Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
Grudzień 2011
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2011

Ja oczywiscie zapomnialam kto mowi, podczas kiedy kto lamie.

Juz po swietach. Nagotowalam prosze panstwa w ilosciach odpowiednich. Zrobilam pierogi z kapusta i grzybami. Grzybow nie udalo mi sie dostac suszonych, takich z rodzaju borowik i kozlak, a jedyne jakie trafilam byly w polskim sklepie chinskie grzyby Mun. No coz, namoczylam, poszatkowalam, wrzucilam do kapusty i tez bylo pyszne.
Farszu oczywiscie zrobilam wiecej, niz pierogow, ale w tym dylemacie pomogl mi niezastapiony L., ktory razem ze mna w pierwszy dzien swiat dorobil 24 pierogi, ktore ja podgotowalam po minucie i wrzucilismy do zamrazalnika (ale mialam problem z napisaniem slowa ‚zamrazalnik’, wow) w workach po 12 pierogow. Bedziemy mieli takie super dwa obiady w styczniu, ze bedziecie wszyscy mi zazdroscic i zgrzytac zebami.
Oprocz pierogow zrobilam takze dwa makowce. Posluzylam sie przepisem z kotlet.tv. Wsypalam wszystko w takich ilosciach, jak ta dziewczyna na filmiku, ale podczas kiedy ona z tej miski po wymieszaniu tego ciasta miala taka jakby kule, to ja mialam praktycznie zupe… I taka to sprawiedliwosc jest. Z ciastem drozdzowym sie paprac po prostu nienawidze, wiec musicie sobie wyobrazic jak bardzo chcialam tego makowca, ze sie jednak papralam. Wyroslo pieknie, a przede wszystkim wreszcie poraz pierwszy udalo mi sie je tak zawinac posrod paprzacego sie ciasta, ze masa makowa w nim zostala, a nie wyplynela, ani nie wybulgotala makowymi bablami jak wulkan. Taka wiec dumna upieklam makowce i po przekrojeniu ukazal mi sie wzor prawie slimaka, pelen maku. Trzeba Wam wiedziec, ze w zeszlym roku, a takze przy kazdej poprzedniej probie robienia makowca, wiekszosc masy makowej mi zawsze gdzies uciekala, bo bylam niezreczna strasznie i tego maku bylo w ciescie niewiele. Tym razem jednak zwyciestwo! Ale niespodzianka: L. stwierdzil, ze to ciasto ma o wiele za duzo maku i ze on znacznie bardziej wolal, kiedy maku bylo ledwo co… Ale powiedzial, ze on rozumie, bo juz podczas pierwszych swiat spedzonych ze mna zauwazyl, ze jedzenie maku jest kwintesencja polskosci… Przynajmniej on tak to odbiera, bo Norwegom do glowy by nie przyszlo, zeby tak zrec mak jak my…
Nastepna potrawa, ktora zrobilam byl kurczak pieczony z ziemniakami slodkimi, normalnymi i z marchwia, wypchany jablkami i zawiniety w boczek. Jedlismy to w Wigilie miedzy innymi, bo ani w Norwegii, ani w Irlandii, w ktorej przeciez mieszkamy, nie ma tradycji niejedzenia miesa w Wigilie, wiec dwa do jednego: polska tradycja musiala sie ugiac.
Oprocz tego zrobilam salatke, na ktora przepis mam nie wiem skad, ale jest to taka zwykla salatka z jajkiem na twardo, gotowana marchewka, korzeniem pietruszki, piklami, groszkiem, porem i kupa majonezu. L. moglby tej salatce skladac poklony, tak kocha to ustrojstwo, ze ja juz dla niego nie istnieje, tylko ta salatka i salatka. Zarlby ja po prostu bez zadnego umiaru.Zrobilam jej wiec prawie, ze wiadro, zeby byl szczesliwy. Juz mnie zapytal, czy na nowy rok tez moglabym zrobic nastepne wiadro, ale kazalm najpierw zjesc to wiadro, ktore jest.
I na deser zrobilam jeszcze takie male ciasteczka z ciasta francuskiego, zawiniete w osobliwy ksztalt zwany ‚sloniowymi uszami.’ Zrobilam je z dzemem malinowym, poniewaz na wiekszosc klasycznych dodatkow do ciasta francuskiego L. jest uczulony.

Tak wiec zrobilismy barszcz z proszku w kubkach, ja wyciagnelam przyslany przez Babcie oplatek, rozlozylismy jedzenie na stole przykrytym obrusem przedstawiajacym snieg, Mikolaja, renifery i tego typu historie, zapalilismy swiece i polamalismy sie oplatkiem. Ja oczywiscie zapomnialam kto mowi, podczas kiedy kto lamie czyj oplatek. To jednak nie szkodzi, bo po zyczeniach i tak ja dostalam wiekszosc obu oplatkow do zjedzenia, bo L. sie to przykleja do podniebienia, a poza tym nie ma on doswiadczen z dziecistwa, kiedy to oplatek, to bylo cos super i w ogole sie zjadalo wszystkim doroslym.
Zjedlismy Wigilie i udalismy sie do sypialni rozpakowywac prezenty, ktore porozkladalismy na lozku.
Wszystko to bylo bardzo emocjonujace, dalismy sobie swietne prezenty, ktore sie nam bardzo podobaly. Ja miedzy innymi, dostalam Kindle, ktorego juz od dawna chcialam miec, wiec zaraz sie wzielam za czytanie kompletnie zaniedbujac moja papierowa ksiazke.
W drugie swieto bylam w pracy na szesc godzin, ale po pracy zrobilam dla L. ciasto czekoladowe, zeby nie musial biedaczek wpieprzac ciagle slodyczy, podczas kiedy ja jem makowca.

Oprocz tych wszystkich wspanialosci, odkrylam calkiem nowa ceche mojego organizmu (na bezsennosci sie nie skonczylo, a zreszta jakos z ta bezsennoscia zaczelam sobie o wiele lepiej radzic). Otoz po jakichs dwoch miesiacach, jak nie dluzej, wystepujacego nagle uczucia, ze zaraz sie zrzygam wystepujacego razem z odjazdowym bolem glowy, trwajacego po kilka godzin, wreszcie doszlam do tego, co jest powodem. Udalo mi sie juz nawet sprawdzic ta hipoteze poprzez usuniecie szkodliwego czynnika, ale sama jeszcze nie wierze, ze oto koniec moich problemow. Okazuje sie, ze nagle nie toleruje mleka… 28 lat je pilam i nic mi nie bylo, az nagle nie i koniec.
Tak wiec skonczyly sie moje latte i capuccino. Skonczyl sie jogurcik. Na cale szczescie od sera mnie nie wykreca, tylko od mleka. Tesknie za latte, ale chetnie pije zielona herbate, cieszac sie tym, ze jest przeciez o wiele zdrowsza. A poza tym bylam kilka razy tak od tego mleka chora, czulam sie po prostu tak strasznie, ze to niepicie latte jest niewielka cena. Przyznaje jednak, ze za poranna kawa z mlekiem w domu mi sie teskni bardzo. :(
W pracy podpowiedzieli mi, ze powinnam poszukac w sklepie mleka ryzowego, ktore podobno jest znosne z kawa, a takze jakiegos specjalnego mleka z usunieta laktoza. Pewnie bedzie ono kosztowalo po €5 za litr, ale raz na jakis czas przynajmniej wypilabym kawe.

A cukru ani na naszym, ani na innym stole nie bylo.

Wesolych Swiat 2011 i Nowego Roku 2012!
Ciekawe, jaki bedzie ten nastepny rok.

