Przepisy, kliknij w foto!

aatinyDSC_2385.jpg

Instagram

  • Good to have a homemade dinner on a Saturday Thehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Good to have a homemade dinner on a Saturday. The chicken was big, so it took forever to roast, but we waited patiently:) #instachicken #delicioso #homemade #instadinner #yummy #deilig
  • Challah goodness challah instabread delicioso homemade delicious chaka
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Challah goodness #challah #instabread #delicioso #homemade #delicious #chałka
  • Experimenting more with the pear cake and it was delicioushellip
    4 tygodnie ago by tattoomybroccoli Experimenting more with the pear cake and it was delicious again! #pearcake #pear #homemade #instabake #delicioso #sweettooth #kake
  • So I made a pasta bake with a dairy freehellip
    3 tygodnie ago by tattoomybroccoli So I made a pasta bake with a dairy free bechamel sauce and vegan cheese on top. I know dairy free bechamel is an abomination but I really can't have any milk products and miss my favourite sauce terribly so decided to experiment with margarine, soy cream and soy milk. It was delicious! #dairyfree #pasta #instapasta #nodairy #pastabake #delicious #delicioso #deiligmat #soymilk #bechamel
  • Here I was getting my pizza without cheese Still delicioushellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Here I was getting my pizza without cheese. Still delicious, especially when you have no choice ;) Yum! #pizza #instapizza #pizzabakeren
  • Nothing more comforting than a homemade challah homemade challah instabakehellip
    2 tygodnie ago by tattoomybroccoli Nothing more comforting than a homemade challah. #homemade #challah #instabake #delicioso
Grudzień 2003
P W Ś C P S N
« lis   sty »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 38957
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 1035

Archiwa

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2003

Kocham sny.

Sorry, że nic nie piszę, ale to dlatego, że nic nie komentujecie, więc mi się nie chce.
Śniła mi się Narusa galopująca w górę rzeki, wskakująca pod prąd na progi wodospadu, wciągająca się na nie umięśnioną szyją.
Kiedy ją wołałam, wracała do mnie.
Chyba jesteśmy na siebie skazane.

Poza tym śnił mi się but – śnieowiec z bardzo bliska, ale to już całkiem inna historia.

W święta myślę cały czas o koniach.
Czuję się, jakbym dostała jazdę konną od nowa, w prezencie.

Życie, życie jest nowelą…

Ale mnie bolą ręce, straszne mam zakwasy i do tego jeszcze stłuczona kolano. Tak to jest zadawać się z końmi. Konkretnie z Arą, ktrą to miałam się zająć na prośbę właścicielki. Jak widać, pierwsze spotkanie nie było takie do końca pomyślne.
Ara okazała się bardzo szybko poruszającym się kłębkiem nerwów. Czeka nas długa praca, zanim dojdziemy do jakiegoś porozumienia. Ale cieszę się, że stoi przede mną takie fascynujące wyzwanie.

A poza tym, to byłam u mojego braciszka i dlatego muszę coś o tym napisać na jego blogu.

Spacerek

Bardzo dobrze mi zrobiło, jak wczoraj przeszłam się dwa kilometry na pocztę i do sklepu. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy.
Wiało tak, że myślałam, że mi łeb urwie, po prostu coś strasznego.
Ostatnio czuję się tak dobrze, jak dawno się nie czułam. Jednak ciągle boję się, że wróci depresja. Najgorsze, że nic na to nie można poradzić. Nic, co się ze mną pod tym względem dzieje, nie zależy ode mnie.

Jutro jadę na konie.
To mnie trzyma przy życiu.
No i jeszcze zerówka.
Moje kochane dzieci.

Wczoraj robiłam koniom zdjęcia, nie mogę się już ich doczekać.

Piękny tekst o koniach znalazłam…

Cóż by innego? Konie.

Byłyśmy z Moniką w piątek w terenie na małym Camel Trophy, ale koniem.
Nawet dwoma.
Byłyśmy chyba wszędzie, w całym lesie. Dowiedziałyśmy się, między innymi, że przecinki w lesie wcale nie muszą zachować ciągłości. Jechałyśmy przecinką i wydawało mi się, że widzę przed nami kupę gałęzi. Kiedy podjechałyśmy bliżej, okazało się, że przecinka kończy się jakąś dziesięciometrową dziurą, w której płynie malutka rzeczka, a za dziurą dalej przecinka. Tak surrealistycznie to wyglądało, jakby urwało tam most, czy coś. Wystaczłoby przelecieć nad tą dziurą i mogłybyśmy jechać dalej…
W połowie drogi zamieniłyśmy się końmi, tak dla eksperymentu.
W sumie teren trwał trzy i pół godziny bo się zgubiłyśmy na cacy. Z moją orientacją w terenie zawsze było źle, także specjalnie mnie to nie zdziwiło, ale Monika też się zgubiła, czego się nie spodziewałyśmy…
Wreszcie zmarznięte, głodne i z obolałymi dupami wyjechałyśmy z lasu, gdzie powitała nas tabliczka informująca, że do Redy mamy 5,5 kilometra.
To było straszne.
Przyszedł taki moment, kiedy wszystko ci obojętnie i wleczesz się na koniu jak trup.

No, ale niezrażone dzisiaj wybrałyśmy się też. Tym razem czekały nas inne przygody. Najpierw odkryłyśmy prawdziwe góry, ogromne i strome, w dodatku całe obsypane gnijącymi liśćmi. Było bardzo bardzo ślisko.
Ciągle się bałam, że Monika zjedzie razem z Goldim ze skarpy, ale jakoś się wszystko udało.
Potem jeszcze spotkałyśmy leśniczego, który z groźną miną nas zganił, że nie jesteśmy na ścieżce konnej.
Waliłyśmy kity, jak idiotki, że się zgubiłyśmy i w ogóle.
Wreszcie wsiadł do swojego beautiful Cinquecento i pojechał w pip.
Potem widziałyśmy, że na nas czekał, czy na pewno pojedziemy drogą, którą nam wskazał. Niestety nie wykazał się przesadną inteligencją, jako że między miejscem, gdzie nas ostrzegł, a gdzie na nas czekał nie było żadnych możliwości skręcić.

Tym razem się wyrobiłyśmy w dwie godziny.
Jak tak dalej pójdzie, to moe niedługo będziemy wiedziały gdzie w ogóe jedziemy.
W środę niby nie jadę, bo nie mam kasy, ale już kombinuję skąd jednak tą kasę wziąć…

Myślę, że to jest ciężki pierdolec, podchodzący pod leczenie psychiatryczne.

Teren we mgle.

Wczoraj z Moniką byłyśmy dziećmi we mgle.
My i dwa konie.
Kiedy wyjechałyśmy w teren jeszcze nie było gęsej mgły, ale im dłużej byłyśmy w lesie, tym mnie przed sobą widziałyśmy.
Odkryłyśmy wspaniałe, bardzo piękne miejsca, jedno z nich wyglądało jak katedra, taka wysoka, z sufitem z mgły.

A poza tym galopowałyśmy i galopowałyśmy.
Ciągle odwracałam się do Moniki zobaczyć jak sobie radzi, a ona ciągle mówiła „Ale fajnie, ale fajnie.”
Nigdy wcześniej nie znałam nikogo, kto byłby świrnięty tak jak ja i tak bardzo chciałby jeździć.

Niestety Monika wyjedzie w święta do Francji i będzie tam siedziała i siedziała, mam nadzieję, że nie bardzo długo.

I kto będzie wtedy ze mną jeździł w teren?
Są jacyś chętni?