyba udaje, ze ona, to nie ona…

Wiecie co nam sie w pracy zdarzylo?

Jakies 7 miesiecy temu zatrudnilam pewna pania, nazwijmy ja K., chociaz tak naprawde to chyba nikt nie wie, jak on a sie nazywa. Na rozmowie kwalifikacyjnej na samym poczatku zachowywala sie troszke jakby ktos ja walnal w glowe, albo jakby sie nacpala, ale po pierwszym pytaniu szybko sie rozkrecila, odpowiadala z sensem i pojeciem na pytania, a jej CV mowilo, ze miala doswiadczenie w tej samej branzy itd. Potem przyszla na trening i zaraz po kilku dniach treningu poproszono ja, zeby pomogla innej druzynie odbierac telefony w sobote. Miala juz pelny trening, od poczatku bylo wiadomo, ze praca jest rowniez w soboty, wiec nikt nie widzial probelmu. Oprocz jej samej.

Przyszla rzeczywiscie w ta sobote, ale znow zachowanie takie troche jak za mgla i slaba kumacja. Posadzili ja przy kompie i telefonie i po trzech polaczeniach ona poszla do managera tej druzyny ‚porozmawiac’.

Powiedziala, ze ona sie nie czuje przygotowana do odbierania telefonow i ze w ogole ona sobie to jakos inaczej wyobrazala i w ogole no ona tak nie moze po prostu usiasc i odbierac. Ten manager nie mial czasu na takie gadki, bo wlasnie dlatego potrzebowal zoltodziobow do odbierania, bo mial nawalnice przychodzacych polaczen i musial zajmowac sie gaszeniem polaczeniowych pozarow, a nie gadka szmatka. Wyslal wiec ta pania do domu.

Ona poszla do samochodu i z tego samochodu zadzwonila do mnie. Ja bylam w domu i o dziwo w sobote mialam wolne. Pamietam, ze gotowalam zupe, a ona mi pieprzyla i pieprzyla do tego telefonu. Ze ona nie moze tak odbierac, ze ona sie nie czuje przygotowana, ze ona poczula taki niepokoj, kiedy ona miala odbierac, ze ona nie wiedziala, co miala robic i ze ona w ogole sie nie czula na silach i ze w ogole, w ogole, telefon byl taki straszny. Ja mieszalam zupe jedna reka, a druga sie staralam kroic warzywa, bo nie mialam przy sobie zestawu sluchawkowego. W koncu jakos ta kobieta sie chyba wyskarzyla za wszystkie czasy i rozmowa sie skonczyla. Nastepnego dnia mi wyslala smsa, ze rezygnuje z pracy. No i lepiej, bo co ja bym z nia zrobila, skoro sie telefonu boi? No i cala sprawa zapomniana, az do dzisiaj.

Zauwazylam znajoma twarz posrod zoltodziobow, ktorzy sa na treningu. Odciagnelam trenerke na bok i pytam sie jak ta babka ma na imie, bo wydaje mi sie, ze ja znam. Trenerka mowi, za babka ma na imie U. Zaraz do mnie ta cala historia wrocila i przysiegam Wam, ze to ta sama babka, tylko wtedy podawala sie za K. Ktos inny ja przesluchal i zatrudnil, widocznie znowu zaaplikowala. Nie wiem, w CV mozna sobie wszystko wypisac, ale jak przyjdzie do wyplaty, to trzeba bedzie podac numer podatkowy, a dwoch roznych to raczej nikt nie ma, no chyba, ze kupil drugi na czarnym rynku. Hehe, smiac mi sie chce, jak ja widze. Ona tez pare razy na mnie dziwnie spojrzala, ale chyba udaje, ze ona, to nie ona…

Trenerka sie ze mnie smieje, ze moze mi sie tylko wydaje, ze to ta sama osoba, ale jesli nie ta sama, to musi byc blizniaczka.

Ludzie sa dziwni, ale moze tym razem sie nie bedzie bala tego telefonu?