Poki co, to ze spraw codziennych i roznych, to wyjechalismy z L. na wycieczke w ostatni weekend. Pomysl polegal na tym, zeby pojechac gdzies na jeden krotki weekend i sie od tego wszystkiego ‚oderwac’. Tak wiec zabukowalismy hotel i jazda. Po pierwsze samochod L. byl u mechanika, tak wiec musielismy jechac moim. Moj samochod jest zajebisty, ale ostatnio zepsulo sie w nim ogrzewanie… Ale ja twardo, owinelam sie kocem, az L. sie zapytal, czy ja jade na saniach i pojechalismy. Przy okazji musze wspomniec, ze byla to Sobota wieczor, oboje pracowalismy, wiec moglismy sie dopiero wybrac o siodmej wieczorem, a ja bylam tak przeziebiona, ze w ogole ledwo moglam mowic…
Ale z jakiegos powodu i tak postanowilismy pojechac.
W samochodzie bylo fajnie przez pierwsza godzine, jednak kiedy w calkowitych ciemnosciach i bez zadnej latarni na horyzoncie przedzieralismy sie przez kolejne wioski na klifach i skalach w drodze do Baltimore, to zrobilo sie mniej fajnie. I zimno.
Nagadalismy sie przy okazji o wszystkim, ale pod koniec juz naprawde chcialam byc na miejscu. Mialam goraczke, lalo mi sie z nosa i chcialam sie po prostu polozyc do lozka. A na koniec jeszcze zrobilismy sie strasznie glodni.
Wreszcie, po dwoch godzinach jazdy w kompletnych ciemnosciach drogami wezszymi od oczka w igle i pomiedzy wysokimi trzcinami, bluszczem i krzakami (tak cala Irlandia wyglada – labirynt krzakow), dojechalismy do hotelu, ktorego tablica wylonila sie przed nami calkiem nagle, po wyjechaniu z kolejnego tunelu roslinnosci.
Ku naszej radosci okazalo sie, ze restauracja w hotelu jest wciaz otwarta. Nie mielibysmy sily juz nigdzie jezdzic, chyba bysmy musieli po prostu w barze kupic jakies czekoladki i na nich przezyc, gdyby nie ta restauracja. Tak wiec zasiedlismy sobie przy stoliku. Obslugiwaly nas kolejno Francuska, Polka i Irlandka. Francuska obslugiwala nas z taka rezerwa, jakby jej to calkiem uwlaczalo, ze chcemy cos zamowic.
Dostalismy menu, a w nim wszystko z ryba. Czesto lubie rybe, ale tego wieczora nie moglam po prostu zniesc mysli o jedzeniu ryby. Po gapieniu sie w menu przez 10 minut wciaz nie mialam ochoty na kompletnie nic z tej calej karty, tak wiec kiedy przyszla Polka, zapytalam ja, co mi poleca. Juz mi bylo wszystko obojetnie, chcialam po prostu cos zjesc, a przy okazji padalam na twarz, wiec zlapalabym sie pierwszej propozycji. Ale z Polka nie bylo tak latwo wcale. Ona po prostu wymienila jednym ciurkiem wszystko, co bylo w karcie. Tak wiec ja zapytalam, czy mi cos poleci. A ona na to: ‚To ja przyjde pozniej, jak sie zdecydujecie.’ No, to mi wcale nie pomoglo. W koncu zamowilam jakis makaron z czymstam (o dziwo znalazlam cos bez ryby) i L. zamowil tez cos i czekamy. W miedzyczasie przyszla irlandzka kelnerka, ktora byla autentycznie bardzo mila (dla odmiany) i przyniosla mi moja herbate z miodem i z cytryna (musialam specjalnie dodac, ze ma byc bez mleka, ale udalo sie.)
Kiedy posilek przyszedl na stol, to okazalo sie, ze makaron byl paskudny, z papryka praktycznie surowa i kawalkami kurczaka wysuszonymi prawie na wior chyba w mikrofalowce. Do tego wszystko bylo ‚ozdobione’ suchym jakims ziolem, tak jakos przypadkowo pozypanym wokol talerza. Zjadlam tyle, zeby juz nie umierac z glodu, ale bylo to wstretne. L. jakos tez przelknal swoje, a byl to burger wegetarianski, do ktorego byly ziemniaki kompletnie bez zadnego smaku.
W Irlandii z reguly mi smakuje, co daja, ale tym razem bylo wszystko raczej okropne.
Potem zamowilismy deser, bo mi sie zachcialo cos chociaz dobrego i stwierdzilam, ze ciasta sa z reguly kupowane od kogos z zewnatrz, wiec moze tego nie spieprza. L. zamowil sobie goraca czekolade, a ja jablecznik. Ciasto zdecydowanie bylo z zewnatrz, bo bylo calkiem smaczne. Za to goraca czekolada zostala wypita moze w 20%, bo byla gorzka… A cukru ani na naszym, ani na innym stole nie bylo. Miodu L. nie chcial.
Przy okazji warto wspomniec, ze przez cala kolacje siedziala za nami cala grupa wesolych piecdziesieciolatkow. Rozmawiali ze soba tak glosno, jakby wszyscy byli glusi, do tego stopnia, ze mowiac do siebie z L. musielismy prawie krzyczec… Do tego tematem byly glownie plotki, o tym jak to ‚ona nie bedzie miala nawet pieniedzy, zeby meza pochowac’ i jak ‚ona chciala ze mna isc na kawe, ale ja jej powiedzialam, ze nie, ze nie mam mowy, ze na zadna kawe nie pojdziemy’ i oczywiscie wszystkie te wazne wiadomosci powtarzane po dziesiec razy i jeden drugiego przekrzykiwal. To byla tortura!
Ok, jakos przetrwalismy ta kolacje i poszlismy do naszego pokoju.
Tam sie troche zrelaksowalismy wreszcie i rano jeszcze polezelismy w lozku do jedenastej i wiecie co?
Pod wieczor juz nie bylam chora.
Ale przed wieczorem jeszcze poszlismy na spacer po Baltimore i bylo tam naprawde dziwnie, pieknie, tajemniczo i strasznie. Sami zobaczcie.

