Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Lipiec 2009
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2009

rocky bay

Po pracy pojechalam do Rocky Bay, gdzie strumyk wije sie przez cala plaze az do oceanu. Byl odplyw, wiec mozna bylo wejsc do jaskin. Tam sa takie dwie wielkie jaskinie obok siebie, wygladaja jak oczy, jakby tam byla gigantyczna czaszka. Wlazlam do jednego z tych oczu, ale wcale mi sie tam nie podobalo, bylo zimno, ciemno i obrzydliwie. W dodatku jak jest przyplyw, to tam jest woda, wiec w samej jaskini potknelam sie o wielki kelp (giant kelp). Wikipedia mowi, ze wielki kelp to „Listownicowce”. Jezyk polski lubi byc bardzo formalny i straszyc dlugimi slowami. Kelp mnie w kazdym razie przestraszyl, bo wygladal jak ogromna osmiornica rozlozona na piasku, wiec poszlam sobie z tamtad.
Probuje znalezc jakis sposob na to wszystko, na wszystkie gromy, ktore spadly na mnie jednoczesnie i na bycie samemu. Terapeutka mi kladzie do glowy, ze to dobrze sie stalo, jak sie stalo i ze potrzebuje tego, zeby byc sama, ze potrzebuje sie tego nauczyc, ze to dla mnie jest wrecz dobrodziejstwo. Wierze jej, ale nienawidze kazdej minuty tego stanu. Nigdy nie chcialam i nie planowalam byc sama… Bunt, ktory sama w sobie teraz przechodze jest jak przeklenstwo, nie ma nawet jednej chwili w ciagu dnia, kiedy nie jestem po prostu wkurwiona. Do tego mam Wazna Osobe w szpitalu i spadly na mnie zupelnie niesprawiedliwe oskarzenia w pracy.
Po co sie zyje samemu? Jaki jest sens tego?
Moj kawalek na dzisiaj:

nie wiem jaki chujowy tytul

No i rozchorowalam sie. Nie mam sily na nic. Po pracy ide do lozka i tak spedzam czas, wczoraj o dziesiatej juz spalam jak dziecko. Tim przynosi na obiad polska kielbase i frytki. Mamy podobno rownouprawnienie, ale Tim z gotowania najbardziej lubi odgrzewanie. On w ogole znow cierpi, a z nim ja, wiec nie jest wesolo. Cierpi na brak sensu w zyciu, na to, ze nic mu sie nie udaje tak, jak chcial i na to, ze nie wie, co chce robic, a nawet jakby wiedzial, to juz trzy razy byl na studiach i zawsze rzucal to w diably.  Naprawde chcialabym mu pomoc, ale jak? Jak mozna pomoc komus, kto nie wie, czego chce i twierdzi, ze nic mu sie nie udaje? Kopa w ryj? Probowalam, nie dziala. Wyslac do woja, zeby zobaczyl, ze moze byc gorzej – sam juz to sobie zrobil jak poszedl do tej szkoly wyscigowej, pobudke im robili o piatej i zapierdol caly dzien. Nie pomoglo, on dalej nie wie, a poza tym wszystko jest przeciwko niemu. Probowalam mu powiedziec, zeby sobie poszedl na jakas terapie, ale nie, to mu nic nie pomoze (a skad on to wie?). Nauczona przykladami kolezanki M. a takze jakby troche kolezanki A. generalnie odpuscilam jakiekolwiek cisnienie. Nie cisnij, to przynajmniej moze nie spierdoli i pozostanie przyjemnym dodatkiem do kolacji. A tu okazuje sie, ze na chujow nie ma sposobu, jak maja sie zepsuc, to co z tego, ze nie spierdoli, jak bedzie lazil i marudzil po domu? 
Mi tez to nie pomaga, kiedy sie temu przygladam. Bo tak naprawde, w podsumowaniu, rocznym, dziesiecioletnim i zyciowym, to czemu ja nie mam nigdy innego modelu, niz ten? Mily w obejciu owszem i nie kloci sie i mordy nie drze, bo tego bym nie zniosla, ale… Jeden za drugim do wyboru albo nie moze/nie umie lub nie chce robic niczego konstruktywnego ze soba. Zaden nigdy nie ma dobrej pracy, a najczesciej wcale pracy… I potem patrze na taka moja wspolokatorke D., ktora w ciaze zaszla jak miala lat 16 i ma teraz wspaniala core i mysle, moze to bylo najlepsze z tych wszystkich wyjsc. Przeciez chyba nie ma sensu czekanie na faceta, ktory jest w stanie uniesc ciezar prawdziwego zycia? W dodatku przychodzi e-mail od osoby bliskiej, od osoby z rodziny, ze co ja mialam na mysli piszac na blogu, ze chce dziecko? No w sumie, to nic nie mialam na mysli, rzeczywiscie nic. Do tanga trzeba dwoja, a wyglada na to, ze ja cale zycie bede liczyc tylko na siebie, bo chyba nie znajdzie sie chuj z jajami, za to eunuchow wokol mnie zawsze pelno.
Sorry, ze wkurwiona notka. Ja sie wkurwiam, a Tim siedzi przez telewizorem i spiewa sobie w najlepsze. Moze powinnam zostac lesba, stworzymy sobie ‚DOM’ i dzieci z ukochana Axelle?

