Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
Sierpień 2010
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2010

jeszcze trzy

Ja, moi drodzy, za duzo wypilam. Ale nie wczoraj, ani dzisiaj, tylko w ogole w ostatnich dwoch tygodniach mojego pobytu w ojczyznie. Przez te dwa tygodnie byly moze dwa wieczory, kiedy nie pilam… Nie sa to jakies wielkie ilosci, ale skonczylo sie wlasnie tak, ze siedze tu przed kompem od czwartej rano, kiedy to moj organizm postanowil zakonczyc spanie. Przejrzalam juz cala lodowke, zaatakowalam brzoskwinie w syropie, ser zolty i wode mineralna. I czuje sie jak gowno. Boli mnie zoladek, boli mnie glowa, chce mi sie rzygac, ale tez jesc… No z dupy po prostu… Balam sie, ze bedzie mi tak dobrze na tym urlopie, ze nie bede chciala wracac do mojej codziennosci w Irlandii. I rzeczywiscie jest mi wspaniale, ale kiedy mysle o powrocie do mojego spokojnego zycia w Youghal, to robi mi sie blogo. Zadnego sajgonu, tylko woda pluskajaca za oknem, dwa razy dziennie odswiezajacy deszcz i alkohol raz na miesiac…
A ja mam umowione jeszcze trzy chlania przed powrotem do domu. Nie wiem, jak to przetrwam.
Tak w ogole, to pobyty w Polsce staja sie dla mnie coraz bardziej doswiadczeniem egzotycznym. Wiele malych rzeczy codziennie przypomina mi, ze jestem tu juz prawie obca. Zszokowaly mnie dwa artykuly z szowinistycznymi wstawkami w ostatnim ‚Przekroju’ – magazynie, ktory kiedys lubilam i uwazalam, ze byl na wysokim poziomie. 
Szokuje mnie, jak ciezko nie byc w Polsce ta smutna, gruba dziewczyna i jak wiele zalezy od ciala, jakie sie ma.. Jakims magicznym sposobem tutaj az boje sie czuc atrakcyjna, mloda kobieta, to herezja przeciez, przy tym terrorze chudosci, jaki obowiazuje. A w sumie, jak poprawila mnie pewna A. pare dni temu, to terror jest nie chudosci, a sredniosci. Bo jak sie jest za chudym, to tez podobno nie mozna kupic w sklepie ciuchow…
Poza tym, przepraszam za ten temat z rana, ale te toalety… W publicznych toaletach w Polsce wystepuje albo brak papieru, albo brak higieny, albo mydla, albo suszarki/recznikow, albo wszystkich tych rzeczy naraz… Jakim cudem, w Cork w najbardziej zapchanych klubach nocnych, gdzie w co drugim kiblu slychac, ze ktos wlasnie rzyga, zawsze jest czysto, jak w domu i zawsze jest papier? W polskich kiblach jest syf, ale w zamian chyba, jest wywieszona podpisana lista, jakoby co godzine byl kibel sprawdzany. Czy niewidomych zatrudniaja do tego? Zreszta narzad wzroku tu niepotrzebny, wystarczy wech, poniewaz zapachy tez powalajace. 
No i co to za jazda z tym angielskim? W sklepie ze szmatami (oczywiscie tylko trzy rozmiary do wyboru) jest ‚sale’, slodycze, to juz ‚candy,’ na syropie malinowym jest ‚anti-drip cap.’ Czyli polski jest nie wystarczajaco ‚cool’, czy o co chodzi?
Ale w sumie, to sie nie wkurzam, ale na pewno to tak wyglada, jak sie wszystko napisze w jednym miejscu. 
A w ogole, to moj kon jedzie na dwa lata do Wroclawia, i to dopiero jest przygoda.

