Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
Marzec 2011
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Marzec 2011

dogodzic wyspiarskim klientom

Za cztery dni jade na urlop i tylko to sie w tej chwili liczy!
Ostatni egzamin, mysle, ze poszedl mi dobrze, ale dokladnie dowiem sie dopiero po otrzymaniu wynikow poczta. Od dawna zamierzam sie z napisaniem notki o tym, jak tu sie studiuje, przynajmniej w porownaniu z polskimi studiami, ale na to chyba nie mam dzisiaj ochoty.
W piatek dostalam wlasnie z uniwersytetu list z wynikami z jednego z poprzednich egzaminow i tak sie balam otworzyc, ze rozbolal mnie brzuch. Potem mi sie przypomnialo, ze to pewnie sa wyniki tego, ktory byl najpierw, ktory mi dosc dobrze poszedl, wiec jakos otworzylam. Spojrzalam na naglowek z nazwa przedmiotu i balam sie spojrzec nizej, bo okazalo sie, ze to jednak byl ten najgorszy przedmiot, po ktorym mialam wrazenie, ze mi poszedl strasznie zle. W koncu jednak spojrzalam na te wyniki i okazalo sie, ze sa bardzo dobre, najlepsze, jakie dostalam do tej pory! Tyle na temat mojej precyzji w ocenie tego, jak mi poszlo.
Dzisiaj z okazji dnia wolnego wybralismy sie z L. do Lugiego. Luigi, to jeden z wielu mieszkajacych w Youghal Wlochow, ktory jest wlascicielem malutkiej restauracyjki w samym srodku miasteczka. Juz pare razy tam bylam i zreszta znamy sie, bo on jest takze moim klientem. Luigi pracuje tak, jak mu pasuje i dla nikogo sie nie nagina. Zaraz obok niego sa jeszcze dwie wloskie restauracje i jedna z nich wrecz specjalnie robi potrawy nieprawidlowo, zeby tylko dogodzic wyspiarskim klientom, czyli carbonara ze smietana i popularna tu ‚wegetarianska lasagne’, ktora jest smaczna, ale pokryta gruba warstwa cheddaru i bez ricotty, ani zadnego innego wloskiego skladnika. Tak wiec u Lugiego jest albo po wlosku, albo wcale. Do tego otwarte jest wtedy, kiedy mu pasuje, na drzwiach nie ma zadnych wywieszonych godzin, wiec trzeba po prostu miec szczescie. Tak wiec o czwartej po poludniu poszlismy, liczac na to szczescie. Przychodzimy, ludzie siedza w srodku, ale na drzwiach wywieszona tabliczka, ze zamkniete. Ja jednak postanowilam byc bezczelna, podczas kiedy L. juz byl gotowy isc gdzies indziej. Jak mi pozniej wytlumaczyl, to dobrze, ze ja jestem bezczelna, bo on predzej by sie zapadl pod ziemie. Ja twardo i tak weszlam do srodka, wyszukalam wzrokiem Luigiego i pomachalam mu. Kiedy podrzedl, to go po porstu wyblagalam, zeby nam dal stolik. Powiedzial, ze chce juz isc do domu, bo jest niedziela, ale ze zrobi dla nas wyjatek. Tak wiec zasiedlismy, poczytalismy menu, ale ja juz wiem, ze trzeba po prostu sie zapytac, co jest, a menu jest tylko dla celow cieknacej slinki. Przyszedl sam Luigi i powiedzial od razu: tego nie mam, tego juz dzisiaj nie chce robic, bo jest pozno, ale jak chcecie to moge wam zrobic dobrego kurczaka w grzybach, albo wieprzowine zamiast kurczaka. No to, czy mielismy wybor? Zdecydowalismy sie na kurczaka w grzybach. Kiedy go dostalismy, no nie wiem, jak Wam powiedziec, jaki byl pyszny! Wspaniale, dzikie grzyby, nie jakies tam pieczarki, pyszny sos i do tego pieczone warzywa, surowka z rukoli i ziemniaki. Mniam. Potem zebralam sie na odwage, zeby zapytac Luigiego, gdzie mozna kupic pancette, do czesto robionej przez L. carbonary. Uslyszalam co nastepuje:
-Ach, ja juz nie kupuje pancetty, bo sie nauczylem, jak to latwo samemu zrobic. Zaraz Wam przyniose kawalek, za darmo.
Przyniosl spory kawalek i dal nam przepis jak zrobic, a do tego wymusilam na nim obietnice, ze pozwoli mi zawsze od niego kupic kawalek, jakby nam sie nie chcialo robic pancetty od zera.
Dla zainteresowanych przepis na pancette Jak sie domyslacie, Luigi nie podawal przepisu w gramach, tylko tak, jak mu pasowalo, wiec trzeba sobie samemu dopowiedziec:
1. Na dno garnka wsypac dosc duzo soli.
2. Na to polozyc duzy kawal wieprzowiny (nie wiem jaks sie ta czesc na brzuchu swini nazywa po polsku, boczek?)
3. Na to znowu dosc duzo soli i polozyc na tym ciezar, zeby to mieso dobrze scisnac.
4. Trzymac tak 3 dni w chlodnym miejscu, codziennie wylewajac zbierajace sie soki.
5. Po trzech dniach wyjac mieso i dokladnie umyc je w bialym winie.
6. Mieso posypac pieprzem i wlozyc do lodowki.
I wtedy tylko juz mozna robic carbonare i sie zajadac.