Fifty Six

Przeprowadzka w pelni. Nowe miejsce juz nazywamy ‚domem’, podczas, kiedy na stare mowimy ‚Fifty six’ od numeru domu. W nowym domu mamy porzadek w kuchni, sypialni i w lazienkach, a oprocz tego sa pudla i torby porozstawiane gdzie sie tylko da. Powoli po pracy rozpakowujemy te pudla, przy okazji przywozac nowe. Wczoraj mielismy nadzieje juz pojechac ostatni raz do 56 i wziac ostatnie pudla, ale kiedy tam weszlismy i sie rozejrzelismy, to nam sie na maksa odechcialo i tylko wzielismy ostatnia duza rzecz – taki regal, a reszte zostawilismy i pojedziemy w niedziele.
Juz jestesmy calkiem zakochani w nowym miejscu, a szczegolnie w niesamowicie relaksujacym widok z okien. Mieszkamy na piatym pietrze i nasz balkon jest w otoczeniu czubkow drzew. Niesamowicie jest tam fajnie.
Przy okazji poki co w salonie odkopalismy tylko kilka filmow i boxsetow do ogladania na TV, wiec wybor poki co niewielki. Wczoraj znalazlam boxset pieciu sezonow Sex and The City, ktory L. dostal kiedys w prezencie od kogos jako zart. Wlaczylam sezon drugi (nie wiem, czemu akurat drugi) i ciekawe jest, ze znow pisze na moim blogu o Sex and The City. Fascynujacy to serial, poraza mnie i szokuje. Od razu mi sie przypomina, dlaczego nie zdecydowalismy sie na kanaly telewizyjne w domu. Nie mam telewizji juz od lat i za kazdym razem jak jade do Polski i u rodziny ogladam, to szokuje mnie ten wynalazek swoja agresywna walka o uwage i stan stuporu w jaki sie wpada siedzac przed ekranem…
A Sex and The City jest oczywiscie dla mnie ciekawy jeszcze z innego powodu, a konkretnie z powodu swojej tresci. SATC jest takim zawoalowanym produktem patriarchatu. Z jednej strony te kobiety sa takie niby wyzwolone, niezalezne itd., a z drugiej jedynym sensem ich zycia jest zwiazac sie z wlasciwym mezczyzna…
Sa zdecydowanie w bardzo uprzywilejowanym miejscu w spoleczenstwie, tylko jedna ma jakas prace sensowna (Miranda, ktora jest prawnikiem), a reszta jakies fiubzdziu, czyli jedna pisze felieton o seksie (wydaje sie, ze nie ma poza tym nic do roboty), druga jest jedno-osobowa agencja PR, a trzecia sprzedaje dziela sztuki. Nikt w tym serialu nie zastanawia sie, ze oprocz pani prawnik, ktora ciezko pracowala na studiach, to jak one zostaly tymi bogatymi, nicnierobiacymi kobietami. To sa jakies mokre fantazje pani Gieni, ktorej ciezko dociagnac do pierwszego na pensji minimalnej. Jak zabawa lalkami Barbie jak sie bylo mala dziewczynka – wszystkie sobie wyobrazalysmy, ze status spoleczny naszych Barbie, to conajmniej Crystal z Dynastii, nie?
No, ale poza slabym wytlumaczeniem sytuacji bohaterek, jest jeszcze wiecej ciekawych kaskow.
Mnie oczywiscie najbardziej interesuje zwiazek tych kobiet z mezczyznami oraz ich poglady na temat seksu.
Jesli chodzi o seks, to prawie w kazdym odcinku w drugim sezonie ktoras z bohaterek idzie z kimstam do lozka. Ten ktostam zawsze ma w sobie cos unikalnego i specjalnego, kazdy costam lubi. Jednak te bohaterki z jednej strony wyzwolone itd. dosc szybko podporzadkowuja sie schematowi, ze to, co inne jest jednak oblesne i spieprzaja z ich sypialni czym predzej.
I tu wlasnie jest to podwojne dno produktu, jakim jest SATC. Z jednej strony badz wyzwolona, bo to teraz takie modne, badz niezalezna, pewna siebie, modnie ubrana i piekna. Z drugiej strony jednak nie badz tak naprawde ciekawa siebie i swiata, nie odkrywaj niczego, nie eksploruj, pozostan w swoim zakutym lbie i tam siedz, bo takie sa reguly bycia atrakcyjna, a bycie atrakcyjna jest obowiazkiem kazdej kobiety. Dziwnosc mozesz ewentualnie tolerowac, jesli facet kupuje Ci w zamian drogie prezenty, ale na pewno sie nie mozesz ta dziwnoscia cieszyc…
Drugim interesujacym elementem jest dla mnie zwiazek Carrie i Mr Big’a. Oto glowna bohaterka znajduje chlopa swoich marzen, podobno. Jest on starszy i w ogole caly czas zachowuje sie jak jej ojciec, ale niektorym to przeciez pasuje. Co mnie w tym wszystkim wrecz przeraza, to jak bardzo ona sie zachowuje przy nim jak dziecko lub niedorozwinieta nastolatka, a on w zamian traktuje ja jakby byla jego coreczka niespelna rozumu, ktora wlasnie wrocila z odsiadki w psychiatryku, ale tez traktuje ja jak przedmiot sluzacy jego przyjemnosci. Moze to sa ostre slowa na jakistam serial telewizyjny, ale ten serial jest tym obrzydlistwem przepelniony. Carrie dzwoni do niego w nocy, zeby porozmawiac o czyms, co nia wstrzasnelo i co jest dla niej wazne, a on obraca to w zart i zbywa temat krotkimi odpowiedziami, a nastepnie namawia ja, zeby mu opisala co ma na sobie, bo on musi miec jakis obraz jej seksownego ciala, kiedy tak rozmawiaja. Ale Carrie to wcale nie uwlacza, bo przeciez ona rzeczywiscie jest tak strasznie ‚needy’, zdesperowana, ze cala soba pokazuje mu ciagle, ze zrobi wszystko, zeby on tylko raczyl z nia byc i sie nia zajal i wogole nazwal ja swoja dziewczyna przy innych. O matko, jak w podstawowce.
A tysiace kobiet to ogladaja…
Ja tez jeszcze poogladam, bo to jak wypadek na drodze. Niby wiesz, ze trzeba przejechac obok i nie zwalniac, ale nie mozesz przestac sie gapic na ten horror…

