Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
Maj 2011
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Maj 2011

symptomy straszace sa obecne

Drodzy!
Nie pisze, ale w sumie stalo sie dosc wiele rzeczy.
1. Moj kon ma dobrze.
2. W pracy niezle hocki klocki.
3. Chce koniecznie skoczyc z samolotu z dziesieciu tysiecy metrow.
Czyli do czego zaczac?
1. Nie jestem Jola Rutowicz i nie mam rozowego konia, ktory potrzebuje tronu (widzicie, jaka jestem na czasie, mimo ze nie mam polskiej TV?) Ja za to posiadam konia prawdziwego. W sensie cztery kopyta, cieple futerko i rozkapryszona mina. Jest to ona. Na imie ma Narusa. W ostatnim roku przezywa druga mlodosc, dzieki dziewczynce H., ktora sie nia opiekuje i na niej jezdzi itd. Wbrew pozorom, konie lubia, zeby na nich jezdzic, wiec Narusa tez. No i tyle w sumie, wielkich niusow na tym polu nie ma, oprocz tego, ze ciesze sie, ze kiedy ja nie moge, ktos koniem sie opiekuje i go uwielbia. :D I wyglada na to, ze pomimo rozkapryszonej miny w ustawieniach fabrycznych Narusa stara sie nie sprawiac dziewczynce zbyt duzo klopotow, oprocz zdrowotnych, ale za to, to ona biedna staruszka juz nic nie moze. :)
To nasze zdjecie z kiedys:
2. W pracy grubo. Nasza firma weszla w faze examinership, czyli jestesmy chronieni przez sad przed firmami, ktorym wisimy kase, trwa to 100 dni, podczas ktorych madry prawnik z Ernst & Young stara sie rozwiazac nasze problemy finansowe. Udalo mu sie nas juz wymigac z kilku paskudnych umow wynajmu, co nie zmienia faktu, ze w moim regionie zamknieto dwa sklepy. Nikomu o tym nie mowilam, przez telefon mamie, ani nigdzie, bo w sumie niewiele to oznacza, a poza tym Babcia akurat sie rozchorowala, jak to sie zaczelo miesiac temu, wiec to nie byl moment na takie wiadomosci. Stresujace to jest jak cholera, wlasnie dzisiaj zamiast do pracy jade do Limerick na spotkanie z tym zwiazane. Poki co powiedziano mi, ze naszego sklepu nie zamkna, bo przynosimy zyski. Ale gadac, to oni sobie moga, bo jak caly cyrk zamkna, to moj sklep tez. Poza tym symptomy straszace sa obecne. Przez jakis czas mielismy zablokowane konto w Office Depot, wiec nie moglismy sobie zamowic spinaczy i papieru do drukarki, ale juz oblokowali. Poza tym nagle ciagle trzeba odsylac towar do innych sklepow, co akurat jest dobre, bo ktostam sie obudzil i zarzadza tym towarem. Bo wczesniej bywalo tak, ze mialam zapas telefonow na rok, a telewizorow na trzy lata i to wszystko tak stalo i sie kurzylo, a ja sie wkurwialam, bo nie mialam miejsca. Poza tym cotygodniowy remanent jest teraz taki latwy, kiedy sklep lzejszy. Podobno odeslali duzo naszego towaru do wielkich sklepow w Dublinie, ktore szybko to sprzedaja, wiec moze jednak wyjdziemy jakos z tego examinership. Jak sie skonczy ten okres, to wlasciciele firmy zdecyduja, czy chca sie dalej w to bawic, czy oddaja nas bankowi, czyli receivership. Jak juz receivership, to potem bedzie liquidation i szukanie nowej pracy. No, ale wiele osob jest optymistycznych. Zobaczymy. Poki co niechetnie opuszczam moje wspaniale mieszkanie z widokiem w Youghal, bo jak juz nas zamkna wpizdu, to bede musiala sie przeprowadzic z powrotem do miasta.
3. Skok z samolotu.
Po prostu strasznie naogladalam sie tego:
A w dodatku stres w pracy itd. i postanowilam, ze nie chcialabym sie zabic, jak ten koles probuje za kazdym razem, ale tandemowy skok z samolotu dla mieczakow, to bym chciala. Zrobila to moja znajoma, filmik jest na youtubie, nie podaje, bo ona nie lubi za bardzo takiej reklamy, ale obejrzalam kilka razy i teraz chce. :D Nie myslcie sobie, zo jest jakies wielkie halo, to co ja chce zrobic. To taki skok dla turystow, leci sie przywiazanym do kolesia, ktory otwiera spadochron, podczas, kiedy ty robisz w gacie. No i leci sie wysoko w powietrzy, a nie na smierc na skalach w Norwegii.  Ale teraz mi sie juz wlaczylo i chce. :D
Moze w tym roku w lato?

z ta stara maszyna

Nie moglam pisac na blogu, poniewaz byla wspaniala pogoda, oraz zapieprz w pracy. Teraz juz zaczelo lac, wiec pogoda wrocila do normy, turysci, ktorzy juz zdazyli do nas przyjechac sie pochowali gdzies, a ja pisze.
Odwiedzila mnie dobra wrozka, ktora podarowala mi swoja nieuzywana maszyne do pieczenia chleba, bo moja sie zepsula. Poczestowalam za to wspomniana Wrozke kurczakiem w rozowym sosie, chociaz moja wdziecznosc bedzie dozgonna (lub dwuletnia, jesli maszyna wytrzyma tyle samo mojego uzywania jej do wszystkiego, co poprzednia.)
Juz pierwszego dnia (wczoraj) zrobilam w niej dwa chleby, ktorymi obdarowalam L. oraz Evelyn, z ktora pracuje. Oboje sie cieszyli, ale jeszcze nie mam wiadomosci, czy byl jadalny, tak wiec teraz robie chleb numer 3. 
Musicie wiedziec, ze w mojej starej maszynie robilam po prostu wszystko, co sie tylko dalo: makowiec, pizze, dzemy, focaccie, bulki, chalke… I teraz jakos nie moge sie z ta stara maszyna rozstac, patrze na nia, jak stoi na podlodze i nie potrafie jej wyrzucic narazie, na wypadek, gdyby nagle ozyla i zaczela sama z siebie dzialac, poszla do szafki, naladowala sie na maksa mlekiem w proszku, ziarnami slonecznika, maka i drozdzami zaczela piec chleb. Sami rozumiecie… Jak sie ma pierdolca, to zycie nie jest latwe.
A dla koloru zdjecie pobliskiego pubu, w ktorym w 1954 roku stacjonowali aktorzy filmu ‚Moby Dick’ i teraz oczywiscie pub tez sie tak nazywa.
Skonczyly sie zadania i prace do pisania na uniwer, wiec teraz zamienilam ciagle gonienie terminow na granie w gry na kompie i poczucie winy, bo przeciez powinnam sie czegos uczyc. Ja niestety dobrze wiem, ze zeby zdac nastepny rok, to musze conajmniej dwukrotnie zmadrzec do pazdziernika, ale jeszcze sie za nic nie zabralam…
Poza tym przyjazny Wloch Luigi przyszedl do mnie do pracy, wreczyl mi swoja karte dan w wersji zalaminowanej kartki i oznajmil, ze moge do niego przychodzic na lunch z pracy za polowe ceny. Mowie Wam, tyle ile ja sie teraz najem wloskiego zarcia, to po prostu juz sama nie wiem. I nie chodzi o objetosc, bo od kiedy przeczytalam ksiazke tego magika Paula McKenna, to hamulec mi sie wlacza zanim sie nawpierdalam tak, ze trzeba mnie toczyc (a przeciez kiedys tak jadlam codziennie.) Postanowilam jednak zjesc cale menu. Nawet dania, ktorych nie lubie, lub wydaje mi sie, ze nie lubie, ale nie jadlam od 10 lat, bo przeciez nie lubie. A moze juz teraz lubie? Juz zaliczylam ravioli z szynka parmenska i serem kozim, penne z sosem arrabbiata, cannelloni z ricota i szpinakiem, pizze z pikantnym salami i spaghetti z kulkami z miesa. Jestem taka zadowolona z tego calego jedzenia, ze po prostu czekam, az ktos mnie uszczypnie i sie obudze. 
W pracy jak zwykle, czyli jedna z pracujacych osob sie zepsula. Ma jakies fochy, nagle zapomina i zachowuje sie, jak w przedszkolu. Trzeba bedzie zapoznac ta osobe z formularzem ostrzezenia ustnego (tak wiem, ze ustne, ale i tak jest na specjalnym formularzu.) Nie jest to fajne i meczy mnie to, kiedy trzeba po sto razy przypominac i ze tacy szeregowi pracownicy niestety bardzo rzadko sa stali pod wzgledem swojej jakosci pracy. Wiem, ze to slabo platna praca, szczegolnie na ich stanowiskach, nieambitna i dosc nudna. Do tego klienci wkurzaja, ja ciagle wymagam i ciagle wszystko sprawdzam, nie da rady usiasc na dupie i gnic, tylko trzeba robic… Niestety niektorzy ludzie sa bardzo niewidomi na rzeczywistosc. Wydaje im sie, ze sa swietni i ze zasluguja na wiecej. Powodow lub dowodow na ten stan brak, ale oni i tak w to wierza. Do szkoly im sie nie chcialo chodzic, w swojej pracy tez nie staraja sie, zeby im wszystko szlo celujaco, nie zglaszaja sie na jakies inne stanowiska, po prostu robia swoje minimum – czasem dobrze, a czasem slabiej. Oczekuja jednak, ze awans do nich przyjdzie sam i przeprosi za spoznienie, albo ze w ogole sam CEO jakiejs wielkiej korporacji po nich przyjedzie limuzyna, zeby z kieliszkiem szampana w reku mogli objac nowe stanowisko. Na pewno komus sie kiedys tak zdarzy, ale ja na to nie czekam, tylko zawijam na swoj kurs, majac nadzieje, ze nie bede wtedy musiala spedzic zycia jako naburmuszony manager sklepu, ktoremu sie wydaje, ze moglby robic wielkie rzeczy. :D
A w ogole to zlituje sie nad Wami i dam Wam przepis na kurczaka w rozowym sosie. Ostrzegam, ze jest dobry.
Potrzebujesz (na 4 osoby spokojnie):
- 3 piersi z kurczaka (pojedyncze)
- szklanka bialego wina (ja uzylam ostatnio rozowego i tez bylo dobre)
- 2 szklanki mleka
- 400ml passaty, lub puszka pomidorow zmielona na papke (chociaz raz uzylam bez mielenia i tez bylo dobre)
- sol i pieprz
-maslo (ale maslo, nie zadna Kasia, zadna Rama, ani inna pomylka)
- ryz
- chlopaka, ktory ugotuje ryz, podczas kiedy Ty wypoczywasz (ja zawsze tak robie przy tym przepisie i wychodzi pyszne)
Co trzeba zrobic?
Podziel kurczaka na porcje o takiej wielkosci, jakie chcesz jesc (w sensie jeden kawalek na osobe). Do garnka wrzuc szczodry kawal masla, tak z 50g, rozgrzej i wrzuc na to kurczaki. Zapach jest wtedy taki dobry, ze przygotuj sole trzezwiace, bo mozna omdlec ze szczescia. Jak kurczaki nie sa juz rozowe, a bialo-zoltawe z kazdej strony, to zmniejszasz ogien do srednio-slabego i wlewasz najpierw wino, potem mleko i passate i dobrze doprawiasz sola i pieprzem i mieszasz. Ostrzegam, ze nie bedzie to zbyt twarzowo wygladalo, szczegolnie z tym mlekiem, ktore sie rozpaprze na maksa. Z tego miedzy innymi powodu, kladziesz pokrywke na garnku i oddalasz sie do przyjemniejszych zajec na poltorej godziny. Jak Cie bardzo cisnie, to idz sobie przemieszaj (ja tak robie z niecierpliwosci.) Kiedy do uplyniecia poltorej godziny zostanie Ci juz ze 30 minut, to mowisz chlopakowi, zeby wstawil ryz. Wydaje mi sie, ze mozliwe jest zrobienie tego dania bez chlopaka, ale jak, to juz musicie wykombinowac sami. 
I tyle, nie napracujesz sie, zostalo Ci dosc duzo wina do popicia obiadu, a jedzenie jest mniamo mniamo.
Smacznego!