cziken po prostu

Prosze Panstwa,

Jutro egzamin, uczylam sie tyle, co na lekarstwo, wiec teraz juz tylko modlitwa. No, w sumie jeszcze jest jutro, koncze robote specjalnie o pierwszej, a egzamin jest o szostej trzydziesci, wiec bede miala chwile czasu, zeby costam sobie przypomniec. W sumie tego egzaminu sie boje najmniej, no i cale szczescie, bo ile mozna sie stresowac?
Do tego jest leniwa niedziela, wiec razem z L. (to znaczy on ryz) zrobilismy kurczaka w grzybach ze ‚Srebrnej Lyzeczki.’ 
Byl taki dobry, ze wcale nie pomogl na problem lenistwa, stalismy sie wrecz jeszcze leniwsi. W ogole z kurczakiem byly przygody, bo kiedy juz namoczylam moje suszone grzyby z Polski, ktore postanowilam w calosci poswiecic na te potrawe, zabralam sie za kurczaka i tak jak zawsze go powachalam… Doszedl mnie lekki smrodek zgnilych jaj… Od razu mi sie przypomnialo, czemu zawsze wacham to zdradliwe ustrojstwo, bo takich rewolucji zdrowotnych, jak po kurczaku, to chyba po niczym sie nie ma (podobno owoce morza konkuruja moca wymiatania.) Wacham wiec zawsze, przystawiajac nos najblizej, jak sie da w poszukiwaniu jakiegokolwiek zapaszku, ktory powoduje natychmiastowa podroz kurczaka do smietnika. Ble, no ale przezwyciezylismy to, jadac szybko do Tesco po nowego kurczaka, ktory oczywiscie nie pachnial wcale niczym, dopoki nie dodalo sie do niego tony grzybow, troche cebuli i nie usmazylo w maselku, a potem udusilo z tymi grzybami. 
Konczac ten przeciagly wywod, trzymajcie kciuki za egzamin i w ogole zycze Wam tak smacznych obiadow, jak moj dzisiejszy.