Przeprowadzka w pelni. Nowe miejsce juz nazywamy ‚domem’, podczas, kiedy na stare mowimy ‚Fifty six’ od numeru domu.

W nowym domu mamy porzadek w kuchni, sypialni i w lazienkach, a oprocz tego sa pudla i torby porozstawiane gdzie sie tylko da. Powoli wieczorami rozpakowujemy te pudla, przy okazji przywozac nowe. Wczoraj mielismy nadzieje juz pojechac ostatni raz do 56 i wziac ostatnie pudla, ale kiedy tam weszlismy i sie rozejrzelismy, to nam sie na maksa odechcialo i tylko wzielismy ostatnia duza rzecz – taki regal, a reszte zostawilismy i pojedziemy w niedziele.

Juz jestesmy calkiem zakochani w nowym miejscu, a szczegolnie w niesamowicie relaksujacym widoku z okien. Mieszkamy na piatym pietrze i nasz balkon jest w otoczeniu czubkow drzew. Niesamowicie jest tam fajnie.

 

Przy okazji poki co w salonie odkopalismy tylko kilka filmow i boxsetow do ogladania na TV, wiec wybor poki co niewielki. Wczoraj znalazlam boxset pieciu sezonow Sex and The City, ktory L. dostal kiedys w prezencie od kogos jako zart. Wlaczylam sezon drugi (nie wiem, czemu akurat drugi) i ciekawe jest, ze znow pisze na moim blogu o Sex and The City.

Fascynujacy to serial, poraza mnie i szokuje. Od razu mi sie przypomina, dlaczego nie zdecydowalismy sie na kanaly telewizyjne w domu. Nie mam telewizji juz od lat i za kazdym razem jak jade do Polski i u rodziny ogladam, to szokuje mnie ten wynalazek swoja agresywna walka o uwage i stan stuporu w jaki sie wpada siedzac przed ekranem…

A Sex and The City jest oczywiscie dla mnie ciekawy jeszcze z innego powodu, a konkretnie z powodu swojej tresci. SATC jest takim zawoalowanym produktem patriarchatu. Z jednej strony te kobiety sa takie niby wyzwolone, niezalezne itd., a z drugiej jedynym sensem ich zycia jest zwiazac sie z wlasciwym mezczyzna… Wszystkie cztery sa zdecydowanie w bardzo uprzywilejowanym miejscu w spoleczenstwie, tylko jedna ma jakas prace sensowna (Miranda, ktora jest prawnikiem), a reszta jakies fiubzdziu, czyli jedna pisze felieton o seksie (wydaje sie, ze nie ma poza tym nic do roboty), druga jest jedno-osobowa agencja PR, a trzecia sprzedaje dziela sztuki. Nikt w tym serialu nie zastanawia sie, ze oprocz pani prawnik, ktora ciezko pracowala na studiach, to jak one zostaly tymi bogatymi, nicnierobiacymi kobietami.

To sa jakies mokre fantazje pani Gieni, ktorej ciezko dociagnac do pierwszego na pensji minimalnej. Jak zabawa lalkami Barbie jak sie bylo mala dziewczynka – wszystkie sobie wyobrazalysmy, ze status spoleczny naszych Barbie, to conajmniej Crystal z Dynastii, nie?

No, ale poza slabym wytlumaczeniem sytuacji bohaterek, jest jeszcze wiecej ciekawych kaskow.Mnie oczywiscie najbardziej interesuje zwiazek tych kobiet z mezczyznami oraz ich poglady na temat seksu. Jesli chodzi o seks, to prawie w kazdym odcinku w drugim sezonie ktoras z bohaterek idzie z kimstam do lozka. Ten ktostam zawsze ma w sobie cos unikalnego i specjalnego, kazdy costam lubi. Jednak te bohaterki z jednej strony wyzwolone itd. dosc szybko podporzadkowuja sie schematowi, ze to, co inne jest jednak oblesne i spieprzaja z ich sypialni czym predzej. I tu wlasnie jest to podwojne dno produktu, jakim jest SATC.

Z jednej strony badz wyzwolona, bo to teraz takie modne, badz niezalezna, pewna siebie, modnie ubrana i piekna. Z drugiej strony jednak nie badz tak naprawde ciekawa siebie i swiata, nie odkrywaj niczego, nie eksploruj, pozostan w swoim zakutym lbie i tam siedz, bo takie sa reguly bycia atrakcyjna, a bycie atrakcyjna jest obowiazkiem kazdej kobiety. Dziwnosc mozesz ewentualnie tolerowac, jesli facet kupuje Ci w zamian drogie prezenty, ale na pewno sie nie mozesz ta dziwnoscia cieszyc…

 

Drugim interesujacym elementem jest dla mnie zwiazek Carrie i Mr Big’a. Oto glowna bohaterka znajduje chlopa swoich marzen, podobno. Jest on starszy i w ogole caly czas zachowuje sie jak jej ojciec, ale niektorym to przeciez pasuje. Co mnie w tym wszystkim wrecz przeraza, to jak bardzo ona sie zachowuje przy nim jak dziecko lub niedorozwinieta nastolatka, a on w zamian traktuje ja jakby byla jego coreczka niespelna rozumu, ktora wlasnie wrocila z odsiadki w psychiatryku, ale tez traktuje ja jak przedmiot sluzacy jego przyjemnosci. Moze to sa ostre slowa na jakistam serial telewizyjny, ale ten serial jest tym obrzydlistwem przepelniony.

