Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
Luty 2007
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Luty 2007

Rzygam moim życiem.

Moje życie powoli zrobiło się już tak bez sensu, że aż samej nie chce mi się w to wierzyć. Siedzę w autobusie, a laska
koło mnie ma obgryzione pazury aż do kości, pomalowane w dodatku na czerwono, make – up czarny gotycki i
wygląda na szczęśliwą w odróżnieniu ode mnie. Czyta jakieś historyjki, pierdy o jakiejś świętej Katarzynie, czy innej
religijnej suce i widać, że nie przejmuje się tym, że jej życie nie ma żadnego sensu. Może właśnie dlatego, że ma. Może czeka na nią ktoś w domu, albo może jest właśnie w ciąży i dlatego czuje, że ma po co i dla kogo żyć. Może nie martwi się, że umiera, tak jak ja. Bo ja to przecież, do kurwy nędzy, umieram na każdym kroku. Moja szczęka gnije, ból potrafi pulsować aż do kości ogonowej. Mój żołądek nie chce już słyszeć o żadnym dalszym jedzeniu i niedobrze mi się robi na myśl o tym, czym się odżywiam. Jednocześnie wymyśliłam sobie nowe zmartweinie, że być może utyłam. Ciężko stwierdzić, bo nie mam wagi, a ciuchy mieszczą sie na mnie jak dawniej, ale zawsze jest to możliwe. W związku z tym nie myślę o sobie już wcale inaczej niż w najgorszych porównniach. Zresztą nie muszę daleko po nie sięgać. Wcale nie tak dawno zostałam nazwana kaszalotem przez Basket – pizdę, którą ruchał mój były. Coś w tym musi być, już kiedyś
jeden rudy koleś nazwał mnie grubą świnią. Przecież to wszystko nie dzieje się bez powodu. Przecież modelki są
chudsze. Przecież każdy musi się w czyjeś życie trochę wpierdolić z butami i nanieść błota, nie?
Mój Z. ciągnie mnie z powrotem do Polski, że niby tam nie jest tak źle, bo on ma prace. Mówi, żebym wróciła.
Ciekawe, co ja tam będę robić najlepszego w naszej pięknej ojczyźnie? Uczyć pierdolone bachory angielskiego? To by się mogło udać, teraz potrzebują bardzo nauczycieli. W tej zaszczytnej profesji być może płaciliby mi jakieś tysiąc dwieście złotych. Może za dwadzieścia lat dorobiłabym się malucha, ale to bym musiała jeszcze korki dawać chyba prywatnie. Tak, to jest jednak opcja. On nie wyjedzie, bo ma tą pracę.
W Irlandii niestety też nie ma drzew, to znaczy lasów żadnych. Wszędzie, gdzie jadę są puste pola. To może nawet byłby jakiś dla mnie argument, żeby wrócić. Las jest taki czarujący w Polsce.
Nie mogę tak żyć, jak teraz żyję. To już jest dłużej niemożliwe. Codziennie myślę o tym, żeby się spakować i gdzieś jechać wpizdu. A chuj nawet bez pakowania, po prostu wyjść i coś wreszcie iść i znaleźć. Tylko to nie rozwiązuje żadnego problemu.

Boję się.

Myślę, że mam w sobie jakiś gen obojętności.
Jakąś ukrytą cechę, która sprawia, że ludzie często są wobec mnie obojętni. Tak było już w podstawówce, że koledzy zakochiwali się we wszystkich moich koleżankach, tylko nie we mnie.
Często jest tak, że mężczyźni wykorzystują to, że jestem w pobliżu i to jest w porządku, ale nie wynika z tego nic dalej. I to też jest zawsze ich zdaniem w porządku. To ja jestem tą cierpliwą kumpelą, której nie trzeba przepraszać, której nie pyta się o zdanie i która dobrotliwie klepie się po ramieniu. To o mnie się do chuja pana zapomina idąc na piwo.

A tymczasem ja już mam tego naprawdę dosyć. Mam dosyć budzenia się sama, chodzenia a piwo sama, albo z jakąś koleżanką. Mam dosyć bycia ignorowaną lub zaczepianą w knajpach przez debili. Mam dosyć tego, że facet, którego kocham rucha jakieś dupy i nie planuje ze mną zamieszkać.
Mam dosyć bycia tą cierpliwą i logicznie myślącą istotą, która logikę ma zamiast uczuć.
Świat woli kobiety uczuciowe i te de. Lachy, które myślenie zostawiają na ostatnią chwilę, kiedy szantaż nie działa.

To proszę bardzo.
Nie mam zamiaru znosić tego dłużej.
Chcę mieszkać z kimś, chcę dzielić z kimś wszystkie troski. Siedzenie na emigracji w samotności nie ma żadnego sensu.

Mam chore sny, kiedy zamykam oczy widzę jak samolot, w którym siedzę wpada do morza, jak spadam ze schodów i jak pali się mieszkanie, a u mnie nie da się otworzyć okna, żeby wyjść.

no właśnie…

Dżuli wcale nie jest taka twardzielka.
Dżuli płakała w samolocie.