Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
Marzec 2010
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Marzec 2010

zzera mnie

Wyjasniam balagan w poprzednich notkach.
Dostalam awans, o ktorym sie dowiedzialam juz chyba z miesiac temu, i ktory przyjelam cala podekscytowana. Ja z reguly jestem ta naiwna, ze sie ekscytuje jak mnie wysylaja na arene z lwami lub do gniazda krokodyli. Podano mi kilka sklepow do wyboru, z ktorych zaden w sumie nie byl blisko, ale popatrzylam na ceny wynajmu w innych miejscowosciach i przypomialo mi sie, ze ja zawsze chcialam mieszkac w jakims uroczym, malym miasteczku i tam tez pracowac. Wybralam wiec Youghal, mala nadmorska miejscowosc, bo ten kto mnie zna, ten wie, ze Budapeszt jest jedynym na swiecie miejscem, dla ktorego zrezygnowalabym z morza. W poniedzialek zaczelam prace w nowym sklepie. Okazuje sie, ze nie dosyc, ze cala zaloga, to faceci (nie wiem, czy to dobrze,) to w dodatku tylko jeden z nich nie mial jeszcze klopotow z HRem. Reszta jest na ostatecznym ostrzezeniu. Niech tylko ktoregos dnia postanowia wszyscy naraz wywinac jakis glupi numer, a zostane calkiem bez zadnych pracownikow. Inni ludzie z firmy jak sie dowiedzieli, ze dostalam ten awans, to mi wszyscy pierdzieli, jak to sobie dawno zasluzylam na to, swietnie sobie dam rade i tak dalej. A ja poszlam do tego sklepu, zobaczylam burdel w papierach, burdel w magazynie, zaloga w rozkladzie, klienci przyzwyczajeni, ze nikt od nich nie sciaga dlugow i sie zestresowalam. Przyznaje, ze daje sie temu stresowi teraz troche zzerac. Jeszcze nie jest tak zle, zebym sie zastanawiala po co mi to bylo, ale moj zwyczajowy dobry humor i ciete zarty gdzies zniknely zupelnie. Ide tam i jestem czarownica dla tych kolesi, zeby im do lba przypadkiem nie przyszlo nie potraktowac mnie powaznie, bo sie boje. Wiem, ze nie ma takiej opcji, zebym wszystko, co jest do zrobienia zrobila sama, wiec musze ich zaprzac skutecznie do roboty, a latwe to nie jest. W dodatku narazie zajebiscie daleko dojezdzam, wiec to mi tez nie pomaga, chociaz lubie jezdzic. No i tyle, wyskarzylam sie, ciezkie czasy sa. Chociaz niby wszystko ok, ale sie denerwuje.

cudowne slonce

Duzo nowosci, o ktorych nie moglam pisac, bo sie denerwowalam. Jakos to tak u mnie dziwnie dziala, ze denerwowanie mnie zawsze bardzo zajmuje. Wczoraj z okazji ostatniego dnia nerwow, pojechalismy z L. na moj ulubiony klif w Crosshaven. Zaparkowalam i w sloncu patrzylismy na drugi klif po przeciwnej stronie, jedzac lody. Wysmiewalismy sie troche z dwojki starszych ludzi, ktorzy zaparkowali dwa samochody dalej i zasneli w samochodzie od tego cudownego slonca. Po pol godzinie sami spalismy…  Ja z glowa u niego na kolanach a on, przynajmniej tak mowil, z glowa spadajaca w dol. Obudzilismy sie po godzinie i polprzytomni zjechalismy jeszcze na plaze, zeby polazic po skalach. 
Dzis juz byl dzien zero, wiec nerwy sie skonczyly. Pierwszy dzien w nowej roli w nowym miejscu. Balam sie, ze jak nie bede miala nad soba szefa, to bede leniwa, ale napracowalam sie tak, ze mnie wszystko boli. I nagle juz byla szosta i czas do domu… Czyli bedzie spoko, juz sie nie musze tak denerwowac. Teraz tylko przeprowadzka i juz. 

zbyt kochajaco

No i doprowadziliscie do tego, ze zaniedbalam bloga. Kochacie mnie, przysylacie mi rozne maile, prezenty, zdjecia… Nie moge pisac, bo jestem zajeta. Zajeta tym, ze mam okulary, w zwiazku z tym nagle wszystko widze, bo okazalo sie, ze ja tak w ogole to prowadzilam samochod bardziej na wyczucie, niz wzrokowo. Jestem wiec zajeta widzeniem. Troche mnie przeraza, ze widze produkty w aptece po drugiej stronie ulicy, jak jestem w pracy, ale staram sie nie dac sie ogarnac panice. Poza okularami mam na sobie zielone rajstopy, jakie ostatnio nosilam w wieku lat pieciu, mam tez sukienke w kropki z falbankami, jaka ostatnio nosilam w wieku lat trzech. Jestem tak poteznie opanowana ogolna szczesliwoscia, ze po prostu musze to wyrazic, najlepiej cala soba… Generalnie do tego mam szope niepoukladanych wlosow, bo ostatnio wrecz lubie, kiedy ich sie calkowicie nie da ulozyc. Przestalam probowac i napawam sie ich szalenstwem, jako ze w glowie nie jest lepiej niz na glowie. 
Z L. caly czas jest… bosko. Nie, no poddaje sie, nie ma takich slow, zeby to opisac, jak my na siebie dzialamy, jak czuje, ze powoli, powoli sie w nim zakochuje, ale nie trace gruntu spod nog, jak patrzymy na siebie. Jak mowimy sobie sto roznych milych komplementow i jak lubimy tyle rzeczy w sobie nawzajem… I ja dalej lubie ten jego szalik w paski bardzo. Umawiamy sie w najrozniejszych slodkich miejscach, zamawiamy costam i siedzimy patrzac na siebie o wiele za dlugo i zbyt kochajaco, jak na ludzi, ktorzy mowia, ze nie sa para… Wszyscy sie ze mnie juz smieja, kiedy mowie, ze jestesmy oboje dalej singlami, stracilam w ogole wiarygodnosc w oczach znajomych, ktorzy przeciez widza, jak to sie wszystko toczy… A w zwiazku z presja srodowiska, zebysmy juz nie sciemniali, ze nie jestesmy razem, to nawet o tym porozmawialismy. Uznalismy, ze nie bedziemy nic zmieniac, ale ze oboje czekamy z niecierpliwoscia, az sie zakochamy i mamy nadzieje, ze to nastapi… 
W miedzyczasie szanowny T., z ktorym bylismy ‚razem’ od pierwszego dnia i o milosci prawilismy non-stop od trzeciego dnia moze, zadzwonil do mnie znowu (po co?) i oswiadczyl, ze nie moglo sie nam udac, bo do siebie nie pasowalismy, ale ze seks byl swietny, wiec moze bysmy sie umowili… To nie koniec, dowiedzialam sie, ze jego swiat sie rozlecial na kawalki, kiedy ja przestalam odbierac telefony od niego i ze w ogole to on sie teraz z kims spotyka. Tak pieprzyl od rzeczy, a ja sluchalam, bo akurat bylam w sklepie ze szmatami i wybieralam nowe rajstopy w kropki, bluzke z kokarda i kolczyki, zeby wygladac przemegazajebiscie na randce z L. Nie robi mi to w zadna strone, co ten Tim poczyna, wiec chetnie wysluchalam, ze on teraz znowu nie pracuje, ale jest znowu w collegu, znowu na tym samym kursie, co dwa lata temu, ale teraz moze nie rzuci szkoly, przynajmniej sam liczy na to, ze nie rzuci. Poza tym spotyka sie teraz ze starsza kobieta i tu nastapilo oczekiwanie na jakas moja reakcje, ale nie zaoferowalam zadnej, wiec dodal jeszcze, ze ona ma 40 lat, wiec ja sie zasmialam juz tylko i zapytalam, czy teskni tak bardzo za mama. Ja w dalszym ciagu skupialam sie na szukaniu mojego rozmiaru tej slicznej sukienki wykonczonej koronka, kiedy uslyszalam jakies jego przemyslenia na temat naszego bylego zwiazku, wiec ostentacyjnie przerwalam:
‚Myslisz, ze chabrowy pasuje do czerwonego?’ 
No, bo trzeba sie jakos bronic przed idiotyzmem, z tego samego powodu nie mam telewizji.