Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« gru   lut »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Styczeń 2012

przeciez cos sie zmienia co godzine

Kochani!

Przeczytalam ksiazke pt. ‚Przebiegum Zyciae’ Piotra Czerwinskiego i musze Wam o niej powiedziec.
Jest to ksiazka o polskich emigrantach, mieszkajacych w Irlandii, napisana takim bardzo wymyslnym polsko-angielskim. Jezyk dosc ciekawy, chociaz nie do konca mnie przekonal. Ja sama mieszkam poza granicami Polski juz niedlugo bedzie siedem lat i owszem mam problemy z przypomnieniem sobie polskich slow i czesto czuje, ze polskie slowa nie pasuja do tutejszej rzeczywistosci, poniewaz nie sa doskonalymi odpowiednikami, wiec ja takze uzywam angielskich. W tej ksiazce jednak jest ich czasami troche za duzo i przez to trudno sobie wyobrazic, ze ktos naprawde uzywalby tego jezyka.

Jesli chodzi o tresc ksiazki, to jest w niej bardzo duzo szczegolow, ktore i ja bardzo dobrze znam z irlandzkiej rzeczywistosci i potwierdzam, ze sa prawdziwe. Jest tam mowa o tym, ze wielu Irlandczykow mowi po angielsku bardzo niepoprawnie, oraz na swoj wlasny sposob, ktory jest trudno zrozumiec. Z wlasnego doswiadczenia moge dodac, ze Irlandczycy czesto nie sa rozumiani przez inne angielskojezyczne narodowosci, co czesto obserwuje jesli zatrudnimy kogos z Anglii, lub Australii i ta osoba czesto ma duze problemy ze zrozumieniem tutejszych klientow przez telefon.

W ksiazce jest tez poruszony temat pogody, ktora tutaj faktycznie jest troche schizofreniczna, autor dosc trafnie pisze, ze tutaj cztery pory roku wystepuja kilka razy w ciagu jednego dnia, chociaz przy okazji w ciagu roku w sumie zadnych por roku nie ma, bo ciagle jest tak samo. Tak wlasnie jest, musze sie z tym zgodzic w stu procentach. Jak dla mnie to jest wlasnie dosc fascynujace, tak jakbysmy byli malutka wysepka w srodku oceanu i ocean czasami laczyl sie z niebem i po prostu pogoda jest kaprysna – jak to na statku. W sumie Irlandia wcale nie jest taka mala, ale ze wzgledu na ulozenie pradow oceanicznych jest tu wlasnie tak dziko. Ja sie staram patrzec na dobre strony, praktycznie nigdy nie ma mrozu, nie musze sie opatulac i ubierac w 10 warstw. Biorac pod uwage fakt, ze mam zamiar sie w przyszlosci przeprowadzic do Skandynawii, to ciesze sie tym, dopoki moge. Poza tym praktycznie nigdy nie ma upalow, czego jestem wielka fanka, bo nie przepadam za goraca pogoda. Moj wymarzony czas, zeby zwiedzac cieple kraje, to podczas ich zimy.

W ksiazce jest tez kilka innych elementow, ktore sa prawdziwe, ale jest tez bardzo duzo takich bardzo subiektywnych obserwacji.

Piotra Czerwinskiego znam z jego felietonow na wp, ktorych przeczytalam kilka, a potem przestalam, bo prawie z niczym, co on pisze sie nie zgadzam, a nawet jesli sie zgadzam, to nie uwazam, ze bycie tak strasznie wkurwionym na rzeczywistosc jest dobrym sposobem na zycie.

Oczywiscie mieszkajac tu tak dlugo, zauwazylam rzeczy, ktore mnie nieraz denerwuja i do ktorych sie nie umiem przyzwyczaic, ale o wiele, wiele wiecej rzeczy denerwowalo mnie w Polsce.

Podoba mi sie to, ze ludzie nie sa wscibscy, przez szesc lat mieszkania w tym kraju, tylko raz mnie zapytano jakiego jestem wyznania, podczas kiedy w Polsce byl to drazony non-stop temat, szczegolnie, ze jestem ateistka, wiec na samym zadaniu tego pytania sie nie konczylo, tylko zawsze byly pytania o sens mojego zycia, dlaczego nie wierze itd. Zawsze mnie to wkurwialo, bo nie jestem ateistka na pokaz, ani sie z tym nawet w ogole nie obnosze, wiec nie zycze sobie pytan. Jest to moja prywatna sprawa. Od kiedy mieszkam w Irlandii, czuje, ze szanuje sie moja prywatnosc w tym temacie, a takze w wielu innych.
Nie pyta sie mnie tu o to, ile waze i czy jestem zadowolona z tego jak wygladam itd. Tutaj to po prostu nie jest temat, podczas gdy w Polsce prawie codziennie sie ktos do mnie o to przypieprzal. Chuda nigdy nie bylam, wiec sie nasluchalam na maksa tego terroru chudosci.