dopoki sobie nie wymysle

Jest pierwsza w nocy a ja siedze przed komputerem i walcze z moja, calkiem nowa w moim zyciu, bezsennoscia. Zaczelo sie calkiem niewinnie, kiedy podekscytowana nowa praca, awansem i nowymi obowiazkami po prostu nie moglam sie jakos uspokoic wieczorem. A teraz, trzy miesiace pozniej, rozwinelo sie w cos, co powoduje, ze boje sie wieczoru…

Zazwyczaj jest tak, ze leze w lozku, podczas kiedy L. sobie w najlepsze spi i patrze w ciemnosc. Mysle wtedy o wszystkim, a szczegolnie o rzeczach nieistotnych. Ja, ktora potrafilam zasnac zawsze i wszedzie. Mam nawet gdzies na to dowod: zdjecie mnie spiacej siedzac na takim murku – czyims wjezdzie do garazu w bialy dzien – bo znudzila mnie rozmowa…

Teraz moge sobie o czyms takim pomarzyc. Szczytem wszystkiego bylo, kiedy odwiozlam L. na lotnisko o czwartej rano, wrocilam do domu majac jeszcze 5 godzin do pojscia do pracy, polozylam sie w lozku i chuj. Tak lezalam, meczac sie az do dziewiatej rano. A spiaca bylam tak, ze caly dzien w pracy ledwo widzialam ze zmeczenia…

Tak wiec, kiedy L. tak lezy, gleboko oddycha i spi w najlepsze, tak jak i ja kiedys umialam, to ja w myslach odtwarzam wszystkie moje rozmowy ze wszystkimi, ktore odbylam tego dnia, a nastepnie wszystkie, ktore zamierzam odbyc dnia nastepnego. Nie wiem po co, ale nie moge przestac.

Mysle, ze ma to wszystko zwiazek glownie ze stresem pracy i studiow jednoczesnie. To wlasnie dzisiaj napisalam ostatni w tym roku kalendarzowym egzamin, chyba nawet calkiem niezle mi poszlo i oczywiscie zaraz po przyjezdzie do domu zaczely mnie bolec zatoki – bede chora na sto procent… Nie ma to jak sie samemu sabotazowac. Kiedy wreszcie bede miala czas zajac sie praca i pisaniem pracy dyplomowej, postanawiam odebrac sobie polowe energii przeziebieniem. Ja jestem z tych, co wierza, ze przeziebienia fundujemy sobie w duzej mierze sami. Przynajmniej tak mniej wiecej to u mnie dziala, od kiedy przestalam palic. Nie choruje dopoki sobie nie wymysle, ze powinnam sie czyms na maksa zestresowac…

Lubie moja prace bardzo, ale jest to praca trudna, wymagajaca ode mnie naprawde duzo strategicznego myslenia i planowania. W sumie praca, jaka zawsze chcialam, w ktorej mam duza odpowiedzialnosc i duze cisnienie. Ale razem ze studiami jest to ciezko udzwignac… I do tego praca dyplomowa, na ktora patrze po prostu z obrzydzeniem. Tymczasem terminy oddawania kolejnych rozdzialow gonia, juz jestem dwa rozdzialy do tylu. Niby mam teraz swieta do nadrobienia, ale swoje godziny bede musiala wypracowac, a poza tym komu sie kiedykolwiek tak naprawde udalo zrobic duzo na uczelnie podczas swiat?

Kiedys Wam napisze wiecej o pracy, bo jest naprawde fascynujaca, ale dzisiaj mam ochote isc do lozka i w sumie czuje sie taka zmeczona, ze moze dla odmiany zasne?

zmeczenie

Kochani, przepraszam, ze nie pisze. Jestem strasznie zmeczona, ciagle studia i praca, ktora mnie po prostu wykancza… Jeszcze w najblizsza srode egzamin i musze napisac dwa rozdzialy mojej pracy dyplomowej. Jak nie oszaleje, to sie znowu odezwe jakos w swieta.