Carrie dzwoni do niego w nocy, zeby porozmawiac o czyms, co nia wstrzasnelo i co jest dla niej wazne, a on obraca to w zart i zbywa temat krotkimi odpowiedziami, a nastepnie namawia ja, zeby mu opisala co ma na sobie, bo on musi miec jakis obraz jej seksownego ciala, kiedy tak rozmawiaja. Ale Carrie to wcale nie uwlacza, bo przeciez ona rzeczywiscie jest tak strasznie ‚needy’, zdesperowana, ze cala soba pokazuje mu ciagle, ze zrobi wszystko, zeby on tylko raczyl z nia byc i sie nia zajal i wogole nazwal ja swoja dziewczyna przy innych.

O matko, jak w podstawowce.

A tysiace kobiet to ogladaja…

Ja tez jeszcze poogladam, bo to jak wypadek na drodze. Niby wiesz, ze trzeba przejechac obok i nie zwalniac, ale nie mozesz przestac sie gapic na ten horror…

Na bardziej profesjonalna analize zapraszam tu: (po angielsku)

 

60cio

Dzisiaj przyszedl do mnie manager sasiedniej druzyny i powiedzial, ze potrzebuje, zeby jego ludzie przez nastepne dwa tygodnie pracowali po 60 godzin tygodniowo, bo inaczej sie nie wyrobi.
Znam to na pamiec, jak to jest, jaks sie nie mozna wyrobic, nieraz i mnie to spotyka z moimi trzema druzynami. Tak wiec wspomniany manager (J.) zrobil grafik na te 60 godzin zaczynajac od poniedzialku i przedstawil podwladnym. Jeden z nich oznajmil mu po prostu, ze nie bedzie tyle pracowal, bo to lamie jego prawa i ze on sie w ogole nie zgadza.
Manager przyszedl do mnie zapytac sie, czy 60cio godzinny tydzien pracy lamie prawo.
Ja od razu wyciagnelam na puplit stosowny akt prawny (juz samo to, ze wiedzialam ktory i ze potrafilam do niego dotzrec w ciagu 15 sekund mnie wprawilo w dume) i zaraz wyszukalam, ze jesli tydzien pracy nie przekracza srednio 48 godzin w ciagu ostatnich miesiecy, to wszystko jest zgodne z prawem. Na widok tego aktu J. az jeknal i powiedzial, ze by go to zabilo czytac cos takiego.
Na to manager J. zapytal co sie stanie, lub co sie powinno stac, jesli pracownik po prostu sie nie stawi do pracy, albo pojdzie do domu wczesniej i na to tez umialam odpowiedziec, nawet z pamieci.
Normalnie jestem z siebie dumna.

Dzisiaj przyszedl do mnie manager sasiedniej druzyny i powiedzial, ze potrzebuje, zeby jego ludzie przez nastepne dwa tygodnie pracowali po 60 godzin tygodniowo, bo inaczej sie nie wyrobi. Znam to na pamiec, jak to jest, jaks sie nie mozna wyrobic, nieraz i mnie to spotyka z moimi trzema druzynami.

Tak wiec wspomniany manager (J.) zrobil grafik na te 60 godzin zaczynajac od poniedzialku i przedstawil podwladnym. Jeden z nich oznajmil mu po prostu, ze nie bedzie tyle pracowal, bo to lamie jego prawa i ze on sie w ogole nie zgadza. Manager przyszedl do mnie zapytac sie, czy 60cio godzinny tydzien pracy lamie prawo. Ja od razu wyciagnelam na puplit stosowny akt prawny (juz samo to, ze wiedzialam ktory i ze potrafilam do niego dotrzec w ciagu 15 sekund mnie wprawilo w dume) i zaraz wyszukalam, ze jesli tydzien pracy nie przekracza srednio 48 godzin w ciagu ostatnich czterech miesiecy, to wszystko jest zgodne z prawem. Na widok tego aktu J. az jeknal i powiedzial, ze by go to zabilo czytac cos takiego.

Na to manager J. zapytal co sie stanie, lub co sie powinno stac, jesli pracownik po prostu sie nie stawi do pracy, albo pojdzie do domu wczesniej i na to tez umialam odpowiedziec, nawet z pamieci.

Normalnie jestem z siebie dumna.

trawniczek wielkosci stolu w kuchni

Przeprowadzamy sie (znow). Tym razem jednak ostroznie i systematycznie wybralismy nasze ostatnie mieszkanie w Irlandii. Tak postanowilismy, ze nawet jesli zmienimy prace itd., to juz sie nie bedziemy w Irlandii przeprowadzac i ze nastepna przeprowadzka bedzie do Norwegii.

Mieszkania ogladalismy przez caly dzien, ja wczesniej obdzwonilam rozne agencje i prywatnych wlascicieli, ktorzy glaszali mieszkania. Mielismy wiec spotkanie co godzine i L. tylko zajmowal sie trafianiem do tych adresow. Taki u nas podzial obowiazkow, ze ja gadam z ludzmi, a on nas transportuje. Odwrotnie tez bysmy umieli, ale wolimy tak.

Widzielismy tego dnia niejednego agenta nieruchomosci (agentke w sumie, bo wszystkie byly kobietami) i kazda z nich byla troche… prostaczka. Krzyczaly w tych mieszkaniach, tak jakbysmy byli glusi. Jedna sie tak darla, ze my ciagle przechodzilismy do innego pomieszczenia w mieszkaniu, zeby byc jak najdalej. Wszystkie byly spoznione na nasze spotkania, jedna agencja wrecz ‚zapomniala’, ze miala z nami spotkanie…
W mieszkaniach zastalismy naprawde rozne warunki, czasami za te same pieniadze, co o wiele lepsze mieszkanie za rogiem. Jedno mieszkanie, ktore odwiedzilismy bylo wrecz okropne. Tzn. mam na mysli, ze bylo okropne, jak za cene, ktora trzeba bylo zaplacic, bo jesli ktos by mi to mieszkanie wynajal moze za polowe ceny, to by nie bylo takie zle. Widoki ze wszystkich okien byly dosc nieprzyjemne, z jednej strony na takie wspolne podworze zapchane samochodami bez litosci i malutki trawniczek wielkosci stolu w kuchni, a z drugiej strony na bardzo waska ulice. Do tego w lazience bylo tak srednio, nie bylo w niej okna, kafelki tylko na podlodze i stara, plastikowa kabina prysznicowa. W sypialniach odkrylismy, ze ogrzewanie bylo w calosci elektryczne, co tutaj jest czeste, ale w tym mieszkaniu byly same grzejniki konwektorowe, a nie akumulacyjne. Oczywiscie agentka wrzeszczac na nas jak nienormalna nie wspomniala o tym, ze placilibysmy tam prawdopodobnie po kilkaset euro miesiecznie w zimie.

Potem przy okazji dodala, ze jest miesieczna oplata 30 euro za utrzymanie tych miniaturowych trawnikow, a w kuchni mnie cos tknelo, zeby uniesc lezace na blacie kuchennym tacki i zobaczylam blat tak pokrojony i pociety, jakby nigdy nikt tam nie uzywal deski. Od razu sie wyjasnilo, czemu te tacki tam lezaly… Ogolnie wrazenie bylo dosc okropne, ale mowie, ze nie byloby takie zle za pol ceny, dlatego, ze za trzydziesci euro miesiecznie wiecej, w tej samej dzielnicy ogladalismy mieszkanie takich samych rozmiarow, w nowym, nowoczesnym budynku z podziemnym parkingiem, ogrzewaniem gazowym, bez oplat za trawniki, ale za to z oplata za smieci wliczona w czynsz. Byl tam tez balkon, sliczna lazienka, osobne male pomieszczenie na pralke i suszarke i bardzo ladna, nowoczesna kuchnia ze zmywarka. Nie wzielismy tamtego, ale napewno uswiadomilismy sobie, ze warto mieszkania poogladac.
Zakochalismy sie wreszcie w jednym mieszkaniu, za ktore jeszcze tego wieczora zaplacilismy oplate rezerwacyjna. Jest troche w gornej granicy tego, co chcemy placic, ale oboje uznalismy, ze jest tego warte.