Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
Czerwiec 2010
P W Ś C P S N
« maj   lip »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2010

wiejska Irlandia

Strasznie chce dzisiaj cos napisac, ale nie moge sie w ogole zabrac. Skoro juz jednak pisze, to chyba znaczy, ze sie zabralam. 
Obejrzalam dzisiaj ‚The Greatest’, wycisnelo to ze mnie dzbanek lez, az sobie zaplakalam dekolt. Polecam film, jesli macie ochote na taki hardkorowo-smutny klimacik. Ja po tym filmie tak sie cieszylam, ze zyje, ze z tej wdziecznosci nawet mi sie chcialo wyszorowac kibel, co zawsze oczywiscie odkladam, chociaz nie tak dlugo, jak odkurzanie, ktorego po prostu nienawidze, bo halasuje. 
A w ogole, to dlaczego ja znowu siedze na podlodze, skoro w mieszkaniu mam dwie sofy, trzy lozka, cztery krzesla, dwa taborety i kibel, na ktorym tez w sumie mozna przeciez siedziec? Do tego usmazylam sobie dzisiaj ziemniaki w plasterkach. Takie smazenie pyr, to w mojej rodzinie tradycja, ktorej nigdy nie kontynuuowalam, bo z reguly nie jem ziemniakow, ale jakoze wczoraj ziemniaki graly role drugoplanowa w filmie o kurczaku w szparagach, to na dzis mi ich troche zostalo do usmazenia. Obierac pyr, to ja nie lubie, kochani, pomimo, ze kuchnia jest dla mnie prawie tak samo przyjemnym miejscem, jak lozko, to jednak siedzenie nad garnkiem i obieranie kartofli jakos mi nie pasi.
L. wyjechal na urlop, na szczescie tylko na tydzien, chociaz ze stresu niecwierkania z nim ciagle przez telefon dostalam pryszcza na facjacie, wiec tesknota jest powazna. Dzisiaj jednak zadzwonil do mnie, mimo zapowiedzianego na cztery az dni milczenia, bo jest gdziestam, gdzie nie ma zasiegu. Tak mi dobrze zrobil ten telefon, ze juz czuje, ze pryszcz sie goi. 
Poza tym mam jeszcze dwa tematy na dzisiaj. Numer jeden bedzie o tym, ze preprowadzilam sie na wioske i pociagnie do drugiego tematu, jakim jest dyskryminacja kobiet. Tak, dzisiaj bedzie calkiem serio i bardzo, bardzo powaznie. 
Ci, co mnie pamietaja z Polski, to wiedza, ze zawsze mnie denerwowalo w naszym kraju wieczne dyskryminowanie kobiet wszechobecne w zyciu publicznym (media itd.,) a takze w prywatnym, codziennym obcowaniu z meskimi szowinistami, ktorymi Polska jest wypelniona po same brzegi, az sie przelewaja i niektorzy przyjezdzaja nawet tutaj, gdzie na szczescie nie chce im sie uczyc jezyka, wiec dyskryminuja juz tylko swoje zony, corki i matki. Po tym, jak przeprowadzilam sie do Cork, odetchnelam z ulga i oddychalam tak przez prawie cztery lata mieszkania tam. Cork, chociaz jak na polskie liczby dziura, to w Irlandii Poludniowej jednak drugie co do wielkosci miasto, a wiec dosc cywilizowane. Generalnie w mediach tutaj ksieza nie przemawiaja, polityka nie zajmuje sie zarcikami na temat kobiecego ciala i tego, kto jest de facto jego wlascicielem, w pracy dyskryminacja wedlug plci lub koloru skory jest surowo karana i od razu przez wszystkich zauwazana i pietnowana, tak wiec cala ta kwestia jest o wiele mniej denerwujaca, niz w Polsce. Oczywiscie w dalszym ciagu jest to kraj katolicki, tak jak Polska, wiec problem rowniez istnieje.
Tak, czy siak, przeprowadzilam sie do szesciotysiecznego Youghal…
Od razu chce powiedziec, ze jestem tu szczesliwa i czuje sie niesamowita szczesciara, ze moge tu mieszkac. Mam mieszkanie doslownie ‚wiszace’ nad woda, codziennie po pracy wlocze sie po plazy, jesli jest odplyw i zbieram muszelki. Kiedy uzbieram pozostale kilka milionow muszelek, ktore tam leza i przywloke do domu, to bede musiala wynajac drugi apartament, zeby w nim mieszkac… 
Ale…
To wlasnie tutaj zrozumialam, co oznacza ta ‚wiejska Irlandia’, ktora jest lepem na turystow, poniewaz przyciaga swoim prymitywizmem… Tutaj, jako ze jestem managerem sklepu na glownej ulicy, wszyscy mnie znaja i wszyscy sie ze mna witaja. Nie ma opcji, zebym poszla w trakcie pracy kupic sobie mleko do kawy i nie musiala sie przywitac z conajmniej szescioma osobami. To nie problem, z natury jestem towarzyska, wiec mnie to nie denerwuje. 
Za to jesli chodzi o bycie osoba rodzaju zenskiego w tym pieknym miejscu to zauwazylam juz kilka ciekawych zjawisk. Najpierw bylo ogloszenie w lokalnej gazecie o wieczorku tylko dla pan, z meskim, rozbieranym tancem, tak zwani Chippendales. Co ciekawe, w reklamie bylo zaznaczone, ze wstep jest tylko dla kobiet, ale z wyraznym dopiskiem, ze mezczyzni moga ‚NADZOROWAC’ siedzac przy barze. Czyli okazuje sie, ze w tej czesci swiata kobiety sa nadzorowane. Tak, jak w krajach arabskich. Ok, przelknelam to jakos, szczegolnie, ze bedac z od dziecka uswiadomionym Norwegiem, przynajmniej, ze tak powiem ‚nie mam tego w domu.’
Druga sprawa, tuz obok mojego domu jest katolicki klub tylko dla mezczyzn! I nie musze chyba dodawac, ze kobiety tam nie tylko ich nie nadzoruja, ale nawet nie sa wpuszczane. Gra sie tam w bilarda i w jakies gry karciane, ktore sa na pewno za trudne dla nas, durnych kobiet. Tu puszczam oko do mojej Mamy, ktora jest wybitna brydzystka i pewnie ogralaby kazdego katolickiego debila w tym klubie, ale oni ze strachu przed nia i innymi brydzystkami/bilardzistkami wola kisic sie we wlasnym sosie. Zauwazylam za to, ze miejscowe centrum spolecznosciowe odegralo sie organizowaniem spotkan tylko dla kobiet. 
A po trzecie, moi drodzy, calkiem obcy mezczyzni nie zwracaja sie tu do mnie inaczej, jak ‚lov’ (kochanie,) lub ‚pet’ (doslownie: zwierzatko.) I na pewno znalezliby sie tacy, ktorzy by argumentowali, ze to jest ‚mile,’ ale znow nie musze chyba dodawac, ze tego typu umniejszajace okreslenia nie sa stosowane wobec mezczyzn, ani nawet malych chlopcow. Bo mezczyzni w tym kraju (i w wielu, wielu innych), w odroznieniu od kobiet maja prawo do godnosci osobistej i to od malenkosci…
Kochani… zobaczycie, ze ja jeszcze wyladuje w jakims ucywilizowanym kraju…
A poki co, paciorek i spac. :D 
‚I raczki na kolderke,’ jak to mawial pewien fajny czlowiek.

wiele zakretow

Mialam cudowny weekend. Zaczelo sie w piatek o osmej rano, kiedy nie dosyc, ze cudem zdazylam na przeglad samochodu, to samochod ten przeglad przeszedl. Juz w myslach obliczalam kase na naprawy, a tu niespodzianka, dostalam dysk do przyklejenia na szybie i swiety spokoj na nastepne dwa lata.
Potem byla w piatek praca, a po niej wpadl do mnie moj przyjaciel Rafael i moj ukochany L. Zaraz upieklam muffinki z jagodami, ktore zezarlismy jeszcze tego samego wieczora. Wiekszosc zjadl Rafael, ktory nie mial weglowodanow w ustach juz z rok, ale nie mogl sie powstrzymac, kiedy zaczelo pachniec w calym domu.
Sobota – L. i ja wyruszylismy na wycieczke. L. przejechal prawie cala trase, wiec chociaz raz wreszcie zobaczylam ta piekna droge do Killarney. Troche zaplacilam za to wielokrotnymi atakami serca, bo bycie pasazerem we wlasnym samochodzie nie jest takie proste w koncu. Szczegolnie, kiedy kierowca po lewej stronie drogi jedzie trzeci raz. Straszne sytuacje byly raczej  bardziej w mojej glowie, niz na drodze, ale nie ma to jak byc przerazonym na zapas.
W Killarney zatrzymalismy sie na lunch, ktory zjedlismy siedzac na trawie przed zamkiem – moje ulubione miejsce na piknik. Z Killarney do Kenmare, to juz ja jechalam, bo nie dalabym chyba nerwowo rady byc pasazerka. Na pocieszenie L. mi potem powiedzial, ze nawet jemu sie zrobilo niedobrze od jezdzenia po tych zakretach. 
Po dojechaniu na miejsce, mila i troche dziwaczna pani w tym samym B&B, w ktorym bylam z Axelle, oznajmila, ze ona specjalnie dla nas trzymala caly dzien najlepszy pokoj. Zaprowadzila nas tam i rzeczywiscie okno na cala sciane i pierwsze wrazenie piorunujace. Drugie wrazenie juz troche sie czulismy jak na wystawie i zaciagnelismy zaslony. Tego dnia jeszcze byla w planie wloska restauracja, w kazdej irlandzkiej wiosce taka znajde przeciez. Po nazarciu sie i spacerze juz nie mielismy sily isc na zaplanowane chlanie i padlismy na lozko jak trupy. Wydawalo nam sie, ze od razu zasniemy, ale pasace sie doslownie wszedzie barany tak glosno beczaly, ze wcale nie bylo to takie latwe. Baa baa i baa. Jak widac ponizej, na droge tez wlazily jak im sie chcialo.
W niedziele czekalo nas jeszcze wiele, wiele zakretow, ktorych wiekszosc znowu pokonal L., a ja sobie siedzialam jak krolowa i robilam zdjecia. Ale mi bylo dobrze… 
Znalezlismy tez dziwny, stary most. Na poczatku nawet nie zauwazylam go, tylko szlam dalej szukajac tego mostu, o ktorym uprzedzal znak…
Ale potem oczywiscie sie na niego wdrapalam.
A na deser nasze pocieszne geby: