Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • When your homemade ravioli look like laundry that fell offhellip
    2 dni ago by tattoomybroccoli When your homemade ravioli look like laundry that fell off the line but you still can't wait to eat it! #homemade #ravioli #homemaderavioli #tortellini #yummy #delicious
  • Homemade cinnamon applesauce loaf! applesauce cinnamon cake instacake delicioso
    7 dni ago by tattoomybroccoli Homemade cinnamon applesauce loaf! #applesauce #cinnamon #cake #instacake #delicioso
  • Cinnamon Applesauce Loaf albeit in a square form as wellhellip
    6 dni ago by tattoomybroccoli Cinnamon Applesauce Loaf, albeit in a square form as well as loaf. Recipe on my blog. #loaf #baking #instabake #homemade
  • Homemade banana bread Recipe on my blog bananabread banana homemadehellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli Homemade banana bread. Recipe on my blog. #bananabread #banana #homemade #delicioso #lovecarbstoomuch
  • I have the best boyfriend who made me a dairyhellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli I have the best boyfriend who made me a dairy free omelette for breakfast #breakfast #omelette #omelet #homemade #lovelyfood #instagood
  • When your Sunday chicken gets a bit burnt on tophellip
    1 tydzień ago by tattoomybroccoli When your Sunday chicken gets a bit burnt on top but you don't care because you know it's going to be delicious #chicken #chickenroast #yummy #homemade
Listopad 2010
P W Ś C P S N
« paź   gru »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38828
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Listopad 2010

opinia

Moi drodzy, zasypalo nas tu sniegiem jak nie wiem co. Pierwszy raz snieg w Irlandii widzialam w zeszlym roku, byl to pierwszy snieg od trzydziestu lat, przynajmniej tu, na poludniu. A w tym roku znowu! Jak milo sie po nim idzie (w polbutach co prawda) i przypomina dziecinstwo w snieznym kraju.
Do tego caly czas jest zagrozenie powodziowe, ale nikt sie tym juz nie przejmuje, ludzie zajmuja sie swietami i wyciagaja piasek z workow przeciwpowodziowych, zeby posypac nim zalodzone sciezki.
A napisac chcialam Wam o tym, ze w pracy widzialam film ‚Sex and the City 2′. Co za rzyg!
Caly produkt Sex and The City, filmy i serial, to dla mnie jest zenada po prostu. Jest to o czterech niedojrzalych emocjonalnie kobietach, ktore mieszkaja w Nowym Yorku, gdzie nie ma biedy, problemow i starosci. Sa tylko pieniadze, Luis Vitton i kremy przeciwzmarszczkowe. Jest to jedna wielka (i nudna) afirmacja bycia bialym, heteroseksualnym, pieknym (dyskusyjne) i mlodym (a przynajmniej nalezy udawac chociaz ta mlodosc.) Ale jest tez taka ‚nibytolerancja’ na pokaz. Sa przyjaciele geje. Jak sie jest gejem, to niestety nie mozna byc po prostu przyjacielem, ale to nie szkodzi, bo mozna zostac przyjacielem gejem. Hahaha, czy to nie urocze? 
Wlosy mi na glowie staja z obrzydzenia, jak tego slucham.
Raz tez kiedys pokusilam sie o zobaczenie odcinka, w ktorym wspomniane kobiety wpadly na imprezie na bylego jednej z nich, ktory wystepowal jako Drag Queen, a w dodatku jako kobiecy wzor obral sobie wlasnie ta kobiete. Ach, jakiez to bylo oblesnie i obrzydliwe dla nich, jakie niemozliwe do zaakceptowania w ich wyszminkowanych swiecie, no straszne w ogole. 
Wartosci intelektualne, czy duchowe, albo wiedza o swiecie nie maja znaczenia. Liczy sie tylko Dior, bycie modnym i godna reprezentacja mieszczanstwa i ciasnoty umyslowej. Jesli naprawde sa ludzie, ktorzy tak wlasnie zyja, to gratuluje im woli przetrwania, bo ja na ich miejscu popelnilabym z nudow samobojstwo.
Wiem, ze duzo ludzi to oglada i im sie narazilam, ale taka jest moja opinia. Finito.
A poza tym, to mialam juz pierwszy egzamin, ktory chyba mi bardzo dobrze poszedl, dam znac, jak beda wyniki. A za tydzien i dwa dni bede miala nastepny, do ktorego mam sie niby uczyc, ale moze zabiore sie za to jutro :D

calym sercem

No wiem. Przeginam pale juz z tym niepisaniem. A przeciez mam duzo do powiedzenia. Na przyklad o przemysle farmaceutycznym, albo o stalowym. Tematy tak porywajace, ze nawet moja wlasna matka wykrecala sie od sluchania…
L. pojechal na urlop do Norwegii na dwa i pol tygodnia. Oczywiscie, kiedy ja jade na tyle samo do Polski, to jest w porzadku, ale jego wyjazdy na tak dlugo do Norwegii, to jest absolutne przestepstwo. Tak wiec ja zajmuje sie aktywnym tesknieniem. Za to on zajmuje sie wyszukiwaniem swoich zdjec z dziecinstwa, tak jak mu kazalam i nawet juz dostalam wczoraj kilka, co mnie bardzo ucieszylo.
Do tego dzisiaj wyslal mi smsa po norwesku z komentarzem, zebym sie dobrze bawila wieczorem rozszywrowujac go.
Troche przestalam gotowac, bo staram sie uczyc i mam duzo pracy na studia, do tego duzo pracy w pracy. Czesto, jak ide po pracy do domu, w taki moj prawie wolny dzien, bo przeciez nie musze isc tego dnia w ogole do szkoly, to jestem tak zmeczona, ze autentycznie wydaje mi sie, ze nie dojde w ogole do mojego budynku, a potem po schodach, to juz nie wiem jak. Oczywiscie to wszystko wina czwartego kwartalu, podczas ktorego moj pracodawca zarabia wiecej pieniedzy, niz przez pozostale trzy kwartaly razem wziete. Ja w tym czasie oczywiscie zarabiam tyle samo, ale za to haruje, jak wol.
Dzisiaj juz myslalam, ze oszaleje. 
Moja praca generalnie mnie czasami denerwuje i krytykuje ja, bo chcialabym miec jakas prace wazniejsza i w ogole powazniejsza. Ale ja tu sobie tak mowie, podczas kiedy niektorzy ludzie u nas w firmie pracuja na rownoleglych stanowiskach juz na przyklad 9 lat i mowia o tym z duma. Matko, jesli za siedem lat dalej bede siedziec w XV, to znaczy, ze cos nie wyszlo i to na maksa.
Ale pomimo calej krytyki i tego, jak czesto mi sie wydaje, ze moglabym robic cos wiecej, to bardzo wiele sie nauczylam. Czesto robisz 5 rzeczy naraz, a to i tak jeszcze jest za malo. A na koniec jeszcze masz odpowiedzialnosc za sklep, ktora ciazy na Twoim imieniu, na Twoich dyscyplinarkach i na tym, czy jutro jeszcze bedziesz miec prace, czy nie.
Ciagle organizowanie i upewnianie sie, ze na przyklad wszyscy moi pracownicy maja duzo pracy caly czas, jest wykanczajace. A musze tego pilnowac, bo jesli oni przez 5 minut beda stali z zalozonymi rekami, to jest po prostu przestepstwo.
No i to, co pamietam, ze mnie calkiem zszokowalo na samym poczatku. Najpierw idziesz na trening i tam mowia Ci, ze tu jest taka procedura, a tu taka i ze w poniedzialki zawsze robisz nastepujace 15 procedur, a we wtorki ilestam innych itd.
A nastepnie zaczynasz ten swoj poniedzialek i okazuje sie, ze masz do zrobienia swoje 15 procedur, do tego manager regionu zostawil wiadomosc z czterema dodatkowymi zadaniami, ktore maja byc wykonane ‚natychmiast rano’, w tym momencie wchodzi kient, ktoremu sie calkiem cos wlasnie rozwalilo i on musi natychmiast dostac od Ciebie pomoc, a najlepiej wymiane produktu na nowy (kazdy producent elektroniki ma inna procedure zwrotow) i przychodzi sms, w ktorym masz potwierdzic, ze masz juz zrobione trzy calkowicie przypadkowe zadania z wyzej wymienionych. To wszystko dzieje sie w ciagu pierwszych 15 minut od wejscia do pracy…
Ja generalnie to lubie, ale wiem, ze sa u nas managerowie, ktorzy tego nienawidza. Nie wiem, jak oni to znosza.
Dzisiaj wlasnie byl taki dzien, tylko jeszcze o wiele gorszy, bo w polowie tego calego rozgardiaszu, znalazlam notatke od jedengo z pracujacych dla mnie studentow, ze tak w ogole, to on musi koniecznie miec tydzien wolny zaczynajac pojutrze…
Pomijam juz fakt, ze moge po prostu powiedziec nie i chuj, ale tak naprawde nie moge, najwyzej moge go zwolnic (co tak naprawde tylko przysparza mi wiecej pracy). Najwazniejsze jest jednak to, ze teraz musze zrobic tak, zeby ktos inny pracowal te jego 20 godzin… Pisanie grafikow, to w ogole kiedys bylo przeze mnie znienawidzone zadanie, ale trening czyni mistrza. Teraz robie to bez mrugniecia okiem, ale nie, kiedy i tak juz mam do wypelnienia zbyt wiele godzin i za malo ludzi do pracy, a w dodatku ten koles robi cos takiego.
I bylam taka wsciekla, ze o malo nie oszalalam.
Nie wiedzialam juz w co rece wlozyc i calym sercem nienawidzilam tej pracy.
I wtedy nagle przyszedl alarm powodziowy i trzeba bylo jechac po worki z piaskiem i w ogole parkowac samochod nie przed swoim domem, ale daleko na wzgorzach i ten grafik nagle stal sie takim malym problemem w OCEANIE, ktory sie niepostrzezenie skrada wszedzie naokolo i odplyw wyglada, jak przyplyw… Nie wiem, co bedzie w nocy, bo kiedy szlam do domu, to lodzie unosily sie juz na wysokosci chodnika, a idzie przyplyw i pada, a woda nie splywa kratkami odpywowymi na ulicach. Manager sklepu obok powiedziala mi, ze mam sie nie martwic, bo tam, gdzie nasze sklepy, to rzadko zalewa, ale Meat Shambles Lane zalewa kazdego roku. Obejrzalam sie w strone, gdzie pokazywala: tamta ulica chodze do domu i juz nizej niz ta ulica jest tylko moj budynek…
No, ale samochod zaparkowalam, na takiej wysokiej i stromej gorze, ze ledwo jestem w stanie sie na nia wdrapac, a mieszkanie mam na drugim pietrze, wiec trzymajcie kciuki. :D