Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
Maj 2004
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Maj 2004

Zimno.

Jest mi cały czas zimno i nie chce mi się żyć. Okoliczności zmuszają mnie do bycia kimś dorosłym, tak, że już nie umiem się bawić. Od trzech tygodni nie wyspałam się porządnie, bo musiałam zawsze rano wstać. Poza tym chciałabym, żeby było ciepło i żebyśmy mogli ze Zbyszkiem siedzieć na łące w promieniach słońca, a my co robimy?
Nie widziałam go już tak dawno, że nie pamiętam jak wygląda, bardzo brakuje mi kontaktu z nim. Brakuje mi w ogóle wszystkiego, co jest fajne. Brakuje mi nawet fantazji, żeby gdzieś od tego wszystkiego wyjechać, bo i tak nie miałabym siły.

Chudniemy. Mam już temat pracy licencjackiej.

Pracowicie dalej chudniemy, czasami mi się wydaje, że to jakiś koszmar, a czasami, że nie jest tak źle. Waga mi dzisiaj pokazała, że schudłam 3 kilo, ale z ona bardzo różnie pokazuje, raz tak, raz inaczej. Podobno to zależy od gospodarki wodnej organizmu.

Miałam pisać licencjat z tematu, na który już wszyscy pisali, żeby było szybko i przyjemnie(Motivation in different age groups.) Bardzo się cieszyłam, wręcz odczuwałam ulgę, że mam taki wygodny, bezbarwny temat i szybko napiszę pracę. No i stało się, na którejś seminarce nie wytrzymałam i powiedziałam naszej wykładowczyni, że nie mogę o tym pisać, bo to mnie nie interesuje. No i wkopałam się na całego. Zaproponowałam kosmiczny, wymarzony temat, a ona ZGODZIŁA SIĘ!!!
Teraz czeka mnie przekopywanie najdziwniejszych książek i przeprowadzanie studium przypadku, ale jestem szczęśliwa, bo piszę o czymś wspaniałym. Uwaga, nadchodzi temat:

Wpływ kontaktu z koniem na dziecko z nadpobudliwością psychoruchową.

No to się zrobiłam na cacy.

Schudłam kilo.

Cały czas sobie mówiłam, że może mi się tylko tak wydaje, albo mam wagę zepsutą, ale już ze trzy dni pokazuje, że schudłam ten kilogram, więc chyba faktycznie tak jest.
Ktoś mi nawet powiedział, że widać po mnie, że schudłam, ale ja nic nie widzę…
Poza tym byłam na spotkaniu bookcrosserów, i wspaniale się bawiłam.
A tak w ogóle to nadchodzi sesja i muszę trochę sfabrykować różnych wypocin zaliczeniowych…

Dieta – dzień trzeci…

Jakoś żyję, chociaż słodkie czekoladowe batoniki, wafelki, ciasteczka, to wszystko po prostu chodzi za mną jak Hattric. Pokusa jest straszna, nie wiedziałam, że byłam tak uzależniona od cukru, albo jestem.
Za to ziemniaków, ryżu, ani chleba mi nie brakuje.
Jemy bardzo dziwne rzeczy, nieraz tłuste. Możemy jeść tyle, żeby się najeść. Narazie na wadze nic nie widać i zresztą to dobrze, bo co za szybko to też niezdrowo. Odkrywamy różne nowe smaki, w końcu czymś trzeba zapełnić okienko po ziemniakach. Nie jest tak źle, ale ten głód batoników mnie chyba zabije. Czasami mi się wydaje, że bym żarła cukier prosto z cukiernicy.

Nie będzie dobrze…

Od poniedziałku moja Mama i ja idziemy na dietę. Ja pierwszy raz, ale i tak trochę się garbię, jak widzę, co mam jeść… Najtrudniej będzie mi się pożegnać z cukrem, bo go uwielbiam, a niestety o to w całej tej diecie chodzi – o pożegnanie z cukrem.
:(((
Nigdy w życiu bym się sama nie zdecydowała na dietę, w której rano się wpieprza owoce z jogurtem, albo warzywa z twarogiem 0% tłuszczu (gdzie ja taki dostanę), ale moja koleżanka naprawdę schudła 18 kilo…
Mi też by się przydało tak z osiemnaście. W szafie mam siedem par spodni, które mogę naciągnąć tak do pół uda. A chciałabym trochę wyżej, bo pamiętam, że bardzo je lubiłam. Poza tym bycie grubasem w ogóle nie jest śmieszne, szczególnie odczuwają to stawy, np. moje kolano, z którym coś jest nie tak, po ostatnim spotkaniu z drzewem.

Poza tym są nowości dotyczące mojej Narusy. Zaczęłam wreszcie wsiadać na nią, bo już nie mogłam wytrzymać. Muszę jeździć na samym gołym siodle z całkowicie wypiętym strzemionami, bo boli mnie, jak puślisko mi dotyka tej nogi. Tak więc wyglądam jak masochistka, kiedy jadę w teren, a strzemiona zostają na ławce.
Narusa już sobie znalazła kilka sposobów na kochanych rekreantów, w końcu głupia nie jest i teraz mało który potrafi na placu jechać tam, gdzie by chciał… Jakoś mi to weszło na ambit i zaczęłam na niej pożądniejszą pracę. Okazało się, że moja pani nie zapomniała nawet jak się galopuje bokiem, albo kłusuje ukosem krzyżując nogi. Bardzo byłam zadowolona i do teraz się bardzo cieszę, aż nie mogę przestać o tym myśleć, ale u mnie to chyba standard.

Zresztą, trudno jest nie myśleć o tym jak 500 kilo żywego zwierzęcia czeka tylko na Twój sygnał do ruchu naprzód. I galopujesz po prostej, przesuwasz zewnętrzną łydkę do tyłu, lekko przemieszczasz środek ciężkości na zewnątrz i nagle czujesz, jak koń po odbiciu się od ziemi ostatnią nogą w takcie leci, ale w prawo i do przodu. Dotyka lekko nogami ziemi i znowu odbija się, żeby przesunąć się w prawo i do przodu. Niesamowita radocha, to wszystko, ta cała ogromna siła i wielka masa poruszana tylko dotknięciami. Całe tak wielkie, majestatyczne zwierzę robi to tylko dla Ciebie i cały czas nasłuchuje nowych sygnałów.
Wystarczy dotknąć.