11

Czy mysleliscie kiedys o tym, co by bylo, gdyby odwiedzila Was jedenastoletnia wersja siebie? Ta z przeszlosci? 
Ja o tym ostatnio mysle dosc duzo, bo ja w ogole lubie sobie troche tak teoretyzowac. Moze za duzo sie w dziecinstwie naczytalam science-fiction z biblioteczki rodzicow? Przez ostatnie kilka miesiecy mialam rozrywke w postaci wyobrazania sobie co by bylo, gdybym mogla zamienic sie z moim chlopakiem na tydzien na ciala. Isc do niego do pracy, grac w jego gry, te karciane RPGi i w airsoft, zobaczyc jak to jest sie czyms takim jarac, lubic wojenne filmy i seriale, mowic po norwesku, miec jego temperament, golic brode, mowic meskim glosem, jesc na obiad poltorej kilo jedzenia, miec meskie cialo, uprawiac ze mna seks? Oczywiscie te skojarzenia zwiazane z seksem przychodza najpierw, ale tak w ogole, to jest to ciekawy problem, ktory mnie zajmowal bardzo dlugo. 
Teraz jednak na tapecie jest jedenastoletnia wersja mnie. Nie wiem dlaczego akurat jedenastoletnia, moze dlatego, ze kiedy mialam 11 lat, to byl rok 1994 i na moim malym telewizorku w pokoju ogladalam w MTV koncert Kurta Cobaina ‚Unplugged in New York’ nie wiedzac wcale jeszcze kto to byl. Dopiero pozniej odkrylam ta muzyke na nowo, a ostatnio znow jej slucham, wiec moze to we mnie wywolalo powrot do jedenastoletniej mnie.
Jestem pewna, ze jedna z pierwszych rzeczy, jakie bym uslyszala byloby rozczarowane: ‚to nie jestes weterynarzem?’. Czy umialabym ja przekonac, ze za rok, czy dwa mama jej zalatwi sobotni wolontariat w lecznicy zwierzat i ze juz po kilku sobotach smrod kamienia nazebnego u psow i potworny smrod i widok suk z ropomaciczem skutecznie zniecheci ja(mnie) do tego pomyslu i ze nigdy tego nie bedzie zalowala? Serio, jak o tym teraz pomysle, to ciesze sie, ze nie wykonuje tego zawodu. 
Mysle, ze dostaloby mi sie tez za to, ze nie jestem malarka, albo pisarka. Pomijam juz kwestie talentu i tego, ze do tych zawodow byloby dobrze miec cos swiatu do powiedzenia, ale teraz majac lat 27 wiem, ze nienawidzilabym tych samotnych profesji, samotnego sleczenia w pracowni, zmuszania sie do pisania, przestojow jakichs pisarskich itd. Poza tym mialam Tate artyste, ktory zbankrutowal, co z kolei doprowadzilo go do zawalu serca i smierci, wiec calkiem jasne jest dla mnie, ze bycie artysta, to prostytucja i to w bardzo doslownym tego sensie. 
Nie wiedzialam tego wszystkiego jednak majac 11 lat.
Zdziwienie na pewno wywolalby moj terazniejszy kierunek studiow (co to jest zarzadzanie zasobami ludzkimi?) i nie wiem jak bym wytlumaczyla, ze to jest porywajace, a najbardziej to employment law i managing in a strategic business context. Poddaje sie, nawet tego nie umiem sprawnie i zrozumiale przetlumaczyc na polski, a tym bardziej wytlumaczyc dziecku. 
Mysle, ze jednak troche bym tez u niej(siebie) zapunktowala. Na pewno bylabym z siebie dumna z tego powodu, ze mieszkam za granica i to w angielskojezycznym kraju. Angielski, to byl zawsze lubiany przez mnie przedmiot i nawet wredne anglistki mnie nie zniechecily, chociaz probowaly. Co prawda moj chlopak, to nie Michael Jackson, ktory wtedy byl wlasnie tym jedynym, ale moze przy odrobinie przychylnosci 11letnia ja zobaczylaby w nim cos pozytywnego? Moze charakter, bo z wygladu to chyba najwyzej by mi sie kojarzyl z Tata, czyli stary i z broda. 30 lat, to na pewno w wieku jedenastu lat zaliczalo sie do starych. 
Czy chcialabym cos jej/mnie powiedziec z mojej perspektywy? Ostrzec? Na pewno oszczedzilabym jej wiadomosci o tym, jak bedzie wygladalo jej zycie miedzy 13 a 17 rokiem zycia. Byly to najgorsze lata w moim zyciu i nigdy ich nie wspominam, a juz na pewno nie z utesknieniem, najwyzej mi po plecach przejda ciarki. Caly ten czas praktycznie byl koszmarem, wiec tego bym jej nie mowila. Mysle, ze powiedzialabym, zeby uczyla sie na maksa wszystkiego, co da rade w podstawowce, bo cala srednia szkole bedzie miala wieksze problemy, niz bycie na lekcjach, i ze na tych wiadomosciach z podstawowki bedzie zdawala egzaminy wstepne na studia. 
I powiedzialabym jej, ze da rade i ze wyjdzie z tego zywa i ze jednak nie wyladuje na cmentarzu przed osiagnieciem pelnoletniosci. Mysle, ze gdybym wiedziala to jakos, to byloby mi troche latwiej, ale niekoniecznie. Nadzieje i wyobrazenia o swiecie upadaja powoli i pojedynczo. Zawsze na poczatku sie mysli, ze sie jakos z tego wyjdzie. W moim przypadku wszystko rozlecialo sie na male kawalki i depresja zamieszkala ze mna na dobre, zanim sobie z tym wreszcie po latach poradzilam w zeszlym roku. 
Mysle, ze bym jej powiedziala, ze bedzie miala wspanialego chlopaka, ktory sie pojawi pod koniec tych najciezszych czasow, ale chyba tez bym jej oszczedzila wiesci o tym, ze sie to potem rozleci, a jej zostanie na nodze tatuaz z bledem na pamiatke. Ale tego to bym jej po prostu nie mowila, zeby nie psuc od razu tego, co jednak bylo dobre. Wszystko sie przeciez kiedys rozlatuje, a co dobre, to trzeba trzymac w osobnej szufladce.
Mysle, ze bym jej powiedziala tak:
‚Bedziesz miala chujowe dorastanie, tak chujowe, ze bedziesz sie zastanawiala, czym sobie na to wszystko zasluzylas. To nie Twoja wina, ze tak sie dzieje. Sprobuj to jakos przeczekac, potem bedzie o wiele lepiej i bedziesz bardzo szczesliwa.’ 
Chyba czesto tak jest, ze dzieci, ktorym sie dzieje cos zlego obwiniaja najpierw siebie i tym bardziej, kiedy sie na nie patrzy z boku (lub z przyszlosci) to jest ich strasznie zal, szczegolnie, ze doskonale wtedy widac, ze to im zrobiono krzywde…
Dobrze sie zastanowie, zanim bede miala dzieci, skoro nawet inteligentnym ludziom tak ciezko skumac, co dzieciom jest potrzebne…
A w ogole to wesolego Swietego Patryka.