amfa z aniolami

Jest urlop, wiec plan na dzisiaj byl, zeby nie wstawac rano. Tak wiec wstalam rano tak, czy siak, ale chociaz sie zbuntowalam i dalej przesiaduje w pizamie. W telewizji leca jakies niesamowite glupoty, az ciezko uwierzyc, ze ktos to wyprodukowal i w tym zagral. Ale to oczywiscie nie jest tylko polska przypadlosc, w angielskiej telewizji to samo, albo jeszcze gorzej. Teraz znalazlam kanal, w ktorym w bardzo szybkim tempie facet wrozy dzwoniacym z kart. Przy tym oczywiscie non-stop gada, w mysl zasady, ze w telewizji cisza, to tragedia podobno jakas. Ja sie tylko zastanawiam, czy on amfe zre juz lyzeczkami i czy makijazysci i stylisci mu ja podaja, czy dyskretnie w kiblu sobie zapodaje? Podczas pisania tego zdania juz przepowiedzial jednej babie dziecko, drugiej trzydniowe badania w szpitalu a jednemu facetowi tragedie finansowa przez nastepne piec miesiecy. Fascynuje mnie to, ze ludzie tam dzwonia za 4 zlote i 88 groszy. Ale oplaca sie, bo on czasami gratis robi przekaz anielski, cokolwiek to jest. Moze to ma zwiazek wlasnie z ta amfa, jakos tak w kolorze bialym mi sie skojarzylo z tymi aniolami.
Poza tym musze duzo chodzic i wyciagam wszystkich na spacery, poniewaz juz od trzech miesiecy wszedzie chodze z moim krokomierzem i dzienne minimum krokow juz mam w wysokosci 7000 (zaczelam od trzech,) wiec jednak trzeba caly dzien nogami ruszac, zeby to wychodzic. Wczoraj wyciagnelam na spacer moja mame, ktora potem sie skarzyla, ze przegielam pale. Ale chodzic trzeba, wiec ja sie nie poddaje.
Poza tym podczas pobytu w Polsce zostalam uswiadomiona w sprawie ‚ale urwal’. Jesli jest jeszcze jakas osoba, ktora tak, jak ja, nie wiedziala o co chodzi, to zobaczcie:


No i forfiter, nastepny hit:

specyfika urlopu

Jak zwykle w czasie urlopu w Polsce na blogu cisza. Za duzo sie zawsze dzieje i ze zbyt wieloma osobami sie ciagle rozmawia, wspomina i spedza czas, zeby miec sile jeszcze cos pisac… Chyba dopiero mozna sobie to wyobrazic po wyprowadzce z kraju. Gadalismy kiedys o tym z L., ze jak sie jedzie do rodziny po polrocznym niewidzeniu, to nawet do kibla nie mozna pojsc, bo juz pukaja do drzwi, zeby nam cos powiedziec. Ale nie jest to skarga, tylko po prostu taka specyfika urlopu. 
Z roznych nowin, to postanowilam zmienic ginekologa, bo dotychczasowa baba byla wredna. Poszlam do super kliniki, z super recepcja, super opiniami w internecie, super budynkiem itd. i dowiedzialam sie, ze poprzednia pani doktor jakos nie powiedziala mi przez 6 lat, ze przy operacji wyrostka najwyrazniej sie tez cos porobilo z moim jajnikiem. W sumie nie wiem, czy nie widziala tego przez te szesc lat, czy moze uznala, ze skoro i tak nie kwalifikuje sie to do zadnych czynnosci, to nie ma potrzeby mi o tym mowic. Tak, czy siak – kij jej w ryj, dobrze, ze sie od niej wynioslam. 
A poza tym jadlam wczoraj polska pizze. Polska pizza z wiochowych pizzerii, to jest taki pyszny skarb, ze powinni z tym otwierac na zachodzie specjalne sklepy, czy co. Na pewno nie smakuje, jak prawdziwa wloska, ale jest pyszna, a nie to, co w tej Irlandii, tylko te biedackie pizza hut, four star i dominoes. Wszystkie trzy produkuja plastry salami polozone na czyms, co wyglada, jak osliniony papier. Fuj.
Czyli ja jak zwykle o zarciu. Kochani, ide, bo nie mozna tyle nad kompem siedziec na urlopie.

