Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
Luty 2004
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38959
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Luty 2004

Narusa już w domu…

Byłam dzisiaj u mojej Narusy, tak samo jak wczoraj, a transport odbył się przedwczoraj, czyli we wtorek.
Wpadliśmy do stajni jak burza kiedy już było ciemno i wyprowadziłam Narusę do trajlera. Mieliśmy do przejechania tylko kilkanaście kilometrów, ale i tak się nasłuchaliśmy jej tupania i protestów. Jak weszłam do niej, żeby ją wyładować, to już zdążyła się cała spocić z nerwów.
Jakoś wyszła z przyczepy, oczywiście zeskakując z rampy, jakby zobaczyła stado węży, a potem kręciła się wokół mnie nerwowo i darła pysk na całe gardło. Rżała tak głośno, że w ogóle nie można było rozmawiać, tylko trzeba było do siebie wykrzykiwać…
Wreszcie wprowadziłam ją do boksu, gdzie wbiegła prawie kłusem, bo przecież to takie straszne, że nowy boks jest, o rany. Dałam jej jakieś smakołyki i pojechałam do domu.

Następnego dnia (środa) przyjechałam ruszyć ją z miejsca, żeby nie rozwaliła boksu, bo to przecież nerwowe jest stworzenie. Z wielką łachą zjadła banana i jabłko, ale chlebem pogardziła.
Wyprowadziłam ją, przywiązałam do koniowiązu i poszłam po szcotki, a ona w tym czasie dostawała szału i darła się na cały głos, a ogiery odpowiadały jej ze stajni zgodnym chórem. Poza tym odśnieżyła stanowisko do gołego betonu grzebiąc kopytami z nerwów.
Chciałam jej obciąć grzywę, ale strasznie się wierciła i ciągnęła do innych koni na pastwisko. Przysza Ania i zdecydowała, że można ją wypuścić, może nie będzie gonitw.
Faktycznie, jak tylko poszła do koni, to się uspokoiła, przywitała się ze wszystkimi i cała zadowolona łaziła za nimi po nowym pastwisku.

Po pół godzinie znowu ją miałam przy koniowiązie drącą ryja ile wlezie. Osiodłałam ją z niemałym trudem i założyłam ogłowie na kantar, bo widziałam, że nie ma mowy o odczepieniu jej od poręczy póki nie ma wędzidła w pysku.

Jakoś wsiadłam i wjechałam na miękki plac o trudnym podłoży, głębokiej kopnej ziemi. Rżała cały czas i nie było mowy o stępowaniu. Najchętniej galop. No, to proszę bardzo. Po zaledwie pół godzinie była tak mokra, że chyba jej takiej nigdy nie widziałam. Nie galopowałyśmy cały czas, rzecz jasna. Jakoś ją w końcu zmusiłam do kłusa i nawet na kilka minut stępa.
Łapy mnie bolą do dziś jak starego narkomana, najbardziej w zgięciach łokci.

Dzisiaj pojechałam znowu. Stała w boksie cała nerwowa, owies niezjedzony, smakołyków nie chciała. Wyprowadziłam, przywiązałam i przyjżałam się jej, bo coś było nie tak. Wszystkie mięśnie jej latały, nogi się pod nią trzęsły. Ale i tak rżała i cały czas szarpała się na uwiązie… Przetrenowana, po wczorajszm pó godziny lotu nad gnojem z otwartą gębą i rżeniem. To jest koń, który będzie tak długo szedł, aż padnie.

Wzięłam ją na kolec i łaziłam z nią w ręką, a jak się uspokoiła, to na lonży. Mało mi ręki z barku nie wyrwała, mimo kolca…
I to wszystko jedenastoletnia kobyła.
Furiatka, jakich mało.

affera


Niedługo będę z powrotem jeździła na mojej Narusce. Zresztą nie tylko ja. Nie wiem, czy to w co ja się pakuję, to na pewno jest dobre. Zobaczymy.

Pewna pani się niesamowicie ze mną awanturuje, bo zrobiłam zdjęcia jej koniowi. Awantura jest publiczna, można ją zobaczyć w księdze gości na mojej stronie ze zdjęciami.
Część odbyła się także w realu, ale to już całkiem inna historia.

Nie wiem, co myśleć, jestem zestresowana. Gdyby nie mój Zbyszek, to nie wiem, co by było. On utrzymuje mnie na powierzchni.

Męczy mnie to, że tak bardzo nie ufam ludziom.
Ludzie, czemu ja Wam nie ufam?

Znowu śniło mi się, że byłam w Budapeszcie. Było tak ciepło.