Oczywiscie ten brak wscibstwa ma swoja druga twarz (jak wszystko). Rozmowy z nieznajomymi sa tu bardzo powierzchowne, rozmawia sie o pogodzie (sluszny tutaj temat, bo przeciez cos sie zmienia co godzine), albo o planach na weekend lub na urlop/swieta. Zaczepianie ludzi o takie bardziej prywatne sprawy jest uwazane za niegrzeczne i gwarantuje otrzymanie dziwnego spojrzenia. Mi to pasuje. Nie przypominam sobie, zebym w Polsce sie kiedys rzeczywiscie zaprzyjaznila z kims tylko dlatego, ze wypadalo omawiac jakies prywatne sprawy, podczas kiedy tu nie wypada. Moim zdaniem przyjaciele sa w zyciu jak zloto, i jesli maja nimi zostac, to takie ograniczenie kulturowe podczas pierwszej rozmowy tego nie zmieni.

Poza tym podoba mi sie to, ze ludzie sie tak desperacko do siebie nie porownuja i nie przechwalaja. Kazdy kazdego podziwia i docenia w pewnym sensie. Jesli przyjdziesz do pracy mowiac, ze np. kupiles nowy samochod, to ludzie wyjrza przez okno, zeby go zobaczyc, moze wyjda nawet na parking i na pewno palacze wracajac ze swojej przerwy na papierosa beda ci mowic, ze masz fajny samochod. Tak jakby kazdy sie cieszy z sukcesow innych. Oczywiscie nie przesadzajmy, nie jest to jakas Idylla i zdarzaja sie zazdrosnicy, czy jakies politykowanie. Jednak z reguly jest bardzo pozytywnie i jesli nawet ktos sie zachowuje w taki negatywny sposob, nie gratuluje ci sukcesu itd., to inni pytaja go, czy sie dobrze czuje.

W pewnym sensie panuje tu taka spoleczna naiwnosc, ludzie po prostu wierza, ze kazdy kazdemu dobrze zyczy i sa zdziwieni, kiedy tak nie jest. W firmach, w ktorych do tej pory pracowalam bardzo malo bylo jakichs ukladow itd., podczas gdy w kazdej firmie, w ktorej pracowalam w Polsce bylo takich klik i ukladow bardzo duzo. To sa tylko moje spostrzezenia i na pewno dla kazdego ta Irlandia wyglada inaczej.

Nie pasuje mi w ksiazce Czerwinskiego i w felietonach to, ze bardzo duzo jest wzmianek o tym, jak to imigranci sa calkowicie ignorowani przy awansach, nie sa przyjmowani do dobrych prac itd. I ze szczytem marzen Polaka w Irlandii jest praca na zmywaku, bo Irlandczycy nie potrzebuja Polakow do ambitnych zajec, tylko do czyszczenia kibli…

Zupelnie nie zgadza sie to z moim doswiadczeniem, faktycznie mialam tu raz nieambitna, glupia prace na samym poczatku, kiedy bylam przez cztery tygodnie kelnerka, ale na tym sie skonczylo. Wzielam tamta prace tylko dlatego, ze konczyla mi sie kasa i potrzebowalam sie gdzies na krotko zaczepic. Poza tamta, dosc niewdzieczna praca zawdzieczam Irlandii podroz przez rozne branze i dziedziny i znalezienie tego, co mnie naprawde interesuje i czym sie teraz zajmuje.

Jest taki komik Chris Rock, ktory mnie bardzo smieszy i on kiedys powiedzial, ze jesli sie ma prace, to sie ciagle patrzy na zegarek i za kazdym razem, jak sie na niego patrzy, to tam dopiero jedna minut a minela, a do konca jeszcze 5 godzin na przyklad. Podczas kiedy sie ma kariere, to sie przychodzi rano i nastepnym razem jak sie patrzy na zegarek, to juz nagle siedemnasta, a tu jeszcze tyle zajebistych rzeczy do zrobienia. I to wlasnie jego zdaniem jest roznica miedzy kariera, a praca. Ja Irlandii zawdzieczam kariere.

Podsumowanie

W roku 2011:
- zmienilam prace na taka, ktora lubie o sto razy bardziej
- dostalam w niej awans
- skonczylam pierwszy rok studiow
- zdalam dwa egzaminy na drugim roku
- napisalam poltorej rozdzialu do mojej pracy dyplomowej
- zrobilam na swieta pysznego makowca i pierogi
- zabralam L. do Polski, gdzie mu sie bardzo podobalo
- pojechalam z L. do Norwegii i poznalam cala jego rodzine (podobno mnie polubili)
- spedzilam dwa tygodnie na slodkim lenistwie, wspolnie z moja najlepsza przyjaciolka A.

Wcale nie byl to zly rok, i z radoscia zaczynam nastepny.