samochod sredni

Prosze Panstwa, w poprzedniej notce, to ja bylam normalnie pijana, a nie zadna tam wstawiona. L. dolewal mi do szklanki jak tylko mialam mniej, niz pol, bo to on w koncu prowadzil samochod, wiec ‚moge sie zrelaksowac.’ Po zrobieniu muffinek, ktore wyszly niebianskie, udalismy sie do L. do domu, gdzie zepsul sie przysznic, wiec potem to juz bylo zycie ‚na brudno.’ Pomimo uroku szorowania sie przy umywalce (jak na wakacjach/obozie,) to musze je uznac za malo skuteczne…
A co do samochodow itd., to L. stracil kiedys prawko, wiec je teraz robi na nowo…
Tu w Irlandii jest bardzo wesoly sposob na takie ekstrawagancje, jak prawko, co zreszta wszystkich doprowadza do szalu. Najpierw idziesz na test z teorii i jesli go zdasz, to dostajesz takie prawko, ktore sie nazywa ‚provisional’ i jest zielone. W sumie jest niewiele warte, bo mozesz jezdzic tylko pod warunkiem, ze obok siedzi osoba, ktora ma pelne prawko od conajmniej dwoch lat i na samochodzie masz naklejone Lki. Takim wiec sposobem na mojego Citroena powedrowaly piekne naklejki, jedna z przodu i jedna z tylu… W sumie latwiej mi dzieki temu rozpoznac samochod z daleka na parkingu, bo ja jestem taka sierota, ze dla mnie samochody wystepuja w 3 formach:
1. Samochod maly.
2. Samochod sredni.
3. Samochod duzy.
Do tego jeszcze wspomagajaco sa kolory, przy czym cholernie mi sie cale zycie myli pomaranczowy z rozowym, wiec cale szczescie, ze samochody rzadko maja te dwa kolory. Nie istnieja dla mnie marki, czy jakies coupe, combi, czy inne gadzety, dla mnie kazdy samochod, lacznie z moim, wyglada tak samo.
Wobec tego, kiedy parkuje na pietrowym parkingu, gdzie w rzedzie razem z moim samochodem jest sto innych, to jak mam rozpoznac ktory z tych srednich granatowych jest moj?
Normalnie bede tesknila za tymi Lkami, jak juz pojda do smieci.
A wracajac do prawka, to dopiero po minimum szesciu miesiacach jezdzenia na tym zielonym prawku mozna isc na egzamin z jazdy, zeby sie starac dostac prawko pelne, czyli rozowe, takie jak ja mam ( a moze pomaranczowe?)
I tu L. ostatnio troche dal tak zwanego ‚ciala’, bo zwyczajnie sie nie zorganizowal i nie udalo mu sie zalatwic sobie instruktora, ktory by mu powiedzial, co bedzie na egzaminie z jazdy i pozwolil to przecwiczyc, a takze pozyczyl swoj samochod na sam egzamin, bo to z reguly jest czescia uslugi (osrodek egzaminacyjny nie ma samochodow.) W zwiazku z tymi wszystkimi komplikacjami, L. zdaje jutro prawko moim samochodem i na egazmin jedzie sam (co jest nielegalne), bo ja musze pracowac. Juz mu powiedzialam, ze gdyby tylko powiedzial mi odpowiednio wczesniej, to bym sobie zarezerwowala wolne, no ale… 
No i zobaczymy, jak mu to pojdzie. Jak zda, to mi oszczedzi kasy na taksowke na lotnisko, na ktore musze jechac PONIEWAZ: jade na urlop. 
:D

postanowilam wstac

Prosze Panstwa, zycie jest ciezkie, ale nie za bardzo, bo juz za szesc dni jade na urlop.
Dzisiaj wolna niedziela, ktora oczywiscie spedzam z L., no bo jakze by inaczej.
Troche nam dzisiaj zajelo generalne wstanie z lozka, bo jesli nawet nie zajmowalismy sie tym, co zakochani lubia najbardziej, to spalismy. W tym wszystkim przysnilo mi sie, ze okazalo sie, ze moim chlopakiem jest Kurt Vonnegut i bardzo mnie to we snie ucieszylo. I odwrocilam sie w lozku powiedziec Kurtowi, ze to wspaniale, ze jestesmy razem, bo ja przeczytalam wszystkie jego ksiazki. No, ale wtedy, to sie juz obudzilam i sie okazalo, ze jednak to L., a nie Vonnegut. Jednak nie bylo to rozczarowanie, poniewaz o ile kocham intelekt Vonneguta, to gdyby zyl, mialby teraz prawie 90 lat, wiec nie wiem, czy dotrzymalby mi kroku w tych porannych przyjemnosciach…
Drugi sen byl o mojej ukochanej Moni z Francji, z ktora poszlysmy do niej na studia (?), na ktorych mialysmy sie uczyc pieciu jezykow w tym samym czasie i troche to nie wychodzilo, wiec mialysmy klopoty u wykladowcy…
O trzeciej po poludniu sie jednak zbuntowalam i postanowilam wstac. Zaczelam cos grzebac w kuchni, zadzwonila mama powiedziec mi, ze zmienilam kolory na blogu (dzieki, mamo za trzymanie reki na pulsie) i zaraz powyciagalam najrozniejsze skladniki i zrobilam pizze. Tym razem w lodowce dopisalo i pizza byla z mozarella, parmezanem, pieczarkami, szynka, swiezym rozmarynem i cebula. Oczywiscie musialam dodac cala diabelska piri-piri, wiec troche pozniej plakalismy nad pizza, ale ja to przeciez lubie. Teraz L. mnie upija winem, ktore przyniosl, bo tym razem wzial ze soba prawko, wiec jak go zapytali w sklepie ile ma lat, to mogl udowodnic. 
Teraz juz tylko musze troche wstawiona sie postarac zrobic muffinki, ktore obiecalam mojemu seksownemu L. i juz bedzie koniec niedzieli.
Pozdrawiam Was!