jakby ta zmieszac z tamta…

Urodziny przyszly i poszly. Przyszlo duzo gosci, ja napieklam duzo roznego chleba i jedlismy to z miesem z grilla. Ja osobiscie nawpierdalam sie tak, ze ciezko mi bylo mowic, wiec raczej sluchalam co mowili inni. Nastepnym razem dla wlasnej wygody zrobie uczte z rzyganiem miedzy dokladkami, tak jak w starozytnym Rzymie. Nadostawalam tez w pizde smsow i e-maili z zyczeniami za co Wam dziekuje. Nastepnego dnia wybralismy sie na festiwal sredniowieczny, z ktorego zdjecia beda ponizej. Strachliwi i wegetarianie niech nie patrza, albo wlasnie moze niech patrza, to bedzie zadoscuczynienie dla tych, co mowili, ze krewetki w poprzedniej notce byly brzydkie. Chcecie zobaczyc jak jedzonko moze miec hardkorowa twarz, to skrolujemy myszka.
Poza tym blog.pl rozjebal mi bloga swoimi paskami i reklamami porozwalanymi na cala strone. Dodatkowo mieli czelnosc mi wyslac e-mail, w ktorym ochy i achy jak to teraz mam wspanialy pasek w kolorze szarym i ze na nim mozna klikac i sraty taty… Odpowiedzialam, a co:
"Zepsuliscie mi ta jebana belka szablon na blogu + reklama na pol
ekranu. Pierdolenie o tym jakie to piekne i uzyteczne zmiany ma
odwrocic moja uwage od ewidentnego chujostwa? Sorry, ale sie Wam nie
udalo. Od szesciu lat jestem na blog.pl i jak zwykle jest
beznadziejnie. Z prawdziwa niecierpliwoscia od dawna czekam, az
bardziej sensowne portale zaoferuja latwe przeniesienie bloga do nich
wraz z cala zawartoscia, zrobie to wtedy niezwlocznie.
Nie pozdrawiam szanownej ekipy zasranego blog.pl
J."
Sama sie usmialam piszac to, bo przeciez wiadomo, ze nie po to do mnie pisza, zeby czytac moje odpowiedzi, ale po to, zeby dadz zludzenie, ze ich moje zdanie interesuje. Wiem, bo sama pracowalam w podobnej firmie. 
Nie sadze ze ktos to tam u nich przeczytal, lub jesli nie u nich to w outsourced call centre, third party, szopie u Cona itd gdzies indziej moze moj e-mail trafil, bo dostalam automatyczna odpowiedz. I tak duzo… 
Co innego jakbym chciala cos kupic, albo im troche kasy dac, to na pewno odpowiedz by przyszla szybciutko.
Dzisiaj natomiast zrobilam sobie nokaut na wlasne zyczenie. Tak sie napracowalam, ze sie trzese ze zmeczenia, a mam przeciez dzien wolny. Zaczelo sie niewinnie, kiedy poszlam zrobic zakupy na obiad, w koncu cos trzeba jesc. W trakcie przypomnialo mi sie, ze juz od dwoch dni mysle o ciescie kokosowym, no i ze ciekawe, jakby ta make zmieszac z tamta, to jaki chleb wyjdzie. Wtedy sie okazalo tez, ze obiad jakis tam podgrzewany na szybko to mnie nie interesuje, lepiej zrobic cos nowego. Skutki sa takie, ze teraz siedze objedzona wegetarianska lasagne, do ktorej nawrzucalam wedle widzimisie roznych grzybow, cukinii i papryk od cholery. O halo, niebo w gebie, az brwiami robilam tak do gory jak jadlam. W piekarniku studzi sie kokosanka, nie mam sily jej wyjac, ale spoko, bo za godzine bedzie gotowy chleb z roznych mak, ten eksperymentalny. Chwilowo nawet mi sie nie chce schodzic na dol, zeby go wyciagac z maszyny, ale jest szansa, ze mi sie zachce.
Zycie jest dobre, mam 26 lat, jestem zdrowa. Mieszkam z mezczyzna, ktorego kocham, na przeszkodzie nie stoi nam rodzina, religia, choroba, bieda, ani zadne inne ustrojstwo. Staram sie tym cieszyc. Chcialabym dziecko, ale mam na to jeszcze kawal czasu przeciez, poza tym zawsze sie moze zdarzyc, bo przeciez nasza metoda jest ‚uwazanie’. 
Poza tym za 4 tygodnie koniec splacania kredytu za samochod i jade do Polski tez w tym samym czasie – szykuje sie impreza. 
Zdjecia ogladac i cieszyc sie:
Impreza w zamku Barryscourt nastepnego dnia: