Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
Wrzesień 2011
P W Ś C P S N
« sie   paź »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2011

po prostu dlatego, ze mamy swoje utarte szlaki

Kochani,

Przyszla powoli irlandzka jesien, czyli dokladnie taka sama pogoda, jak o kazdej innej porze roku. O jesieni wiadomo z kalendarza, lub telewizji…
W poniedzialek (to juz za chwile) znowu zaczynam moje studia i jestem tym podekscytowana i przerazona jednoczesnie.
Poki co, mialam dwa dni wolne (jak zwykle w dziwne dni, a nie w sobote i niedziele) i spedzilam je w przerozny sposob. W czwartek siedzialam/lezalam caly dzien w lozku z pracowym laptopem i w bolach rodzilam wstep do mojej pracy dyplomowej. Za duzo tego nie wyprodukowalam, no ale co to za zwariowany pomysl, ze musimy najpierw miec zatwierdzony wstep? Wstep sie przeciez pisze na koncu, no ale najwyrazniej nie w tej uczelni. 
Z tego potwornego poranka wyratowal mnie L., ktory wrocil z pracy i pojechalismy do malowniczego Kinsale. Tam poszlismy do restauracji, w ktorej nigdy wczesniej nie bylismy, a to dlatego, ze mielismy do niej kupon. Te kupony na internecie sie ostatnio zrobily bardzo popularne i takze ja wpadlam w sidla. L. tez sie to spodobalo, i wymyslil, ze nie chce gotowki za moj bilet do Norwegii, za ktory zaplacil, tylko, ze mam mu oddac w kuponach. Tak wiec codziennie patrze co tam nowego i ladujemy w najrozniejszych restauracjach, ktorych bysmy inaczej nie odwiedzili, po prostu dlatego, ze mamy swoje utarte szlaki. Juz bylismy w restauracji indyjskiej, gdzie jedlismy pysznego kurczaka i dziwny deser z imbirem. Bylismy w takim jakby pubie, ktory sprzedaje tylko pizze i alkohol – pycha. No i w czwartek poszlismy do tej pijalni wina, zjedlismy tam pyszne risotto z dyni (oboje) i ja opilam sie winem, jako ze L. prowadzil. Kiedy wychodzilismy, jakis facet probowal nas zaprosic do lekcji profesjonalnego smakowania wina, ale ja juz nie bylam w stanie smakowac zadnego wina, bo mialam go juz w sobie troche za duzo. 
Nastepnego dnia pojechalismy na ‚mala wycieczke’, a przynajmniej tak reklamowal ja L. Pojechalismy obejrzec samochod, ktory L. chcial kupic. L. uparl sie, zeby kupic sobie rzadki samochod i na sprzedaz w tym kraju zazwyczaj nie ma ich wiecej, niz 5 jednoczesnie. Tak wiec trzeba do nich jezdzic. Krotka wycieczka okazala sie 600km wyprawa, po ktorej jestem w dalszym ciagu zmeczona. Po drodze zaliczylismy jazde w konwoju TIRow, jedzenie walowy zabranej z domu, piekne widoki, ulewny deszcz, sikanie w krzakach, przepytywanie sie nawzajem ze stu roznych slow po norwesku i po polsku i gotujaca sie wode w chlodnicy (jeszcze tego nie naprawilam), dzwonienie do firm ubezpieczeniowych, ktore robia wielka lache, zeby ubezpieczyc komus samochod. Jedna firma nawet zaproponowala, ze ubezpieczy L. ten samochod, ale tylko jako jego drugi pojazd. Czyli L. musialby sobie kupic dwa po prostu. Jesli Polacy mysla, ze Polska jest krolestwem absurdu, powinni sprobowac w Irlandii…  
Pod koniec podrozy zajechalismy do Youghal, ktore bylo po drodze. Poszlismy w strone Luigiego, chociaz nie liczylismy na szczescie, bo Luigi generalnie zamyka o szostej, a byla siodma. Bylismy wyglodniali, jak wilki i nawet zadzwonilam po drodze do Luigiego restauracji sie zapytac, czy przypadkiem nie zamykaja tego dnia pozniej, ale telefon odebral jeden z kucharzy Giovanni i pomimo staran, nie moglam zrozumiec, co do mnie mowil.
Tak wiec podeszlismy do restauracji Luigiego, nikogo nie bylo w srodku, ale zauwazylam Luigiego, wiec zaraz go wyciagnelam na spytki. Powiedzial nam, ze jest u niego jakis wieczor poetycki i ze generalnie, to on jest zamkniety i tylko robi antipasti na ten wieczorek. Ja na no zrobilam lament, ze jestesmy glodni i trudno, bedziemy musieli isc do Capri Bay, chociaz ja wcale tam nie chce isc. (Capri Bay to jeszcze jeden z lokalnych Wlochow, z ktorym Luigi ma ciagle wojne). Luigi DOSLOWNIE sie zlapal za glowe i kazal nam wchodzic i zrobil nam dwa rozne makarony. Lasse jadl ze smietana i grzybami, a ja arrabbiate. Tym razem sos byl taki ostry, ze wypalilo mi twarz, ale ja to uwielbiam, wiec nie skarzylam sie. Lasse juz nie zwraca uwagi na moje pociaganie nosem i wycieranie lez przy stole…
I tak zakonczyl sie dzien, juz tylko musielismy dojechac jakos do domu i pasc zmeczeni na lozko. 
Dzisiaj jestem w pracy i chcialabym miec jeszcze okazje polezec z 10 godzin w lozku, bo jestem taka zmeczona ta ‚mala wycieczka’.

stalo sie

I stalo sie kochani: znow kocham swoja prace. W miedzyczasie drze na sama mysl o studiach, bo jestem tak pochlonieta praca, ze nie wiem jak moglabym w ogole robic jeszcze cos. A przeciez bede musiala.. A w sumie juz musze… wstep do pracy dyplomowej napisac na za tydzien. Oczywiscie nie mam jeszcze nawet jednego slowa.
W pracy dostalam awans i przeciekawe i superpochlaniajace zajecia. Duzo samodzielnosci i wolnej reki i oczywiscie niezla ilosc odpowiedzialnosci na gorke. Mam druzyne 25 osob, z ktorych chyba kazda dala mi na poczatku niezle popalic, glownie z zazdrosci, ze to nie on/ona dostala ta pozycje, tylko ja. Teraz sie to juz uspokaja i mozna pracowac jak czlowiek. I przychodzic do domu napompowanym entuzjazmem i pomyslami, co jeszcze by sie chcialo zrobic…
A w miedzyczasie w Szwecji losie objadaja sie sfermentowanymi jablkami, ktore kradna ludziom z sadow i ogrodow i potem rozrabiaja pijane. Jeden z nich ukradl dziecieca hustawke i wyniosl do lasu…