Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
Listopad 2011
P W Ś C P S N
« paź   gru »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Listopad 2011

atrakcja

Kochani,
Znow przyszlam do pracy w niedziele, glownie dlatego, ze nigdzie mi sie tak dobrze nie pisze prac na zaliczenie na studiach, jak wlasnie tu w niedziele. Udalo mi sie napisac jedna prace, zajelo mi to jakies 8 lat, a dokladnie 4 bolesne godziny, ale na druga w tej chwili po prostu nie mam sily. Licze na to, ze troche popisze na blogu, popatrze w facebooka i jakos sie zabiore, zeby chociaz napisac kawaleczek tej drugiej pracy, bo musze oddac ja w srode.
W Norwegii bylo wspaniale! Bylo tam zimno, i chociaz wcale nie tak bardzo zimno, to dla mnie byla to swego rodzaju atrakcja, bo juz kilka lat nie odwiedzalam tak zimnego miejsca. Strasznie to bylo jakies takie fajne, ze musialam czapke naciagac na uszy i szalik poprawiac, zeby zimne powietrze nie wdzieralo sie pod plaszcz. 
Mieszkalismy u L. taty, ktory dwoil sie i troil, zeby nas przyjac po krolewsku. Gotowal, piekl, wozil nas, oprowadzal itd. Udalo nam sie z tego wszystkiego poprzebywac we dwojke moze ze trzy godziny w ciagu calego tygodnia, oprocz tego, kiedy spalismy.
Zobaczylismy sie z roznymi L. przyjaciolmi, ktorzy wszyscy sie starali mowic po angielsku, co im bardzo dobrze wychodzi i co bylo bardzo mile.
Przez wiekszosc tygodnia byla mgla, co troche sprawilo nam problem w robieniu zdjec i ogolnym zachwycaniu sie miastem, ale i tak bylo po prostu cudownie. L. o malo nie zgubil jezyka starajac sie opowiedziec mi i pokazac wszystkie miejsca, w ktorych bawil sie jako dziecko, gdzie wchodzil na drzewo, gdzie kradli jablka (na ktore jest uczulony), gdzie byl domek na drzewie i oczywiscie musial mi pokazac wszystkie szkoly, do jakich chodzil.
Chodzenia w ogole bylo bardzo duzo, bo L. uwaza, ze to jest swietny srodek transportu, tak wiec caly tydzien spedzilam z obolalymi lydkami od lazenia po tych gorach w miasteczku. 
No i troche przerazajace bylo dopytywanie sie calej rodziny (lacznie z dziadkiem) kiedy sie przeprowadzimy do Norwegii… :)
Jak tak dalej pojdzie, to bede prowadzic bloga w stylu ‚Ropa i Tran’, ktorego bylam wielka fanka dopoki nie zostal zahaslowany :(.
Swoja droga sprawdzilam te cukiernie, ktore w Ropie i Tranie byly opisane, jako kompletna beznadzieja i musze sie nie zgodzic, bo mi tam ciastka smakowaly. 

Moves like Jagger

Jutro Norwegia! Podroz do tego niedalekiedo kraju zajmie nam w sumie zajebiscie dlugo. Najpierw musimy sie dostac na lotnisko w Dublinie, co wcale nie jest takie proste. Tak, jak juz pisalam, komunikacja publiczna jest w Irlandii raczej przypadkowa, wiec jedyna nasza opcja okazal sie pociag za 40 euro od osoby w jedna strone. Juz mielismy placic, ale ja sie zbuntowalam. Kazalam wyciagnac na pulpit komputera kalkulator i uparlam sie, ze musi byc tansza opcja. Przejzelismy strony z carpoolingiem, ale tam tez niczego nie znalezlismy, wiec policzylismy ile nas bedzie kosztowala jazda samochodem i parking w Dublinie przez tydzien. Nawet przy pesymistycznej kalkulacji zuzycia benzyny wyszla nam oszczednosc okolo 70 euro.

Tak wiec bedzie wycieczka, wyjezdzamy o piatej rano. :)
Do tego ja bede musiala jechac duza czesc trasy, bo L. nie moze prowadzic mojego samochodu na autostradach (znowu kruczki i komplikacje zwiazane z irlandzkim ubezpieczeniem samochodow.) Doliczylismy takze przerwe na dolewanie wody do gotujacej sie chlodnicy, bo to nas na pewno nie ominie…
A z przyjemnosci, to L. dzisiaj przyparkowal mnie pod domem, kiedy chcialam jeszcze ostatni raz przed urlopem wpasc do pracy. Skoro juz mial swoj samochod przestawiac, to zaproponowal, ze mnie odwiezie. Swieci dzisiaj piekne slonce, wiec kiedy ja robilam sobie kawe do pracy w moim kubku-termosie, to L. zdjal ze swojego samochodu dach i zapytal mnie, czy mam czapke, albo szalik do zawiniecia sobie na glowie. Zlapalam wiec bialy szalik (hehe) i pojechalismy. Kiedy juz bylismy prawie przy samej pracy, to ja sobie zazyczylam przedluzenia wycieczki. Tak mi sie to strasznie podobalo, a do tego L. mial plyte z ta przeglupia piosenka Maroon 5 – ‚Moves like Jagger’, ktora bardzo ostatnio lubie. I tak jezdzilismy prawie godzine, a ja sie cieszylam jak dziecko. Oczywiscie szalik potem zdjelam i moje wlosy unosily sie w powietrzu w przedziwnych kierunkach, w ogole nie zwracajac uwagi na grawitacje. I tak wlasnie wreszcie dotarlam tu, do pracy, gdzie powinnam sie zajac prcowaniem, ale jestem tak pelna energii, ze wcale nie moge. :)
Zycie jest takie ekscytujace. :)

kochac, to malo

Kochani, juz za chwile, bo w poniedzialek, bedziemy z L. w Norwegii. Obiecuje zrobic duzo zdjec i cos oczywiscie zamiescic na blogu.

Nie zrobilam z tej okazji licznika, ale zamiast tego zrobie na blogu licznik swiateczny, bo w tym roku jakos nie moge sie doczekac swiat.
Z innych niusow, to dostalam wyplate i oczywiscie zaraz sie wybralam na zakupy… Kupilam sobie piekna czarna sukienke, taka z rodzaju sukienek do teatru/na kolacje przy swiecach. Nie moge sie doczekac, az ja zaloze, szczegolnie, ze bedzie to prawdopodobnie w Norwegii… 
W dalszym ciagu mam najwspanialszego chlopaka na swiecie, wiec sorry, ze sprzatnelam tego numer 1 z puli dostepnych mezczyzn. :P Ostatnio (to wymaga opisania na blogu) w swoj dzien wolny odwiozl mnie do pracy, a nastepnie pojechal do domu, zrobil pyszne spaghetti i przywiozl mi porcje do biura… No po prostu kochac, to malo.
Teraz czeka mnie spotkanie z jego mama (bo tate juz znam) i licznymi przyjaciolmi, ktorych tam ma, wiec troche sie stresuje. 
Za to na odpoczynek sobie bardzo zasluzylam, jako ze udalo mi sie z moja druzyna w pracy osiagnac niesamowite wyniki w zeszlym miesiacu i jestem z tego bardzo dumna.
Moj kolega z tej samej pracy, z ktorym razem zaczynalismy lata temu jest teraz tez managerem, tak wiec nasze druzyny w pewien sposob ze soba konkuruja, chociaz nie tak bardzo, bo w sumie robia troche co innego. Ale siedzimy tak, ze widzimy sie nawzajem i nieraz sobie pokazujemy kciuk w gore, jak komus dobrze idzie. Zajebisty to w ogole jest koles. Pamietam jak tam pracowalam pierwszy raz, zostalam managerem i chyba tydzien pozniej moj szef pojechal na wakacje, zostawiajac mnie ze wszystkim sama. Bylam zestresowana okropnie i wlasnie ten chlopak (I.) pomogl mi w naprawde glupiej sytuacji. Akurat wtedy jednym z pracownikow byl moj chlopak, tak wiec bylam szefowa swojego chlopaka. I akurat w ten dzien, postanowil on przyjsc do pracy na ciezkim kacu i rzygajac i pravujac na jedna osma gwizdka, podczas, kiedy naprawde potrzebowalismy od kazdego maksymalnego wysilku… Tymczasem on chodzil co chwila rzygac do kibla i w ogole stwierdzil, ze nie moze pracowac, bo nie moze przelykac. I to wlasnie I., ktory zreszta byl dobrym kumplem mojego wtedy chlopaka,  w ktoryms momencie wstal i wydarl sie na niego na maksa. Powiedzial cos w ten desen: ‚ Tak, swietnie, wiec przyszedles do pracy na kacu jak ostatnia swinia, zeby przyniesc Julii wstyd i zawiesc ja, kiedy ona potrzebuje, zeby wszyscy pracowali. No i co, jestes z siebie dumny? Nie mozesz przelykac, chyba cie pojebalo. Chcesz isc do domu? To idz, a ja sie upewnie, ze juz tu nigdy pracy nie dostaniesz!’
Dobrze, gdy na sali sa ludzie, ktorzy mysla tak, jak Ty, ale nie boja sie tego wyrazic.