jeszcze glodni

Odliczanie: zostal mi juz tylko jeden egzamin i jedna praca do napisania, nie liczac pierwszego rozdzialu pracy dyplomowej, ktory musze oddac 22. kwietnia, ale o to sie bede martwic pozniej. 
Dzisiaj jest moja wolna niedziela, ktora postanowilam miec tak naprawde wolna, zadnego uczenia sie (egzamin za tydzien, ale kazdy musi odpoczac.) Tak wiec odpoczywalam na maksa, a L. ze mna. Co tylko sie kladlismy do lozka, to ja nas z niego zrywalam, bo nie chcialam przeciez wyczekiwanego dnia wolnego po prostu przespac. Tesknilam w ogole w ostatnich tygodniach za gotowaniem troche, wiec zaczelam nadrabiac juz wczoraj wieczorem. Po zjedzeniu przepysznej Carbonary autorstwa L., wlaczylismy trzecia czesc trylogii Larssona na DVD, a ja przy okazji wygniatalam ciasto na chleb. Nie wiem, co mi odbilo z tym chlebem, ze nie w maszynie, ale chcialam po prostu rece zanuzyc w czyms innym, niz w papierach i ksiazkach. Na koniec wymyslilam sobie, ze nie bedzie chleba, ale bulki i je dzielnie wylepialam i ukladalam w rozne ksztalty. Wypieklo sie to wszystko cudownie, ja pol bulki zjadlam jeszcze w nocy, a L. pokonal az dwie, bo mu bardzo smakowaly. Ciasto drozdzowe prosto z pieca jesc i nie byc od tego chorym, to tylko takie asy jak L. potrafia.
A dzisiaj niby nic mi sie nie chcialo, ale odkopalam swoj stary aparat fotograficzny, taki na klisze i wyciagnelam L. na spacer, zeby zrobic zdjecia. Jak juz bylismy na zewnatrz, to ja wpadlam na genialny pomysl, zeby tylko na chwile zajsc do SuperValu (to tutejszy supersam) i tam oczywiscie natychmiast mi sie wlaczyla wyobraznia kulinarna i rozkazalam, ze na obiad zrobimy pizze. L. jak zwykle odniosl sie entuzjastycznie, jako glowny pozeracz. Poszlismy do domu, ale nie bylismy jeszcze glodni, bo bedac w miasteczku zjedlismy po malym hamburgerze, wiec zasiedlismy przed telewizorem. I naprawde nie wiem, jak to sie stalo, ze nagle w rekach mialam jablka, ktore obieralam na ciasto…
Tak wiec bylo troche jedzenia, i znow bede karmic legion pracownikow w sklepie. Evelyn to juz na sam moj widok prawie zaczyna mi sprawdzac w torbie, czy nie przynioslam jakiejs chalki, albo czegos… Bardzo profesjonalna jestem szefowa, tak, albo raczej mama…
Pizza
L. kroi:
Placek z jablkami:
My jeszcze przed objedzeniem sie tym wszystkim:

Tak sie naczerpalam

Grafo 2, czyli pisze 2. Maly update.
Dzisiaj byl moj dzien tak zwany wolny, czyli przez 12 godzin siedzialam i pisalam ta prace. W miedzczasie zmywalam naczynia z calego tygodnia i pralam szmaty z calego miesiaca dla relaksu. Jesli juz zmywasz dla relaksu, to znaczy, ze jest zle. Najpierw chyba z 5 godzin siedzialam przy kompie, ktory zasypywal mnie zrodlami, z ktorych nic, tylko czerpac. Tak sie naczerpalam, czesciowo z biblioteki uniweru, w ktorej wiele rzeczy jest online, a czesciowo ze strony internetowej Instytutu czegostam, do ktorego notabene naleze, ze juz nie moglam wiecej czerpac. Nastapilo przepelnienie informacjami i dostawalam oczoplasu i mozgoszemrow. W zwiazku z tym musialam sie, z wielkim wysilkiem odkleic od kompa. W koncu musialam uznac, ze przeczytanie dwoch ksiazek i stu milionow artykulow w jakichs profesjonalnych periodykach i przesluchanie juz nie wiem jakich podcastow musi styknac na ta prace. Z podkastow sluchalam miedzy innymi baby, ktora zaprojektowala system nagradzania w KFC w Wielkiej Brytanii i myslalam tylko o kurczaku sluchajac jej. Tak wiec po odklejeniu sie od kompa musialam po prostu usiasc przy stole, jak za Gierka i napisac normalnie reka na papierze, bo komputer mnie rozpraszal. 
Oglaszam, ze chyba skonczylam. Jestem zbyt zmeczona, zeby to ocenic, ale ilosc slow jest mniej wiecej taka, jak powinna byc, a nawet z cwierc tego wszystkiego juz przepisalam na kompa. Tylko dopisze przypisy, czy jak to sie po polsku nazywa i gotowe.
A z tym grafo, to w ogole dlatego, ze w podstawowce mielismy taka pania Z. do geografii, ktora co roku we wrzesniu mowila nam: ‚Geo-ziemia, grafo-pisze’. Nigdy tego nie zapomne. Bardzo dobrze tez wspominam pania, ktora prawie w kazdym zdaniu mowila ‚otoz, okazuje sie, ze…’ W ogole nauczyciele zawsze generuja duzo wspomnien i zastanawia mnie, dlaczego tak czesto nosza bursztyny. Przynajmniej na polnocy Polski zawsze sie w szkole znajdzie nauczycielka z naszyjnikiem z bursztynem. Ja sama prawie zostalam w Polsce nauczycielka i zdarzyla mnie ta choroba dotknac i mam w sumie bursztynow dosc duzo i bardzo je kocham.
W ogole o czym ja daje…
Ide do wyra, bo teraz, to dopiero padam na ryj, nie to, co wczoraj.