Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
Luty 2011
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Luty 2011

wymagalo otwarcia butelki wina

Troche nie pisalam, ale fakty sa takie, ze co prawda w pracy jest spokoj i cisza, ale za kilka dni mam egzamin na studiach. Jest to jakis popieprzony przedmiot (swoja droga jak to jest, ze nawet jak sie najbardziej przez siebie lubiany kierunek wybierze, to sie zawsze trafi taki przedmiot, ktory jest kompletnie do dupy i uwazamy, ze jest niepotrzebny?) Tak wiec ten wlasnie przedmiot ma nazwe skladajaca sie chyba z pieciu slow i nie moge ich zapamietac. Tak samo material – po prostu gdybym byla na kierunku rachunkowosc, to bym bardziej rozumiala, czemu musze umiec policzyc koszty przychodow, koszty pracy itd… No, ale dobra, policze to i potem pewnie zapomne, poza tym, ze egzamin koncowy jeszcze mi pewnie o tym przypomni w 2012 roku.
Poza tym kaszle i jeszcze trzy dni temu sie uwazalam za chora, przy czym te granice oficjalnej choroby sa dosc zamglone, bo nie isc do pracy to nie jest opcja. Od wczoraj jednak troche mi sie polepszylo, kaszle bardziej jak czlowiek w bibliotece sobie pokaslujacy, a nie jak gruzlik w szpitalu, wiec jestem przepelniona optymizmem. 
Przy okazji niestety wlasnie konczy sie weekend, ktory oczywiscie spedzilam na gotowaniu. Chyba nie mysleliscie, ze jezdzilam na nartach, nie? Przyznaje, ze w sobote troche sprzatalam, ale tez oczywiscie w miedzyczasie (w miedzyzmywaniu) upieklam chalke posypana makiem. Wieczorem przyjechal L. i wspomniana wyzej zezarlismy, rozrywajac ja na czastki palcami, pijac Bacardi i ogladajac ‚Wojne polsko-ruska’ z angielskimi napisami. L. powiedzial, ze film byl gruby ze swoimi psychodelicznymi kawalkami, ale ze mu sie podobal.
Nastepnie zasunmy kurtyne az do dzisiaj rano, kiedy okolo 13tej wreszcie wstalismy i L. zrobil sniadanie. Chociaz ja uwielbiam gotowac i generalnie ciezko jest sie przy mnie dopchac do kuchni, to rano mam to wszystko gdzies, jedzenie czesto mi sie wydaje wstretne i najwyzej zrobie sobie kawe, tak wiec sniadanie jest domena L. Po sniadaniu i obijaniu sie jeszcze ze dwie godziny, ja juz zaczelam grzebac w ksiazkach kucharskich, w szczegolnosci w ‚Srebrnej Lyzeczce’ i postanowilam zrobic kurczaka w rozowym sosie. Nie dosc, ze bylo to przecudownie pyszne i niesamowicie latwe do zrobienia, to na szczescie sos nie byl tak naprawde rozowy, tylko raczej blado-czerwony. Do tego jego robienie wymagalo otwarcia butelki wina, wiec oczywiscie trzeba bylo to wino potem wypic. Jedyna wada tego cuda byl czas gotowania – poltorej godziny. Mowie Wam, ten kurczak, to byl taki mniamo, ze juz sama nie wiem. Kiedy sie gotowal, oczywiscie stwierdzilam, ze mam energie, wiec trzeba cos jeszcze zrobic i znalazlam w ‚Srebrnej Lyzeczce’ przepis w sam raz na wymiecenie roznych resztek z lodowki i tak powstalo ciasto jogurtowe. Nie moge sie zdecydowac, czy jestem z niego zadowolona, czy nie. Jutro rano zjem je w pracy popijajac kawa, to juz bede wiedziala.
A poza tym, to L. pojechal do domu, bo jutro wczesnie zaczyna prace, a dobrym chlopcem jest i kladzie sie wczesnie spac. A mi sie zrobilo zimno, wiec ide pod kolderke, obejrze nastepna czesc ‚Kevin sam w domu’. 
Pozdrawiam!